ODPOWIEDZIALNOŚĆ PRZED TĘSKNOTĄ

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem patrzyłam!!!
„Bądź uwielbiony, mój Jezu w sytuacji, która mnie teraz spotyka! Bądź pochwalony! Wywyższony bądź!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Wtuliłam się w Niego jeszcze bardziej… I zaczęłam rozmyślać…
„Od niemal pół roku praktycznie nie wychodzę z domu. Oprócz wyjazdów do kościoła i do dentysty. Nie wychodzę. Ostatni miesiąc nawet do kościoła nie chodzę… Mszę św oglądam w TVP i staram się w niej uczestniczyć duchowo.
A na podwórko nie wychodzę. Całe dnie siedzę w domu. I chociaż zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. Nigdy się nie nudzę! To jednak… nigdy nie myślałam że można, że będę tęsknić za wyjściem na dwór… Tęsknię! Za obserwowaniem przyrody, kwiatów, ptaków, maleńkich srebrzystych jaszczurek… Tęsknię za słońcem! Za powietrzem! Przestrzenią!
Jednocześnie wiem, że gdybym teraz wyszła na dwór, z całą pewnością zachorowałabym. Nie koniecznie na koronawirusa, ale na grypę. Pamiętam sześć i cztery lata temu baaardzo chorowałam. Dusiłam się tak bardzo, że rodzice dzwonili po pogotowie. Pogotowie zabrało mnie na SOR. I lekarze całą noc podawali mi tlen i sterydy, żebym mogła oddychać. I to było nie zimą, tylko w kwietniu.
Także mimo tęsknoty za słońcem i przyrodą wolę jeszcze z domu nie wychodzic. Wolę poczekać. Z odpowiedzialności za siebie samą. Kiedy parę lat temu zachorowałam byłam młodsza i silniejsza. Gdybym teraz zachorowała tak bardzo jak wtedy, pewnie od razu znalazłabym się u Jezusa na rączkach. I choć serce się rwie do Niego na rączki, wolę poczekać aż On sam po mnie przyjdzie! Odpowiedzialność przed tęsknotą. Widać mam coś jeszcze do zrobienia na świecie, skoro jeszcze Jezus po mnie nie przychodzi!”
„Bądź uwielbiony, mój Jezu w sytuacji, która mnie teraz spotyka! Bądź pochwalony! Wywyższony bądź!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Jestem, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!

Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI…

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała. Trzymałam mojego ślicznego Jezusa w objęciach i tuliłam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Trzymałam Jezusa z ledwością… Cała obolała i zmęczona bardzo. Ręce mi drętwiały… zgrabiałe… Jezus leżał w moich ramionach cierpiący niezmiernie… Oczy Mu się zamykaly… Mi też się zamykaly…
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją, Moniko Moja jedyna!” – szepnęło SERCE Jezusa.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęło moje serce.
Jezus zamknął oczy… I ja oczy zamknęłam…
Gdy tylko je zamknęłam, usłyszalam dziwne, piskliwe, wrzaskliwe glosy:
„Teraz! Porwijmy tę małą pieknisię i Wielki Czuwający zostanie sam!”
„Nie możemy! On ją strzeże jak źrenicy oka!!! Zobaczy nas!”
„Jak to zobaczy?! Przecież oczy ma zamknięte!”
„Ma zamknięte, ale widzi!”
Szybko otworzyłam oczy! Głosy umilkły.
Jezus leżał w moich objęciach z zamkniętymi oczami. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością. Jezus otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją, Moniko Moja jedyna!” – szepnęło SERCE Jezusa.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęło moje serce.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja tuliłam Go do serca mojego…

POMOŻE!

Tańczę bardzo bardzo bardzo. I w ogóle nie mam głowy do pisania. Napiszę tylko o czym rozmawialiśmy z Jezusem.
„Nie pomogłam mojemu Duchowemu Dziecku… Córeczce… Przyszła do mnie po pomoc, po radę… A ja nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, co poradzić. Nie umiałam…”
„I powiedziałaś jej o tym wprost!”
„Tak. Nie owijałam w bawełnę. Kiedy nie wiem to mówię że nie wiem. Nie wiem jak jej pomóc… Jedyne co mogę zrobić to tańczyć i modlić się w sprawie, którą mi powierzyła…”
„Tańcem i modlitwą bardzo jej pomożesz, kochana Moja! Resztę zostaw Mi!”
„Pomożesz jej, mój Jezu??”
„Tak!”
„Obiecujesz?!”
„Obiecuję, Moniko!”
„Dziękuję mój Jezu!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…

CENNIEJSZA NIŻ PERŁY

Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja! Tańczylismy bardzo w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką nieprzeniknioną. Jezus obejmował mnie z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany… Płonący cały Miłością! I ja tylko w Niego patrzyłam płonąca miłością i uwielbieniem… patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa…
„Nawet nie wiesz kochana Moniko jak bardzo zmieniłaś swój stosunek do samej siebie w ostatnim czasie!” – wyszeptał Jezus z zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiem! Ciągle go zmieniam. Uczę się… Uczę się mówić o swoich potrzebach, pragnieniach. Decydować o sobie. Podejmować decyzje…”
Urwałam na moment, uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie i mówiłam dalej:
„Znam siebie, znam swoje słabości i wady, ale znam i swoje zalety. Potrafię siebie pochwalić, ale i zganić kiedy trzeba. Opierniczyć!”
Zaśmiałam się perliscie! Jezus także się zaśmiał!
„Szanuję siebie. Robię sobie drobne przyjemności, prezenciki… Rozpieszczam siebie czasem…”
Spojrzałam w Jezusa z nieśmiałym uśmiechem. Mówiłam dalej:
„A! Pamiętasz Jezu jak się oburzalam kiedy mówiłeś mi o moim pięknie?! Jak zaprzeczałam?! Dziś już nie mogę zaprzeczyć! Sama widzę, że jestem piękną!”
Jezus patrzył we mnie z czułością i zachwytem…
„Widzisz samą siebie Moimi danymi oczyma, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„I wiem, że jestem dla Ciebie bardzo cenna…!”
„Bezcenna! – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem – Za Ciebie umarłem na Krzyżu i zmartwychwstalem dla Ciebie!”
Milczałam zachwycona cała!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Bezcenna! Twoja wartość przewyższa wszystkie perły!”
Nie wiedziałam co powiedzieć… Milczałam w zachwyceniu… Jezus tulił mnie do SERCA.

