DROGA KRZYŻOWA cz. III

Stacja X

Jezus z szat obnażony

„Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. (…) rozdzielili między siebie Jego szaty” (Mt 27,33.35).

Rozważanie

Ubóstwo, oderwanie się od stworzeń, gotowość do każdej ofiary stanowią niezbędne warunki zjednoczenia z Najświętszym Sercem Jezusa oraz życia, miłości i ofiary. Aby się wznieść, trzeba oderwać się od ziemi. Błogosławieni, którzy mają ducha ubóstwa, ponieważ do nich należy królestwo Boże!

 Dobrowolne ubóstwo jest Źródłem prawdziwej wielkości, wolności, pokoju, radości i zjednoczenia z Bogiem.

Czystość jest cnotą anielską, jest szczególnie cnotą dusz ofiarowanych Bogu. Baranek Boży do zażyłości z sobą dopuszcza tylko dusze dziewicze. Dziewicami są: Maryja, Jego Matka; św. Józef, Jego żywiciel; Jan Chrzciciel, Jego poprzednik oraz św. Jan, Jego umiłowany uczeń, który właśnie swej dziewiczej czystości zawdzięcza łaskę, że mógł odpoczywać na Sercu Jezusowym oraz że został wybrany na przybranego syna Matki, Dziewicy. Ta wzniosła cnota powinna być udziałem kapłanów, cieszących się wielką zażyłością z Chrystusem, oraz zakonników, którzy stanowią jak gdyby Jego rodzinę duchową.

Jakież wynagrodzenie i jaką pociechę ofiarować mogą Sercu Jezusowemu, jeżeli nie będą doskonale czyści? Powinni często prosić o tę cnotę Najświętsze Serce Jezusowe i Niepokalane Serce Maryi.

Stacja XI

Jezus przybity do krzyża

„Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką», ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią». Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy. A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym». Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król Żydowski»” (£k 23,33-35.38).

Rozważanie

Modlitwa Jezusa dobrze wyraża nieskończoną miłość i nieskończoną hojność Jego Serca. Nawet na krzyżu Jezus zapomina o sobie i żyje tylko dla nas. Wstawia się za grzesznikami, za mną, za nami wszystkimi, którzy Go ukrzyżowaliśmy. Usprawiedliwia nasze szaleństwo, pychę, zmysłowość: „Nie wiedzą, co czynią!”. Tak, Ojcze, przebacz Twoim niewdzięcznym dzieciom, dzieciom Twego Kościoła, które okazują się obojętnymi czy prześladowcami. Przebacz także mnie! Proszę Cię o łaskę skruchy i miłosierdzie, do jakiego mam prawo dzięki modlitwie Jezusa Chrystusa.

Stacja XII

Jezus umiera na krzyżu

„O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34).

„Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha” (J 19,28-30).

Rozważanie

Donośny krzyk Jezusa do Ojca jest agonią serca, krzykiem skrajnego przygnębienia; opuszczenie przez Ojca jest jakby piekłem, największą spośród kar, gdyż utracić Boga to utracić wszystko! Jest krzykiem pragnienia: bardziej serca, niż ciała, pragnieniem doprowadzenia do końca swej ofiary dla dokonania odkupienia, pragnieniem dusz, pragnieniem miłosnej odpowiedzi. Także dzisiaj Jezus ma pragnienie mojego nawrócenia. Co uczynię dla jego ugaszenia?

Jeszcze okrzyk: „Wykonało się”, jakby chciał powiedzieć: „Ofiarowałem wam wszystko, poświęciłem wszystko dla waszego zbawienia i dla waszej miłości. Źródła łaski są otwarte, Kościół jest ustanowiony. Cena wyzwolenia została zapłacona. Wszystko jest gotowe. Proszę o wasze serca. Rzućcie się w otwarte ramiona”.

Stacja XIII

Jezus zdjęty z krzyża

„Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. (…)  Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: «Kość jego nie będzie złamana». I znowu na innym miejscu mówi Pismo: «Będą patrzeć na Tego, którego przebili»” (J 19, 31-37).

