MOC NAJDROŻSZEGO

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Delikatnie i z czułością dotykał miejsca w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Potem zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy, wyszeptal:
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Bardzo. Ale Ty mój Maleńki cierpisz bardziej… O wiele bardziej…”
„Skąd wiesz?” – spytał Najdroższy patrząc mi ciągle w oczy.
„Wiem, Maleńki mój. Widzę…”
„Nasz uważne i czujne oczy serca, Moja Śliczna!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. I od razu znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie. Ogromnie… Objęłam Go z miłością i czułością. Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i ucalowalam Go.
„Masz uważne i czujne oczy serca, Moja Śliczna!”- powtórzył Najdroższy mój.
„Jak mogę Ci usłużyć, mój Maleńki? Powiedz mi, proszę…”
„Służysz Mi, Maleńka Moja. Ale jeśli chcesz, zatańcz dla Mnie. Uwielbiam patrzeć jak tańczysz…”
„Dobrze!”
I zaczęłam tańczyć! Pod Krzyżem Najdroższego! Tańczyłam! Starałam się najpiękniej! Tańczylam… Gdy nagle napadły mnie jakieś stwory!!! Straszne! Obrzydliwe!!! I lapaly mnie za ręce i nogi! Próbowały przeszkodzić mi w tańcu, przerwać go!
„Stój! Przestań!!! Wystarczy!!! Twój taniec nam przeszkadza! Niszczy nas!!!”
Nie reagowalam, tańczyłam dalej.
Odezwał się inny stwór. Przymilnie a jednocześnie z ogromną złością:
„Masz wielką MOC, maleńka! Daj nam trochę! Podziel się swoją MOCĄ!!!”
„To nie jest moja MOC! To jest MOC MALEŃKIEGO mojego!!! I tą JEGO MOCĄ i w JEGO IMIĘ rozkazuje: idźcie precz ode mnie!!! I nie wracajcie tu! Nigdy!!!”
I nagle stwory znikły. I nastała cisza jak makiem zasial… A ja znalazłam się w wielkiej Swiatłości. W ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie z zachwytem!
„Wielka jest Twoja MOC we mnie, Najdroższy mój…”
Maleńki spojrzał we mnie z cudnym uśmiechem. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy. Najdroższy mój i ja.

DZIECIĄTKO…

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Umiłowany siedział na ławeczce, ja siedziałam obok Niego. Głowę położyłam na ramieniu Maleńkiego mojego. Najdroższy obejmował Mn ie z czułością…
„Opowiedz Mi, Maleńka Moja o Twoim wczorajszym doświadczeniu i odkryciach” – w głosie Maleńkiego słyszałam ciepły uśmiech. Podnioslam głowę, spojrzałam w oczy Najdroższego. Widziałam w nich Miłość… Zaczęłam opowiadać.
Wczoraj na Mszy jak ksiądz proboszcz zaczynał czytać Ewangelię, chciałam zrobić znaki krzyża na czole, ustach i sercu. Podnioslam rękę i już miałam ją na wysokości oczu, gdy nagle bardzo zakłuło mnie w barku, ręka stała się ciężka jak kamień. I bezwolnie opadła na moje kolana. Próbowałam ją podnieść jeszcze raz, ale nie miałam siły… Wtedy usłyszałam w głębi serca: „Maleńka Moja, nie martw się! Ja widzę Twe serce i wiem jak jest. Nie musisz o nic się martwić!” „A o to, że coraz częściej nie mam sił wypowiedzieć słów modlitwy…?” „Powiedziałem o nic!”
Dziękowałam.
Po przyjęciu Komunii, szczęśliwa szeptałam Najdroższemu mojemu:
„Mój Maleńki, mój Słodki, mój Śliczny…”
I usłyszałam w głębi serca, że:
„Tak mówiła do Mnie MAMA jak byłam mały.”
Wzruszyly mnie te słowa bardzo! Tak bardzo, że w moich oczach pojawiły się łzy, łzy szczęścia… I wtedy uświadomilam sobie że Maleńki mój jako Człowiek jest ode mnie młodszy! Oczywiście wiedziałam że gdy umarł miał 33 lata. I że wciąż tyle samo jako Człowiek ma! Jakoś nie przyszło mi to wcześniej do głowy!
Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam przy Najdroższym moim i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Jestem od Ciebie starsza, Maleńki mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo. Nakarmil mnie Swoim Ciałem… I w jednej chwili znalazł się w moich ramionach! Tuliłam do serca Maleńkiego mojego.
Pochyliłam się nad Nim z miłością i szczęśliwa bardzo szeptałam:
” Mój Maleńki, mój Słodki, mój Śliczny…”
I wtem zabłyslo światło! Tak jasne, że musiałam zamknąć oczy! Gdy je otworzyłam, aż podskoczylam ze zdumienia i olśnienia i wielkiego szczęścia! W moich ramionach, w Swiatłości wielkiej leżało Dzieciątko! Patrzyło we mnie Swymi dużymi, pięknymi oczakmi i uśmiechalo się do mnie cudnie! I ja uśmiechnęłam się do Niego… najpierw nieśmiało, niepewne, a potem już od ucha do ucha!!! Tuliłam do serca swego Dzieciątkiem… A Ono wciąż się uśmiechając się do mnie, powoli zamykalo oczka i zasypialo… Zasnelo… Lulalam Je cała drżąca, żeby Je nie obudzić! Nagle naszło mnie pragnienie, wielkie! Któremu nie mogłam się oprzeć! Pochyliłam się jeszcze bardziej, zbliżyłam twarz do Jego twarzyczki i ucalowalam Dzieciątko w policzek! Dzieciątko uśmiechnelo się przez sen. I potem znikło w Swiatłości. A ja tuliłam do serca Maleńkiego mojego, że tak powiem, dorosłego. Uśmiechal się do mnie z czułością niewyobrażalna. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie bardzo bardzo!
„Uszczęśliwiles mnie ogromnie… Najdroższy mój!!!”
„Będę do Ciebie czasem przychodzil w takiej Postaci, Moja Słodka!”
„Kiedy tylko chcesz, Maleńki mój!”
Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic…

BYĆ NA TAK!

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój siedział na ławeczce a ja na Jego kolanach. Siedziałam i obejmowałam Najdroższego z miłością i czułością za szyję. A ON tulil mnie do SERCA Swego i Swój policzek do mego policzka. Trwalismy w miłości i bliskości bez granic… Rozmyślalam…
„Dlaczego Pan Bóg wziął Maryję do Nieba z ciałem i duszą? Bo nigdy Mu nie powiedziała „nie!”. Zawsze mówiła Bogu „Tak!” Zawsze była na TAK!!! Od poczęcia! I kiedy Bóg przez Anioła przyszedł spytać czy zostanie Matką Jego Syna, Ona to „Tak” wypowiedziala. I całe życie tym TAK żyła. A pod Krzyżem je ostatecznie potwierdzila. Po ludzku miała bardzo trudne życie. Można by powiedzieć że przegrane. Była bardzo biedna, uboga. Owdowiala w młodym wieku. A wiadomo jaki był status społeczny wdowy w tamtym czasie… Samotnie wychowywała jedynego Syna. I ten Syn w pewnym momencie od NIEJ odszedł. I został wędrownym nauczycielem. Jej sąsiedzi pewnie się dziwili i mówili: ‚Ot, synalek! Zamiast założyć warsztat stolarski, na wzór ojca, miał przecież fach w ręku, zarabiać i pomagać Matce, to On sobie odszedł! Poszedł w sina dal. A Ona pozwoliła Mu odejść! Dziwna Ta Miriam! A Jej Syn jeszcze dziwniejszy! Chodzi teraz i głosi jakąś nową naukę! Źle skończy!’ Tak pewnie mówili sąsiedzi. A ich zdziwienie było jeszcze większe gdy Miriam zostawiła swoją malenka, uboga lepianke i poszła za Synem. Żeby Go słuchać. Stała się Jego uczennica. A potem Jej Syn uznany został za wywrotowca i skazany na śmierć. Na ukrzyżowanie. Miriam stała pod Krzyżem. Widziała Męke i śmierć ukochanego Synka… Cierpiala z Nim. A kiedy umarł i został zdjęty z Krzyża, tuliła Jego martwe Ciało do SERCA… Widziała jak Go pochwali i zatoczyli u wejścia do grobu wielki kamień. A na trzeci dzień GO zobaczyla!!! Żywego, pięknego i odmienionego! Jakaż była Jej radość!!! A potem Syn odszedł do Nieba, ale Ona wiedziała że z Nią jest zawsze. Stala się Matką Jego Kościoła. A potem po ludzku znikla. Bóg widząc miłość, unizenie, całkowite oddanie Miriam, zachwycił się Nią tak bardzo, że wziął Ją do Nieba z ciałem i duszą! Widząc piękno Jej duszy, które promienialo na Nią całą, nie chciał, żeby Jej ciało uległo zepsuciu, zniszczeniu, zabrał Ją całą!
Cale życie Miriam było jednym wielkim TAK!
Miriam teraz siedzi po prawica Syna. I króluje, Miłością!”
Tak rozmyślalam… I prosiłam Maleńkiego mojego, że uczył mnie zawsze mówić Jemu „Tak!”
Żeby być na TAK!!! Jak Miriam.