JAK DOBRZE, ŻE JESTEŚ…

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona. Bez sił. Leżałam z otwartymi oczami… nie miałam siły żeby je zamknąć. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA. Patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Poruszony niezmiernie.
„Jak dobrze, że jesteś, Moniko! Jak dobrze, że mogę Cię tulić w ramionach i pocieszać… Jak dobrze że jesteś!” – wyszeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
Pomyślałam że Jezus potrafi znaleźć powód do radości w każdej sytuacji. Ja też potrafię! – tak pomyślałam i na mojej twarzy pojawił się słaby, delikatny uśmiech…
„Jak dobrze, że jesteś, mój Jezu! Jak dobrze, że mogę Cię kochać! Jak dobrze, że jesteś!!!” – szepnęło moje serce.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował… Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i słodko i gorąco… Potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie głęboko… Jak w obrazek. Tańczylismy bardzo w intymnej bliskości. Mój Jezus i ja.

ZŁOTA

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką.
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj moje Duchowe Dziecko powiedziało, że jestem ‚zlota’! Kiedy spytalam dlaczego, odpowiedziało, że nie wie dlaczego jestem ‚zlota’, ale że jestem! A inne moje Dziecko powiedziało, że baaardzo dobrze że jestem taka jaka jestem, że nie jestem inna. Dziękowało, że jestem… ”
„Złota!” – wyszeptał Jezus przerywając mój wywód. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!!!
„Złoty to jesteś TY, mój Jezu! Ty i moje Duchowe Dzieci! Najpierw Ty, a zaraz potem moje Dzieciaki złociutkie!!!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko… Zachwycony i rozpromieniony cały!
„Wiesz dlaczego jesteś złota, Moniko?” – spytał z cudnym uśmiechem.
Gwałtownie pokiwałam głową przecząco!
„Bo masz złote serce!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Złote SERCE masz Ty, Jezu!”
„Twoje serce jest podobne do Mego SERCA! Więc też złote!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały…
„Rozpieszczasz mnie znowu… I znowu wywyższasz…” – szepnęłam onieśmielona i zawstydzona bardzo.
„Uwielbiam Ciebie rozpieszczać, kochana Moja! A wywyższa Ciebie nie Ja. Wywyższa Cię Twe złote serce!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało… A On patrzył we mnie zakochany i zachwycony cały!

CAŁA W JEZUSIE!

Wczoraj poszłam spać padnięta. Szybko zasnęłam…
Obudziłam się… Obudziłam się i od razu poczułam, że jestem w ramionach mojego Jezusa. Że leżę w Jego objęciach. Rozbudzałam się powoli… Bardzo powoli… Oczy miałam zamknięte. Leżałam… W pewnej chwili poczułam na policzku oddech, a potem delikatny i czuły pocałunek mego umiłowanego… Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego radośnie!
„Kocham Ciebie, Jezu!!!” – szepnęłam nie otwierając oczu.
„Wiem! Widziałem jak spałaś!” – usłyszalam ciepły i pełen miłości szept Jezusa.
„Jak spałam?!”
„Tak! Widziałem i słyszałem!”
„Jak spałam?!”
„Tak!!! Serce Twe biło dla Mnie i przez sen powtarzałaś ‚kocham Cię Jezu!'”
„Suuuuperrr!!! Nawet we śnie Ci o tym mówię!” – ucieszyłam się bardzo.
„Więcej! Nawet Twój sen mówi Mi że Mnie kochasz! Nawet Twój sen, Moniko!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Jezusa. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Jak w obrazek patrzył… Rozpromieniony cały!!! Cały był mój i cały był dla mnie!!! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem i entuzjazmem! Cała byłam Jego i dla Niego cała!!! I cała w Nim zanurzona… Zatopiona w Jezusie! Otulona, napełniona, wypełniona… Przepełniona Jezusem! Cała w Jezusie!

W PEŁNI OBECNOŚCI

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo i bardzo zmęczona…. Jezus dotykał Swą dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością niezwykłą…
„Moja maleńka… Jedyna Moja… Jedyna… Śliczniutka Moja…” – szeptał Jezus z ogniem głaszcząc z czułością mój policzek.
„Uwielbiam Twoją czułość, mój Jezu…” – szepnęłam z trudem.
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. I przytuliłam ją do policzka.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Święty Jan napisał, że ‚Bóg jest miłością’! Równie dobrze mógł napisać, że Bóg jest czułością, tkliwością, bliskością, łagodnością, dobrocią, cichością. Mógł. Ale w Miłosci zawierają się wszystkie te cechy!” – rozmyślałam wpatrzona w Jezusa.
Jezus milczał, patrzył we mnie płonący cały…
„Jesteś bliskością… Obecnością… Ciszą… mój Jezu… Uwielbiam przebywać w ciszy…” – szepnęłam z mocą.
Umilkłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I On patrzył we mnie… I nagle pustka wokół nas już nie była pustką, ale… Obecnością!!! Miłość, czułość łagodność Jezusa wypełniala całą pustkę!!!
„Jak tu pięknie…!!! I jak dobrze!!!” – szepnęłam zachwycona cała.
„Nie byłoby tak dobrze i pięknie bez Ciebie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem. I uśmiechnął się do mnie cudownie! Od ucha do ucha!
Choć uważałam inaczej, nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Usmiechalam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco… Trwaliśmy w Obecności. W pełni Obecności. Mój Jezus i ja.

