KOCHAĆ PONAD MIARĘ!

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Pod Jego Krzyżem leżałam. Zawstydzona… Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. I patrzył we mnie z bólem i troską. Z czułością dotykał miejsca w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo. Ale przedwczoraj… Jednak po kolei. Więc Najdroższy mój dotykał tego miejsca..
„Już dobrze, Maleńka Moja?”
„Tak, Najdroższy…”
Umiłowany pochylił się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. I patrzył mi w oczy głęboko. W Jego oczach widziałam troskę.
„Mogłaś sobie zaszkodzić, Maleńka… Tak nie można…”
Patrzyłam w Umiłowanego z bólem serca.
„Nie wiedziałam… Teraz wiem. I więcej nie będę. Przepraszam Cię bardzo, Najdroższy…!”
Umiłowany wziął mnie na ręce, w ramiona i przytulił do SERCA Swego.
„Już dobrze, Maleńka, już dobrze.”
Gładzil mój policzek i włosy.
O czym rozmawialiśmy?
Wymyśliłam sobie, że będę pościć. Dla Umiłowanego mojego. Post Daniela. Same warzywa jeść. Chciałam kilka dni, najlepiej tydz albo dłużej. Ale moja siostra odradziła mi. Powiedziała, ze nie dam rady, i padnę. I żebym spróbowała najpierw jeden dzień. Zgodziłam się. No i cały piątek byłam na warzywach tylko. W dzień czułam się w miarę, bolał brzuch trochę bardziej, ale przyzwyczajona jestem. A wieczorem sie zaczęło. Chore jelita dały znać o sobie… bolało bardzo, jeździło itp itd. Całą noc nie spałam. A wczoraj cały dzień chodziłam (jeździłam) jak śnieta. Zmeczona, obolała i… zła na siebie.
I na tym skończyło się moje poszczenie.
Teraz leżałam w ramionach Najdroższego mojego. Patrzyłam w Jego cudne oczy łagodne pokorne i czyste…
„Nawet poscic dla Ciebie nie mogę!” – szepnęłam z bólem.
„Cierpisz dla Mnie, Maleńka. To bardzo wiele. Ale nie nakładaj na siebie ciężarów i cierpień ponad miarę. Ponad miarę to Ty Maleńka masz kochac, nie cierpieć!”
„Kochać ponad miarę…” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego.
„Tak. Tańczysz dla Mnie. Taniec to ofiarowywanie cierpienia w miłości i z miłości do Mnie.”
Wtedy rzuciłam się Najdroższemu na szyję.
„Nie chciałam źle! Chciałam poscic dla Ciebie…, bo Ciebie kocham!!!”
„Wiem, Maleńka Moja! Wiem…”
Trwałam przy Najdroższym moim. Wtulona w Niego całkowicie. Tańczylismy bardzo. W miłości.

OBLUBIENICA SERCA NAJDROŻSZEGO

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ogromnie! I ja cierpialam bardzo. Bardziej niż zwykle. Wtulona, u Jego boku tańczyłam bardzo intensywnie. Dla mojego Maleńkiego… W pewnej chwili usłyszałam cichy jęk, a potem szept:
„Maleńka Moja…”
Natychmiast byłam przy Jego twarzy.
„Najdroższy mój… jestem z Tobą…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z Miłością bezgraniczna.
„Pragnę Cię, pragnę Ciebie… Maleńka!!!”
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Najdroższy!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie. I osunął się w moje objęcia, w moje ramiona. Najdroższy mój… Oddawal się w moje ręce, był cały dla mnie. I pod Jego ciężarem ja zacząłem opadac, osuwac się, z Krzyża na ziemię. Opadalam powoli, delikatnie, ostrożnie. Jakby ktoś mnie z tyłu podtrzymywal, żebym nie upadła. I potem już siedziałam pod Krzyżem, trzymając w ramionach Najdroższego mojego. Tuliłam Go do siebie. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością. A ja szczęśliwa cała, pochylalam się nad Najdroższym moim z zachwytem i uwielbieniem.
„Mama?!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem.
„Tak, Najdroższy mój. Jestem Twoja mama”- szepnęłam wpatrzona w Niego.
Nagle napadły mnie jakieś głosy. Obce i złośliwe. „Za kogo ona się uważa??!! Za Jego Matkę??! A kim ona jest?! Nikim!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, spokojna.
„Jestem Twoja mama. Bo tak powiedziałeś, że rodzę Cię w sercach innych ludzi. Tak powiedziałeś. I tego się trzymam. Ciebie się trzymam, Najdroższy!”
Głosy ucichly, uciekły.
Umiłowany promienial cały, rozczulony bardzo.
„Mama!!!!”
„Maleńki mój!!!” – szepnęłam wzruszona.
I położyłam głowę na SERCU Jego… Otulal mnie Sobą, przenikal mnie niemal fizycznie, przeswietlal. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Przenikalam Go.
Znalazłam się w wielkiej swiatłości. Widziałam przed sobą JEGO SERCE. Żywe, bijące SERCE. Miało na Sobie złota koronę. Ukleklam przed Nim w uwielbieniu.
„Kim jesteś?” – spytalo mnie SERCE.
„Ja sługa TWOJA” – szepnęłam z miłością i uwielbieniem.
„Tyś Moja Umiłowana, Oblubienca Moja!”
Patrzyłam w SERCE w zachwycie! W wielkim zachwyceniu!!!! Wtem zobaczylam wielką Hostie. Lśniące blaskiem niezwyklym. Hostia zbliżyła się do mnie i we mnie weszła… Trwalam w uwielbieniu. Ucalowalam SERCE Najdroższe i wtulilam się w Nie całkowicie. Tańczylismy bardzo  SERCE NAJDROŻSZE i ja. Jego oblubienica.