POKORNIE

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem pełnym Miłości i bliskości bez granic…
„Przytul Mnie, Maleńka… Tęsknię!”- wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Chodź mój Maleńki… Utule Cię, ukołysze… Ja też tęsknię!”
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i już Maleńki leżał w moich ramionach, w objęciach moich. A ja tuliłam Go do serca. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością, patrzyłam w Jego jasne, dobre, pokorne oczy i rozmyślalam… Rozmyślalam o mojej tęsknocie. Od jakiegoś czasu zauważyłam że moja tęsknota zmienia się. Naszła mnie kiedyś nawet myśl że już nie tęsknię. Ale odpędziłam tę myśl od razu. Oczywiście, że tęsknię, tylko inaczej! Ale jak…? Nie umiałam powiedzieć…
Najdroższy uśmiechnął się do moich myśli.
„Tęsknisz, tęsknisz, Maleńka Moja! Znam Twoją tęsknotę! Powiem Ci jak tęsknisz. Kiedyś Twoja tęsknota była niecierpliwa, łapczywa. Chciałaś umrzeć ” już! teraz!”, żeby Mnie zobaczyć w pełni. Teraz tęsknisz dojrzale, bardziej cierpliwie. Pokornie.”
Najdroższy uśmiechnął się widząc moje zdziwienie na twarzy. A ja dziwiłam się dlatego że Maleńki powiedział tak prosto i zwyczajnie to czego ja nie umiałam wyjaśnić.
„I to nie jest tak, że nie czekam na Ciebie, Maleńki mój. Czekam! I jeśli byś przyszedł po mnie teraz, poszłabym do Ciebie! Od razu! Poleciałabym na skrzydłach!!! Ale czekam…”
„Pokornie” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Pokornie” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie! Najdroższy mój! Cały był Miłością i uśmiechem…
„Tęsknię!” – szepnął Maleńki mój.
„Tęsknię!” – szepnęłam z ufnością.
Tuliłam do serca swego, Ślicznego mojego. Kołysalam…. I tęskniłam, pokornie.

JEGO MIŁOŚĆ…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Obolała i zmęczona. Tańcząca bardzo! Leżałam. Maleńki mój był przy mnie… Pochylał się nade mną z czułością, którą nie potrafię opisać słowami… i patrzył we mnie Cudownym Spojrzeniem Miłości… Cały był Miłością, bliskością i Światłem. Jasnością niesamowitą… niezmierną… Rozlewał ją we mnie…! Patrzyłam w Maleńkiego zakochana i zachwycona ogromnie! I choć ciało bolało bardzo, uśmiechałam się do Niego radośnie! Nie myślałam o bólu. Patrzyłam w Maleńkiego mojego… Myślałam… Nie! Nie myślałam! Patrzyłam w Niego i trwałam w Nim. A On, Maleńki mój uśmiechał się do mnie promiennie… Wyciągnęłam do Niego ręce. Wziął mnie natychmiast! W objęcia! W ramiona! Wziął i tulił do SERCA… Nakarmił mnie Swoim Ciałem i… patrzył we mnie z czułością bezbrzeżną… Jak w obrazek patrzył! Wtuliłam się w Maleńkiego jeszcze bardziej i uszczęśliwiona wyszeptałam:
„Jak dobrze mi w Tobie, Maleńki! Jak dobrze!!!”
Maleńki pochylił się ku mnie jeszcze bardziej i patrzył we mnie Swymi pięknymi, łagodnymi, dobrymi, dużymi oczami…
„Jestem z Tobą, Maleństwo Moje! I kocham Ciebie!”
„Wiem, mój Maleńki! Dziękuję Ci baaaaaaardzo!!!!”
I uśmiechnęłam się do Niego całą sobą! Potem zamknęłam oczy. I leżałam w ramionach Maleńkiego, z zamkniętymi oczami i uśmiechnięta od ucha do ucha.
Słyszałam bicie Jego SERCA:
„Kocham Cię, Maleńka! Kocham Cię, Maleńka! Kocham Cię, Maleńka!”
Biło dla mnie…
Maleńki dawał, daje mi tyle Miłości… Wraz z Miłością wlewa we mnie szczęście, poczucie własnej wartości, odwagę i wiarę w siebie. I pewność, że potrafię kochać. A gdy tak patrzy we mnie z Miłością i zachwytem, sprawia, że pragnę być coraz bardziej podobną do Niego. I Jemu się podobać!
Mój Słodki Piękniś… kocham Go nad życie…

NIE CHCĘ PANOWAĆ!

Byłam stanowcza. Krzyknęłam nawet. Pierwszy raz w życiu… Fragment rozmowy między moim Duchowym Dzieckiem a mną:
Dziecko:
-Widziałaś co one wyrabiały?!! Nie mogłam tego wytrzymać!!!
Ja:
-Widziałam, że nie mogłaś. Kochanie to są małe dzieci… To prawda że rozrabiały. Ale ty tylko na nie krzyczysz, szkolisz, straszysz. A potem się dziwisz że nie chcą do ciebie przychodzić. Tak nie można. Trzeba je przytulić, ukochac, wytłumaczyć jak robią źle, pobawić się z nimi. A ty krzyczysz i straszysz. To są twoje wnuki…
-Ja wiem że to moje wnuki, wiesz??! Wiem!!!! Ale one to, to, to, To, TO!!!
I moje Duchowe Dziecko zaczęło się rozkręcac i nakręcać. Coraz bardziej i bardziej…. Z jego ust zaczęły wypływać słowa wyolbrzymione, nieadekwatne do sytuacji, przesadzone, złe. Jego usta przypominały karabin maszynowy a słowa, pociski. Nie mogłam tego wytrzymać! Nie mogłam tego słuchać! Krzyknęłam.
-Cicho!!! Przestań już…!!!
Dziecko umilkło od razu! Było widać że jest zdumione do głębi! Natsala sekunda ciszy. Po której Dziecko krzyknęło prawie:
-Ty do mnie tak mówisz?! Do mnie w ten sposób się odnosisz?!!
-Tak – odpowiedzialam patrząc Duchowemu Dziecku w oczy.
-No! Bardzo ładnie się do mnie odnosisz! Bardzo ładnie!!!
Nie odpowiedziałam. Milczałam. Nie broniłam się. Nie widziałam sensu się bronić. Więcej. Nie widziałam powodu, żeby się bronić. Bronią się winni, a ja winna nie byłam. Nie czułam się winna. Patrzyłam Dziecku prosto w oczy z miłością… I ono spojrzalo mi w oczy… Po chwili spuscilo wzrok i natychmiast zmienilo temat rozmowy.

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie na Swoich kolanach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. Czasem nawet trzeba krzyknąć, żeby zło umilklo.”
„Tak…” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego – wiesz, mój Maleńki, ja już siebie nie poznaję…”
„Rozkwitasz jak kwiat!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
Spojrzałam w morze kwiatów i zaśmiałam się wesoło. Potem spojrzałam w Maleńkiego mojego z uśmiechem. On jednak patrzył we mnie poważny, dostojny i uroczysty. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach…
” Pragnę Ciebie, Moja…”
Przerwałam Mu!
„I ja pragnę Ciebie!!!”
Wchodzilam w Najdroższego mojego… I od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Objęłam JE i ucałowałam z miłością i tkliwością. I usłyszałam dźwięczny głos Najdroższego:
„Czego sobie życzysz, Moja Pani?”
Rozejrzałam się w koło. Oprócz mnie nie było nikogo… Wyglądało na to że mówił do mnie…
„Nie jestem Twoją panią! Nie mów tak do mnie, Najdroższy, proszę!”
„Pragnę Cię uszczęśliwiać i służyć Tobie, Moja Pani!”
„Kiedy tak do mnie mówisz, sprawiasz mi ból, cierpienie a nie szczęście! Nie jestem Twoją panią!”
„Moja Pani…”
„To TY jesteś moim Panem! Ja nie jestem! Nie jestem Twoją panią! Nie chcę nią być! Nie chcę nad Tobą panować, tylko Cię kochać!”
Wtedy ujrzalam nad sobą uśmiechnięte Oblicze Najdroższego mojego! Byl bardzo piękny! Promieniał bliskością. Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Mój Panie!” – szepnęłam.
„Nie mów tak do Mnie, Maleńka Moja! Nie chcę nad Tobą panować, tylko Cię kochać!”
„Mój Maleńki! Mój Słodki!” – szepnęłam uszczęśliwiona bez miary!!! Ciągle głaskalam policzek Maleńkiego mojego. A ON patrzył we mnie z czułością niewyobrażalna… Zanurzal w czułości. Był Miłością i czułością… Maleńki mój…

Z MIŁOŚCIĄ DLA MIŁOŚCI

Byłam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie z czułością w ramionach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Leżałam bez sił prawie. Ale szczęśliwa bardzo bardzo! Szczęśliwa bez miary!!! Najdroższy, Maleńki mój cały był dla mnie!!! Cały był Miłością, czułością tkliwością! Cały był Światłością! Bliskością! Cały był mój! A ja Jego cała! Zakochana na zabój! Patrzyłam Mu w oczy w milczeniu. I On patrzył we mnie…. Mój Maleńki mój Słodki, mój Piękniś… Piekniutki mój…. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w Swych ramionach. Do SERCA tulil… Ja tańczyłam dla NIEGO. Dla Miłości mojego życia tańczyłam! Z miłością dla Miłości…!