Rozważanie

Wchodzimy na Kalwarię. Tłum się oddalił. Pozostają przyjaciele. Żołnierz przebija włócznią bok Jezusa. To wielka tajemnica historii zbawienia, gdzie wszystko jest Bożym misterium i działaniem. Zewnętrzna rana jest symbolicznym ukazaniem wewnętrznej rany, rany miłości. To Miłość przebiła Jezusa! Chrystus umarł, gdyż chciał; umarł z miłości! Chciał ciosu włóczni, aby skierować naszą uwagę na swoje Serce i uświadomić swoją miłość, która jest Źródłem wszystkich tajemnic zbawienia. Ta rana powierza nam Serce Jezusa, otwiera je dla nas.

Wejść w Serce Jezusa oznacza wniknąć w najgłębszą sferę Bożej natury, w jej cudowny przejaw, że „Bóg jest miłością”. Apostoł Jan wszystko to wyczytał w Sercu Jezusa. Potrzebuję kontemplować to otwarcie boku, by zobaczyć, jak zostałem ukochany i jak wezwany do miłości.

Stacja XIV

Złożenie ciała Jezusa w grobie

„Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu” (J 19,38.40-42).

Rozważanie

Głęboka i wzruszająca tajemnica, która przywołuje na myśl Betlejem. Grób jest żłobem, gdzie nasz Pan rodzi się do chwalebnego życia po śnie śmierci.

Jesteście pogrzebani razem z Chrystusem w chrzcie (por. Kol 2,12) – przypomina nam św. Paweł – umarliście z Nim i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (por. Kol 3,3). Nasze serce jest ukryte w Sercu Jezusa, daleko od oczu świata i jedynie pod spojrzeniem Ojca: oto rzeczywistość naszego życia wewnętrznego. Serce Jezusa jest naszym rajem.

Również nasze serce staje się miejscem odpoczynku Jezusa, zwłaszcza w komunii eucharystycznej. Oby On znajdował w nas współczucie swojej Matki, czułą miłość Jana, łzy i hojność Magdaleny, troskliwość Józefa z Arymatei, których doznał na Golgocie.

                          / ciąg dalszy – WIELKANOC /

JAKI JEST CZŁOWIEK….?

Niedawno w mojej parafii skończyły się rekolekcje.Rekolekcjonista opowiedział taką legendę:

„„Ostatnia Wieczerza” Leonardo da Vinci jest jednym z najsłynniejszyh obrazów świata. Malowidło znajduje się na ścianie  refektarza klasztoru przy kościele Santa Maria della Grazie w Mediolanie. Tworząc  to dzieło, Leonardo da Vinci natknął się na pewną trudność. Musiał namalować Dobro pod postacią Jezusa oraz Zło pod postacią Judasza – przyjaciela, który zdradza go podczas ostatniej wieczerzy. Malarz zmuszony był przerwać pracę, gdyż  poszukiwał modeli doskonałych. Pewnego dnia w czasie występu chóru chłopięcego,dostrzegł w jednym ze śpiewaków idealne uosobienie Chrystusa. Zaprosił go do  swojej pracowni i wykonał kilka szkiców.
Minęły trzy lata. Ostatnia wieczerza była prawie gotowa, jednak Leonardo wciąż nie znalazł idealnego modelu Judasza. Zakonnicy zaczęli naciskać, żądając, by  mistrz jak najszybciej ukończył obraz.
Pewnego dnia, po wielu tygodniach poszukiwań, malarz znalazł w rynsztoku  przedwcześnie podstarzałego młodzieńca, obdartego i pijanego w sztok. Z trudem  udało mu się nakłonić swoich uczniów, by zabrali go prosto do kościoła,ponieważ nie miał już czasu na szkicowanie. Zaniesiono zdezorientowanego  nędzarza do świątyni. Uczniowie podtrzymywali go, podczas gdy Leonardo nanosił  na fresk rysy wyrażające okrucieństwo, grzech, samolubność, tak wyraziście malujące się na tej twarzy.
W tym czasie żebrak nieco otrzeźwiał. Otworzył oczy i ujrzał przed sobą malowidło.
– Ja już tu byłem! Widziałem już ten obraz! – wykrzyknął z przerażeniem.
-Kiedy? – spytał zaskoczony mistrz.
-Przed trzema laty, zanim wszystko straciłem. Śpiewałem wtedy w chórze, moje  życie było pełne marzeń i pewien artysta poprosił mnie, abym mu pozował do  postaci Jezusa.
Młodzieniec zapłakał………”

 

 

DROGA KRZYŻOWA cz. II

Stacja VI

Weronika ociera twarz Jezusowi

„Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53,2-3).