POD RĘKĘ PO MORZU CIERPIENIA

Wpłynęłismy z Najdroższym moim w Morze Cierpienia. W małej łódeczce. Umiłowany wioslowal. Wypłynął na środek Morza. Morze było stalowe szare, a nad nami wisiały czarne, ciężkie chmury. Umiłowany odłożył wiosła i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. I ja w Niego tak patrzyłam. Oniesmielona lekko.
„Najdroższy mój… jeśli czymś Cię wczoraj urazilam, przepraszam. Nie chciałam.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Żałujesz czegoś z wczorajszego spotkania, Maleńka Moja?”
„Czy żałuję? Nie. I wiesz, Najdroższy mój? Niczego bym nie zmienila.”
„I Ja nie żałuję niczego, Maleńka. Przejdziemy się?”
„Po Morzu Cierpienia? Chciałabym… Bardzo.”
„Więc chodźmy!” – szepnal Ukochany uśmiechając się tajemniczo.
Wstał z lodzi i pomógł mi wyjść z niej. Kiedy wychodzilam, dotknęłam delikatnie ramienia Najdroższego.
„Nie potargalam Cię wczoraj za mocno?” – spytałam stając na powierzchni Morzu.
„Jednak coś Cię gryzie, Maleńka Moja” – uśmiechnął się Najdroższy, biorąc mnie pod rękę. Szłam z Maleńkim moim pod ręke, po Morzu Cierpienia.
„Gryzie? – uśmiechnęlam się do Umiłowanego – Nie. Tylko wypowiedzialam słowa, które nie sądziłam że kiedykolwiek wypowiem, moje zachowanie też mnie zdziwiło. Nie sądziłam że potrafią tak się zachować…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością.
„Rozwijasz się, Maleńka. Zmieniasz się. I zmieniasz ludzi wokół Ciebie.”
„Ludzi wokół mnie?”
„Twoje Duchowe Dzieci zmieniasz. No popatrz, to Dziecko jak Je prosiłaś o pomoc, owszem pomagalo Ci, ale niechętnie i ze złośliwymi docinkami. A wystarczyło, że Ty Mu kilka razy pomoglas, pokazałas, że jest dla Ciebie ważne, wartościowe i pierwsze biegnie Ci pomóc!”
” Tak! Leci wręcz! Nie muszę nawet prosić! W szoku jestem!”
” Albo drugie Dziecko. Często podnosiło na Ciebie głos. Wystarczylo, żebyś stanowczo powiedziała żeby traktowalo Ciebie poważnie, a potem okazała Mu czułośc i teraz Ono samo Tobie czułość okazuje!”
” Tak… W szoku jestem!”
„Albo gdy prosiłaś inne Dziecko, żeby coś zrobilo dla Ciebie i powiedziało że nie ma czasu a Ty okazałas zrozumienie w tej sprawie. To samo potem przyszlo do Ciebie i powiedziało że zrobi to dla Ciebie i dla siebie, a czas się znajdzie.”
„Tak! W szoku jestem. Bo Ono rzeczywiście jest bardzo zajęte. A jednak mimo to znalazło dla mnie czas!”
„Albo to Dziecko, które często mówi że zazdrości Ci uśmiechu, wczoraj widząc Twój piękny uśmiech, samo się do Ciebie cudnie uśmiechnęlo!”
„Tak! Po raz pierwszy od dawna!”
Najdroższy uśmiechal się do mnie promiennie bardzo.
„I tak mógłbym wymieniać i wymieniać…. O notkach na blogu nie wspomnę. Ile dusz prowadza do Mnie!”
„To TY działasz, Najdroższy!!! To wszystko dzięki Tobie!”
„To prawda, Maleńka Moja. Ale żeby móc działać, potrzebuję Twojego serca, ust rąk, uśmiechu i cierpienia. Ty Mi to wszystko dajesz. Żeby rozświetlic ludzkie serca wystarczy promień. Ty jesteś Moim Promieniem, Maleńka!”
Spojrzałam w Najdroższego z wielką wdzięcznoscia. A ON uśmiechał się do mnie promiennie. Szliśmy razem pod rękę po Morzu Cierpienia.
” Długo już tak idziemy, Najdroższy? Bo mi z Tobą wydaje się że krótko! ”
” Długo idziemy, Maleńka Moja! Już widać plażę, spójrz!”
Rzeczywiście było widać. I w niedługim czasie doszliśmy do plaży. Przy brzegu morza zobaczyłam łódź, którą wpłynęłismy w Morze Cierpienia. Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie. On chwycił mnie w objęcia, uniósł w górę i zawirował śmiejąc się w głos! Ja też się śmiałam. Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem i delikatnie położył mnie na piasku. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i pocałował mnie. Pocałowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Czule i słodko. Potem wyszeptal mi wprost do ucha:
„Musze zdradzić Ci tajemnice, Maleńka Moja! Ta łódź jest tu tylko dla Ciebie. Ja nie potrzebuje lodzi, żeby wypłynąć w Morze Cierpienia. Chodzę po nim!”
Zaśmiałam się i wyszeptalam do ucha Najdroższego.
„Mogłam się domyślić! Odtąd będziemy razem po nim chodzic. Ja też nie potrzebuje łodzi!”
„Będziemy po nim chodzić, Maleńka Moja!”
„Pod rękę!”
„Pod rękę, Najmilsza!”
Lezalam na piasku przy Morzu Cierpienia a Najdroższy obsypywal mnie pocałunkami…