ŁATWE!

Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ja też cierpialam bardzo. Ale chciałam jakoś ulżyć Umiłowanemu mojemu. Objęłam Go z czułością i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z tkliwoscia… Pocałunek przy pocałunku. Pomyślałam że może gdy ucałuje to będzie Go mniej bolało. Całowalam i całowalam… Przebite ręce i SERCE i stopy. Całowalam z uwielbieniem, namaszczeniem wielkim. Całowalam Jego stopy…. Najdroższy mój podniósł mnie delikatnie i zbliżył Swą twarz do mojej twarzy.
„Dlaczego Mi służysz, Maleńka Moja?”-spytal patrząc mi w oczy głęboko.
„Bo Cię kocham!”
„A nie boisz się Mnie? Nie służysz Mi ze strachu?”
Uśmiechnęłam się do Niego z miłością i poblazliwie…
„Najdroższy, Maleńki mój… wiesz przecież że się Ciebie nie boję, więc dlaczego pytasz?”
Najdroższy rozpromienil się cały ogromnie. Krzyż znikł. A ON promienial cały szczęściem i zachwytem… Wziął mnie w objęcia w ramiona i tulil do SERCA Swego.
„Pamiętasz jak kiedyś spytałas młodego człowieka, który dopiero co został księdzem: „czy Boga trzeba się bać?”?”
” Tak, odp że trochę trzeba.”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie.
„A Ty mu napisałaś że się Mnie nie boisz, bo Ciebie kocham i jestem bardzo dobry i miłości nie trzeba się bać. I spytałas jeszcze: „to źle, że się Go nie boję?” ”
„Odp że co innego miał na myśli, ale nie powiedział co i w ogóle zamilkł.”
„Bo nie wiedział co ma Ci odpowiedzieć. Twoje słowa wywarły na nim wrażenie. Teraz mogę Ci, Maleńka powiedzieć że to Ty odpowiedziałaś na jego pytanie.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca Swojego…
„Wielu ludzi się Mnie boi, Maleńka Moja. I służy Mi tylko ze strachu…”
„I co im doradzić?”
„Żeby Mi zaufali, a doświadcza Mojej Miłości i przekonają się, że jestem dobry!”
„Niektórzy powiedzą że to jest za trudne i, że łatwo powiedzieć… ”
Maleńki spojrzał mi w oczy ze smutkiem…
” To łatwe. Bardzo łatwe. Tylko wy ludzie utrudniacie, komplikujecie… ”
” A Ty Cierpisz, Maleńki mój… ”
Nie odpowiedział. Ale widziałam, że tak…
Tańczyliśmy… wciaż tanczymy. Bardzo!

ZAKOCHANY W SERCU MOIM…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo i zmęczona leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. I rozmyślalam… Rozmyślalam o osobach, które skrzywdziły moje Duchowe Dziecko… Serce mnie wczoraj bolało. Bo kto krzywdzi któreś z moich Dzieci, krzywdzi mnie. W pierwszej chwili chciałam nawet odpowiedzieć, zareagować na te krzywdę. Ale potem naszla mnie myśl że gdybym odpowiedziała na te krzywdę, byłabym podobna do osób które moje Duchowe Dziecko skrzywdziły. Nie chciałam tak… Nie chciałam być jak one… I odstąpiłam od reakcji. Czułam się potem z jednej strony tak jakbym nadstawiala drugi policzek i mówiła tym osobom „bijcie w drugi!”, a z drugiej strony mi ulżylo. Teraz leżałam na ołtarzu Krzyża i rozmyślalam o tych osobach, które skrzywdziły…
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Potem patrząc mi w oczy głęboko, przenikliwie, wyszeptał:
„Adoptuj je, Maleńka Moja!”
„Obie?!”
„Tak! Więcej!!! Adoptuj całe ich rodziny!”
Patrzyłam w Maleńkiego z szeroko otwartymi ustami! Zaczęłam liczyć… 15 osób!
„Oni są daleko od Ciebie, Maleńki mój… Serce mnie boli z tego powodu…”
„Właśnie dlatego że są daleko ode Mnie, je adoptuj. Aby przez Twój taniec się do Mnie nawróciły. A jeśli nawet się nie nawrócą będę mógł je usprawiedliwić!”
„Dlatego że będą moimi Duchowymi Dziećmi?!”
„Tak , Maleńka Moja!”
Ujęłam twarz Najdroższego mojego w obie dłonie i patrząc w Niego szepnęłam:
„Adoptuję je teraz. W tej chwili. A Ty, Maleńki mój jesteś tego świadkiem!”
Najdroższy patrzył we mnie głęboko…
„Jakaś Ty podobna do Mnie! Jak bardzo podobna!!!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mnie pocałowal. Jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Obsypywal mnie pocałunkami… I położył głowę na moim sercu. I je całowal.
„Zakochany jestem w sercu Twoim, Maleńka Moja! Jak bardzo zakochany!”
Tonęlam w Maleńkim moim…

O SŁOŃCU, PROMIENIU, CIEPLE I DESZCZU

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną i patrzył we Swym pełnym Miłości i bliskości bez spojrzeniem…
„Nie masz siły, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy ze współczuciem.
„Nie mam siły. Ale mam Ciebie, Maleńki mój!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. Najdroższy rozpromienil się ogromnie, wziął mnie na ręce i za chwilę byliśmy już nad morzem kwiatów. Najdroższy trzymał mnie pod rękę i obejmował z troską.
„Zobacz jak tu pięknie, Maleńka!!!”
Rzeczywiście! Było cudownie! Zameczek na skale iskrzyl się w Słońcu, a morze kwiatów falowalo w Jego promieniach.
„Tak…. I to słońce takie wielkie i jasne! Tyle ciepła daje! I w ogóle nie razi! Dziwne!”
Maleńki spojrzał we mnie Swymi dużymi jasnymi oczami.
„To Abba! Tatko!” – wyszeptal patrząc z uwielbieniem w Słońce.
„Tatko??!!!” – zawołałam z zachwytem. A po chwili szepnęłam:
„A możemy tam, bliżej?! Do Niego??”
„Oczywiście!!!”- zaśmiał się perliscie Najdroższy mój! Wziął mnie na ręce i zaczął się wznosić! Frunąć! Lecieć do góry! Wyżej i wyżej! Do Słońca! Do Tatki! I wznosząc się tańczył! Tańczył! I w tańcu wirowal! Wznosil się wyżej i wyżej!!! I tańczyl w Słońcu! W Jego promieniach tańczył!!! Więcej!!! Sam stał się Promieniem! Promieniem Słońca!!!
„Tatko jest Słońcem! Ty Promieniem! A Duch?!”
„Duch jest Ciepłem! Ciepłem na Twoim policzku, Pięknotko Moja!”
„Duch jest OSOBĄ, a Go nie widać!”
„Jego nie widac, ale czuć Jego działanie! Ciepła nie widzisz, podobnie jak wiatru. Ale czuje się jak wieje!”
Uśmiechnęłam się do Maleńkiego mojego. Najdroższy skończył tańczyć i natychmiast usiadł na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam na Jego kolanach.
„A jak w sercu jest wielka radość i szczęście i światło to… – szepnęłam dotykając serca mojego.
„To dzieło całej naszej Trójki – wyszeptal Najdroższy z pięknym uśmiechem.
” A!”- uśmiechnęłam się cała.
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja położyłam głowę na Jego ramieniu. Zamknęłam oczy i uwielbiałam Najdroższego mojego. Nagle poczułam coś mokrego na policzku! Potem na całym ciele. Otworzyłam oczy i zobaczyłam deszcz! Z nieba padał deszcz!
„To chyba nie Duch?!”- zaśmiałam się wesoło.
Maleńki zaśmiał się serdecznie!
„Nie Maleńka Moja! To Łaska!”
„Łaska?!”
„Tak Moja Słodka! Odkąd zanurzylem Ciebie w Zdroju Miłosierdzia Mojego, jesteś w Łasce. Jesteś w Niej zanurzona! Jak w deszczu!”
Zeskoczylam z kolan Najdroższego i chwyciłam Jego dłoń. I śmiejąc się ciągnęłam Maleńkiego mojego!
„Chodź, chodź! Zatańczymy! Proszę! Chodź, Najdroższy mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie! Skoczyl i wziął mnie z Miłością w ramiona. Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy w deszczu! W deszczu Łask tańczyliśmy bardzo! Maleńki mój i ja… Szczęśliwi i zakochani na wieczność!