Rozważanie

Na drodze na Kalwarię św. Weronika daje nam przykład wspaniałomyślności i odwagi. Jest wzorem dusz wynagradzających. Ociera twarz Jezusową, zbezczeszczoną plwocinami, zalaną łzami i krwią. Pan Jezus odpłaca jej, pozostawiając swoje rysy na chuście. Oby wyrył także swoje rysy w naszych myślach i w naszym sercu, byśmy więcej nie zapominali Go pocieszać.

 Stacja VII

Jezus upada pod krzyżem po raz drugi

Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali załamani na duchu (por. Hbr 12,3).

Rozważanie

W moim biednym życiu byłem bardzo chwiejny, za mało energiczny, bezsilny. Zasłużyłem po trzykroć na to, by być odrzuconym, opuszczonym, potępionym. Panie Jezu, pozwól mi naprawić wszystkie straty łask, jakie spowodowałem i daj mi osiągnąć taki stopień zjednoczenia z Tobą, jaki mi przeznaczyłeś! Przebacz mi grzechy cudze, których byłem przyczyną, i napraw w innych straty łask, jakie ponieśli z mego powodu.

Wspomnienie moich grzechów rozsadza mi serce! Jedna pociesza mnie myśl, ta mianowicie, że moje grzechy staną się okazją do większej miłości Pana Jezusa, ponieważ On wiele mi darował.

 Stacja VIII

Jezus spotyka płaczące niewiasty

„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiety, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: ŤCórki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?ť” (Łk 23,27-28.31).

Rozważanie

Na drodze cierpienia zdarzają się wzruszające spotkania. Kobiety jerozolimskie płaczą z ludzkim i kobiecym współczuciem. Nasz Pan poucza je, że nie wystarcza płakać nad naszymi błędami; trzeba położyć kres naszym grzechom, prawdziwej przyczynie Jego cierpień i męki.

Jakaż to dla nas lekcja! Najlepszym współczuciem dla Jezusa jest nie grzeszyć więcej i żyć świątobliwie.

 Stacja IX

Jezus upada po raz trzeci

„Usłysz, o Panie, moją modlitwę (…), albowiem nieprzyjaciel mnie prześladuje, moje życie na ziemię powalił” (Ps 143,1.3).

Rozważanie

Widok Boga sponiewieranego i unicestwionego każe nam przynajmniej pragnąć znosić z cierpliwością upokorzenia. Każdy z nas przyjmować będzie z szacunkiem i bez dyskusji uwagi i napomnienia swych przełożonych. Dalecy od pożądania zajęć przynoszących zaszczyt, chętnie przyjmować będą najpokor­niejsze funkcje. Gotowi będą przyjmować z łagodnością i spokojem zniewagi. Powinni się z nich cieszyć i dziękować za nie Bożemu Sercu, jak za cenną łaskę. Brakiem pokory nie jest jednak pragnienie zostać  świętym.

                                                                    / cdn /

***

 Pewnego dnia obudziłem się wcześnie rano, aby zobaczyć wschód słońca. Piękna Bożego stworzenia nie da się opisać. Oglądając wschodzące słońce chwaliłem Boga za Jego piękne dzieło. Siedząc tak, odczułem Bożą obecność.

     Zapytał mnie, "Kochasz mnie?"

     Odpowiedziałem, "Oczywiście, Boże! Jesteś moim Panem i Zbawicielem!"

     Następnie zapytał, "Gdybyś był fizycznie upośledzony, kochałbyś mnie nadal?"

     Byłem zaskoczony. Spojrzałem w dół na moje ręce,nogi i resztę mojego ciała i zastanawiałem się jak wielu rzeczy nie mógłbym robić, rzeczy nad którymi nie zastanawiałem się.Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko. Panie, ale nadal kochałbym Cię."

     Następnie Pan powiedział, "Gdybyś był ślepy, podziwiałbyś wciąż moje stworzenie?"

Jak mógłbym podziwiać coś bez możliwości zobaczenia tego? Pomyślałem wtedy o wszystkich niewidomych ludziach na świecie i o tym, że wielu z nich kocha Boga i Jego stworzenie. Odpowiedziałem więc,"Trudno myśleć o tym, ale nadal kochałbym Cię."