KTO Z KIM PRZESTAJE…

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej… Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością i delikatnością.
Jezus tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Od Ciebie, mój Jezu można się wszystkiego nauczyć! Miłości, czułości, delikatności… Cichości… Pokory… Łagodności… Wszystkiego!!!” – szepnęłam z mocą. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Jesteś bardzo pojętną uczennicą, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ty Jezu jesteś najlepszym Nauczycielem! Uczysz mnie jakby bezwiednie, mimowolnie, mimochodem! Nawet nie wiem kiedy uczę się od Ciebie!”
Kto z kim przestaje takim się staje, po prostu!”-wyszeptał Jezus płonący cały.
„Chcę, pragnę przestawać z Tobą bardziej i bardziej, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z uwielbieniem.
„Wyraziłaś i Moje pragnienie, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. I ja w mojego Jezusa patrzyłam jak w obrazek. Tańczylismy bardzo w intymności… Bliziutko…

POTRAFIĘ!

Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Tańczylismy w Otchłani Smutku. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus obejmował mnie z tkliwością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie płonący cały miłością. I ja w Niego patrzyłam płonąca miłością. Tańczylismy… W pewnej chwili rozejrzałam się wokoło.
„Wiesz mój Jezu? Tu jest cieplej, widniej i radośniej niż było na początku!” – szepnęłam z mocą.
„Nie, nie jest, Moniko. Jest tak samo jak było. Tak mówisz bo przyjęłaś ten stan, uznałaś za swój. Uważasz, że jest po coś. I dla Ciebie jest widniej, cieplej i radośniej!” – wyszeptał Jezus wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Tak, uważam że wszystko jest po coś. I denerwują mnie takie pytania:” Dlaczego Bóg mi daje tyle cierpienia, zła, itd, itp?! Karze mnie?!” albo:”Co to będzie… co to będzie?!” Takie pytania to według mnie świadczą o braku zaufania do Boga. Może za ostro mówię, ale tak uważam. A pytać ‚dlaczego?’ owszem, można, trzeba nawet. Ale inaczej. „Dlaczego Bóg dopuścił do takiej sytuacji? Co chce mi przez to powiedzieć, pokazać? Co mogę dla Niego w tej sytuacji zrobić?!” – tak postawione pytanie świadczy o zaufaniu Bogu i miłości do Niego.”
Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach. Nagle jakby osłabł… Osunął się w moje ramiona…
Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam do serca mego… Obejmowałam Go delikatnie, z czułością i tkliwością… I z drżeniem serca. Jezus leżał chwilę z zamkniętymi oczami. Nagle je otworzył i uśmiechnął się do mnie cudownie!!!
„Dlaczego Mnie tulisz, jak myślisz, Moniko?!” – spytał Jezus.
„Bo… bo jesteś zmęczony… słaby… Bo jest Ci zimno i smutno. I chcesz, żebym Cię pocie…” – urwałam i patrzyłam w mojego Jezusa.
Jezus patrzył we mnie z cudnym uśmiechem.
„Pozwalam Ci się tulić i pozwalam Ci się całować, kochana Moja, żeby pokazać Ci, że umiesz okazywać czułość. Że potrafisz, że możesz!!!”
Zatkało mnie! Zamurowało!!! Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała, serce aż drgnęło… Podskoczyło!!!
„A…” – wymamrotałam ledwo.
„Oczywiście pragnę Twego przytulenia i pocałunków!!! Uwielbiam je!! Ale Moje pragnienie i uwielbienie jest jednoznaczne z chęcią pokazania Ci, że potrafisz, że umiesz okazywać czułość!”
Patrzyłam w Jezusa… szczęśliwa cala!!! Serce moje tańczyło z radości!
W dzieciństwie doświadczałam niewiele czułości i byłam przekonana, niemal pewna, że sama okazywać czułości nie umiem, że nie potrafię…
A tu… Potrafię!!!
„Dziękuję mój Jezu…” – szepnęłam oniemiała ze szczęścia.
„Sobie podziękuj, Moniko!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością.
„Uwielbiam Twoje pocałunki! Uwielbiam!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Przytuliłam mój policzek do policzka Jezusa… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości i intymności bez granic… Jezus i ja!

PODUSZKA

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! I patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała!
„Moniko, jedyna Moja! Czy Ja Cię trzymam w ramionach czy Ty Mnie trzymasz, czy Ja Ciebie tulę czy Ty Mnie tulisz, nasze serca są zawsze razem! SERCE przy sercu!” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem.
„Taaak… przytulone do siebie… Wtulone w siebie nawzajem…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„I tańczące razem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! Jezus zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco! Potem położył Swą głowę na sercu moim. Dotykałam dłonią Jego włosy i głaskalam je z czułością… Pomyślałam że baaardzo chcę, żeby moje serce było poduszką Jezusa. Wygodną, mięciutką, ale też nie za miękką. Dopasowaną do kształtu Jego głowy, twarzy. Żeby gdy nie ma gdzie głowy złożyć, zawsze mógł położyć na moim sercu. I mógł odpocząć sobie…
„Ach! Jak Mi dobrze na sercu Twoim, Moniko! Jak wygodnie…” – Jezus wtulał się w moje serce coraz bardziej i bardziej.
„Odpocznij kochany… Odpocznij…” – szepnęłam głaszcząc Jego włosy z tkliwością.
Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic…