MIARA MIŁOŚCI

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo i zmęczona bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie, był ze mną. Pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Promienial cały bliskością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy z wyszeptal z ogniem w oczach:
„Mama? Mama?”
Patrzyłam Mu w oczy z ufnością… Przypomniałam sobie jak pierwszy raz spytal czy jestem JEGO matką. Zaprzeczylam wtedy. A ON powiedział że jestem, bo rodzę Go w sercach innych ludzi. Teraz patrzyłam w oczy Najdroższego głęboko…
„Tak mój Maleńki, jestem Twoją mamą.”
W jednej chwili znalazłam się przy Krzyżu Najdroższego mojego. Wisiał ON na nim cierpiący niezmiernie…
„Zrodzilas Mnie znów w jednej duszy, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Zrodzilam? Ciebie?! Przecież ja tylko…”
„Najmilsza…. Zły próbuje umniejszac Twoje czyny, ich wartość. Próbuje wmówić Ci, że nie potrafisz kochać i że Ja mówię na wyrost. Tymczasem Ja nigdy nie umniejszam i nigdy nie mówię na wyrost. Ja mówię jak jest. Widzę Twoje czyny takimi jakimi są. We właściwym wymiarze i rozmiarze. Widzę ich prawdziwą wartość, miarę!”
” Maleńki mój… ja dla Ciebie wszystko!!!!”- wyrwało mi się z głębi serca.
” Właśnie, wszystko. To jest miara Twoich czynów. Miara Twej miłości do Mnie. Wszystko. Taką miarą i Ja Ci odmierze!”
Przylgnelam do Ukrzyżowanego, do Maleńkiego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… Najdroższy przytulił mnie mocno do SERCA Swego.
„Jestem z Tobą jedno, Śliczna Moja!”
Trwalismy zjednoczeni w miłości i cierpieniu. Najdroższy mój i ja.

NIEWYSŁOWIONA MIŁOŚĆ

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam, trzymałam w ramionach Najdroższego mojego. Pochylalam się nad Nim z miłością i czułością i tuliłam do serca swego. Maleńki mój promienial cały Miłością i zachwytem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I w tej samej chwili potężna, ogromna, niewysłowiona Fala Miłości zalała me serce… Nie tylko serce! Zalała mnie całą!!! Napełnila mnie Światłościa… Fala była tak silna i wielka, że zdawało mi się, że upadne i zemdleje,.. Ale Maleńki mój natychmiast wziął mnie na ręce!!! Wziął mnie w objęcia w ramiona i przytulił do SERCA! I trzymając mnie na rękach zaczął tańczyć nad morzem kwiatów!!! Tańczył pięknie! Lekko jak wiatr!!! Szybko odzyskalam siły w ramionach Najdroższego! I byłam przekonana że i ja tule Go w moim sercu… Czułam niemal fizycznie… że tule mojego Maleńkiego… Choć to ON mnie trzymał w ramionach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z zachwytem niewyslowionym. Spojrzalam w Maleńkiego pytająco. Rozpromienil się cały!
„Pamiętasz, Maleńka co wczoraj Mi powiedziałaś po przyjęciu Komunii Św?”
Teraz ja rozpromienilam się cała w uśmiechu!
„Oczywiście, Maleńki mój! Powiedziałam że z moje serce to Twoja kołyska. Prosiłam żebyś się w nim wygodnie ułożył, a ja będę Ciebie tulić!”
„Tulisz Mnie teraz, Maleńka Moja!”
Rozplywalam się ze szczęścia…
Najdroższy skończył tańczyć i znów usiadł na ławeczce w morzu kwiatów. Trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Usiadłam na Jego kolanach, objęłam za szyję i ucalowalam Go z czułością. I wyszeptalam Mu wprost do ucha:
„Kocham Ciebie, mój Słodki Pięknisiu!”
I znów Fala niewysłowionej Miłości zalała me serce…

FALE MIŁOŚCI

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. Siedziałam… Maleńkiego mojego trzymałam w ramionach! W objęciach trzymałam i tuliłam do serca swego. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością i zachwytem!!! On patrzył we mnie uszczęśliwiony i uśmiechnięty cały!
„Jak dobrze Mi, Maleńka w ramionach Twoich! Przy sercu twoim! Jak dobrze! A Tobie jak, Maleńka Moja? Dobrze?”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego mojego radośnie!
„Dobrze. I… dziwnie!”
„Dziwnie? Dlaczego?” – spytal patrząc mi w oczy Maleńki mój.
„Do tej pory to TY pochylales się nade mną i tuliles do SERCA. A teraz ja się nad Tobą pochylam…”
Najdroższy mój dotknął dłonią mojego policzka i gładził go z czułością wielką. A moje serce zalała fala miłości. Miłości pięknej, innej. A jednocześnie bardzo znajomej! Aż podskoczylam ze zdumienia i zachwytu! Maleńki uśmiechał się do mnie cudnie. I moje serce znów zalała fala miłości!!! A Najdroższy mój usiadł na moich kolanach, objął mnie za szyję i ucałował mnie…
„Na kolanka…” – wyszeptał z tkliwoscia. A moje serce znowu zalała fala miłości… Byłam szczęśliwa bardzo!!!
Spojrzałam w oczy Najdroższemu i nagle uświadomilam sobie, że ON okazuje mi miłość w taki sam sposób jak ja Jemu!!!
„Tak, Maleńka Moja! Chciałem żebyś doświadczyla jak to jest gdy Ciebie tule do SERCA Swego! Jakie to szczęście i radość dla Mnie!”
„A ta fala miłości, która zalewa mi serce…?”
„To Twoja miłość do Mnie. Tak Mnie kochasz, Maleńka! Aż tak!!!”
Patrzyłam w Maleńkiego rozczulona do głębi serca i duszy… Brakowało mi słów. A ON położył Swą głowę na moim ramieniu. I tak trwalismy w Miłości…

MOJE PRAGNIENIE,…

Biegłam, pędziłam! Leciałam na skrzydłach! Do Najdroższego, do Maleńkiego mojego!!! Najdroższy stał przy ławeczce w morzu kwiatów. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie…!!! Stał z rozpostartymi szeroko ramionami. Podbiegłam do Niego uszczęśliwiona cała!!! Maleńki trzymał otwarte ramiona i zapraszal mnie do nich. Ja jednak zamiast w ramiona, do nóg Mu się rzuciłam! I zaczęłam całować JEGO stopy, Jego Rany. Całowalam i dziękowałam, całowalam i dziękowałam… Za co dziękowałam Najdroższemu? Wczoraj byłam u spowiedzi i On wszystko mi przebaczyl!!! Wszystko! Więc dziękowałam Najdroższemu!!! On podniósł mnie z Miłością, wziął na ręce i usiadł na ławeczce w morzu kwiatów.
Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał z czułością:
„Na kolanka…”
Biło z Jego twarzy szczęście i jasność wielka!!! Objęłam Maleńkiego mojego i ucalowalam Go z czułością. I zapragnęłam… to pragnienie pojawiało się ostatnio coraz częściej. Ale jakoś nie mówiłam o nim Najdroższemu… Teraz patrzyłam Mu w oczy… I w Jego oczach dostrzeglam… to samo pragnienie!!! Patrzyłam w Najdroższego zaskoczona i oszolomiona ze szczęścia!!!
„Chcesz???!!!!” – zawołałam.
„Pragnę! Bardzo!!!” – wyszeptal Najdroższy ze wzruszeniem.
„Ja też! Bardzo!!!”
„No to już!”
Zeskoczylam z kolan Najdroższego i wciąż oszolomiona usiadłam na ławeczce obok Niego. Zrobiłam z ramion i dłoni jakby kołyske. A Maleńki mój położył się w moich ramionach… To było moje pragnienie… Trzymać Maleńkiego mojego w ramionach i tulic Go do serca mojego… Moje pragnienie…
Pochylalam się nad Najdroższym moim z zachwytem i wzruszeniem…
„Wygodnie Ci, Maleńki mój…?”
„Bardzo! Bardzo wygodnie, Maleńka Moja!”
Rozpromienilam się w uśmiechu!!! Byłam niezmiernie szczęśliwa!!! Maleńki mój też…
Nagle z SERCA Jego wyszła Hostia i weszła we mnie. Najdroższy mój patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości… Z zachwytem we mnie patrzył. A ja tuliłam do serca Maleńkiego mojego….

W GŁĘBOKOŚCIACH MALEŃKIEGO MOJEGO…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Zmeczona byłam bardzo. Bez sił. Najdroższy mój był przy mnie. Był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością. Patrzyłam Mu w oczy z miłością.
„Bardzo chciałabym zatańczyć z Tobą, Maleńki mój… ale nie mam siły…” – szepnęłam z trudem.
Maleńki spojrzał we mnie z ogniem w oczach.
„Nie masz siły, ale masz MNIE, Maleńka Moja!”
„To prawda, Maleńki. Mam Ciebie!” – wyszeptalam obejmując Najdroższego za szyję i całując Go z czułością w policzek.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie! Wziął mnie w objęcia, na ręce. I chwilę później tańczył ze mną na rękach nad morzem kwiatów! Pięknie tańczył mój Najdroższy!!! I patrzył we mnie z takim zachwytem, że brak słów!
„Ja mam Ciebie, Najdroższy, a Ty masz mnie!” – szepnęłam z bezczelna ufnością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Od ucha do ucha!
Maleńki zaśmiał się głośno! Rozradowany cały! I zaczął wirować w koło!
„Mam Ciebie, Maleńka Moja!”
„Masz mnie! Całą! Bez zastrzeżeń! Na zawsze!”
Najdroższy wirowal coraz szybciej i szybciej!
Nagle znalazłam się przy Krzyżu. Najdroższy mój wisiał na nim… Cierpiący niezmiernie i bez sił… Spojrzał we mnie z trudem.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal prawie bezigłosnie.
Objęłam z tkliwoscia i czułością Najdroższego mojego.
„Pragnę być podobną do Ciebie, Maleńki mój! Pragnę! Pragnę! Pragnę!”
Najdroższy wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Przylgnelam do Maleńkiego całą sobą. Sercem i duszą i cialem… Znalazłam się jakby w ciemności, która nie była ciemnością. Bladzilam w niej… A jednocześnie czułam się jak u siebie. Wchodziłam w Najdroższego głębiej i głębiej…
„Jesteś ze Mną jedno, Moja Śliczna!”
„Pragnę być!”
„Jesteś!”
Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. W Jego głębokościach tańczyliśmy…