     Potem Pan zapytał mnie, "Gdybyś był głuchy, słuchałbyś nadal mojego słowa?"

Jak mógłbym słuchać czegokolwiek będąc głuchym?Zrozumiałem jednak, że słuchanie Bożego Słowa nie odbywa się przez uszy, lecz sercem. Odpowiedziałem, "Byłoby ciężko, ale ciągle słuchałbym Twojego słowa."

     Następnie Pan zapytał, "Gdybyś był niemy, chwaliłbyś nadal Moje Imię?"

     Jak mógłbym Go wielbić bez głosu? Uświadomiłem sobie, że Bóg pragnie abyśmy śpiewali z naszych serc i dusz. Dźwięki nie mają znaczenia. Chwalenie Boga to przecież nie tylko pieśni. Kiedy jesteśmy prześladowani, chwalimy Boga naszym dziękczynieniem.Odpowiedziałem więc, "Nawet gdybym nie mógł śpiewać, ciągle chwaliłbym Twoje imię."

     W końcu Pan zapytał, "Naprawdę mnie kochasz?"

     Z odwagą i mocnym przekonaniem odparłem zdecydowanie, "Tak, Panie, kocham Cię ponieważ jesteś jedynym i prawdziwym Bogiem!"

     Myślałem, że to wystarczy, lecz Bóg zapytał,"DLACZEGO W TAKIM RAZIE GRZESZYSZ?" Odpowiedziałem, "Ponieważ jestem tylko człowiekiem, nie jestem doskonały." "DLACZEGO W CZASIE POKOJU ODCHODZISZ JAK NAJDALEJ? DLACZEGO TYLKO W KŁOPOTACH MODLISZ SIĘ NAJGORLIWIEJ?" Cisza. Łzy płynęły po mojej twarzy.

     Pan kontynuował: "Dlaczego śpiewasz tylko w czasie nabożeństw i ewangelizacji? Dlaczego szukasz mnie tylko w czasie uwielbiania? Dlaczego tak egoistycznie mnie prosisz? Dlaczego prosisz bez wiary?"

     Łzy w dalszym ciągu spływały po moich policzkach.

     "Dlaczego wstydzisz się Mnie? Dlaczego nie zwiastujesz dobrej nowiny? Dlaczego gdy jesteś prześladowany, wołasz do innych, podczas gdy ja oferuję ci moje ramię aby się wypłakał? Dlaczego szukasz wymówek, gdy daję ci okazje do służenia w Moim Imieniu?"

     Próbowałem odpowiedzieć, ale miałem żadnej odpowiedzi na ustach.

     "Obdarzyłem cię życiem. Nie chcę abyś odrzucał ten dar. Pobłogosławiłem cię talentami, abyś Mi służył, a ty ciągle się odwracasz. Objawiłem ci Moje Słowo, ale ty nie robisz postępu w poznaniu. Przemawiam do ciebie, ale twoje uszy są zamknięte. Obdarzam cię Swoimi błogosławieństwami, ale ty odwracasz wzrok. Posyłam ci Swoje sługi, ale ty ciągle siedzisz bezczynnie gdy oni pracują. Słyszałem wszystkie twoje modlitwy i odpowiedziałem na nie"

     "CZY NAPRAWDĘ MNIE KOCHASZ?"

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Jak mógłbym? Byłem tak bardzo zawstydzony. Nie miałem żadnej wymówki. Cóż mogłem odpowiedzieć.Gdy moje serce krzyczało, a łzy dalej płynęły, powiedziałem, "Proszę,wybacz mi Panie. Jestem niegodny być Twoim dzieckiem."

     Pan odpowiedział, "Na tym polega moja Łaska,dziecko." Zapytałem, "Dlaczego ciągle mi wybaczasz? Dlaczego tak bardzo mnie kochasz?"

     Pan odpowiedział: "Ponieważ jesteś Moim stworzeniem. Jesteś moim dzieckiem. Nigdy cię nie opuszczę. Kiedy będziesz płakać, okażę ci współczucie i będę płakać z tobą. Kiedy będziesz krzyczeć z radości, będę śmiać się z tobą. Kiedy będziesz załamany, zachęcę cię. Kiedy upadniesz, podniosę cię. Kiedy będziesz zmęczony, poniosę cię. Będę z tobą aż do końca dni i zawsze będę cię kochał."

     Nigdy nie wcześniej tak nie płakałem. Jak mogłem być taki zimny? Jak mogłem tak ranić Boga? Zapytałem Boga, "Jak bardzo mnie kochasz?"

     Pan wyciągnął Swoje ramiona i zobaczyłem Jego przebite ręce. Upadłem do stóp Chrystusa, mojego Zbawiciela. I po raz pierwszy modliłem się szczerze.

Autor nieznany

———————————————-
Bardzo mądre opowiadanie…… Dotyczy chyba każdego z nas……..

” Dzięki ”

Za to, co było – dziękuję.
Na to, co będzie – tak.
Wziąłem, co mi dałeś.
Wezmę, co mi dasz.

Za zdrowie i za chorobę
Za karę i za nagrodę
Za szczęście i za pech
Za świętość i za grzech

Za ludzi i za samotność
Oczywistość i ulotność
Za niewiedzy dar
Za świadomości czar

Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki
Tak, tak, tak
Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki
Tak, tak, tak

Za dużo i za mało
Za siłę i za słabość
Za prawdę i za pic
Za wszystko i za nic

Za wieczność i codzienność
Za chleb, herbatę, krzesło
Za wino i za krew
Za życie i za śmierć

Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki
Tak, tak, tak
Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki
Tak, tak, tak

Za to, co było – dziękuję.
Na to, co będzie – tak.
Wziąłem, co mi dałeś.
Wezmę, co mi dasz.
———————————–
DZIĘKUJĘ  haha 

IDZIESZ….

 

  Idziesz…

 

 Królu bez korony, berła, bez tronu…

 

Na głowę wciśnięto Ci koronę z cierni,

 

i od razu na Twej twarzy  pojawił się grymas cierpienia,

 

Na ramionach dźwigasz belkę  ogromnego krzyża,

 

na którym masz zawisnąć…

 

A wokół Ciebie ludzie, dużo ludzi…

 

na ich twarzach nie ma współczucia

 

tylko złość, nienawiść i gniew.


 

Jedni uważają  Cię  za przestępcę, który chce zawładnąć ich światem

 

Inni za  niegroźnego wariata, który pragnie być nazwany Mesjaszem……

 

Jeszcze kilka dni temu sami chcieli obwołać Cię królem

 

a teraz chcą zabić…

 

Nie pamiętają  już , albo nie chcą  pamiętać,

 

jak uzdrawiałeś ich dzieci,matki, mężów i ojców…

 

jak ich pocieszałeś…wlewałeś w ich serca pokój, radość i nadzieję….

 

Biją  Cię  i każą  iść szybciej!

 

Więc idziesz…..

 


Krzyż ciąży  Ci coraz mocniej

  

Nagle potykasz się i upadasz pod jego ciężarem…

 

Oprawców to złości jeszcze  bardziej

 

jeszcze bardziej się pastwią nad Tobą

 

wszędzie widać ich twarze wykrzywione w nienawiści.

 

Ty podnosisz się  i idziesz dalej…

 

 

Wtem wśród ogólnego harmidru i  krzyków,

 

Spośród otaczającego Cię złowrogiego tłumu,

 

wybiega kobieta….

 

Nie zważa na innych , podbiega do Ciebie

 

i chustą  wyciera Ci twarz

 

z potu , kurzu i  krwi…

 

Dziękujesz jej wymuszonym lekkim uśmiechem.

 

Oprawcy odpychają od Ciebie kobietę

 

A Tobie każą iść dalej…

 

Więc idziesz…….

 

 

Kobieta została już  w tyle

 

Na pamiątkę zostawiłeś jej odbite na chuście

 

Swoje Oblicze.

 

Nie chciałeś , żeby odeszła bez nagrody….

 

Nawet w takiej chwili nie  myślisz o sobie……..

 

Tłum krzyczy i każe Ci iść,

 

 

Więc  idziesz…..

 

Idziesz

 

by u kresu Swej drogi

 

być wywyższonym

 

Królować  nad Ziemią,

 

przybity do Krzyża………

 

 

 

 

DROGA KRZYŻOWA cz. I

 Stacja I 

Pan Jezus na śmierć skazany

„A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: «Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy». Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: «Oto Człowiek». Gdy Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: «Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!». Piłat rzekł do nich: «Czyż króla waszego mam ukrzyżować?» Odpowiedzieli arcykapłani: «Poza cezarem nie mamy króla». Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano” (J 19,4-6.15-16).

Rozważanie

Oto Człowiek! Człowiek zraniony przez Boga za nas. Oto Człowiek, który pod ciężarem naszych grzechów, jakich stał się ofiarą wynagradzającą, reprezentuje ludzkość w całej jej nędzy. Oto Człowiek Ofiara, opisany przez proroka Izajasza. Nie ma w Nim nic pięknego. Jego ciało to jedna rana. Tajemnica Ecce homo to najodpowiedniejszy środek, by skłonić nas do skruchy, nawrócenia i wzbudzenia wstrętu do grzechu.

Oto Człowiek-Bóg, który tak bardzo ukochał i przyjął cierpienia i obelgi dla przywrócenia chwały Ojca i naszego zbawienia. Jest On nieskończenie kochany dzięki swoim cierpieniom i poniżeniu. Oto Człowiek! Tak, kontempluję tego Człowieka Boga, uwielbiam, dziękuję Mu, kocham Go z całego serca.

 Stacja II

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

„A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować” (Mk 15,20).

Rozważanie

Za ciężki jest ten krzyż, by mogły go unieść siły jednego człowieka. Jezus jest już wycieńczony przez konanie w Ogrójcu, długą noc zdrady i skazania, opuszczenie uczniów, post, biczowanie i ukoronowanie cierniem.

Krzyż spoczywa na Jego otwartych ranach. Nie byłby tak ciężki, gdyby nie ciężar wszystkich naszych grzechów. Jezus może odnieść do siebie słowa Jeremiasza: „Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza” (Lm 1,12).

 Stacja III

Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

„Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu (…)” (£k 2,34).

Rozważanie

Pan Jezus z wielkim trudem dźwiga krzyż, ciężki, ponad siły człowieka, ponieważ jest już wyczerpany agonią w Ogrodzie Oliwnym, zdradą, sądem, opuszczeniem, postem, biczowaniem, koronowaniem cierniem i złym traktowaniem. Któż mógł zadać tyle ciosów temu niewinnemu ciału. To moje grzechy, zwłaszcza te, które popełniłem brakiem umartwienia, nieczystością, szukaniem własnego zadowolenia i własnej przyjemności.

 Stacja IV

Jezus spotyka swoją Matkę

„Jak cię pocieszyć? Z czym porównać? Córo Jeruzalem! Z czym cię porównać, by cię pocieszyć? Dziewico, Córo Syjonu, gdyż zagłada twoja wielka jak morze” (Lm 2,13).

Rozważanie

Maryja, Matka Zbawiciela, była – podobnie jak Jej Syn – wystawiona na upokorzenie i wzgardę ze strony nieprzyjaciół Boga, dla tych zaś, Jej przychylnych, była przedmiotem współczucia i litości w dniach Jezusowej męki. Przeżyła i podzieliła wszystkie cierpienia Jezusa, łącząc swoją ofiarę z ofiarą swego Syna. Słowa: Ecce ancilla były zarówno na Jej ustach, jak i w Jej Sercu… we wszystkim i zawsze, aż pod krzyż swego umierającego Syna.

 

 Stacja V

Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

„Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem” (£k 23,26).

Rozważanie

Szymon z Cyreny z trudem godzi się pomóc Jezusowi. Reprezentuje on nas wszystkich. Patrząc na niego, Jezus myśli o nas, o naszej niechęci do krzyża, o naszej stałej odmowie dzielenia Jego brzemienia.

Nasz Pan wybrał krzyż dlatego, że jest on konieczny: wynagradza grzech, wyprasza łaskę, a w nas przezwycięża namiętności. Krzyż jest tajemnicą; sprzeciwia się naturze, ale jest Źródłem łaski i siły. Jezus powiedział nam: „Kto nie dźwiga swego krzyża, nie jest mnie godzien”.

                                  – ciąg dalszy nastąpi –

Powierz się Matce

1. Jeśli masz chwile smutne w swym życiu,
Powierz je Matce.
Kiedy rozpacz rozdziera twe serce,
Ofiaruj się Jej.

Ref. Matce, która pod krzyżem stała,
Matce, która się z Synem żegnała,
Która uczyć cię będzie pokory,
Cierpienie znieść ci pomoże.
Ona, Matka, która pod krzyżem stała
Matka, która się z Synem żegnała
Ona uczyć cię będzie pokory,
Cierpienie znieść ci pomoże.

2. Kiedy ruszasz w daleką wędrówkę
Powierz się Matce.
Gdy na szlaku zaskoczy cię burza
Ofiaruj się Jej.

3. Jeśli zgubisz swą drogę do Boga
Powierz się Matce.
Gdy w twym sercu znów gości trwoga
Ofiaruj się Jej.
 Jeśli masz chwile smutne w swym życiu,
Powierz je Matce.
Kiedy rozpacz rozdziera twe serce,
Ofiaruj się Jej.

Ref. Matce, która pod krzyżem stała,
Matce, która się z Synem żegnała,
Która uczyć cię będzie pokory,
Cierpienie znieść ci pomoże.
Ona, Matka, która pod krzyżem stała
Matka, która się z Synem żegnała
Ona uczyć cię będzie pokory,
Cierpienie znieść ci pomoże.

2. Kiedy ruszasz w daleką wędrówkę
Powierz się Matce.
Gdy na szlaku zaskoczy cię burza
Ofiaruj się Jej.

3. Jeśli zgubisz swą drogę do Boga
Powierz się Matce.
Gdy w twym sercu znów gości trwoga
Ofiaruj się Jej.

BAJKA O ZASMUCONYM SMUTKU

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka, Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
– Kim jesteś?
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
– Ja? … Nazywają mnie smutkiem.
– Ach! Smutek! – zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego. – Znasz mnie?- zapytał smutek niedowierzająco.
– Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
– Tak sądzisz … – zdziwił się smutek, – to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?
– A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
– Ja … jestem smutny. – odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
– Smutny jesteś … – powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. – A co Cię tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
– Ach, … wiesz … – zaczął powoli i z namysłem – najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.
I znowu westchnął.
– Wiesz …, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.
– Masz rację, – potwierdziła staruszka – ja też często widuję takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
– Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.
Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
– Płacz, płacz smutku. – wyszeptała czule. – Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.
Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
– Ale … ale kim Ty właściwie jesteś?
– Ja? – zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak małe dziecko.
– A JA JESTEM  NADZIEJA hahaha 

MOJE ŻYCIE cz.1

Urodziłam się 34 lata temu. W lipcu. Całkowicie ZDROWA. Kiedy miałam 2 tygodnie zachorowałam na zapalenie ucha. Potem zapalenie płuc…. Było ze mną bardzo źle…zabrano mnie do szpitala. Lekarka, która się mną zajmowała radziła rodzicom mnie ochrzcić…bo nie wiadomo było czy wyżyję….Ochrzciła mnie babcia wodą…….

W szpitalu dwa razy przeszłam śmierć kliniczną….niedotlenienie mózgu…..Mama opowiadała, że byłam cała sina. Opowiadała też, że niektórzy lekarze mówili :” Jest pani młoda, zdrowa,urodzi pani sobie drugie.”  A ona modliła się tylko o to, żebym żyła….

                                                                                           /   cdn…/

” MÓJ MISTRZU”

 On szedł w spiekocie dnia i szarym pyle dróg, 
A idąc uczył kochać i przebaczać.
On z celnikami jadł, On nie znał, kto to wróg,
Pochylał się nad tymi, którzy płaczą.

Ref.: Mój Mistrzu, przede mną droga,
Którą przebyć muszę tak, jak Ty.
Mój Mistrzu, wokoło ludzie,

Których kochać trzeba, tak jak Ty.
Mój Mistrzu, niełatwo cudzy ciężar
Wziąć w ramiona, tak jak Ty.
Mój Mistrzu, poniosę wszystko,
Jeśli będziesz ze mną zawsze Ty.

2. On przyjął wdowi grosz i Magdaleny łzy,
Bo wiedział, co to kochać i przebaczać.
I późną nocą On do Nikodema rzekł:
Że prawdy trzeba pragnąć, trzeba szukać.

3. Idziemy w skwarze dnia i w szarym pyle dróg,
A On nas uczy kochać i przebaczać.
I z celnikami siąść, zapomnieć, kto to wróg,
Pochylać się nad tymi, którzy płaczą.

————————

Mój Mistrzu, naucz mnie nieść swój krzyż z pokorą i radością….