OBIETNICA

Byłam w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Najdroższy cierpial niezmiernie, ogromnie. I ja cierpialam bardzo. Klęczelismy pod Krzyżem, klęczelismy przez sobą nawzajem. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i w tańcu prowadzil. W pewnej chwili przestał tańczyć. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Niego tak patrzyłam. Oko w oko. W oczach Umiłowanego pojawiły się łzy…
„Tyś Moja? Tyś Moja?” – wyszeptal Najdroższy.
„Tak, Twoja, Najdroższy!”
„Tyś Moja??!”
„Całkowicie. Twoja!”
„I nie zostawisz Mnie?! Nie opuścisz?!”
„Nie, nie zostawię!”
„Nie opuścisz Mnie, Maleńka?!”
„Nie opuszcze Cię, Najdroższy!”
Wtedy stało się coś dziwnego. Umiłowany odsunął się ode mnie. Oparł się o Krzyż i zaczął głosno łkać… A z Jego ust wydobywaly się pełne goryczy słowa:
„Wiele dusz, począwszy od Piotra, zapewniało Mnie, że są Moimi, że Mnie nie zostawia, nie opuszcza. A gdy przyszła męka, cierpienie, opuścili Mnie, zostawili Mnie! I Ty też Mnie zostawisz! Jesteś taka sama jak inni, harda i pewna siebie!”
Najdroższy mój lkal głośno. A ja patrzyłam w Niego oniemiala. Bardzo mnie te słowa zabolały! Cios prosto w serce! Pochylilam się nad Umiłowanym. Chwyciłam Go za ramiona i przysunelam do siebie. Stanowcza byłam. Widać mój uchwyt był silny bo Ukochany jęknal cicho. Ale nie patrzyłam teraz na to. Przysunelam Go, znów klęczał przy mnie. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie. Patrzyłam w JEGO oczy poważnie. A ON patrzył gdzieś w dal. W Jego oczach widziałam wielkie cierpienie. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i mówiłam:
„Najdroższy, spójrz na mnie!”
Spojrzal mi prosto w oczy. Mówiłam dalej bardzo stanowczo i dobitnie:
„Cierpienie rozum Ci odjelo?! Myślenie? Ja harda i pewna siebie?! Jak możesz tak mówić?! Jak możesz?!”
W oczach Najdroższego zobaczylam ogień. Mówiłam dalej:
„Swoje życie Ci oddałam! Swoje serce Ci oddałam! Swoją duszę Ci Oddałam! Wolną wolę Ci oddałam! Cierpienie i grzechy Ci oddałam! Jestem Twoją własnością. I jako Twoja własność mam nadzieję… Nie! Nie nadzieję. Pewność! Jestem pewna CIEBIE! Ze nie pozwolisz mi odejść, że nie pozwolisz mi Ciebie opuścić! Że nie pozwolisz zagubic się Swojej maleńkiej Perełce! Nie pozwolisz, prawda?!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z Miłością nie do opisania… Ja wciąż trzymałam Jego twarz w obu dłoniach.
” Nie pozwolisz, prawda??!! Nie pozwolisz Najdroższy???!!!”
” Nie pozwolę, Najmilsza Moja! ”
” Nie pozwolisz?!”
” Nie pozwolę!”
” Obiecujesz?!”
” Obiecuję!”
Siły nagle mnie opuściły. I wycieńczona opadłam w Umiłowanego mojego. Najdroższy mój bardzo delikatnie i z czułością wielką jakby dotykał czegoś dla Niego najcenniejszego w kosmosie, wziął mnie na ręce, w objęcia i przytulił do SERCA Swego. Mocno tulil mnie. Odpoczywalam w Ramionach Umiłowanego, nabieralam sił. On patrzył we mnie Swym cudnym, pełnym Miłości spojrzeniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie.
„Jesteś bardzo odważna i dzielna. Umiesz walczyć o siebie, Maleńka Moja!”
„Ty mnie uczysz, Najdroższy mój!”
„I znasz swoją wartość, Perlo Moja!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„Ty jesteś moją jedyną wartością, Najdroższy!!!”
Otulal mnie Sobą, zamykal mnie w Sobie. Rozplywalam się w JEGO Miłości… Tak!!! W Otchłani Męki Umiłowanego mojego rozplywalam się w JEGO Miłości.