O SPOJRZENIU

Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Jasnym kochającym i czystym! Swietlistym bardzo… Tańczyłam w świetle Spojrzenia Maleńkiego mojego! Grzałam się w Nim!
„Uwielbiam gdy we mnie patrzysz, Maleńki mój!” – szepnęłam zachwycona cała!
Pamiętam kiedy pierwszy raz we mnie spojrzał… I powiedział że jestem piękna w Jego oczach, popłakałam się. Ze szczęścia! Patrzył we mnie z takim zachwytem!!! Wydawało mi się, że jestem nic nie warta, że do niczego się nie nadaje. Maleńki przez Swoje Spojrzenie Miłości pokazał mi, że jestem warta. Że jestem warta kochania! Warta Jego Miłości!!!
Jego spojrzenie nie poniża, nie osądza. Spojrzenie Najdroższego zawsze podnosi! W Jego spojrzeniu wzrastam, kwitnę! W Jego spojrzeniu dojrzewam… Spojrzenie Najdroższego mojego sprawia że pragnę być coraz lepszą, dla NIEGO! I coraz piękniejsza! Dla Maleńkiego mojego!!!
Uśmiechałam się do Niego radośnie. Patrzyłam Mu w oczy…
„Uwielbiam kiedy we Mnie patrzysz, Maleńka Moja! – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna – w tym Twoim spojrzeniu jest tyle miłości, czułości i ufności! Twe spojrzenie mówi że jestem dla Ciebie wielkim, potężnym. Mimo że nazywasz Mnie swoim Maleńkim!”
” Bo jesteś wielki i potężny! I mój Maleńki jesteś!”- wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Rozpromienil się ogromnie w uśmiechu! Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem i ja patrzyłam w Najdroższego. Patrzylismy w siebie nawzajem. Z miłością!

BYĆ JEDNO!

Najdroższy mój, Maleńki… był cały dla mnie… Cały był Miłością i cały dla mnie…
Lezalam tańcząca bardzo na ołtarzu Krzyża. A ON był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i ufnością. Z zachwytem w Maleńkiego mojego patrzyłam.
„Chcę, abyś była ze Mną jedno. Dlatego wczoraj Ciebie zraniłem. Chcę być jedno z Tobą, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie…
„Nie, Maleńki mój. Nie zraniłes mnie. Tylko pokazałeś mi prawdę o mnie. Nie zraniłes…” -szepnęłam wpatrzona szepnęłam dotykając dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Chcę być z Tobą jedno, Moja Pięknotko!”
„Pragnę bardzo…”
„Czego pragniesz, Maleńka?”
„Być jedno z Tobą!”
„Będziesz, obiecuję, Maleńka Moja!”
Chciałam podziękować Maleńkiemu. Ale w tym momencie przeszył mnie wielki ból w miejscu w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Jęknelam cicho. Maleńki mój objął mnie, dotknął Swą dłonią to miejsce
„Bardzo Cię bolą…” – wyszeptal Najdroższy z wzruszeniem.
„Bardzo. Tańczę dla Ciebie, Maleńki mój” – szepnęłam z trudem.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. I zaczął dotykać to bolące miejsce w moim ciele i je całował. Pocałunek przy pocałunku… Potem położył Swą głowę na tym miejscu… Pamiętacie co to za miejsce, prawda? To moje jelita…. Maleńki położył tam głowę!
„Pragnę być z Tobą jedno, Maleńka Moja!”
„Pragnę być z Tobą jedno, Maleńki mój!”
Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. W największej bliskości…

W PRAWDZIE

Tak Najdroższy, Maleńki mój stał przywiązany do słupa. Nagi i cały pokryty ranami i siniakami… Dwóch ludzi, których twarzy nie widziałam, biczowalo Go. Ja patrzyłam na to ze zbolałym sercem. Nie mogłam nic zrobić. Mogłam tylko patrzeć… W pewnej chwili ludzie przestali Go biczowac. Najdroższy wziąć od jednego z nich bicz. Spojrzał we mnie z wielką Miłością i podając mi bicz, wyszeptal:
„Proszę, Maleńka Moja. Teraz Ty. Bij!”
Zamarlam! Z wielkiego zdumienia i oszolomienia!!!
„Ja??!!! Mam Cię… bić??!!! Nie!!!”
„Bij!” – szepnął Maleńki stanowczo, a jednocześnie bardzo łagodnie. Wręcz jakby prosił…
„Nie!!! Nie mogę! Nie potrafię…!!!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko. Przenikliwie bardzo… Z MIŁOŚCIĄ bezgraniczna.
„Nie możesz? Nie potrafisz, Maleńka Moja? Ranisz Mnie przecież codziennie grzechami swoimi. To jest to samo. Możesz i potrafisz, Maleńka…”
Patrzył we mnie bez jakiegokolwiek wyrzutu, osądu czy oskarżenia. W Jego oczach widziałam miłość. Tylko miłość…
„To prawda!” – krzyknęłam z bólu.
Pociemnialo mi w oczach, zamknęłam je. Od razu napadły mnie myśli, żeby uciekać. Żeby uciec i schować się gdzieś, najlepiej w mysiej dziurze… Żeby uciec jak najdalej. Ale zaraz potem naszla mnie inna myśl:
„Uciekać przed Maleńkim moim?! Dokąd??!!! Nie! Nie będę uciekać! Maleńki mnie kocha!!! Pomoże mi!”
Otworzyłam oczy. Najdroższy mój wciąż stał przede mną z biczem w dłoni i dawał mi go. Wzięłam bicz z dłoni Maleńkiego mojego i odrzuciłam daleko od siebie. Podeszłam do Najdroższego mojego bliżej. Bardzo blisko. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i patrząc w Jego oczy, szeptałam z miłością i bólem serca:
„To prawda, Maleńki mój. To prawda! Ranię Ciebie codziennie moimi grzechami… Nie chcę Cię ranić, ale Cię ranie. Ale nie chcę…”
Z oczu ciekły mi łzy… Maleńkiemu też… Runelam do Jego stóp. Objęłam je i całowalam i przepraszalam, przepraszalam i całowalam i przepraszalam. Najdroższy podniósł mnie. Ujął moją twarz i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością.
” Nie uciekłaś, Maleńka Moja! To najważniejsze!!! Stanęłas w prawdzie. I Prawda Cię wyzwoli!”
I położył moją głowę na SERCU Najdroższym. Na SERCU! Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. A wraz z Nią moje serce znowu zalal pokój i radośc i światło. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Gładzil moje włosy i policzek z czułością. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie.
„Kocham Ciebie, Maleńka Moja! Dziecię Moje, kocham Cię, mimo Twoich słabości i grzechów! Kocham Ciebie, Moja Maleńka Pięknotko! Stanęłas w prawdzie. I Prawda Cię wyzwoli!”
„Dziękuję! Dziękuję, Maleńki mój! Dziękuję…” – szeptalo moje serce.
Trwałam przy SERCU Maleńkiego mojego.
Wciąż trwam przy SERCU MALEŃKIEGO!

SPUSZCZONE OCZY

Byłam w Najdroższym, w Maleńkim moim byłam. Otulona Jego Miłością leżałam w ramionach Jego i odpoczywalam. A odpoczywając, tańczyłam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego cala zachwycona i zakochana po uszy…
„Mój Słodki Pięknisiu…”- szeptałam szczęśliwa cała.
Gdy Go tak nazywałam od razu serce biło mi mocniej, szybciej… A Maleńki taki był bliski. Najbliższy…. Brak mi słów, żeby opisać jak… Brak mi słów! Cały był dla mnie…
„Chcę Cię kochać, podziwiać, wychwalać Ciebie, mój Maleńki Pięknisiu i zachwycać się Tobą!”
Maleńki rozpromienil się w cudnym uśmiechu.
„A Ja pragnę zachwycać się Tobą, Moja Maleńka Pięknotko!” – wyszeptal Najdroższy jaśniejąc cały blaskiem Miłości i bliskości… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca! A potem odpoczywając w Jego ramionach, rozmyślalam:
„Tak… Kiedy zaczynam mówić o NIM, On od razu zaczyna mówić o mnie. Nie zatrzymuje się na Sobie. Mówi o mnie… Zachwyca się mną… wywyższa…
I pomyślałam o wczorajszej Ewangelii, o cudzie rozmnożenia chleba. Zaskoczył mnie nie sam cud. Ale pewien mały szczegół. Szczególik. Uderzył mnie wręcz! Co mnie tak zaskoczyło i uderzyło? To, że Jezus „podniósł oczy i ujrzał liczne tłumy”.
A jeszcze dokładniej to że „podniósł oczy”. Skoro „podniósł oczy” to wcześniej musiał mieć je spuszczone. Musiał często mieć oczy spuszczone, skoro św Jan zauważa, że je podniósł. Dlaczego Jezus miał spuszczone oczy? Czy chodził ze spuszczona głową i patrzył ciągle w ziemię?! Nie! Spuszczone oczy mówią o tym, że Jezus był skromny, pokorny i cichy. Tak jak Sam mówil. „Cichy i pokorny Sercem”. To znaczy, że nie był egoista, że nie myślał o Sobie, ale zawsze o innych. I podnosil oczy, tylko po to żeby pomagać, żeby kochać, żeby zaradzić ludzkiej biedzie. Cały był dla innych. Jak teraz cały był dla mnie… Chcę się uczyć od Maleńkiego tych spuszczonych oczu. Skromności, pokory i cichości. I bycia dla innych.