BARDZIEJ I BARDZIEJ… BLIŻEJ I BLIŻEJ…

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie! Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam do serca mego. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Widziałam że cierpi bardzo… ogromnie! Niezmiernie… Patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami… Z tkliwością niesamowitą…
„Kocham Ciebie, Jezu!” – szeptało moje serce.
I ja cierpiałam bardzo… Powieki zamykaly mi się ze zmęczenia. Stawały się cięższe coraz bardziej i bardziej. Aż zamknęłam oczy. Gdy tylko je zamknęłam, od razu znalazłam się pod Krzyżem! Jezus wisiał na nim z rozpostartymi ramionami! Jak sokół! Jak orzeł! Wyglądał majestatycznie i dostojnie bardzo! A jednocześnie był bardzo bezbronny… Objęłam mojego Jezusa z miłością. Delikatnie… Otuliłam miłością. I całowałam Jego obolałe i zmęczone Ciało. Jego rany… Całowałam ze czcią i uwielbieniem. Z namaszczeniem… Zakochana do szaleństwa!!! Całowałam… całowałam całą sobą… Całowałam… Aż się zmęczyłam.
Otworzyłam oczy… I tym razem to ja leżałam w ramionach Jezusa. Z ustami przyłożonymi do Rany SERCOWEJ. Jezus dawał mi pić. I piłam. Piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek. Pociągał mnie ku Sobie jeszcze bardziej! I czynił z Sobą jedno!

O POCAŁUNKACH I NIE TYLKO

Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach zanurzona cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z czułością. Gorąco!
„Jakież inne są Twoje pocałunki od pocałunku Judasza!!! Jakież inne! Jego pocałunek był zimny, pusty i raniący… Jak ucięcie nożem. Zdradliwy!” – wyszeptał Jezus bezgłośnie.
„Dla mnie pocałunek jest dowodem, przejawem, oznaką miłości. Kochasz mnie i dlatego mnie całujesz! I ja Ciebie kocham więc Cię całuję. Nie wyobrażam sobie inaczej…!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie z ogniem, a ja szeptałam dalej:
„Dlaczego Judasz tak postąpił…? Może miał uraz z dzieciństwa. Może ktoś jego zdradził pocałunkiem… Może wiele razy… I może nie umiał inaczej?”
„Próbujesz go usprawiedliwić??!” – spytał Jezus ze zdumieniem.
„Nie! Nie usprawiedliwić. Zrozumieć! Zresztą Ty go rozumiesz bardziej niż ja. Skoro mnie rozumiesz, tym bardziej jego!”
Patrzyłam w Jezusa z ogniem. Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony niezmiernie. Milczał,, ale widziałam, że wszystko w Nim się wywraca… Tsunami!
Szepnęłam znów:
„Kiedyś czytałam, że gdy pójdziemy do Nieba, trzy razy się zdziwimy. Pierwszy raz, gdy zobaczymy kto tam jest. Drugi raz gdy zobaczymy kogo tam nie ma. I trzeci raz, że my tam jesteśmy! Może Judasz w ostatniej sekundzie żałował tego co zrobił, może poprosił Ciebie o przebaczenie, może uwierzył w Twoje miłosierdzie?! Mogę się założyć, że Judasz…” – nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Ognistym, słodkim i czułym… Potem patrzył we mnie poruszony niezmiernie.
„Moniko! Jedyna Moja! Nie myślisz jak Ty, ale ja!!! Myślisz po Mojemu!!!” – wyszeptał rozpromieniony cały Miłością.
„Baaaaaardzo dobrze!!!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i zaczął obsypywać mnie pocałunkami… Odpoczywalam w Jego pocalunkach…

MAM TĘ MOOOOC…!!!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim całkowicie. Trzymałam mojego umiłowanego w objęciach i tuliłam Go do serca mego… Usmiechalam się do Niego radośnie i Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
„Odpoczęłaś trochę, Moniko?” – spytał Jezus z troską.
„Tak! Bardzo dziękuję, mój Jezu!!!” – szepnęłam.
„To dobrze! Bo wczoraj byłaś niezmiernie zmęczona!”
„Wczoraj moje zmęczęnie osiągnęło punkt krytyczny, apogeum, szczyt. Wiedziałam, że albo coś z tym zrobię, albo ze zmęczenia zwariuję… padnę. I zrobiłam to… Bolało mnie spojrzenie mojego Duchowego Dziecka gdy to robiłam, ale nic nie powiedziałam… Ja dużo snu nie potrzebuję. Trochę jednak potrzebuję, żeby troszkę odpocząć i jakoś funkcjonować…”
„Czasem trzeba pomyśleć też i o sobie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak. Ale proszę, nie mówmy już o tym. Nie mówmy już o mnie…” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa nieśmiało.
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością… Nagle…
„Mam tę moc… Mam tę mooooc!!!!” – wyrwało mi się z głębi mnie. Zaśmiałam się perliscie! Radośnie bardzo i głośno!!!
„To słowa z jakiegoś filmu dla dzieci! Nie znam nawet tytułu! Wpadła mi do głowy i wypaść nie chce! A jeśli ja mam moc to tylko dzięki Tobie!!!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Patrzyłam i zapatrzyłam się w ślicznego mojego…
„Mam tę moc… Mam tę mooooc… dzięki Tobie!!!” – znów wyrwało mi się z głębi serca. Tak! Z głębi serca!!!
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! Radośnie! A Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
Wracałam powoli do siebie… Zmęczenie powoli mnie opuszało…

NAWZAJEM

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam. Ledwo żywa leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo zamkniętych oczu widziałam Umiłowanego mojego… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… Miłość, czułość i tkliwość sama!
„Ja jestem przy Tobie, Moniko! Jestem z Tobą!” – szeptał poruszony niezmiernie.
Nie miałam siły żeby otworzyć ust i coś powiedzieć. Ale moje serce szeptało:
„Jezu, ufam Tobie… Jezu, ufam Tobie… Ufam Tobie!”
Jezus patrzył we mnie… Wiedział, że cierpię bardzo. Że moje serce bardzo cierpi. I ja wiedziałam że Jezus cierpi… Że cierpi Jego SERCE. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej. A tańcząc pocieszaliśmy się nawzajem…

W ZMĘCZENIU…

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka… Ale najbardziej bolało mnie serce…
„Jestem bardzo zmęczona, mój Jezu… Bardzo! Tak że ze zmęczenia często nie potrafię trzeźwo myśleć… i…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem, czułym i słodkim… I patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Nie musisz tłumaczyć, Moniko! Ja wiem!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem… Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją gorąco!
„Co ja bym bez Ciebie zrobiła, mój Jezu??!!! Co bym zrobiła bez Ciebie???!! Umarła bym! Zginęła!!! Na zawsze! Na amen!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko… Łagodnie i z wielką czułością.
„Na szczęście Ja jestem przy Tobie, z Tobą jestem. I nie pozwolę Ci zginąć, jedyna Moja!!!”
Patrzyłam w mojego ślicznego z wdzięcznością,..
Tańczylismy razem. SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. I nasze serca wtuliły się w siebie nawzajem. I tak trwały w miłosnym przytuleniu…

NA ZAWOŁANIE!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z czułością niezwykłą i zachwytem. Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją gorąco. Ucałowałam Ranę w dłoni Jezusa.
„Aż tak bardzo bardzo mnie kochasz, mój Jezu!!! I ja Cię pragnę kochać! Coraz bardziej i bardziej! I pragnę być zawsze gotową gdy po mnie przyjdziesz! Zawsze!!! Być gotową na Twoje zawołanie! I wiesz??!! Jestem gotowa! Przyjdziesz po mnie i tylko zawołasz!!! A ja od razu do Ciebie polecę! Na skrzydłach!!!”- szeptałam z ogniem.
„Niedługo Cię zawołam, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z tkliwością niesamowitą.
„Nie mogę się doczekać, Jezu mój!!!”
Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha! A On promieniał cały miłością i zachwytem!!!
„Ciemno tu i zimno i smutno i pusto… A Ty Moniko kwitniesz! Zamiast więdnąć rozkwitasz!!!” – wyszeptał Jezus z podziwem.
„Bo Ty jesteś ze mną!!! Jesteś moim Światłem, moim Ciepłem, moją Radością i Pełnią!!! Dzięki Tobie zakwitam!!! Nawet w Otchłani Smutku!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały i ja w Niego patrzyłam płonąca. Tańczylismy niezmiernie w intymności wielkiej!

W OPUSZCZENIU…

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam Go do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie… Płonący cały Miłością i oddaniem.
Patrzyłam Mu w oczy z ufnoscią…
„Jezu mój… a Ty naprawdę na Krzyżu doświadczałeś opuszczenia przez TATĘ? Bo…” – urwałam i patrzyłam w Jezusa z ogniem.
„Tak, Moniko. Jako człowiek byłem krańcowo wyczerpany, osamotniony, opuszczony, odrzucony przez wszystkich. Bolało Mnie całe Ciało… Niewyobrażalnie! Nie było w Moim Ciele miejsca, które Mnie nie bolało! Ale najbardziej bolało Mnie SERCE!!! Opuszczone, odrzucone, zdradzone… Doświadczalem opuszczenia nawet przez TATĘ! – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Bo ja też, choć wiem, że jesteś przy mnie zawsze… To szczególnie ostatnio…”
„Rozumiem Cię, Moniko!” – w słowach i spojrzeniu Jezusa nie było oskarżenia ani osądu. Jedynie zrozumienie i miłość!!!
Ujęłam dłoń Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie!
„Dziękuję mój Jezu!!!” – szepnęłam bezgłośnie.
„Doświadczyłem opuszczenia przez TATĘ, żeby zrozumieć Ciebie. I być z Tobą, kochana Moja! Być z Tobą w Twoim doświadczeniu!”
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… I ja w Niego patrzyłam płonąca. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej!

TANIEC W OTCHŁANI SMUTKU

Byłam w ramionach Jezusa. Zanurzona w Jezusie cała! Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością… Cały był mój i cały był dla mnie! A ja cała Jego i dla Niego cała! Leżałam w objęciach mego ślicznego z miłością i uwielbieniem. Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką…
„Zatańczymy, mój Jezu?!” – spytałam z entuzjazmem.
Jezus zrobił wieeelkie oczy! Zdumiony był bardzo! Ogromnie!
„Chcesz tutaj tańczyć, Moniko?!” – spytał Jezus.
„A dlaczego nie?! Miejsce dobre jak każde inne! Dobre do tańca. Miejsca dużo!”
Zeskoczyłam z kolan Jezusa. Chwyciłam Go za rękę i zawołalam:
„No już! Wstawaj!!!”
Jezus zaśmiał się cudnie, głośno, perliscie! W Otchłani Smutku jakby troszkę pojaśniało i ociepliło… Jezus wstał i objął mnie z czułością. Patrzył mi w oczy głęboko…
„Jesteś niesamowita…!” – wyszeptał z zachwytem.
Zaśmiałam się radośnie, perliscie i głośno. W Otchłani Smutku pojaśniało troszkę bardziej.
Jezus trzymał mnie w objęciach i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do Siebie…
„Wiesz, Moja jedyna?! Jeszcze nigdy z nikim tutaj nie tańczyłem!” – wyszeptał z ogniem.
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Zawsze musi być ten pierwszy raz! Cieszę się bardzo, że ze mną!” – szepnęłam bezgłośnie prawie. Jezus przytulił mnie do Siebie jeszcze bardziej… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości niezmiernej.
W końcu Jezus wziąl mnie znów na ręce.
„Zmęczyłaś się kochana Moja… Odpocznij teraz! We Mnie odpocznij…!” – wyszeptał z tkliwością.
„Taaak… Chce mi się pić, mój Jezu. Daj mi proszę…”
Mój umiłowany natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…

JAK DOBRZE, ŻE TU JESTEŚ!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. A ja tuliłam mego Jezusa… Jezus patrzył we mnie głęboko… Z tkliwością niesamowitą… Patrzyłam w Niego poruszona.
„Mój Jezu… jak dobrze, że tu jestem! Jak dobrze, że mnie tu chcesz! Jak dobrze, że mogę Cię tulić do serca, utulić… Jak dobrze, że tu jestem, mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i oddaniem… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko.
„Wiem, Moja jedyna, że czujesz się bezradna, bezsilna wobec sytuacji w której się znalazłaś. Wiem! Znam ten stan bezradności, bezsilności… Ja jako człowiek też byłem bezradny i bezsilny. Gdy wisiałem na Krzyżu i widziałem Moje umiłowane dzieci, które patrzyły na Mnie z nienawiścią! Lżyły i szydziły ze Mnie… Przeklinały Mnie! Nie mogłem nic zrobić, przygwożdżony do krzyża. Mogłem jedynie za nie, za Moje dzieci umrzeć!”
Jezus patrzył we mnie… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Chcę jak Ty, mój Jezu!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie…
„Jak dobrze, że tu jesteś, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
Patrzyłam w mojego ślicznego poruszona i szczęśliwa! A On patrzył we mnie z zachwytem. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości…

NIE ODPRAWIAM, IDĘ!!!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach ledwo żywa leżałam. Bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam. A moje serce szeptało:
„Jezu mój… Ty wiesz co się u mnie dzieje… Jestem pewna, przekonana, że już tego nie wytrzymam… że stanę na środku i zacznę krzyczeć, wrzeszczeć… że się poddam, że nie dam rady… Terror, krzyki i ciągle dręczenie… Osoby które nas odwiedzają i wchodzą w moją sytuację, potem przez długi czas są chore. Odchorowują odwiedziny. One są u nas krótki czas. A ja jestem w tej sytuacji 24 godziny na dobę… I jestem pewna że już nie wytrzymam, że nie dam rady… Ale ku mojemu zdziwieniu daję!!! Daję radę!!! I wiem że to dzięki Tobie!!! Że to Twój cud!!!, mój Jezu!!! Większy niż uzdrowienie ciała!!!”
Otworzyłam oczy… Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Zakochany do szaleństwa i poruszony niezmiernie…
„Jezu mój… w tym roku nie odprawiam Drogi Krzyżowej. Wybacz mi… Nie mam siły…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Nie odprawiasz Drogi Krzyżowej, Moniko! Idziesz Nią!!! Idziesz Nią, ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pod rękę z Tobą, Jezu…”
„Pod rękę. Jak Panna Młoda ze swym Oblubiencem! Na Wesele! Na Gody!”
Tańczylismy bardzo w Miłosci i intymności wielkiej. Jezus i ja!

POCIESZAĆ MYŚLAMI

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Jezus tulił mnie do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykła czułością i miłością…
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Wiem… Odpocznij, Moja jedyna” – wyszeptał Jezus z tkliwością niesamowitą.
„Pocie…”
Jezus spojrzał we mnie poruszony.
„Pocieszasz Mnie, Moniko! Bardzo pocieszasz! Obecnością, tym, że ze Mną jesteś! Wczoraj byłaś u spowiedzi i niezmiernie Mnie tym pocieszyłaś i ucieszyłaś! I teraz też Mnie pocieszasz! Swoimi myślami!”
„Myślami? To myślami można pocieszać?” – spytało moje serce.
„A o czym teraz myślisz, Moniko?”
„O jednym z moich Duchowych Dzieci. O tym jak mu pomóc.”
„Właśnie!!! Sama obolała i zmęczona bardzo, a nie myślisz o tym. Tylko jak pomóc swojemu Dziecku! Cieszysz Mnie tym bardzo!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i uśmiechem. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Kocham Cię, Jezu!!!” – szepnęło moje serce.
„Kocham Cię, Moniko!!! Kocham Cię, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Przytulił policzek do mego policzka…. A potem zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało. Obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem! Odpoczywałam w Jego pocalunkach! Odpoczywałam w moim Jezusie!

OGRZEWANIE MIŁOŚCIĄ

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego Jezusa w objęciach i tuliłam Go do serca mego. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go delikatnie.
„Mój Jezu… mój śliczny…” – szeptało moje serce.
Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus leżał w moich ramionach i patrzył we mnie z miłością i czułością niezwykłą… Patrzyłam w mojego ślicznego z miłością i troską.
„Czy nie jest Ci zimno, mój Jezu…?” – spytalam z czułością.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Nie jest Mi zimno, Moniko! Twoje serce Mnie ogrzewa i rozgrzewa! Serce Twe jest gorące!” – wyszeptał z ogniem.
„Serce moje czerpie z SERCA Twojego! To i jest gorące!!!” – szepnęłam z mocą.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I Jezus uśmiechnął się do mnie.
A wokół nas było ciemno i smutno i zimno.. i zewsząd zionęło pustką…
Patrzyłam w Jezusa… I pomyślałam że przecież jest przenikliwie zimno, a Jego SERCE jest gorące!!! I uświadomiłam sobie po raz kolejny, że nawet w najgłębszej ciemności, zimnie i pustce, że nawet w największym smutku można kochać i miłością rozgrzewać i ogrzewać innych!
Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam… Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!

INNI

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Patrzył we mnie piękny niezwykle i taki we mnie zakochany! Do szaleństwa! I ja patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Uwielbiam Cię tulić do serca, mój Jezu, ale też uwielbiam gdy Ty mnie tulisz! Uwielbiam!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa promiennie.
„Mam podobnie, Moniko! Uwielbiam gdy Ty Mnie tulisz do serca, ale także uwielbiam tulić Ciebie, kochana!” – wyszeptał Jezus z ogniem. I dodal:
„Mamy podobnie, gdyż jesteśmy do siebie podobni. A jednocześnie tak inni od ludzi…”
W głosie Jezusa słyszałam dziwną nostalgię… Spojrzałam w Jezusa zdziwiona!
„Jesteśmy?! Ty Jezu jesteś inny. Inny znaczy Święty! A ja…”
„Jesteś podobna do Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z mocą.
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i wielką radością!
A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… płonący cały Miłością!
„Jakaś Ty piękna, Moniko! Jakaś piękna!!!” – wyszeptał zachwycony cały.
„Pragnę być piękna, dla Ciebie, mój Jezu!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa. On patrzył we mnie jak w obrazek… Potem mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę. Czule i słodko i gorąco…

JAK JEST!

Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim całkowicie. Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. I ja w Niego patrzyłam… z miłością, zachwytem i entuzjazmem patrzyłam.
„Jezu mój kochany! Dziękuję, że karmisz mnie Swoim Ciałem!!! Bardzo dziękuję!!! Jesteś moim Karmicielem i Żywicielem! Jesteś moim Pokarmem! Dzięki Tobie żyję! Jestem! Moje korzenie są w Tobie! Całe moje „ja” wypływa z Ciebie! Moje życie, istnienie, jestestwo wypływa z Ciebie, Jezu mój kochany! To, że jestem i to jaką jestem wypływa z Ciebie! To co myślę, robię, mówię, wypływa z tego, że Jesteś! Bez Ciebie mnie nie ma! Nie istnieję!!! Jestem bo Ty jesteś!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Moniko, pocieszyłaś i ucieszyłaś Mnie bardzo!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ale ja nie mówię tego, żeby Ciebie pocieszyć… A raczej nie tylko dlatego! Mówię jak jest, po prostu!”
Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!!!
„Właśnie dlatego Mnie ucieszyłaś i uszczęśliwiłaś, że mówisz jak jest, kochana Moja!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i zachwytem wielkim… A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!

KOŁYSANKA W OTCHŁANI SMUTKU

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca mego… Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką. Jezus patrzył we mnie głęboko… Co chwilę zamykał oczy… Widziałam, że jest niezmiernie zmęczony i cierpiący. I niewypowiedzianie smutny…! Nie wiedziałam jak mam pocieszyć mojego Jezusa, ja sama byłam bardzo zmęczona, cierpiąca i smutna…
Nagle pewna myśl przemknęła przez moją głowę i serce! Szybka jak błyskawica! Na tę myśl rozradowało się moje serce!!! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I zaczęłam… śpiewać:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”
Jezus, który akurat leżał z zamkniętymi oczami, otworzył je szybko! I uśmiechnął się do mnie jasno, slonecznie… Cudownie! Patrzył we mnie rozpromieniony cały!
„Mama?! Mama?!!” – spytał z zachwytem i entuzjazmem.
„Mama!” – szepnęłam z mocą.
Położyłam głowę na Jego ramieniu i szczęśliwa śpiewałam… A gdy śpiewałam Jezus zatapial mnie w Sobie. Zanurzał w Miłosci i bliskości. Zagłębiał w Sobie… Nasze serca trwały w przytuleniu. SERCE przy sercu. Przylulały się w uścisku miłości i cierpienia… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A ja śpiewałam:
„Mój maleńki, zaśnij już… Mój maleńki oczka zmruż! Gwiazdki gasną na niebie, a Ja kołyszę Ciebie! Moja miłość nad Tobą nie zgaśnie nigdy już…!”

W MIŁOŚCI!

Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Ale przede wszystkim bardzo bolało mnie serce… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i wzruszony cały…
„Piii…” – szepnęłam z ledwością.
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości! Piłam aż zaspokoiłam pragnienie…
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i wdzięcznością.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
Co prawda już burza mi nie przeszkadzała. Ale ostatnio uderzała we mnie zwielokrotnioną siłą! Huczała, krzyczała, dudniła! Pioruny waliły nieustannie! Jak grad!!! Prosto w serce!
Wydawało mi się, że już tego nie wytrzymam… Że nie dam rady…
Patrzyłam w Jezusa z przymkniętymi oczami. A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ognisty, płonący cały!
„Dzielisz ze Mną Mękę Moją! Dzielisz ze Mną Moje smutki, Moniko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pragnę…” – szepnęłam z trudem.
Jezus patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Trwaliśmy razem w Miłosci!

NIC, TYLKO SIĘ CIESZYĆ!!!

Rozmawialiśmy wczoraj z bratem o koronawirusie. I on mówi, że najpierw będą umierać ludzie słabi, chorzy, starsi i dzieci.
-Także jakby co, to pójdziesz pierwsza! – powiedział poważnie brat.
Zaśmiałam się lekko.
-Pójdę to pójdę! Nie ma co się smucić!
-Nooo! I to się nazywa podejście! – brat spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nic tylko się cieszyć!!! – zaśmiałam się znowu.
Brat spojrzał na mnie tak jakby zobaczył mnie pierwszy raz w życiu!
-Mówisz poważnie??!! Naprawdę tak myślisz??!!!
-Tak! Tylko się cieszyć!!!
-Nic tylko podziwiać! Muszę się uczyć od ciebie takiego podejścia!!! – brat był bardzo zdumiony.

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim całkowicie… Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem!
„Dałaś wczoraj piękne świadectwo swojemu bratu!”
„Powiedziałam tylko to co myślę!”
„Niewielu myśli tak jak Ty!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem i głaskalam Jego policzek z czułością…
„Wiesz mój Jezu? Tak sobie myślałam… Co bym dzisiaj zrobiła, gdybym wiedziała, że jutro umrę? I nic bym nie robiła… Czekałabym z ufnoscią i radością, aż po mnie przyjdziesz! A jeśli już miałabym coś zrobić, zrobiłabym jedno. Poszła do spowiedzi! Żeby czekać na Ciebie z czystym sercem!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie…
„Nic, tylko podziwiać!” – wyszeptał z zachwytem.
„Nic tylko się cieszyć!!!” – szepnęłam śmiejąc się perliscie.
Jezus patrzył we mnie… Cały był Miłością, cały był mój i i cały był dla mnie! A ja cała Jego i dla Niego cała!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!

SMUTEK JEZUSA MOIM SMUTKIEM

Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko… I ja w Niego patrzyłam… Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką…
„Opowiedz mi proszę o Swoich smutkach, mój Jezu…” – szepnęłam zapatrzona w umiłowanego.
„Chcesz słuchać o Moich smutkach, Moniko…?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony i zdziwiony bardzo.
„Tak. Chcę! Opowiedz mi proszę!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
„Byłem smutny gdy Moi Wybrani, Umiłowani Apostołowie wszyscy Mnie opuścili! Wszyscy oprócz jednego! Najmłodszego! Maleńkiego mojego… Wszyscy Mnie zostawili, opuścili, uciekli!
Smutny byłem gdy faryzeusze i uczeni w Piśmie Mnie nie rozpoznali! Czytali o Mnie w Piśmie ale nie rozpoznali we Mnie Mesjasza!
Byłem smutny gdy w Ogrójcu widziałem grzechy wszystkich ludzi i narodów, wszystkich wieków. Brałem te grzechy na Siebie… Sam stałem się grzechem! SERCE Me krwawiło!
Bylem smutny gdy widziałem Moją Matkę stojąca pod Krzyżem… Oniemiałą z bólu… Z Sercem przebitym mieczem boleści… Cierpiącą ze Mną!
Bylem smutny gdy wydawało Mi się, że TATA Mnie opuścił… Że byłem sam jak palec! SERCE Moje zamarlo!!!”
Jezus umilkł. Patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością!
„Pragnę zagłębić się w Twoim smutku. Zatopić się w nim, zanurzyć! Pragnę wejść w Twój smutek, Jezu! Pragnę uczynić go swoim smutkiem! Pragnę, żeby Twój smutek był moim smutkiem, mój Jezu… Pragnę!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Z wielką Miłością…

NA DOBRE I NA ZŁE!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Tuliłam mojego ślicznego Jezusa w objęciach i patrzyłam Mu w oczy z tkliwością. Jezus leżał w moich ramionach oddany mi całkowicie… I patrzył we mnie z zachwytem.
„Jak mam Ciebie pocieszać, mój Jezu, kiedy ja sama smutna…?” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Najważniejsze, Moniko, że ze Mną jesteś! Tym Mnie pocieszasz! Obecnością! Wyobraź sobie gdyby Ciebie tu ze Mną nie było…”
„Byłbyś sam!”
„Sam w ciemności, zimnie, pustce i cierpieniu… A Ty dzielisz.Męke Moją! Jesteś ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem w oczach.
„A gdyby Ciebie tu ze mną nie było… Jak dobrze że jesteś!!! Jak dobrze, że jesteś ze mną, mój Jezu!!!” – szepnęłam z mocą. A po chwili szeptałam dalej:
„Kilka dni temu mówiłam, że mam kilku przyjaciół. Tak, mam kilku. Ale najlepszym, najwierniejszym, największym Przyjacielem jesteś dla mnie TY!!! Ludzie mogą zawieźć, skrzywdzić, mogą opuścić, odrzucić… Ty nie zawiodłeś mnie nigdy!!! I nigdy nie zawiedziesz! Nie opuścisz, nie odrzucisz! Jesteś ze mną na dobre i na złe!!!! I ja chcę być z Tobą na dobre i na złe!!!”
„Pocieszyłaś Mnie bardzo, Moniko! Pocieszyłaś i ucieszyłaś Mnie! Niezmiernie!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem.
I rozpromienil się cały nade mną! Rozświetlił się ogromnie! A ja uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha! Trwaliśmy uśmiechnięci i szczęśliwi bardzo, w Otchłani Smutku. Jezus i ja!

PRZYJĄĆ!

Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Trzymałam mojego umiłowanego w ramionach i tulilam do serca. Wokół nas było ciemno i smutno i zimno i zewsząd zionęło pustką… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem! Zachwycona cała! Jezus patrzył we mnie płonący Miłością…
„Wiesz dlaczego tu ze Mną jesteś, Moniko?” – spytał patrząc mi w oczy głęboko. Oddany mi całkowicie…
„Ty pragniesz być ze mną, a ja pragnę być z Tobą… Więc jestem!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego nieśmiało.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Przy Tobie, Moniko nie można być smutnym!!!” -wyszeptał Jezus z mocą a potem dodal:
„Tak! Pragnę być z Tobą! I chcę, żebyś Mnie tu pocieszala. Jak w Ogrójcu anioł, tak Ty tutaj, w Otchłani Męki Mojej, w Otchłani Smutku Mego!”
Dotknęłam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Ale ja nie jestem aniołem…” – szepnęłam ze smutkiem, uśmiechając się smutno.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Przenikliwie bardzo…
„Masz rację! Nie jesteś aniołem. Nie za anioła umarłem na Krzyżu, ale za Ciebie! Jesteś dla Mnie kimś więcej niż anioł! Jesteś Moją umiłowaną, jedyną, najsłodszą!!!” – wyszeptał płonący cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa wzruszona! Poruszona do głębi serca…
„Nie zasłużyłam…!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Masz rację! Na miłość nie można zasłużyć! Można ją przyjąć, albo…” – Jezus nie dokończył. Nie pozwolilam Mu dokończyć! Zbliżyłam twarz do Jego twarzy i ucałowałam Go z tkliwością.
„Przyjąć… przyjąć… przyjąć…!” – szeptało moje serce.
Ucałowałam mojego Jezusa. Jak iOblubienica całuje swego Oblubieńca. A potem patrzyliśmy w siebie nawzajem… W Miłosci i intymności…