SZATA

Obudziłam się. Obolała, cierpiąca bardzo zmęczona i bez sił. Obudziłam się więc i od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. W Jego dłoniach. Otulona Miłością.
Lezalam na SERCU Maleńkiego… Nie widziałam Go, bo z zamkniętymi oczami leżałam, nie miałam siły żeby podnieść powieki i otworzyć oczy. Nie widziałam Najdroższego mojego. Ale czułam Jego ramiona, Jego przytulenie. I słyszałam bicie JEGO SERCA. Nagle usłyszałam cichy jęk… wzdychanie. „Umiłowany cierpi bardzo, a ja nie mogę Go nawet pocieszyć!” – pomyślałam.
„Najdroższy mój… Najdroższy, jestem z Tobą” – wyszeptalam ostatkiem sił.
„Wiem, Maleńka Moja. Wiem!” – usłyszałam ciepły, pełen Miłości głos Umiłowanego mojego. I pod powiekami zobaczyłam dwa serca. Najdroższego i moje serce. Szeptały czule do siebie:
„Zatańczymy, Najdroższe moje?”
„Tak, Moje Maleńkie!”
I serca zaczęły tańczyć. SERCE przy sercu. Pięknie! Miłość sama… Serca otulaly się wzajemnie, przenikaly, były dla siebie… Patrzyłam na ich taniec z zachwytem! Patrzyłam i rozmyślalam….
Jakiś czas temu usłyszałam w konferencji albo w homilii o. A. Szustaka, że Jezus na Krzyżu wisiał nagi. Że opaskę na biodra „nałożyli” Mu potem artyści, żeby zakryć wstyd. Ale na Krzyżu Jezus był całkiem nagi. Tak w tamtym czasie krzyżowano zbrodniarzy.
Była to dodatkowa kara.
Nagi… ogołocony ze wszystkiego. Obniżony. Żeby zakryć mój wstyd, mój grzech. Upokorzony…. „Ogolocil Samego siebie przyjawszy postać sługi”. Stał się niewolnikiem, aby mnie z niewoli wyzwolić… Nagi… Najdroższy mój. I przyszło mi na myśl że ja pragnę  Go okryc. I w jednej chwili uświadomilam sobie, że ja też jestem naga. Że nie mam nic swojego, że wszystko co mam dostałam od NIEGO! Jedno jest tylko moje własne. Grzech.
Tak rozmyślalam. I doświadczalam w sobie Otchłani Męki. Przejmującego osamotnienia i pustki…
„Nie mam czym Cię okryc, Najdroższy…” – szepnęłam z bólem serca.
„Okrywasz Mnie miłością, Maleńka Moja!! A i Ja Ci będę Okryciem! Szata Godowa, Szata Wesela!”
Lezalam zdumiona. Umiłowany mówił dalej:
„Jak teraz doświadczaaz Mojej Męki, cierpienia i pustki tak też doświadczysz Mojej radości i szczęścia i chwały!”
„Najdroższy…”
Lezalam z zamkniętymi oczami. Pod powiekami zobaczyłam Najdroższe SERCE Umiłowanego mojego. Z Jego Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu. Najdroższy mój tulil mnie mocno do SERCA. Tańczylismy bardzo.

PUKAJ…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy cierpial niezmiernie. Ogromnie… Ja cierpialam troszkę mniej niż zwykle. Ale byłam zmęczona i nie miałam sił. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem. Tańczylismy. Najdroższy obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia i tulil do SERCA Swego.
„JA jestem Źródłem Życia. Jeśli pragniesz, pij ze Mnie, czerp ze Mnie, Maleńka Moja!”
„Pragnę!”
„Pij więc, Maleńka!”
Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA Swego, przyłożył moje usta do Rany. I… piłam! W ustach czułam niewypowiedziana słodycz, zmęczenie miało a siły wracały.
Umiłowany napoil mnie, nakarmil Swoim Ciałem. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy. Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego z miłością i wdzięcznością,…
„Dziękuję Umiłowany!!! Ty wiesz czego mi potrzeba!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i dodałam:
„Całe moje życie jest Wielkim Postem, oczekiwaniem na Zmartwychwstanie w Tobie!”
„Przychodz do Mnie i pij ze Źródła Życia a będziesz zmartwychwstawac codziennie!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Dobrze, Najdroższy. Dziękuję!!!“
I uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafilam.
” Uwielbiam Twój uśmiech pod którym skrywasz cierpienie, Maleńka! ”
Uśmiechalam się do Najdroższego radośnie.
” A wiesz, Umiłowany? Jedno z moich Duchowych Dzieci wczoraj znowu zdziwilo się, że ja cała obolała bardzo a ciągle uśmiechnięta. Często się dziwi i mówi ze mi zazdrości. Nie wiem czego miał zazdrości…”
Umiłowany spojrzał mi w oczy przenikliwie, z Miłością wielką.
” Mnie Ci zazdrosci, Maleńka Moja. Mnie w Twoim sercu Ci zazdrości!”
„Ciebie??! – zdumialam się – jak można Ciebie zazdrościć…”
„Jak widać można…”
„Ale Ono dużo się modli. Często widzę jak czyta różne modlitwy.”
„Właśnie, czyta.. Modli się wargami, a sercem…”
Najdroższy nie dokończył. Nie musiał. Zrozumiałam.
„Najdroższy mój… proszę, pukaj do serca mojego Dziecka. Może kiedyś w końcu Ci otworzy… Pukaj… Proszę!!!!”
„Pukam i będę pukał, Maleńka Moja!”
„Dziękuję, Najdroższy mój! Bardzo dziękuję!!!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie, promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego. Tańczyliśmy bardzo.

JAK ANIOŁ W OGRÓJCU…

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też cierpialam, bardzo. Obejmowałam Najdroższego mojego, a On tulil mnie do Siebie z Miłością.
„Zatańczymy, Najdroższy mój?” – spytałam wpatrzona w Maleńkiego.
„Maleńka Moja, chyba nie dam rady. Sama zatańcz, proszę” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy.
Już chciałam powiedzieć że „Dobrze” i zatańczyć sama. Ale nie powiedziałam.
„Ja jestem z Tobą, Najdroższy mój! I Ci pomogę! Spróbujemy, proszę!”
„Dobrze, Maleńka Moja! Spróbujmy. Zatańczmy!”
Objęłam mocno Najdroższego mojego. I zaczęliśmy tańczyć. Umiłowany opierał się o mnie, raz po raz osuwając się.
„Nie dam rady, Maleńka Moja!”
„Dasz radę, Umiłowany! Dajesz! O! Patrz! Jak pięknie!!! Cudnie tańczysz, Najdroższy! Dasz radę! Wierzę w Ciebie!”
Umiłowany spojrzał we mnie dziwnie, uśmiechając się tajemniczo. Za chwilę znów jakby osłabl, tak że musiałam Go podnosić.
„Zobacz, Maleńka nic Mi nie wychodzi! Jestem do niczego. I taki brzydki!”
„Ty do niczego??! Ty brzydki???! – zawołałam oburzona – Piękny jesteś!!! Przepiękny!!! Najpiękniejszy! Najcudniejszy!!! I jesteś do wszystkiego!!! O, spójrz! Jak pięknie tańczysz! Pięknie, Najdroższy! Teraz czekaj, pomogę Ci… O, tak! Bardzo pięknie, Maleńki mój! ”
Umiłowany jakby się znów tajemniczo uśmiechnał. Po chwili jednak osłabł całkowicie… Wzięłam na ręce Umiłowanego mojego, tuliłam Go do serca i tańczyłam. Z Najdroższym moim w ramionach. Tańczyłam.
” Mój Przecudny, mój Przepiękny… „-szeptałam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. On patrzył we mnie z ogniem w oczach. I… nagle zeskoczył z moich objęć jak młody jeleń! Pomyślałam że siły Mu chyba wróciły…
„Dość tego!!!” – zawołał Najdroższy z ogniem. Cały był Miłością. Ogniem Miłości.
„Dość tego!!!”- wołał.
Stałam oszołomiona! Zdumiona do głębi serca… Nie widziałam co się dzieje! Umiłowany stanął naprzeciw mnie i patrzył we mnie z zachwytem nie do opisania słowami…
„Perlo Moja Umiłowana!” – szeptał całując moje ręce… Potem ukląkł przede mną… W szoku byłam…. Uklękłam przed Nim. Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył we mnie… Płonący cały…
„Wiesz dlaczego tu jesteś, Maleńka?! Wiesz dlaczego tu ze Mną jesteś?!”
„Nie… ale to dla mnie zaszczyt że mogę tu z Tobą być…”
„Jesteś tu, bo kochasz Mnie. Czystą Miłością! Czystą miłością Mnie kochasz! Pozbawioną pychy i egoizmu! Czy wiesz co przed chwilą dla Mnie zrobiłaś?!”
Poklwalam przecząco głową, oszołomiona.
„Zrobiłaś dla Mnie to co Ja robiłem dla Ciebie przez lata. Podnosilas Mnie pomagałas, podtrzymywalas na duchu, dodawalas, Mi otuchy, pocieszalas, tuliłaś do serca, przekonywałas o Moim piękne!!! Byłaś cała dla Mnie!”
„Jestem cała dla Ciebie, Najdroższy mój..”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i znów ujął moją twarz w Swe dłonie. I pocałował mnie… Słodko. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice.
„Pocieszasz Mnie jak Anioł w Ogrojcu. Tak… Jesteś Moim aniołem, Maleńka Moja!”
„Pragnę, Najdroższy….”
Rozejrzałam się dookoła… Kwiaty, które przedwczoraj zakwitły, dzisiaj znowu zapaliły się światłem i kolorami. Ale tym razem ich światło nie raziło oczu, nie przeszkadzalo, nie raniło. Przeciwnie. Było dla mnie ukojeniem i odpocznieniem. Patrzyłam w Najdroższego mojego szczęśliwa cała i oszolomiona Jego Miłością i tkliwoscia… Klęczelismy przed sobą nawzajem. Tańczylismy bardzo, w Otchłani Męki. W Miłości.

KOCHAM CIEBIE, JEZU

Wisieliśmy na Krzyżu, w Otchłani Męki. Najdroższy, Umiłowany mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie, ogromnie… I ja cierpialam. Bardzo. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. W dodatku kolory kwiatów, które wczoraj zakwitły, biły mnie po oczach, światło razilo bardzo, przeszkadzało. Ranilo oczy. I swidrowalo w mózgu. Tak więc co chwilę mrużyłam oczy. A gdy je otwieralam, kolory i światło razilo je jeszcze bardziej.
„Najdroższy mój… Proszę…”- szepnęłam mrużąc znowu obolałe oczy.
Światło i kolory natychmiast zgasly. Teraz widziałam tylko cienie i kontury kwiatów.
„Dziękuję Ukochany…”
„Jesteś bardzo dzielna i mężna, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie z zachwytem.
„Ja dzielna i mężna??! Przecież..”
„Dzielisz ze Mną Moją Mękę. To wielka odwaga i męstwo! – szepnął Umiłowany – Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Wybacz, Umiłowany….chciałabym, ale chyba nie dam rady…”
„Ja jestem z Tobą i Ci pomogę, Maleńka.”
„Dobrze, zatańczmy, Umiłowany mój!”
Najdroższy wziął mnie w Ramiona i przytulił do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem.
„Kocham Ciebie, Jezu…”
„Piękności Moja Maleńka” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Kocham Cię mój, Jezu!”
Tańczylismy bardzo. W Otchłani Męki.
Wciąż tańczymy. Bardzo.

MAMA

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja Umiłowany obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia nie do opisania… Najdroższy cierpial ogromnie, niewymownie… I ja cierpialam bardzo.
Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki… Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką i smutkiem…Tańczyliśmy bardzo!!! Obejmowałam Najdroższego, a On przytulał mnie do Siebie. Do SERCA. Cierpielismy razem. Tańcząc. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie i moje serce biło dla Umiłowanego mojego. Tańczylismy… Nagle usłyszałam ciche, pełne bólu westchniecie i głośny szloch. Spojrzałam w Najdroższego… i zamarlam w bólu. Umiłowany bezbronny cały… płakał… Lkal. Zalewal się łzami. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i całowałam Jego łzy. Całowalam łzy Najdroższego mojego… Nie pytała dlaczego płacze. Miał wiele powodów do płaczu…. Bardzo wiele. I z mojego powodu też… Nie pytałam dlaczego. Całowalam najczulej jak potrafilam… Łzy Najdroższego mojego… Umiłowany zaczął drżeć na całym ciele.
„Ogrzeje Cię, Najdroższy!” – szepnęłam z obolałym sercem.
Zaczęłam Umiłowanego mojego zdejmować z Krzyża. Starałam się ostrożnie i delikatnie, ale nie bardzo mi wychodziło. Zdjęłam jedną ręke, założyłam ją sobie na szyję. Potem drugą i nogi. I po dłuższej chwili siedziałam pod Krzyżem, trzymalam Umiłowanego w ramionach, w objęciach. Tuliłam Go do siebie. Ogrzewalam… Umiłowany przestał płakać, uspokoił się. Leżał z zamkniętymi oczami, wyglądał jakby spał. I widać że było Mu u mnie dobrze, bo co jakiś czas przez sen się uśmiechal. W pewnej chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Mama? Mama?” – spytal.
Serce zabiło mi mocno.
„Nie… Najdroższy mój. Nie jestem Twoją Mamą. To ja, Maleńka Twoja!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i zamknął oczy. Po chwili znów je otworzyl. Znowu się do mnie promiennie uśmiechnął i wyszeptal:
„Mama?”
„Nie, Najdroższy… To ja, Maleńka Twoja.”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością i uśmiechem. I… znikł!!! Siedziałam sama pod Krzyżem w Otchłani Cierpienia… Wokół mnie zionelo przejmujacym bólem i pustką… Tańczyłam bardzo.
Wtem! Pojawił się mój Najdroższy!!! Piękny, jaśniejacy i świetlisty bardzo!! Ukleklam przed Nim w uwielbieniu i zachwycie! W dłoniach trzymał Hostie i kielich. Uśmiechał się do mnie cudnie, rozpromieniony Miłością.
„Pamiętasz Moja Maleńka jak mówiłem Ci że rodzisz Mnie w sercach innych ludzi i dlatego jesteś Matką Moją?”
„Tak, Najdroższy mój. Pamiętam!”
„Właśnie teraz, cierpiąca bardzo, cierpiąca ze Mną, rodzisz Mnie w dla innych!”
Trwałam w zdumieniu, zachwycie i uwielbieniu. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i napoił Swą Krwią. I… znikł!
A ja znowu siedziałam pod Krzyżem w Otchłani Cierpienia i trzymalam w ramionach Umiłowanego mojego. Tuliłam Go do siebie. Ogrzewalam..
Najdroższy miał zamknięte oczy. Wydawało się, że śpi. W pewnej chwili otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo.
„Mama?” – spytal.
Moje serce uklęklo przed NIM.
„Tak, Najdroższy. Jestem Twoją Mamą!”
I… wtedy w Otchłani Cierpienia stało się coś niesamowitego!!!! Niemożliwego!!!! Zachwycającego!!!! Cała Otchłań Cierpienia zakwitla! Pięknymi, kolorowymi, bujnymi kwiatami! A ja siedziałam pod Krzyżem i tulilam w ramionach Najdroższego mojego….

OSWOJONA Z CIERPIENIEM, JAK ON

Leżałam na Krzyżu łożu Miłości. Tańcząca bardzo leżałam Najdroższy pochylil się nade mną i pocałował mnie w opuchniety policzek.

„Pora wypłynąć w morze, Maleńka Moja!”
„Tak, Najdroższy!”
Umiłowany wziął mnie na ręce. I chwilę później byliśmy na plaży, nad morzem Cierpienia. Najdroższy niósł mnie na rękach. Widziałam przed sobą JEGO czule spojrzenie. A nad Najdroższym czarne, ciężkie chmury. Ukochany doszedł do małej łódeczki stojącej na plaży. Posadzil mnie w niej, odcumowal, zepchnql lekko w morze wskoczył do łódki i zaczął wiosłować. I wkrótce plynelismy na pełnym morzu. Umiłowany odłożył wiosła i patrzył we mnie z Miłością. A ja zaczęłam się rozglądać. Wokół nas, od horyzontu po horyzont była woda. Morze stalowe i szkliste. Nieruchome prawie. Nad nami wisiały ciężkie, czarne chmury. Zewsząd biła pustka, opuszczenie..
„Ale tu smutno, pusto i samotnie” – szepnęłam patrząc w oczy Najdroższemu. On patrzył mi w oczy głęboko.
„Znasz to opuszczenie, odrzucenie i samotność, znasz, prawda, Maleńka Moja?”
Jego spojrzenie i słowa dotykały najgłębszej głębi serca mojego.
„Tak, Najdroższy mój. Znam!”
Umiłowany spojrzał we mnie z tkliwoscia i wyciągnął do mnie ręce.
„Chodz do Mnie, Maleńka!”
Usiadłam Mu na kolanach. Przytulił mnie mocno do Siebie.
„To opuszczeniem w cierpieniu, samotność, poczucie, że jesteś w nim sama, niezrozumienie, odrzucenie. Znasz to, Maleńka.”
„Znam. Znam bardzo dobrze, Najdroższy mój!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy…
„Ja gdy cierpialem też byłem odrzucony, opuszczony, samotny. Sam. Nawet czułem się opuszczony przez Ojca… Ale ON był przy Mnie. Blisko, najbardziej. I cierpiał ze Mną. I gdy Ty, Maleńka Moja w cierpieniu czujesz samotna, niezrozumiana i odrzucona, Ja jestem z Tobą, rozumiem Cię i z Tobą cierpię!”
” Najdroższy mój!!!”- wyrwało mi się z głębokości serca mojego.
Najdroższy wciąż tulił mnie mocno do Siebie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trwalam w uwielbieniu. W milczeniu. Plynelismy po morzu Cierpienia długo. Odezwalam się w pewnej chwili:
” Wiesz Umiłowany, zanim wypłynelismy myślałam że będę się bać, czuć się tu obco, nieswojo. Ale nie! I dziwię się bardzo. Bo czuję się jakbym była u siebie!! Jakby to było moje morze cierpienia. A to przecież Twoje morze i Twoje Cierpienie. Dlaczego więc czuję jak u siebie??!”
Umiłowany patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością…
„Twoje Cierpienie jest Moim Cierpieniem. Moje morze, Twoim. Ktoś kto odrzuca cierpienie, komu cierpienie jest obce temu i morze jest obce. Ale Ty, Moja Maleńka jesteś oswojona z cierpieniem. Oswojona, jak Ja.”
„Tak, Najdroższy. Jestem oswojona z cierpieniem.”
„Jak Ja.”
„Jak Ty”- wyszeptało moje serce.
I wciąż pływamy. Na stalowo-szklostym morzu Cierpienia. W maleńkiej łódeczce. Umiłowany mój i ja na Jego kolanach. Na Morzu naszego Cierpienia.

ZWYCIĘSTWO

Obudziłam się, obolała bardzo. I od razu napadły mnie jakieś stwory. Nie widziałam ich twarzy, bo było całkiem ciemno. Słyszałam ich głosy. Opryskliwe, złośliwe, cyniczne, a jednocześnie sztucznie przymilne.
„Ooo! Mamy naszą pięknisie! Dobrze, bardzo dobrze! Maleńka nasza!”-usłyszałam złośliwy rechot.
„Najdroższy, ratuj!” – szepnęło moje serce.
Głośno nie powiedziałam nic.
W głębi serca usłyszałam niemal nieslyszalny szept:
„Ja jestem, Maleńka Moja!”
Głosy rechotaly coraz głośniej.
„I co ślicznotko?! On tobie wmawia, że jesteś piękna. To kłamstwo! My i tylko my uczynimy cie piękną!!! A masz!!!!” – i wymierzył mi silny cios w policzek. Zabolo, i zapieklo bardzo. Czułam że mi policzek puchnie. Jednak milczalam.
„Nic nie powiesz, maleńka?! Tańczysz pewnie! Dla NIEGO tańczysz! Nie cierpimy twojego tańca! Tyle krwi nam napsuł, tyle planów pokrzyżował. Tyle dusz nam zabrał! Dla nas tańcz!!!!”
„Najdroższy, ratuj!” – szepnelo znów moje serce.
„Ja jestem!”
Głosy naigrywaly się na całego:
„Zostawil cie twój ukochany. Odszedł od ciebie! Nie jest twój!! Nasza jesteś! Jego nie ma!”
„Umiłowany ratuj!!! Jestem Twoja! Ratuj mnie!”
Nie zdążyłam dokończyć…. Rozległ się nagle grzmot i błyskawica:
„JA JESTEM!!!”

Pojasnialo… I nastała cisza.. Głosy zamilkly i uciekły. A… mnie Najdroższy tulil w ramionach. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój…”
Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I dotykał z czułością, delikatnie mojego spuchnietego policzka.
„Bardzo Cię boli, Maleńka Moja….”
„Nie boli, Najdroższy mój!”
„Nie?!” – Umiłowany wyglądal na zaskoczonego, zdziwionego.
„To z miłości do Ciebie, Najdroższy. Więc nie boli.”
„Maleńka Moja! – ucalowal mnie słodko – Zwyciezylas! Nie dałaś się sprowokować. Nie uwierzylas im.”
„W ani jedno słowo, Najdroższy!”
„O Twoim tancu prawdę mówiły, Maleńka”
I widząc moje zmęczenie, szepnął:
„Odpocznij we Mnie Perlo Moja Umiłowana!”
Wchodzilam w Umiłowanego mojego. Otulal mnie Sobą, Miłością. Cała szczęśliwa znalazłam się przy SERCU Ukochanego. Oplatal JE wieniec z cierni. Kolce ranily SERCE Najdroższe….
„Boll Cię bardzo, Najdroższy mój…”
„To z miłości do Ciebie, Maleńka. Więc nie boli.”
„Najdroższy…!!!”
Wtuliłam się w SERCE Umiłowane. Z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia. I weszła we mnie.
„Jak dobrze Mi w sercu Twoim,odważnym i zwycięskim, Maleńka!”
Uśmiechałam się z wdzięcznością do Umiłowanego mojego…

UŚMIECHY W OTCHŁANI MĘKI…

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też, bardzo. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja obejmowałam Najdroższego mojego. Cierpiący był bardzo…

Wisieliśmy na Krzyżu, a wokół nas było ciemno, szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką, samotnością wielką. Pierwszy raz byłam w tym miejscu. Ale postanowiłam Umiłowanego nie pytać o nie. Jeśli zechce to Sam mi powie co to za miejsce, jeśli nie, nie muszę wiedzieć. Najdroższy mój cierpiał bardzo… Pochylił głowę i wyszeptal:
„Maleńka Moja, zatańcz dla Mnie.”
„Dobrze, Najdroższy mój!”
I zaczęłam tańczyć przed Umiłowanym. Tańczylam bardzo! Ofiarowywalam Mu swoje cierpienie. Tańczyłam i tańczyłam. Zamknęłam oczy i tańczyłam dla Umiłowanego mojego. Z zamkniętymi oczami tańczyłam. Nagle na policzku poczułam pocałunek. Słodki i delikatny. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że Najdroższy mój tańczy ze mną.
„Myślałaś, że pozwolę Ci tańczyć samej? W żadnym razie, Maleńka!”
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością. Zobaczylam, że trzymał w dłoni Hostie. Ukleklam przed Nim
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem, pomógł mi wstać. I dalej tańczyliśmy.
„A wiesz gdzie jesteśmy, Maleńka?” – spytal Umiłowany.
„Nie, Najdroższy. Ale nie muszę wie…”
„Chcę żebyś wiedziała. Jesteśmy w Otchłani Męki Mojej.”
„W Otchłani Twojej Męki??!!”  – szepnęłam poruszona do głębi serca…
Najdroższy jakby nagle osłabi. Oparł się o mnie i wyszeptal z trudem:
„Ach jak Mi smutno! Pociesz Mnie, Maleńka Moja…!”
Objęłam Umiłowanego mojego i przytuliłam Go mocno do siebie. Do serca mojego tuliłam. Całowalam z czułością…
„Najdroższy mój… Maleńki.. Nie bądź smutny…. Najdroższy… nie bądź smutny…. Proszę! Nie bądź smutny.. bo… Bo…”
A w myślach szybko szukałam argumentu, który Najdroższy nie mógłby zakwestionowac, który by przyjął od razu. „Bo Cię kocham! Bo pragnę! Bo serca mi pęka z bólu gdy jesteś smutny”??! To była prawda. Ale to w tej chwili nie było ważne.
„Zrób to dla mnie, bo mnie kochasz! Najdroższy mój! Tak! Nie bądź smutny bo mnie kochasz! –  ujęłam w obie dłonie twarz Najdroższego – Bo mnie kochasz!”
Oblicze Umiłowanego zaczęło się rozjaśniać… coraz bardziej i bardziej.
„Masz rację, Maleńka Moja! Nie mogę Ci tego odmówić, bo Cię kocham!”
„Tak! – wciąż trzymałam Jego twarz w swoich dłoniach – Uśmiechnij się do mnie, Najdroższy…”
I rozpromienił się mój Umiłowany! Promieniał cały uśmiechem! Uśmiechał się do mnie tak cudnie… I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam.
Uśmiechy w Otchłani Męki Najdroższego…