TAK GO KOCHAM

Byłam w Najdroższym moim, w Maleńkim moim byłam. W Jego objęciach, w ramionach Jego bardzo tańczyłam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem!
„Kocham Ciebie, mój Maleńki Pięknisiu…” – szepnęłam z czułością i delikatnie dotykalam Jego policzka.
Najdroższy rozpromienil się ogromnie!
„Wiem, Maleńka Moja! Widzę!”
Uśmiechnęłam do Niego radośnie i już chciałam poprosić Najdroższego o taniec, spytać się czy zatańczymy, kiedy On sam porwal mnie do tańca! Pięknego i szalonego! Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i uśmiechał się do mnie cudownie!
„Spełnia moje prośby zanim jeszcze zdążę poprosić! Rzeczywiście owinęłam Go wokół paluszka, jak wczoraj powiedział. Skacze nade mną i tańczy! Kocha mnie!!! A może pokazuje mi jak powinnam Jego kochać!” – pomyślałam rozczulona patrząc w Najdroższego mojego.
” A może nie pokazuję jak powinnaś Mnie kochać, ale jak Mnie kochasz?! Tak! Pokazuję jak Mnie kochasz, Moja Maleńka Pięknotko!”
Aż otworzyłam usta ze zdumienia i szczęścia wielkiego! Przez moją głowę przeszła myśl że Maleńki znów mówi na wyrost. Odrzuciłam ją natychmiast!!!
Pokazuje mi jak Go kocham! Odkrywa przede mną moją miłość do Niego!!!
Niesamowite!
Aż tak Go kocham?!
Tak!!!
Chciałabym żeby mnie nie było, żeby był we mnie tylko ON, Najdroższy mój, Maleńki! A mnie żeby nie było. Żebym znikla cała. A był tylko ON! Mój Najdroższy! Mój Słodki! Mój Maleńki Piękniś! Tylko ON!!!
Tak Go kocham!

CAŁY MÓJ ŚWIAT!!!

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Maleńkim moim byłam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I dziękowałam… Za co dziękowałam Najdroższemu? Za opiekę nade mną i moimi Duchowymi Dziećmi. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością.
„Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Właśnie… Ty dla mnie wszystko, a ja dla Ciebie…” – nie skończyłam, Maleńki zamknął mi usta pocałunkiem. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrząc mi w oczy głęboko wyszeptal:
„Ty też dla Mnie wszystko, Kochana Moja!”
„A, żebyś wiedział, Maleńki! Wszystko!” – w tym momencie podjęłam ważną decyzję. Jaką? On wie, wystarczy. I patrząc w Niego, spytałam:
„A pomożesz mi?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„A jak myślisz, Pięknotko?”
„Kochasz mnie, więc nie masz innej opcji!”- wyszczerzylam się w uśmiechu od ucha do ucha. Maleńki wybuchnął głośnym, dźwięcznym, czystym śmiechem. I patrzył we mnie z zachwytem. Ja byłam zaskoczona tym, że tak się zwracałam do Najdroższego mojego. Bez lęku, swobodnie, w akceptacji i ufności. Kiedyś bym tak nie potrafiła. Pełna lęków, strachów, zranień… On mnie z tego wyzwolil!
„Owinąles mnie wokół Siebie! Wokół Swego paluszka!” – szepnęłam uszczęśliwiona cała i zakochana na zaboj.
„I Ty Mnie owinęłas wokół paluszka, Śliczna Moja!”
Promienial cały uśmiechem! Jaśniał! Błyszczał!
„Tylko nie mów znowu, że jesteś moim niewolnikiem! Bo się zdenerwuje!” – zaśmiałam się głośno.
„Nie powiem! – Najdroższy promienial uśmiechem – Jestem Twoim Maleńkim Pięknisiem!”
„Kochanym i Słodkim…”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swojego. Uwielbialam Go z całego serca! Potem rozmyślalam…
„Maleńki mój… Piękniś… Zszedł do mojego świata. Na samo dno zszedł. Do świata ciemności, brudu, lęków, zranien… Do mojego świata. Był w nim. Ale delikatnie, najczulej i bardzo ostrożnie, ale jednocześnie bardzo konsekwentnie i stanowczo zaczął mnie z tego mojego świata wyciągać. I nagle, nie wiem kiedy znalazłam się w Jego świecie, w świecie miłości, akceptacji, światła i ciepła. W Jego świecie się znalazłam! Więcej! Sprawił, że uznałam Jego świat za swój!!! Jeszcze więcej! On, Maleńki mój stał się moim światem! Całym światem!
Byłam w ramionach Najdroższego mojego! To był, to jest mój Świat! Cały mój Świat!!!

W INTYMNEJ BLISKOŚCI

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo, bardzo leżałam. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia niesamowitą i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Promienial Miłością i bliskością bezgraniczna…
„Jam niewolnikiem Twoim, Maleńka Moja! Pros o co chcesz, a Ja spełnię!”
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia! I wszystko się we mnie wzburzyło!!! Cała byłam wzburzona!!! Poruszona cała!!! Ale szepnęłam w miarę spokojnie i bez emocji:
„Chcę, żeby mnie bolalo jeszcze bardziej, a Ciebie Maleńki, choć troszkę mniej!”
Patrzyłam w Maleńkiego, w Jego oczy patrzyłam. I widziałam w nich wzburzenie, poruszenie, wzruszenie i ogień. Nie odpowiedział nic. Tylko wziął mnie z czułością w ramiona i patrzył mi w oczy głęboko. Był bliski… Bardzo bliski. Bliższy niż kiedykolwiek wcześniej… Patrzył mi w oczy w milczeniu.
„Mniej Cię boli, Maleńki mój?” – spytalam cicho.
„Mniej, Moja Słodka… – szepnął równie cicho – A Ciebie boli bardziej?”
Kiwnęłam głową przecząco.
„Mówisz że jesteś moim niewolnikiem i spełnisz o co Cię poproszę… A spełniasz tylko połowicznie!”
Najdroższy patrzył mi w oczy z miłością…
„Wiem jak bardzo cierpisz, Maleńka Moja. I nie chcę żeby Cię bolało jeszcze bardziej…”
„Maleńki mój…!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego. Ja ujęłam Jego twarz w obie dłonie i patrząc Mu w oczy szeptałam z mocą i poruszeniem:
„Bo Ty nie jesteś moim niewolnikiem!!! Nie jesteś! Rozumiesz??!!!!”
Tak szeptałam do Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie rozczulony niezwykle. Trwalismy w milczeniu. W intymnej bliskości… W intymności bliskiej…
W końcu Maleńki odezwał się do mnie promieniejac uśmiechem:
” Dlaczego tak rzadko nazywasz Mnie Moim nowym imieniem, Maleńka Moja?”
Rozpromieniłam się wielką radością, a jednocześnie bardzo zawstydzilam…
„Bo… bo pomyślałam że to imię może się kojarzyć dwuznacznie… że może głupio…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„A co przez to imię chciałaś Mi powiedzieć? Co wyrazić chciałaś tak Mnie nazywając ‚Piękniś’?”
„Że Kocham Cię! Że jesteś mi najdroższy, Maleńki mój, słodki i piękny baaaaaardzo!”
„Najmilsza Moja, nazywaj Mnie tak! Proszę!”
„Dobrze, mój Maleńki… Pięknisiu!!!”
Serce mi biło mocno… Radością i szczęściem wielkim biło!!! Maleńki mój uwolnił mnie od wszelkich wątpliwości. I znów byłam wolna!!! Trwalismy w intymności, w intymnej bliskości. Ta rozmowa mogła się tylko tak odbyć. W intymnej bliskości bez granic.

O SAMOTNOŚCI BOGA – CZŁOWIEKA

W Najdroższym moim byłam… W Jego objęciach Maleńkiego, w ramionach Jego bardzo tańczyłam! Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Cierpiący był bardzo, niezmiernie, ogromnie… Wiedziałam, że cierpi, choć o tym nie mówił. Nie musiał. Wiedziałam. I On wiedział, że ja cierpiałam bardzo, choć Mu o tym nie mówiłam. Nie musiałam. Wiedział.
Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością i miłością.
„Mój Słodki… mój Słodki… Ty tak bardzo cierpisz, a ja nawet nie mogę Ci pomóc…”- szeptałam ze smutkiem.
Najdroższy ujął moją dłoń i przytulił ją i przytulił do Swego policzka.
„Jesteś ze Mną, cierpisz ze Mną… To wielka pomoc, bardzo wielka!”
„Tobie to pomaga?”
„Tak, Maleńka Moja. Bo nie jestem Sam . I nie czuję się samotny.”
„Ty chyba nigdy nie jesteś Sam, ani samotny?”
„Kiedy mówię że jestem Sam i samotny mówię nie tylko o Boskości, nawet Bóg bez kochającej Go duszy, jest samotny, co o człowieczeństwie Swoim, rozumiesz, Maleńka Moja?”
„Tak mój Maleńki!”
Maleńki tulil mnie do SERCA Swego. Z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Najdroższego mojego. Obecnością, modlitwą serca i tańcem.

NAJCENNIEJSZA!

Na naszym podwórku rosła brzoza. Stara i dość duża. Rosła bardzo blisko naszego domu. Była bardzo wygięta, pochylona w kierunku domu i linii wysokiego napięcia. I choć rodzice dbali, żeby jej gałęzie nie sięgały linii prądowej, pochylona brzoza podczas burz i silnych wiatrów stanowiła coraz większe zagrożenie dla budynku domu i kabli od prądu. W końcu rodzice postanowili brzozę wyciąć. Postarali się o zezwolenie na wycinkę i wynajęli ekipę, która miała drzewo wyciąć. Ekipa składała się z wysportowanych alpinistów, którzy na co dzień profesjonalnie zajmowali się wycinka drzew, a w wolnym czasie uprawiali wspinaczkę górska. I w zeszłym tygodniu zajęli się wycięciem naszej brzozy. Ja siedziałam w domu kiedy piły poszły w ruch. Po jakimś czasie tato przyszedł do mnie i spytał czy chcę zobaczyć jak ścinają. Powiedziałam że chcę. Więc tato wywiózł mnie na podwórko i postawił w bezpiecznej odległości (jak się wydawalo) od drzewa, a sam podszedł pomagać. Siedziałam na wózku z zadarta do góry głową i zaciekawieniem obserwowałam jak poprzypinany specjalną uprzęża i linami do drzewa, wyposażony w kombinezon, kask, słuchawki na uszy, raki i pile spalinowa mężczyzna obcina gałęzie. Robił to bardzo profesjonalnie i fachowo, zawodowo. Najpierw badał każdą gałąź, przywiązywał do niej linę obcinał gałąź i na linie spuszcza ją na ziemię. Bardzo ostrożnie i delikatnie. Podziwiałam jego dokładność i umiejętności! Widać było że zna się na tym co robi. W pewnej chwili od tyłu dobiegł mnie głos bratowej:
-Moniś!!! Jeszcze ciebie tutaj brakowało! Za blisko stoisz! Odwioze cię trochę dalej, dobrze?!
-Dobrze!
I bratowa chwyciła wózek i odwiozla mnie dalej. Ledwo to zrobila na miejsce w którym poprzednio stałam… spadła dość duża gałąź… Konar!
-Patrz!!! Widzisz… – bratowa była zdumiona. Ja też…
-Gdyby nie ty, mogło być po mnie… – szepnęłam do niej.
Bratowa potem opowiadała mi, że byla w domu i gotowala obiad i nagle poczuła wewnętrzny nakaz, polecenie, wręcz przymus, że ma szybko wyjść na dwór. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że musi. Wyszła i zobaczyła mnie siedząca na wózku inwalidzkim niedaleko ścinanej brzozy. I już wiedziała dlaczego musiala wyjść…

Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy. Najdroższy mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Opiekujesz się mną, Maleńki mój!”
„Tak. Opiekuje się Tobą!”
„Strzeżesz mnie i chronisz!”
„Strzege i chronię!”
„Dziękuję!!! Bardzo dziękuję, Maleńki mój!!! Dziękuję!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i spojrzał mi w oczy głęboko…
„Jesteś dla Mnie drogocenna, Moja Maleńka! Najcenniejsza!”
Jego oczy płonęly Miłością bezgraniczna… Objęłam Go za szyję i ucałowałam.
Najdroższy wziął mnie na ręce i chwilę później siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy trzymał mnie na kolanach i tulil w ramionach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego.
„Jesteś dla Mnie najcenniejsza, Moja Maleńka Pięknotko!”- wyszeptalo SERCE Maleńkiego mojego.
„Mój Maleńki Pięknisiu…” – szeptalo moje serce. Gdy wypowiadalam to ‚imię’, moje serce biło mocniej a ja cała promienialam zachwytem i uwielbieniem.
Maleńki mój potężniał… Obejmował mnie cały, coraz bardziej i bardziej. Zanurzal mnie w Sobie. Otulał w MIŁOŚCI. Miłością. Stawał się coraz bliższy i coraz bardziej tajemniczy… Tańczyliśmy zjednoczeni w miłości. Piękniś i Jego maleńka Pięknotka…

ZRYWA KOLEJNĄ ZASŁONĘ

W Najdroższym moim, w Maleńkim moim byłam. W Jego objęciach, w ramionach Jego tańczyłam. Najdroższy mój pochylał się nade mną i cały był Miłością, pięknością, słodyczą, czułością, delikatnością, zachwytem… Wpatrywałam się w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa i uwielbiałam Go modlitwą serca:
„Uwielbiam CIEBIE, mój Najdroższy… mój Maleńki… mój Słodki… mój Piękny…. – i nagle myśl jak błyskawica – mój Pięknisiu!!!”
Roześmiałam się radośnie na tę myśl! Bardzo nią zaskoczona i jednocześnie uradowana niezmiernie!!!
„Mój Piękniś! Mój Najdroższy, Maleńki Piękniś!!!” – szepnęłam rozpromieniona miłością i zachwytem.
Najdroższy patrzył we mnie poruszony wielce… I nagle inna myśl:
„Jak ty się zwracasz do Boga???!!! Co ludzie powiedzą???!!!”
Roześmiałam się znowu! Znałam tego gagatka, który mi takie myśli wsysa! Wyśmialam go:
„Ależ mi argument znalazł! Poszukaj lepszego!!! Jeśli Maleńkiemu się to określenie spodoba to co mnie obchodzi co ludzie powiedzą??!!!”
I patrząc w oczy Maleńkiemu, po prostu spytałam:
„Podoba Ci się Maleńki…? Mogę Cię tak nazywać? Bo jeśli nie, to nie będę!””
Maleńki patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie. Rozpromieniony i poruszony niezwykłe… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy… Byłam przekonana że cały się do mnie zbliża… I uśmiechając się do mnie przecudnie, wyszeptal łagodnym, perlistym głosem:
„Podoba Mi się!!! Bardzo Mi się podoba, Moja Pięknotko!”
” Pięknotko’??!!” – szepnęłam i zamarlam w oczarowaniu i zachwycie. W uśmiechu od ucha do ucha… Najdroższy patrzył we mnie… też zachwycony i uśmiechnięty cały…
„Nikt Mnie jeszcze nie nazwał tak pięknie jak Ty, Maleńka Moja!”
„I wzajemnie! Nikt mnie jeszcze nie nazwał tak pięknie jak Ty, Maleńki mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA
Swego. Zanurzyl mnie w objęciach i tulił z Miłością…
„Mój Piękniś Maleńki…” – szeptalo moje serce.
„Moja Pięknotka Maleńka…” – odpowiadało SERCE Jego. Byłam w świadomości tak jasnej, że zdawała się być ciemnością. Jednocześnie Maleńki mój był bliski bardziej… Bardziej! I nie chodziło tylko o nazwę, o to jak Go nazwałam. Ale byłam przekonana że razem z tym określeniem zrywal kolejną zasłonę dzieląca mnie od Siebie. Stał się bardziej bliski… I bardziej tajemniczy zarazem.
„Mój Maleńki Pięknisiu…” – szeptało moje serce.
„Moja Maleńka Pięknotko!” – odpowiedziało SERCE Maleńkiego mojego.

TAŃCZYMY

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Obolała bardzo i bardzo zmęczona. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie, był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Promienial Miłością i bliskością bez granic. Maleńki mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zaczął całować moje obolałe i zmęczone ciało. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku. Całowal i miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal. Z czułością i nabożeństwem… A ja nagle zobaczyłam Maleńkiego mojego wiszącego na Krzyżu i cierpiącego niezmiernie… Ogromnie!!!
Patrzyłam w Niego z miłością i boleścią serca. Najdroższy mój patrzył mi w oczy głęboko… Tkliwie we mnie patrzył. Bliski był niezwykle…
„Dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja… Ja dzielę Ją z Tobą!”
„Maleńki mój…!”
Objęłam Go delikatnie i Ucalowalam Umiłowanego mojego. Tańczylismy bardziej niż zwykle. Wciąż tańczymy. Maleńki mój i ja.

JESTEM! TY DZIAŁAJ!!!

„Wczoraj pokazales, Maleńki mój, że chcesz żebym jeszcze żyła. (Jeśli Maleńki mój zechce to niedługo o tym napiszę) . To znaczy że jestem Ci tu jeszcze potrzebna!”
„Tak, Maleńka Moja. Chcę, żebyś dokończyla zadanie, które Ci przeznaczylem!”
„Dokończyla?! Ja mam wrażenie że go jeszcze nie zaczęłam… Nawet nie wiem co to za zadanie. Nie powiedziałeś mi jeszcze.”
„Chcę żebyś dokończyla – wyszeptal Najdroższy z czułością – A zadanie? Pamiętasz jak powiedziałem że jesteś Moją matką, bo rodzisz Mnie w sercach innych ludzi? Rodzisz i uczysz kochać!”
„Rodzę?! Uczę kochać??! Jak?? Jak ja sama kochać nie umiem! Uczę się…”
„Jesteś i pozwalasz Mi działać. To wystarczy!”
„Wystarczy być i…”
„I pozwolić Mi w sobie działać!”
„Więc jestem. A Ty działaj, Maleńki mój!”
Nic z tego nie rozumialam. Kompletnie nic! Ale byłam szczęśliwa! Bardzo szczęśliwa!!! Dlaczego? Bo Najdroższy mój był bardzo szczęśliwy. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Promienial szczęściem!!! Pragnę uszczęśliwiać Maleńkiego mojego!!! Jedyne co pragnę to Go uszczęśliwiać!!! Jego szczęście jest moim szczęściem!!!
„Pomagasz MI bardzo, Maleńka Moja!”
„Pomagam? Jak, Najdroższy mój??!”
„Jesteś cała dla mnie!”

W ODPOCZYNKU I W TAŃCU, W MALEŃKIM

Obudziłam się. I od razu wiedziałam że jestem w objęciach Maleńkiego. W Jego ramionach. Otulona Miłością i czułością niewyobrażalna. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do Niego radośnie. On, Najdroższy mój tulil mnie do SERCA. Nagle poczułam pocałunek na moim policzku. Pocałunek delikatny i słodki. Jeden, drugi… trzeci. Pocałunek piękny i czuły.
„Maleńki mój… Najdroższy… Mój Śliczny…” – szepnęłam zachwycona cała.
Wciąż leżałam w ramionach Najdroższego z zamkniętymi oczami. I już chciałam je otworzyć, kiedy usłyszałam cichy, łagodny. czuły głos, przepełniony miłością i uśmiechem:
„Nie Maleńka Moja! Proszę… odpocznij sobie jeszcze. Proszę…”
„Dobrze, Maleńki mój!” – wyszeptalam uśmiechając się do Niego.
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Maleńki trzymal mnie w objęciach i obsypywal pocałunkami. A ja szczęśliwa bardzo, zasnęłam…
Kiedy znów się obudziłam, od razu tańczyliśmy! Najdroższy mój i ja. Tańczylismy razem nad morzem kwiatów! Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały Miłością i uśmiechem. Był cały dla mnie!!! Patrzyłam z miłością w Najdroższego mojego! Z zachwytem i uwielbieniem! I uśmiechałam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha!
„Odpoczęłaś Maleńka Moja?” – spytał Najdroższy promieniejąc bliskością.
„Tak mój Maleńki! Baaaaaardzo odpoczęłam!!! Dziękuję Ci bardzo!!!”
„Mówiłaś że gdy odpoczniesz to lepiej się czujesz i masz więcej siły do tańca! Więc chciałem, żebyś wypoczęła!”
„Dziękuję, Maleńki mój!!! Teraz mogę tańczyć z Tobą ile chcesz!!!”
Najdroższy zaśmiał się perliscie i obrócił mnie wkoło Siebie! Kręciłam piruety! Wesoło! Radośnie! Z uśmiechem!
Potem Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i położył moją głowę na SERCU Swoim… Tańczylismy bardzo! Wciąż tańcujemy! W miłości, radości i bliskości bez granic!

REWOLUCJA W SERCU

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy zamyślona, poważna, zadumana. Zaskoczona, może nie tyle wczorajszym zdarzeniem (takie zdarzenia bywały ostatnio coraz częściej), co moją reakcją na nie.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. Jesteś bardzo dzielna!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
„Tylko dzięki Tobie, Maleńki mój! Tylko! Tylko! Czynisz rewolucję w moim sercu!”
Najpierw poczytajcie o czym są ruchy mimowolne:
https://neurologia.mp.pl/objawy/146446,ruchy-mimowolne
Gdy jest taka niestabilna pogoda, ból, napięcie spastyczne i ruchy mimowolne się u mnie nasilają.
Wczoraj wieczorem mimo, wbrew mojej woli nagle moją ręka podskoczyla do góry i wylalam wodę z miski, która stała przede mną na stole. Woda rozlała się po całym stole. Wszystko potoczyło się w ułamku sekund. Wylanie wody, zdenerwowanie (łagodnie mówiąc) mojego Duchowego Dziecka, jego krzyk na mnie:
-Co robisz??!!!! Odbija ci???!!!
I cichy głos w sercu:
„Jesteś teraz podobna do Mnie, Maleńka Moja!”
„Maleńki mój jest ze mną…” – pomyślałam rozczulona, poruszona do głębi… I taka rozczulona popatrzyłam w oczy mojego Dziecka. W jego oczach widziałam zdenerwowanie, złość Nie odpowiedziałam, milczałam. Tylko patrzyłam Dziecku w oczy. W głębi serca byłam zdumiona swoją reakcją. Podwójnie, a nawet potrójnie. Po pierwsze dlatego, że wcześniej gdy takie coś się stało, czułam się wina, tłumaczylam się bardzo, broniłam. Mówiłam że nie chciałam, że niechcący, że to mimo woli. Takie tłumaczenia zwykłe nic nie dawały, a często potęgowaly poczucie winy gdy słyszałam że zrobiłam to specjalnie.
Teraz nie tłumaczylam się. Milczałam.
Po drugie kiedyś słowa mojego Duchowego Dziecka bardzo by mnie zabolały, sprawiły by mi przykrość, zraniły by. Teraz nawet mnie nie dotknęły. Spłynęły po mnie. A raczej obok mnie. Spłynęły i odpłynęły.
A po trzecie… Po raz pierwszy w życiu nie przeprosiłam. Nie przeprosiłam za swój ruch mimowolny. Do tej pory przepraszalam.
„Mnie też przepraszalas za to bardzo długo, pamiętasz Maleńka Moja?” – spytal patrząc mi w oczy głęboko Najdroższy.
„Tak, spowiadałam się z ruchów mimowolnych. Ale coś mi w sercu szeptalo że nie powinnam…”
„To Ja Ci szeptałem, Maleńka Moja!”
„Teraz wiem że to TY… Więc szeptales mi do serca. I w końcu się odważyłam i spytałam o to księdza. Odpowiedzial, że grzech musi być popełniony świadomie i dobrowolnie. A ruchy mimowolne nie są ani świadome. I nie powinnam się z nich spowiadac. I przestałam. I mi ulżyło…”
Powoli przestawałam czuć się winna.
A wczoraj oddzielilam moją chorobę ode mnie. Od osoby. Pierwszy raz pewnie.
I wiem że będę musiała zmagać się z tym jeszcze, to pierwszy krok zrobiłam.
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
” Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulił do SERCA Swojego. Uwielbialam Go modlitwą serca.

MODLITWA OBECNOŚCI, MODLITWA SERCA

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Maleńki trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie cudnie. I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Spojrzałam na morze kwiatów i w Najdroższego mojego i spytałam:
„A co to morze kwiatów właściwie znaczy? Co symbolizuje, Maleńki mój?”-spytalam.
„A jak myślisz, Maleńka Moja?” – odpowiedział pytaniem.
Popatrzyłam na morze kwiatów i myślałam:
„Może morze łask, albo morze Miłości, którą mnie Najdroższy obdarza? Albo morze bliskości? Eee nie… On mnie obdarza tyloma darami, że symbol oceanu to jeszcze nic…”
Tak rozmyślalam. A głośno powiedziałam że nie wiem. Najdroższy uśmiechnął się z czułością i wyszeptal patrząc mi w oczy głęboko:
” Symbol modlitwy, symbol miłości, symbol ufności i zawierzenia… ”
Zdziwilam się bardzo!!! I znów pomyślałam sobie:
” O czyjej modlitwie, miłości, ufności i zawierzeniu mówi Najdroższy?! O mojej??? Jeśli o mojej to mówi na wyrost!”
Najdroższy uśmiechnął się łagodnie. Ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości.
„Oczywiście, że mówię o Twojej modlitwie, miłości, ufności i zawierzeniu, Maleńka Moja! Ja nigdy nie mówię na wyrost! Ja mówię jak jest!”
„Ale przecież ja nie modlę się dużo. Często nie mam siły, żeby słowo powiedzieć…”
„Ale przecież ukladasz bukiety MAMIE, prawda?”
„Prawda, Maleńki mój.”
Najdroższy patrzył ciągle mi w oczy… I ja w Jego oczy patrzyłam.
„Modlisz się także tańcem, uśmiechem. A najpiękniej, Maleńka modlisz się bez słów. Modlitwą obecności, modlitwą serca. W milczeniu. Uwielbiam to, najbardziej!”
„Ja też uwielbiam! Najbardziej!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja wtulilam się w Niego bardziej jeszcze. W milczeniu trwałam w objęciach Maleńkiego. W Jego obecności. A moje serce szeptalo, bijąc dla NIEGO:
„Uwielbiam CIEBIE mój Kochany! Uwielbiam CIEBIE, mój Najdroższy! Uwielbiam CIEBIE, mój Maleńki!
Kocham Cię, mój Przecudny! Kocham Ciebie, mój Słodki! Pragnę Cię i ufam Ci! Pragnę Ciebie, mój Jezu! Mój Najdroższy! Mój Maleńki!”
Tak biło moje serce. Maleńki mój uwielbiał te modlitwę! Ja też. Najbardziej!

%d bloggers like this: