TANIEC NAD MORZEM CIERPIENIA

Leżeliśmy na Krzyżu – Łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i czułością wielką i patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały. Uśmiechałam się do Niego radośnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością. Zmęczona byłam. Najdroższy wiedział o tym.
„Odpocznij, Maleńka, Kochana Moja!”
Kiwnęłam głową z uśmiechem. I po chwili zapytalam:
„Zatańczymy, Najdroższy?”
Umiłowany wyglądał na zdziwionego, ale zapytał z uśmiechem:
„A odpoczynek? Nie chcesz odpocząć, Moja Śliczna?!”
„Chcę! Ale w ruchu!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego od ucha do ucha. On promienial cały uśmiechem.
„To wybierz gdzie idziemy, Maleńka. Na Łąkę, czy do Komnaty?”
Spojrzałam w oczy Najdroższego mojego.
„Szczerze mówiąc proszę poszłabym jeszcze w inne miejsce. Ale Ty wybierz, Najdroższy! – szepnęłam wpatrzona w Niego – Gdzie Ty tam i ja!”
Ukochany spojrzał we mnie jakoś dziwnie, uroczyście, tajemniczo. I… po chwili spacerowaliśmy po plaży, przy Morzu Cierpienia. Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona i uradowana!
” Tu właśnie chciałam, Najdroższy!”
” Gdzie Ty tam i Ja, Perlo Moja!”
Spuściłam głowę zawstydzona, ale szczęśliwa bardzo… Umiłowany objął mnie, delikatnie dotknął Swą dłonią mojej brody i podniósł do góry. Patrzyłam w JEGO oczy z ufnością i oddaniem. A ON promienial coraz bardziej, jasnial…
” Wypada tutaj tańczyć, prawda?” – spytalam.
Najdroższy mój ujął moją twarz w obie dłonie i mnie pocałowal. Patrzył mi w oczy z czułością.
„Oczywiście, Perełko. Przecież taniec to ofiarowywanie cierpienia. Chodźmy!”
Uniósł mnie nad Morze Cierpienia. I zaczęliśmy tańczyć.
„Wiesz, Najdroższy… Taniec dla mnie to już coś więcej niż ofiarowywanie cierpienia. To ofiarowywanie miłości w cierpieniu!”
Umiłowany patrzył we mnie z zachwytem… Obejmował mnie, przytulal, otulal mnie Sobą… I ja Go obejmowałam i przytulałam… To był niezwykły taniec… Inny niż wszystkie. Osobisty i intymny… Ogromnie! Oddawałam Najdroższemu moją miłość i cierpienie…. On je przyjmował i łączył ze Swoim Cierpieniem i Miłością. Łączył w jedno. Przenikal mnie Sobą i ja Jego przenikalam… Niezwykły taniec miłości nad Morzem Cierpienia…
„Odpocznijmy Maleńka! Ja w Tobie, a Ty we Mnie!” – szepnal Ukochany mój.
Ukleklam przed Nim w powietrzu. On ukląkł przy mnie… Patrzył swym cudnym spojrzeniem we mnie. Pochylil się i położył głowę na moim ramieniu. Ja położyłam głowę na Ramieniu Najdroższego mojego. Odpoczywaliśmy złączeni w Miłości nad Morzem Cierpienia.

BO WIESZ JAK TO MNIE BOLI!

Najdroższy mój, Umiłowany leżał na Krzyżu – Łożu Miłości. Leżał Cierpiący Cały… Cierpiał ogromnie! Niezmiernie… Klęczałam przed Nim,.. z bolejącym sercem. Maleńki mój patrzył we mnie. W oczy mi patrzył, i ja patrzyłam Mu w oczy z miłością. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! Patrzył we mnie, ale inaczej niż do tej pory. Patrzył niby we mnie, a jednak gdzieś w dal… Jakby mnie nie widział. W Jego oczach widziałam samotność, odpuszczenie, odrzucenie, pustkę i wielki smutek… To wszystko widziałam w oczach Umiłowanego mojego. Serce pękalo mi z bólu.
„Najdroższy mój… Maleństwo Umiłowane… Jestem z Tobą! Jestem z Tobą…. Dziękuję, że chcesz dzielić ze mną Swoje Cierpienie i opuszczenie i samotność. Dziękuję że chcesz ze mną dzielić.”
Umiłowany spojrzał we mnie jakby teraz dopiero mnie zobaczył. W Jego oczach pojawił się ogień.
„Tak, Ja chcę! Ale nie nie spytałem czy Ty chcesz, Maleńka Moja dzielić ze Mną…”
Slowa te bardzo mnie zabolały! Zakłuły prosto w obolałe serce!
„Najdroższy mój… nie musisz mnie pytać! Jestem Twoja, należę do Ciebie! I pragnę z Tobą dzielić wszystko!”
Najdroższy spojrzał we mnie… Jego spojrzenie przerazalo mnie…
Krajalo me serce na pół!
Slowa, które wypowiedział sprawiły, że myślałam że umrę z bólu:
„Nie opuścisz Mnie, Maleńka Moja?? Nie zostawisz? Nie odrzucisz?!”
Zamarlam.  Patrzyłam w Najdroższego mojego w milczeniu. Po chwili wyszeptałam bezgłośnie prawie:
„Najdroższy, znasz mnie. Znasz moją grzeszność, słabość, biedę. Znasz mój egoizm i pychę.  I ja znam. Wiem, że jestem nędzą samą. I wiem, że prędzej czy później potknę sie o swoje słabości i upadnę… Ale wiem, że gdy Ty mnie podniesiesz, gdy pomożesz mi wstać wtedy znów będę przy Tobie. Tylko wtedy. Dlatego ufam Tobie.”
Mówiłam pełna bólu, ale i ufności.
Umiłowany patrzył… Oblicze Mu się zmieniło. Patrzył teraz pełen Miłości i czułości. I był mi bliższy niż kiedykolwiek… najbliższy. Zdawał się być poruszony tym co powiedziałam, poruszony wyznaniem. Patrzył we mnie wzruszony, z ogniem miłości w oczach.
„Zraniłem Cię, Maleńka Moja…”
„Tak. Ale to nic, Najdroższy… to nic!”
Pochyliłam się i dłonią dotknęłam Jego policzka.
„Wybacz, Maleńka. Musiałem.”
„Musiałeś? Chciałeś mnie… sprawdzić?!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością… ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalował ją.
„Nie, Najmilsza. Znam Cię i nie muszę Ciebie sprawdzać. Chciałem, żebyś sama siebie sprawdziła. Ja wiem, że nie zostawisz Mnie ani nie odrzucisz.”
„Wiesz??! Skąd??”- zawołałam zdumiona do głębi!
Ukochany patrzył mi w oczy głęboko… Przenikał mnie całą.
„Bo wiesz jak to Mnie boli!”
Zdumienie i olśnienie jednocześnie!!! I ból serca! Ból z miłości!!!
„Najdroższy!”
„Maleńka Moja!”
Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. Mocno przytulił… mocno. Z tkliwością nie do opisania! Z czułością nie do ogarnięcia! Weszłam w Niego. Wtuliłam się w Najdroższe SERCE mojego Maleństwa…
„Ono uzdrowi to co Cię zraniłem. I więcej Cię ranić nie będę.”
„Rań mnie kiedy chcesz, mój Maleńki. I tak Cię kocham i kochać będę.”
„Moja Słodka!”
Z SERCA Umiłowanego wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Ukochany nakarmił mnie Swoim Ciałem.
Wisiał na Krzyżu. Cierpiący cały. Byłam z Nim. Obejmowałam Najdroższego z miłością i cierpiałam. Razem z Nim.

CUDOWNIE!

Leżałam na Krzyżu – Łożu Miłości. Z Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja rozpromieniona cała 1uśmiechałam się do Niego radośnie. Patrzył mi w oczy promiennie i ja patrzyłam Mu w oczy z zachwytem!
„Zatańczymy, Maleństwo moje?” – wyszeptaliismy jednocześnie Umiłowany mój i ja. Oboje promienielismy szczęściem i wzajemnym oddaniem.
„Widzę że lubisz…” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z uśmiechem.
„Tańczyć z Tobą Kochana?! Uwielbiam!”
„I Ja uwielbiam! Dlatego spytałam.”
Najdroższy pochylił się nade mną i mnie pocałowal. Pięknie, czysto i słodko. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. A Jego SERCE szeptalo:
„Moja Śliczna! Moja Słodka! Słodka Moja!”
I nagle staliśmy już na progu Komnaty mojego serca… Najdroższy mój wciąż obsypywał mnie pocałunkami.
„Najdroższy mój, Maleńki mój… Tańczmy już!” – zaśmiałam się radośnie, głośno!
Umiłowany roześmiał się dźwięcznie, wesolo, perliscie!!
Chwycił mnie w Ramiona i zawirowal wokoło! Bardzo szybko i radośnie!! Śmiałam się w głos! Szczęściem, Najdroższym moim rozpromieniona cała! A ON tańczył!!! Pięknie tańczył!!! Po całej komnacie tańczyliśmy! Najdroższy mój trzymał mnie w objęciach i fruwał w kwiatach, między owocami wirowal! Pływał w powietrzu, a ja razem z Nim! Ukochany tulil mnie do Siebie a potem puszczal w górę tak, że kręciłam piruety!!! Tańczylismy w radości i szczęściu! A serce moje szeptalo do SERCA Najdroższego:
„Wiesz, mój Maleńki? Kiedy pokazałeś mi ten Ogród, kiedy go zobaczylam, poczułam, że wróciłam do siebie! Jakbym wróciła z dalekiej podróży!”
„Bo wróciłaś!!!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie i znów puścił mnie do góry!!! Wirowałam, wirowalam, wirowalam… I bezpiecznie ladowalam w ramionach Najdroższego mojego.
W końcu Ukochany usiadł na Swym złotym tronie. Mnie posadzil na kolanach. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką.
„Cudnie było!!! Cudownie!!! Dziękuję!!! Dziękuję, Najdroższy!!!”
„Pięknie tańczysz, Maleńka!”
„Dziękuję Ukochany!”
Spojrzałam w górę. Nade mną wisiała kiść winogrona, wyglądal tak apetycznie…. Spojrzałam w Ukochanego, a On uśmiechnał się do mnie cudnie.
„Spróbuj, Moja Perlo!”
„Spróbuję jak i Ty też spróbujesz” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
On spojrzał we mnie promienny i zerwal jedno winogrono i zjadł ze smakiem. W tym samym czasie zerwałam i ja.
„Mmm… jaki soczysty! A słodki jaki! Pycha!” – zaśmiałam się wesoło.
Popatrzyłam na kiść. Miejsce gdzie Ukochany i ja zerwaliśmy owoce nie było puste. Owoce odrosły, nawet nie wiem kiedy. Zdziwiona spojrzałam w Najdroższego.
„To nie jest zwykły krzew winogrona, domyślasz się, Maleńka?”
„Tu wszystko jest niezwykłe, Najdroższy. A krzew… Ty Sam o Sobie mówiłeś, że jesteś Krzewem Winnym…”
„A Ty latoroślą, Moja Słodka!”
„Słodka?!”
„Słodka!”
Najdroższy patrzył we mnie zachwycony, uroczysty, promienny, świetlisty. Oczarowany taki…
„Umiłowane moje Maleństwo!!!” – wyszeptałam zachwycona i rzuciłam Mu się na szyję! I pocałowałam Umiłowanego. Pocałowałam tak jak oblubienica całuje swego Oblubieńca. Potem patrzyłam w oczy Najdroższemu a On patrzył w moje… Promienny, świetlisty i piękny…
Znów leżeliśmy na Krzyżu – Łożu Miłości. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go. Ucałowałam. A potem szepnęłam:
„Cudownie było! Następnym razem pójdziemy potańczyć do Ciebie, na Łąkę! Choć komnata mojego serca też jest Twoja! Do Ciebie należy! Jak ja cała. Do Ciebie należę!”
„Moja Słodka! Ja do Ciebie należę!” – Umiłowany obsypywał mnie pocałunkami.

MOJE MALEŃSTWO…

Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Na łożu Miłości, Krzyżu tańcząca bardzo leżałam Najdroższy mój leżał przy mnie. Obejmował mnie kochający i czuły ogromnie. Uśmiechałam się do z trudem. On wiedział że jestem bardzo szczęśliwa.
„Dziękuję Ukochany, że pokazałeś mi moje serce! Dziękuję!”
Najdroższy ucalowal mnie słodko i wyszeptal:
„To owoc naszej podróży Adwentowej, Najmilsza!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego znów.
„A, a…?”
Najdroższy patrzył mi w oczy łagodnie. Uśmiechał się do mnie cudnie. Wiedział co chcę Mu powiedzieć, o co prosić.
„Słucham Cię, Perełko.”
„A czy będziemy mogli tam też chodzić tańczyć? Na Łące uwielbiam, ale tam też bym chciała…”
Najdroższy rozpromienił się nade mną!
„Doskonały pomysł, Perełko! Możemy choćby zaraz!”
„Wybacz, Najdroższy… ale nie mam dziś siły… Pragnę polezec przy Tobie…”
„Cierpisz bardzo. Wiem Maleńka Moja!”
„Bardzo. Z Tobą i dla Ciebie, Najdroższy mój!”
„Maleństwo Moje ukochane!”
Najdroższy wziął mnie na ręce i położył mnie na SERCU Swoim. I tulil do NIEGO z miłością. Objęłam Umiłowanego za szyję.
„Jak pięknie mnie nazwałes… Umiłowany – szepnęłam wpatrzona w Niego – Czy… mogę też Ciebie tak nazywać…? Pragnę, jeśli pozwolisz, Najdroższy. Jesteś taki mi bliski… Bardzo bliski. Najbliższy…!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z tkliwoscia ogromną.
„I właśnie ze względu na tę bliskość możesz Mnie tak nazywać.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się w Niego z zachwytem. Promienial cały Miłością!
„Chcę żebyś wiedziała, Perlo Moja, że niewiele dusz pragnie być że Mną w takiej bliskości i niewiele dusz dopuszczam do takiej zażyłości z Sobą” – Umiłowany wypowiedział te słowa z wielkim bólem i smutkiem…
Patrzyłam w Najdroższego mojego zaskoczona! Zdumiona do głębi serca! A w sercu kołatało jedno pytanie:
” Dlaczego, Najdroższy mój?!”
„Bo niewiele dusz chce dzielić  ze Mną Moją Mękę do końca!”
„Moje Maleństwo!!! Moje Najdroższe Maleństwo!!!”
„Odtąd, Maleńka Moja dzielić będziesz nie tylko Moje Cierpienie, ale i opuszczenie, odrzucenie i samotność Moją!”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego… Co działo się we mnie trudno opisać… Miękko na sercu… Nie! Samotność, że aż zabolało, pustka, niemoc, opuszczenie, odrzucenie, bezradność… Ogromna!!! Dojmujące i przejmujące doświadczenie! Poruszające i wzruszające!
Weszłam w Najdroższego… zdumiona! Do tej pory mogłam wchodzić w Niego wtedy gdy On we mnie wchodził. Teraz weszłam sama. Weszłam w jasność wielką. Przede mną biło Najdroższe SERCE Najdroższego mojego. Biło. ale inaczej niż dotąd! Biło samotnością, pustką, niemocą, opuszczeniem, odrzuceniem, bezradnością… Ucałowałam SERCE Ukochane i przytuliłam JE do siebie z czułością. Mocno tuliłam…
Siedziałam na wózku pod Krzyżem. Umiłowany wisiał na Nim. Cierpiący cały. Skłonił Swą głowę w moją stronę i patrzył mi w oczy z Miłością. I ja Mu w oczy patrzyłam.
„Maleństwo moje… Najdroższe Maleństwo… Umiłowane Maleństwo moje…”- szeptałam poruszona, z bolącym sercem szeptałam.
Cierpieliśmy razem. Wciąż cierpimy.
Moje Maleństwo i ja. Razem.

KOMNATA MOJEGO SERCA

Leżeliśmy na Krzyżu – łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie z Miłością. Promienial cały uśmiechem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Chcę coś Ci pokazać, Perełko Moja!”
„Pokazać?! A co takiego?” – spytalam zdziwiona.
Ukochany nie odpowiedział, tylko uśmiechał się do mnie cudnie i tajemniczo.
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Tak!”
Najdroższy patrzył mi w oczy… I od razu znaleźliśmy się na progu wielkiej komnaty! Najdroższy mój i ja. Komnata była ogromna, potężna i cała prześwietlona jasnym światłem. Ciepłym i przyjaznym. Podobnym do tego na Łące, lub w komnacie SERCA Najdroższego. Na podłodze położone były błyszczace płyty, po bokach potężne piętrowe arkady. A na samym środku komnaty stał wielki złoty tron, a nieco dalej złota studnia. „Tron, a obok złota studnia – bardzo dziwne!” – pomyślałam.
„To jakaś kolejna komnata Twego SERCA, Najdroższy?” – spytałam zdziwiona spoglądając w Umiłowanego. On uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Nie, to nie komnata Mojego SERCA, choć należy do Mnie i jest w SERCU Moim, Perełko!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona! On spojrzał we mnie z wielką Miłością i zachwytem i wyszeptal z powagą:
„To serce Twoje, Maleńka Moja! Komnata Twojego serca, Perełko!”
„Komnata mojego serca?!”
Umiłowany wskazał dłonią na złoty tron.
„To nasza ławeczka…” – zaczął Umiłowany.
„I obok niej studnia!” – szepnęłam zdziwiona odkryciem. Stałam teraz zdezorientowana…
„A Ogród gdzie…?” – spytalam patrząc w oczy Najdroższemu mojemu.
A On zaśmiał się głośno i radośnie! I… chwycił mnie z wielką radością w ramiona! Porwal do tańca! Tańczył po całej komnacie! Fruwal, latał… A mi się co chwila zdawało że dotykam, lub, że widzę jakiś kwiat lub liść… Lecz zaraz znow widziałam arkady, kolumny, które zdawały się coraz zimniejsze mimo ciepłego światła. A Ukochany tańczył…! Pieknie! Cudownie! Intymnie… Pływał po komnacie… wirował. A mi się znowu zdawało, że widzę kwiat lub owoc. Ale zaraz pojawiały się zimne kolumny.
„Odpocznijmy troszkę!”- szepnął Umiłowany i usiadł na tronie.
Posadził mnie na kolanach. Przytulił mnie mocno do Siebie i spojrzał na komnatę z zachwytem.
„No i jak Ci się podoba Maleńka, Twój Sercowy Ogród, Komnata Twojego serca?” – uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Komnata jest pusta i zimna… a Ogrodu nie widzę…” – szepnęłam i w tej samej chwili zobaczyłam zwisającą mi nad głową dużą kiść winogrona. Owoce miał duże i dojrzałe, wyglądał bardzo apetycznie, tak, że aż się oblizałam ze smakiem.  Ale zaraz znikł.
Ukochany spojrzał we mnie zaskoczony i zdumiony bardzo!
„Zimna i pusta?! Ależ skąd!!! – I nachylił sie i szepnął mi wprost do ucha – Sercem patrz,  Maleńka! Patrz oczami serca!”
Spojrzałam w Najdroższego niepewnie… Ale On patrzył we mnie taki promienny i zachwycony, ze popatrzyłam jeszcze raz na komnatę…
Spojrzałam i… zamarłam w zachwycie!!! tam gdzie wczesniej widziałam zimne arkady teraz zobaczyłam kaskady, girlandy kwiatów! Różnych kolorów i kształtów! I rozmiarów! Większe i mniejsze. I całkiem maleńkie. A jakie kolory!!! Feeria barw!!! Pełno było też różnokolorowych motyli i małych ptaszków! Śpiewały cudownie! A przed nami zamiast płyt rósł trawnik a na nim malenkie stokrotki!
„Aaaach!!! Jak cudnie!!! Jak cudnie, Najdroższy!!! – szeptałam oszołomiona.
„Prawda?!!” – Umiłowany też był zachwycony.
„Tak!”
Spojrzałam w górę i roześmiałam się serdecznie! Nad głowa zwisała kiść winogrona, którą widziałam wcześniej. Rozejrzałam się. Tron otaczał krzak winorośli.
Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta, szczęśliwa… a On we mnie patrzył z czułością.
Lezeliśmy na Krzyżu – łożu Miłości. Ukochany nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Teraz jesteś mój Maleńki w komnacie mojego serca” – szepnęłam rozpromieniona.
„Zawsze w nim jestem, Maleńka moja. I jest Mi w nim bardzo dobrze!”
„Wiem… Widziałam, Najdroższy…”
Umiłowany tulił mnie do SERCA z Miłością…

JESTEM Z TOBĄ, MALEŃKI MÓJ!

Leżałam na łożu Miłości, Krzyżu. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Czuwał przy mnie… Najdroższy mój… Maleńki mój… Klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z Miłością i czułością niewyobrażalna…
„Pragnę klęczeć przed Tobą, Najdroższy… I adorowac Ciebie, mój Maleńki…!”
Uśmiechnęłam się do Niego z miłością i czułością.
„Pragnę klęczeć przed Tobą… Moje serce przed Tobą klęczy!”
Ostatnie słowa wypowiedziałam niby ja, ale miałam poczucie, że to Najdroższy mi je podpowiedzial. Ukochany pochylil się jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal łagodnym uroczystym głosem:
” Tak. Serce Twe przede Mną klęczy! Łączysz się ze Mną w cierpieniu! W żłobku nie tylko cierpiałem zimno i niewygodę, ale nade wszystko odrzucenie przez ludzi. I Ty, Najmilsza Moja dzielisz to cierpienie ze Mną!”
„Mój Najdroższy! Mój Maleńki! Jestem z Tobą!”
Umiłowany obsypywal mnie pocałunkami…

NAJPIĘKNIEJSZE PREZENTY

„To niezwykły, najpiękniejszy prezent jaki dostałam, Synku <3 … DZIĘKUJĘ!”
Jaki to prezent otrzymałam od mojego Duchowego Syna – Księdza Radka? Najpiękniejszy!!! Odprawił o północy Pasterske w intencji mojej i wszystkich moich Duchowych Dzieci! Modlił się za swoją duchowa mama i Duchowe Rodzeństwo! Piękny prezent, prawda? Cudny!!!!
Kochany Syn! <3

Lezalam tańcząca bardzo przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy mój patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą! Promienny i piękny niezmiernie… Patrzyłam w Niego z miłością i zachwytem.
„Tobie dziękuję za prezent i za wszystkie moje Dzieciaki!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. I On uśmiechał się do mnie promiennie bardzo.
„Mam dla Ciebie, Maleńka jeszcze jeden prezent!”
„Jeszcze jeden??! A jaki?”
Najdroższy mój rozjasnil się nade mną… Patrzył mi w oczy głęboko. I ja w Jego oczy patrzyłam. I w jednej chwili znalazłam się wśród mężczyzn idących do groty. Jak wiecie byli to pasterze, którym Archaniol objawił Nowinę o narodzeniu się Zbawiciela. Mężczyźni szli szybko, ja szłam za nimi. Po niedługim czasie stanęliśmy przed grota. Zaniepokojony hałasem Józef wyszedł z niej, zobaczyć co się dzieje. Stal przed mężczyznami zaskoczony.
„Przyszliśmy zobaczyć Nowo narodzonego Mesjasza” – powiedział najstarszy z pasterzy. Na twarzy Józefa pojawiala się teraz oprócz zaskoczenia, wielka radość. Gestem dłoni zaprosil pasterzy, żeby weszli. Weszłam razem z nimi. W grocie jednak nic nie widzialam. Tylko plecy pasterzy. Było ciasno, a ja stałam z tyłu. Pasterze szeptali. Ich szept był uroczysty, nabożny.
„A więc to prawda… Spalismy… To znaczy czuwalismy… Nagle….światło… aniol… glos… Mesjasz… pieluszki…” – słyszałam urywane słowa. W ich głosach słychać było wzruszenie radość i nadzieję. Wszyscy jak jeden mąż padli na kolana. Ja też. Potem mężczyzni wyszli, a ja w końcu mogłam zobaczyć… W grocie zrobilo się jasno… W kącie stał żłob. W nim… w pieluszkach spało Dzieciątko… W grocie zostałam tylko ja. Miriam która cała była uśmiechem, spojrzała na mnie. I jakby mnie dopiero teraz teraz zobaczyła, choć towarzyszylam w całej ich podróży. Uśmiechnęła się do mnie cudnie i zapraszala, żebym podeszła do żłobka. Podeszłam nieśmiało… Ukleklam przed nim. Dzieciątko spało słodko… Pomyślałam że pewnie Mu jest zimno. I zapragnęłam JE ogrzać. Wtedy Dzieciątko otworzyło oczka. I patrzyło we mnie… I ja w Nie patrzyłam. I nagle wszystko wokół znikło… I grota i żłobek i Miriam i Józef. Tylko Dzieciątko Jezus i ja… W wielkiej jasności. Znałam te jasność. Ukochany mi kiedyś ją pokazał… To było moje serce. Dzieciątko było w sercu moim… Patrzyłam w Nie urzeczona… zachwycona!!! Szczęśliwa niezmiernie!!! I w maleńkiej twarzyczce Dzieciątka zobaczyłam twarz Ukochanego mojego! Najdroższego! Maleńkiego mojego! Leżałam obok Niego na łożu Miłości, a On mnie tulil do SERCA Swego.
„W Twym sercu Mi jest ciepło i dobrze, Maleńka Moja! To najpiękniejszy prezent dla Mnie!  – szepnal Ukochany mój, cały promienny. I ja promienialam!

WOLNOŚĆ KOSZTUJE

Leżałam na Krzyżu – Łożu Miłości. Przy SERCU Ukochanego leżałam. Najdroższy mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Ja rozpromieniona cała patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością i uwielbieniem.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja! Nie jesteś już niewolnikiem w miłości. Kochasz jako wolny człowiek. Sama podejmujesz decyzje, masz własne zdanie i wypowiadasz je. Jesteś wolna!”
„Tak. Jednak często słyszę że się zrobiłam wredna i przemądrzała, że atakuje, że jestem wrogiem. Na początku gdy te słowa od swego Dziecka słyszałam, było mi przykro i przejmowalam się. Ale teraz staram się nie przejmować. Bo to przecież nie prawda!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko…
” Jeśli ktoś kto prawie całe Twoje życie mówił Ci co i jak masz robić i myśleć, podejmowal za Ciebie decyzję, teraz widzi, że masz swoje zdanie, żyjesz swoim życiem, samodzielnie podejmujesz decyzje o sobie i jesteś w tym wszystkim uśmiechnieta i szczęśliwa to się mu wydaje, że mu się usuwa grunt pod nogami. Czuje się niepewnie. Dlatego reaguje tak a nie inaczej.”
„Powinno się cieszyć że staram się być samodzielna a ja widzę rozczarowanie i… zawód…”
Najdroższy patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną i wzruszeniem…
„Wolność kosztuje, Maleńka Moja. Chodź do Mnie! Ja zawsze jestem z Tobą!”
„Wiem, mój Najdroższy!”
Umiłowany objął mnie bardziej i mocniej przytulił do SERCA. Wtulona w Najdroższego, odpoczywalam…

ŻEBY ZBAWIĆ

Leżałam na łożu Miłości, Krzyżu. Przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy patrzył we mnie z Miłością bezgraniczna. I ja w Umiłowanego mojego z miłością patrzyłam. Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil mocno do Siebie. Wchodził we mnie z wielką delikatnością wielką. I ja w Niego wchodzilam….
Nagle znalazłam się w ciemności. Nie było ciemno, ale w komnacie SERCA Najdroższego jest bardzo jasno. Więc teraz wydalo mi się ciemno. Oczy musiały mi się przyzwyczaić. Kiedy już się przyzwyczaiłam, okazało się że jest noc. Niebo było pełne gwiazd. A nieopodal iskrzylo się ognisko. Podeszłam do niego. Wokół ogniska spało kilku mężczyzn. W różnym wieku, ubranych bardzo biednie. Jeden z nich siedział przy ogniu i czuwał. A raczej próbował czuwać. Co chwilę słyszałam głośne chrapanie. Niedaleko paslo się stado owiec. Nagle wielka swiatłość rozbysla na niebie, a z tej światłość wynurzyla się jeszcze jaśniejsza postać. Mężczyźni zerwali się na równe nogi a na ich twarzach malowało się przerażenie.
Jasna postać przemówila dźwięcznym, słodkim głosem:
„Nie lękajcie się! Oto zwiastuje wam wielką radość!! W Betlejem, mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, Chrystus Pan! A to będzie dla was znakiem: znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie!”
I nagle do jasnej postaci przylaczylo się wiele innych jasnych postaci i spiewalo! Pięknie perliscie, anielsko!
” Gloria! Gloria! Gloria!”
I… nagle wszystko znikło… Mężczyzni stali w osłupieniu jeszcze chwilę. Jeden z nich powiedzial:
„Musimy zobaczyć te dziwy!”
Inni pokiwali twierdząco głowami i zaczęli się zbierać. Jeden wziął dzban mleka, inny ser, jeszcze inni wzięli na ramiona owce. I poszli do miasta. Poszłam razem z nimi. Na rozgwieżdżonym niebie błyskala gwiazda wiele większa od innych gwiazd. Gwiazda Zbawiciela.
Znów leżałam przy Umiłowanym moim. Patrzyłam w JEGO oczy głęboko… I On patrzył mi w oczy.
„Przyszedłes do najbiedniejszych, opuszczonych, odrzuconych…” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Sam byłem najbiedniejszy, opuszczony i odrzucony, Maleńka Moja!”
„Tak…”
Rzuciłam się Najdroższemu na szyję i dziękowałam za to że zechciał przyjść na ziemię, żeby nas zbawić. Żeby zbawić każdego osobiście. Żeby zbawić mnie.

TEN KRZYŻ!

Leżeliśmy na łożu Miłości – Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Leżałam przy Umiłowanym moim leżałam. Najdroższy mój patrzył mi w oczy z miłością, czułością bezgraniczna i zachwytem… Promienial bardzo. I ja patrzyłam w Niego z miłością i zachwytem. Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Najdroższy mój… Najdroższy! Kocham Ciebie!!!”
Ukochany ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją.
„Wiem, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„A wiesz? To miejsce gdzie mnie zwykle bardzo boli, to dzisiaj boli mniej.”
„Tak, Perełko! Odpocznij trochę!”
Patrzyłam w Umiłowanego, poważnie. Znów dotknęłam z czułością policzka Najdroższego mojego.
„Ale… ja nie chcę, Maleńki mój….”
Umiłowany wydawał się zdziwiony.
„Nie chcesz odpocząć, Najmilsza?! Dlaczego? Przecież ostatnio tak bardzo tańczyłas…”
„Dzisiaj jest Piątek, nasz Piątek. I Ty, Najdroższy będziesz bardzo cierpial. A ja mam odpoczywać?! Nie! Ja chcę z Tobą, Najdroższy…!”
Ukochany znów ucalowal moją dłoń.
„Niech więc się stanie jak chcesz!”
„Dziękuję! Dziękuję, Najdroższy!”
„Piękna Moja!” – szepnął Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z zachwytem!
Potem szepnęłam uśmiechając się do Najdroższego:
„Idziemy na Łąkę?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie. I już staliśmy na Łące. W świetle i kwiatach! W oddalił widziałam naszą altanke,
„Ciągle wisi w powietrzu – uśmiechnęłam się do Umiłowanego. Lecz zaraz zawołałam zdumiona – A gdzie jest nasz Krzyż??! Zniknął!!!”
Krzyża, który wisiał w altance nie było… Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi!
On patrzył we mnie uśmiechnięty, promienny i piękny…
” Leżymy na Nim w komnacie SERCA. Ten Krzyż jest naszym Łożem Miłości.”
„TEN Krzyż?! No tak… Zapomniałam…”
Najdroższy mój wciąż patrzył we mnie promienny.
„Moja Śliczna… tak bardzo zzylas, się z tym Krzyżem, tak bardzo do Niego przylgnelas, że nawet Go nie zauważasz że zapominasz o Nim!”
„Już nie ciąży mi tak bardzo. Kiedyś bardzo mi ciążył…”
„Bo kiedyś Go dźwigałas, a teraz odpoczywasz na Nim, Maleńka Moja!”
Najdroższy stał przede mną świetlisty, promienny i szczęśliwy bardzo Ja też stałam rozpromieniona cała, szczęśliwa cała. Zaczęliśmy tańczyć. Pięknie tańczyliśmy! Najdroższy trzymał mnie w Ramionach i w tańcu prowadzil. Pięknie prowadził!!! Bardzo pięknie!!! Uwielbiam tańczyć z Umiłowanym moim, z Najdroższym! I uwielbiam z NIM leżeć na łożu Miłości. Krzyżu!

WZAJEMNE OCZAROWANIE SERC

Leżeliśmy na Krzyżu –  łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Leżałam na Jego SERCU. Na Najdroższym SERCU Ukochanego leżałam. Sluchałam JEGO bicia. Biło dla mnie… Wtulona w NIE słuchałam… Adorowalam, całowałam, uwielbialam. I słuchalam JEGO bicia…
„Maleńka Moja…” – usłyszałam cichy, łagodny głos Umiłowanego mojego. Podniosłam głowę do góry. Miałam przed sobą twarz Najdroższego.
„Tak, mój Maleńki?” – spytałam​ uśmiechając się do Niego radośnie.
„Chodz, połóż się przy Mnie, Maleńka. Pragnę zobaczyć Twe oczy i uśmiech!”
W jednej chwili byłam przy Umiłowanym moim! U Jego boku tańcząca leżałam. Najdroższy mój patrzył mi w oczy głęboko, z miłością i zachwytem, a ja uśmiechałam się do Niego z miłością. Umiłowanemu oczy płonęly…
„Oczarowałaś SERCE Me, Moja Umiłowana Oblubienico!” – wyszeptal z ogniem.
„Mówisz słowami z Biblii… Ty także oczarowałeś moje serce, Najdroższy,… Oczarowałaś, uwiodłes i zwiodles. A ja pozwoliłam, żebyś mnie zwiódł!”
Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie.
„Ty, Perełko też mówisz słowami z Biblii.”
„Tak… – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – Ale wiesz, że to prawda, Najdroższy!”
„Wiem!” – Najdroższy patrzył we mnie zachwycony.
Patrzyłam w Umiłowanego i promienialam. On patrzył we mnie i promienial także!
„Wiesz, Najdroższy mój… Nigdy nie myślałam, nie sądziłam nigdy, że kiedyś będę leżeć przy Tobie na łożu Miłości, a Ty będziesz mi w oczy patrzył… Nie sądziłam. Nie było to nawet w sferze moich marzeń. Nierealne, niemożliwe…”
„A jednak tak jest, Maleńka” – Najdroższy uśmiechał się do mnie z czułością niewyobrażalna.
„Tak… Tylko dzięki Tobie! Uszczęśliwiasz mnie ponad miarę!!!”
Najdroższy mój patrzył we mnie w milczeniu, promienny i szczęśliwy cały! Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Objął mnie i mocno do Siebie przytulił. Trwalysmy w sobie nawzajem. On we mnie, a ja w Nim… Wciąż trwamy!

CORAZ BLIŻEJ

W komnacie SERCA Umiłowanego byłam. W ramionach Najdroższego mojego radośnie tańczyłam. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Kontynuujemy naszą podróż, Maleńka!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego. I w jednej chwili zrobiłam się przy Miriam i Józefie. Miriam jechała na osiołku, Józef go prowadził. Szli ulicami jakiegoś miasteczka. Miasteczko było małe, ale dużo ludzi chodziło po jego ulicach. Jedni szukali noclegu inni pytali gdzie się nożna zapisać. Domyślilam się, że to Betlejem. Miriam była już zmęczona ciągłym siedzeniem na nie bardzo wygodnym osiolku. Zbliżal się wieczór i Józef postanowił też poszukać noclegu. Chciał by Miriam położyła się wygodnie i wypoczela. Miriam nie mówila nic Józefowi, ale coraz częściej spoglądala na niego z niepokojem. Józef chodzil od domu do domu i pytal o miejsce na nocleg. Wszędzie odpowiedź była ta sama: „Nie ma miejsca!” Chodzil, pukal, pytał i… wracał do żony coraz bardziej przygnębiony. Przy którymś takim powrocie, Miriam wyznała mu swój niepokój:
„Józefie mój mężu… nasz Syn już niedługo…” – przerwała, ale Józef w mig pojął o co chodzi. Spojrzał na Nią z troską.
„Znajdę miejsce, choćby nie wiem co!”
Co chwilę pukal do innych drzwi:
„Moja żona niedługo urodzi! Proszę! Potrzebuję tylko trochę miejsca, kąta gdzie mogłaby się położyć. Wpuście nas, proszę!”
Albo:
„Moja żona rodzi! Wpuście nas, proszę!!!”
Chodził, biegal, prosił, błagal. Wszędzie odpowiadano, że nie ma miejsca. Tak doszli do ostatniej gospody w miasteczku. Józef podszedł do drzwi i zapukal. Otworzył mu gruby mężczyzna.
„Czego?!” – zapytal niegrzecznie.
Moja żona rodzi. Czy znalazł by się dla niej ką… ”
Gruby mężczyzną krzyknął, zatrzaskujac Józefowi drzwi przed nosem:
” Wszystko jest zajęte! Nie ma miejsca!”
Józef stał bezradny, ze spuszczona głową. Nie zauważył że przypatruje mu się inny mężczyzna. Patrzył na Miriam i Józefa. Szybko ocenil sytuację.
” Teraz w mieście, panie, miejsca nie znajdziesz. Pełne przybyłych na spis. Mogę pokazać wam miejsce za miastem. Wprawdzie niewygodne, ale zawsze coś!”
„Choćby jakiś kącik…”- jeknela Miriam cichutko.
Mężczyzna spojrzał na nią współczujaco.
„Za chwilę wracam. Zaczekajcie!”
Józef bez słowa skinął głową. A mężczyzna znikł. Pojawil się za niedługa chwilę niosąc w jednej ręce lampę oliwna, a w drugiej jakiś tobołek. Wyprowadzil Józefa i Miriam za miasto. Były tam groty dla bydła i pasterzy. Weszli do jednej z nich. Była zimna, brudna i ciemna. Mężczyzna postawił lampkę oliwna na półce kamiennej, dał Józefowi tobołek. Ukłonił się i wyszedł. Miriam i Józef zostali sami. Oliwna lampka oświetlala grotę. Józef rozejrzał się dookoła. W jednym kącie groty stał wół, a w drugim leżało kilka snopków siana i żłob. Józef szybko rozłożył siana robiąc posłanie dla żony. Na siano położył swój płaszcz. Pomógł Miriam zsiąść z osła i położyć się posłaniu.
„Odpocznij, Kochana moja!”
Miriam podziękowała mu spojrzeniem. Józef uwiazal osiolka przy wole. A sam usiadł na ziemi obok Miriam i czuwał.. Miriam spojrzała na męża i wyszeptala:
„Nasz Syn, Józefie, już blisko!”
Znów byłam w ramionach Najdroższego. Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny.
„Już blisko jesteś, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem.
„‚Blisko, Maleńka Moja. Coraz bardziej!”
Najdroższy tulil mnie do SERCA z czułością.

KOCHASZ!

Wisieliśmy na Krzyżu – Łożu Miłości. Najdroższy mój i ja. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. Miłość sama… Najdroższy mój!! Tulil mnie do SERCA, do Siebie przytulał… Maleńki mój… ! I ja Go objęłam delikatnie, najczulej jak potrafilam. I patrzyłam w Niego tańcząca. Z miłością i uwielbieniem. Tuliłam Najdroższego do siebie… I tak trwalismy w tańcu i przytuleniu. SERCE przy sercu, twarz przy twarzy. Policzek przy policzku.
„Bardzo mnie boli, Najdroższy. Ale tańczę!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Pięknie tańczysz, Maleńka Moja! Gdzie Cię boli? Pokaż proszę.”
Pokazałam, Najdroższemu. Bolało mnie tam gdzie boli mnie najbardziej. Jeszcze bardziej bolało. Coraz bardziej. Najdroższy dotknął z tkliwoscia wielką tego miejsca w moim ciele. Dotykal delikatnie i bardzo czule,
” A, niech boli! Tańcze z Tobą, Maleńki, Najdroższy mój!”
„Jednoczysz ze Mną swe cierpienie, stajesz się Ofiarą Miłości.”
Wtuliłam się w Umiłowanego jeszcze bardziej…
„Pragnę Ciebie, mój Najdroższy!”
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem. I wyszeptał:
„Masz Mnie!”
„Pragnę Cię kochać!”
„Kochasz!”
„Pragnę Ciebie kochać Twoją własną Miłością, Najdroższy!”
„Kochasz, Maleńka Moja”
I rozjaśnił się bardzo nade mną! Rozświetlił, rozpromienił niezwykle! I szeptał z czułością:
„Moja Oblubienico! Umiłowana Moja! Najdroższa! Najsłodsza Moja! Jakaś Ty piękna! Jakaś Ty piękna, Maleńka Moja!”
„Piękna, bo Twoja!”- wyszeptałam z ledwością.
A ON patrzył… Najdroższy mój! I taki był bliski… najbliższy! Tanczyliśmy w przytuleniu. W blasku Miłości i bliskości. Wciąż tańczymy.

TANIEC I NACZYNIE

Nie wiem jak to opisać. To cud dla mnie… Dotyczy mojego Duchowego Dziecka. Może spróbuję w największym skrócie i tak ja to widzę, jak ja to odbieram. Otóż moje kochane Dziecko Duchowe chodziło ze spuszczona głową. Zaopatrzone w ziemię. Zaopatrzone w swoje słabości, swoje emocje. W siebie. Tak bardzo było zaopatrzone w ziemię, że nie zauważyło, nie potrafiło zauważyć działania w Nim, Najdroższego. Było tak blisko Niego, a ON, Najdroższy, był przy Dziecku, blisko. Ono jednak patrzyło w ziemię. Tańczyłam za Nie. Oprócz tańca próbowałam tłumaczyć to Dziecku, lecz Ono „zawsze na wszystko miało piekna teoretyczna odpowiedź”. Zawsze miało jakieś „ale”. Długo próbowałam tłumaczyć. Słowami próbowałam podnieść Jego głowę i sprawić by spojrzalo w Niebo i dostrzegło Ukochanego. Jednak to nic nie dawało. Zawsze było „ale”. Doszłam do wniosku że słowa nic nie pomogą, że są bez sensu. Postanowiłam milczeć. Zamilkłam. Nie odpisywałam Dziecku. Tańczyłam za Nie. Tańcowalam. Balowalam. Serce mnie bolalo kiedy widziałam jak moje kochane Dziecko się męczy. Ono pisało mi dalej o swoich rozterkach, ja nie odpisywałam. Tańczylam.
I wczoraj napisało znów. Tym razem zdecydowalam się odpowiedziec. Napisałam krótko. Dosłownie trzy zdania. I czekałam na jakieś „ale”. Nie doczekałam się jednak! Dziecko po raz pierwszy od miesięcy przyjęło moje słowa! Więcej! Napisało, że te słowa są dla Niego olśnieniem! Olśnieniem! Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie i wielką radość!!!! Byłam baaardzo dumna z mojego Dziecka, podniosło w końcu głowę do góry i spojrzało w Niebo! Wiedziałam, że Najdroższy nasz to sprawił!!
I dziękowałam, dziękowałam, dziękowałam…

Byłam w komnacie SERCA Najdroższego. W ramionach Umiłowanego mojego odpoczywalam. Najdroższy tulil mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. I ja promienialam bardzo. Patrzyłam w Umiłowanego z wdzięcznością i uwielbieniem.
„Dziękuję Ukochany mój!”
Najdroższy ucalowal mnie serdecznie.
„Pragnąłem, żebyś zobaczyła fragmencik Owocu swego tanca, Maleńka Moja!”
„Fragmencik?”- zdziwiłam się.
„Wszystkie Owoce zobaczysz, Maleńka, w Domu. I zapewniam Cię, że zdumiejesz się bardzo! Otworzysz usta ze zdumienia!”
„Jeśli mówisz że to był tylko fragmencik Owocu, a ja tak się zdziwiłam to rzeczywiście…”
Najdroższy mój znów mnie ucalowal!
„Chciałem też, żebyś widziała, że jesteś Moim naczyniem dzięki, któremu daję pić innym!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona…
Patrzył we mnie uśmiechnięty. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Wraz z przyjęciem Ciała Umiłowanego mojego do serca ogarnęła, zalała mnie fala Miłości i szczęścia. Ukochany otulal mnie Sobą… Wypełnial mnie Sobą… Pełna Miłości. Byłam naczyniem Umiłowanego, przez które On daje innym pić. I tańcowałam za moje Dzieci.

WRÓCIĆ DO SIEBIE

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu Miłości z Umiłowanym moim tańczyłam. Najdroższy mój oparł się na łokciu a głowę oparł, położył na Swej dłoni. Drugą dłonią dotykał z tkliwoscia mojego policzka. Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie z czułością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie z Miłością bezgraniczna. Patrzył i opowiadał:
„Miriam i Józef szli, zdążali do Betlejem wiele dni i nocy. Podarowali długo. Nocowali w gospodach i u życzliwych ludzi. A gdy gospody były zamknięte, a ludzie nie chcieli ich przyjąć, odpoczywali przy drodze. I szli, podróżowali, wracali do siebie.”
„Wracali do siebie, żeby spotkać Ciebie, Najdroższy.”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie.
„Życie człowieka jest podróżą. Podróżą, powrotem do siebie. Żeby spotkać Mnie, Maleńka Moja!”
Umiłowany patrzył we mnie, i ja patrzyłam w Niego. Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością.
” Miriam i Józefa oświetlała i prowadziła gwiazda. A teraz Ty Umiłowany, oświetlasz i prowadzisz ludzi. Mamy łatwiej. Ja mam łatwiej!”
Umiłowany patrzył mi w oczy… Z czułością. Zamyślilam się…
„To znaczy powinnam mieć łatwiej. Tymczasem błądzę, gubię się, kręcę wokół siebie, zamiast patrzeć, wpatrywac się w Ciebie i za Tobą iść…”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Ale wracasz do Mnie, Maleńka! I chcesz iść za Mną. Próbujesz, starasz się iść za Mną. I pragniesz wrócić ze Mną do siebie, do Domu, prawda?”
Najdroższy promienial cały uśmiechem. Znał odpowiedź od dawna.
„Staram się i pragnę! Ty wiesz, Najdroższy mój!”
„Wrócisz, Maleńka Moja!”
Trwalysmy we wzajemnej Miłości, uśmiechu i tańcu.

Dzisiaj mija dokładnie rok odkąd pierwszy raz usiadłam na ławeczce obok Umiłowanego mojego w Ogrodzie mojego serca. Od tego czasu całkowicie Najdroższy zmienił mnie i moje życie! Całkowicie!!! Niech będzie uwielbiony, pochwalony, wywyższony i błogosławiony!!! Umiłowany, Najdroższy mój przytulił mnie wtedy do SERCA Swego. I od tamtej pory wciąż tuli mnie do SERCA z Miłością.
Maleńki mój! Kocham Ciebie!!!! I dzięki Tobie wracam do Domu. Do siebie. Do Ciebie wracam!

OBCA

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu Miłości – Krzyżu tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Dotykał mojego obolałego, cierpiącego ciała. Dotykal delikatnie i bardzo czule… Dotykal moich obolałych stawów i mięśni. Dotykal też miejsca w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Coraz bardziej… Dotykał wręcz z namaszczeniem i czcią… I całowal słodko…
„Najdroższy mój… to ja powinnam, a nie Ty! Chcę, pragnę!” – szepnęłam z trudem.
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal najtkliwiej:
„Czego pragniesz, Moja Maleńka?”
„Całować Twoje Rany, dotykać… Ofiarować Ci moją miłość. Oddawać Ci cześć i hołd!”
Umiłowany rozpromienil się nade mną niezwykle. Pocałowal mnie w czoło.
„Zapewniam Cię, Perlo Moja Umiłowana, że wisząca na Krzyżu najpiękniej ofiarujesz Mi Swą miłość i oddajesz Mi hołd i cześć!”
I wciąż dotykal moje cierpiące ciało i całowal…
Lotem błyskawicy przeszła mi przez głowę myśl, żeby spytać Umiłowanego: „jak ofiaruję Ci miłość i jak oddaję Ci hołd?” Odrzuciłam jednak te myśl. Bo ufam Najdroższemu. I jeśli tak mówi to tak jest. I koniec!!!
„Najdroższy… przytul mnie… Tęsknię!”
„Maleńka Moja!”
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Wtulilam się w NIE całkowicie. I tańczyłam w NIM.
„Wiesz moj Maleńki… samotna, opuszczona i odrzucona czuję sie coraz bardziej…. wszystko wokół wydaje sie takie obce… Świat wydaje się taki obcy…Tylko noce z Tobą dodają mi sił. Są dla mnie ukojeniem. Ty jesteś dla mnie ukojeniem, Najdroższy mój!”
Umiłowany ucalowal mnie. Patrzył mi w oczy głęboko, przenikliwie.
” To nie świat jest obcy dla Ciebie, Maleńka. To Ty jesteś obca dla świata. Bo nie należysz do niego. Do MNIE należysz, Maleńka Moja!”
Najdroższy tulił mnie mocno do SERCA Swego, byłam niemowlęciem w Jego dłoniach. Umiłowany był moim ukojeniem.

TONĘLAM W NAJDROŻSZYM

Byliśmy w komnacie SERCA Najdroższego. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy na łożu Miłości – Krzyżu. Leżałam, Umiłowany mój był przy mnie. Trzymał moją dłoń w Swojej dłoni i przytulał do Swego policzka. Pochylał się nade mną z tkliwoscia ogromną. Patrzył we mnie… Promienial cały Miłością i szczęściem. Ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Rozpromieniona blaskiem Jego Miłości i szczęścia.
„Nie podziękowalam Ci wczoraj Najdroższy mój… Ale to dlatego że zaniemówiłam, oniemiałam! Zatkało mnie, po prostu!!! – zaśmiałam się radośnie – Dziękuję Ci bardzo, bardzo dziękuję… Najdroższy!!! Dziękuję bardzo!”
„Proszę, Maleńka Moja!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie z prostotą.
Patrzyłam w Umiłowanego, w Jego oczy patrzyłam głęboko.
„Wciąż mnie zaskakujesz, Najdroższy! Zadziwiasz! Zachwycasz!”
Umiłowany zaśmiał się perliscie, słodko.
„To chyba dobrze, Maleńka Moja?”
„Dobrze?! Cudownie! Wspaniałe! Ciągle odkrywasz przede mną jak bardzo mnie kochasz!!!”
Patrzyłam w Umiłowanego z zachwytem i uwielbieniem… Umiłowany promienial Miłością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Przytulił mnie do SERCA Swego.
„A dziękować Mi nie musisz, Maleńka. Twój uśmiech Mi wystarczy!”
„Może nie muszę… Ale chcę, pragnę! Bardzo! I całą wieczność będę Ci dziękować za Twoją Miłość do mnie!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach…
„Piękności Moja Maleńka! Moja Śliczna! Słodyczy Moja!”
Najdroższy mój obsypywał mnie czułością wielką i pocałunkami. Tonelam w Najdroższym!!!

ZŁODZIEJ

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego dłoniach tańczyłam bardzo. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna. Patrzyłam w Najdroższego mojego z czułością… Dotykalam Jego policzka i głaskalam go…
„Taka jestem zmęczona… Najdroższy mój…” – szepnęłam z trudem. Umiłowany ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją.
„Wystarczy tylko jedno Twoje słowo, Maleńka Moja. Pamiętasz?” – szepnal Ukochany z ogniem w oczach.
„Tak, Maleńki mój. I w tej sprawie chcę, z Tobą porozmawiać. Właściwie powiedzieć Ci o decyzji, którą podjelam.”
„Podjęłas decyzję? Jaką, Perełko?” – Najdroższy wyglądał na zdziwionego. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Decyzję o tym, że rezygnuję z decyzji. Ty Sam decyduj kiedy po mnie przyjdziesz. Ty wiesz lepiej kiedy po mnie przyjść!”
Umiłowany mój patrzył we mnie zdumiony.
„Dałem Ci możliwość do podjęcia decyzji, a Ty oddajesz ja Mnie?! Dlaczego Najmilsza Moja?”
„Bo dla mnie wydaje się że to wciąż za wcześnie! Że jeszcze wiele muszę dla Ciebie zrobić, chcę zrobić. Chcę zrobić to, chcę zrobić tamto… A ciało już zmęczone obolałe, cierpiące. Nie ma siły… I nade wszystko tęsknię! Bardzo tęsknię! Dusza moja tęskni do Ciebie. I taka rozstrojona, jestem… Rozdarta. A Ty Najdroższy mój najlepszy znasz możliwości mojego ciała i wiesz jak tęsknię.. Dlatego Ty zdecyduj kiedy po mnie przyjść. Ty najlepiej wiesz kiedy!!! ”
Umiłowany patrzył we mnie rozbrojony, zdumiony i rozczulony. Z coraz większym ogniem miłości w oczach.
„Piękna Moja!!!”
A za chwilę dodał:
„Przyjdę jak złodziej w nocy!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Noc z Tobą mi nie straszna! A złodziejem nie jesteś. Tylko Umiłowanym moim!”
Patrzył we mnie… Promienial cały uśmiechem. W milczeniu we mnie patrzył. I ja patrzyłam w Niego z zachwytem. Zaczęłam rozmyślać co jeszcze muszę, chcę zrobić dla Niego, ‚to i to i to… ‚ wszystko mnie bolalo, zmęczona byłam i nade wszystko tęsknilam… Bardzo tęsknilam… Spojrzałam w oczy Najdroższemu i roześmiałam się serdecznie.
„No widzisz?! Sam widzisz jak to ze mną jest! Ty najlepiej wiesz kiedy po mnie przyjść!”
Umiłowany, Najdroższy mój nie odpowiedzial. Patrzył we mnie z uśmiechem jasnym, promiennym i czułym… Otulal mnie Sobą. Przytulał i otulal mnie… Przenikal mnie niemal fizycznie. Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam. Zamykal mnie w Sobie. Znikalam w Umiłowanym moim… I nagle znalazłam się na sali szpitalnej, operacyjnej, czy zabiegowej. Zdumiona byłam bardzo!! Widziałam lekarz i pielęgniarki w fartuchach, czepkach i maseczkach na twarzach. Widziałam na stole operacyjnym jakąś kobietę. W jednej chwili zorientowałam się, że to poród! Ze uczestniczę w porodzie! Nie muszę chyba mówić że w szoku byłam! Tym bardziej że kobietę, która rodziła widziałam pierwszy raz w życiu! Nie będę opisywać porodu. Napiszę tylko, że po niedługim czasie kobieta ta tulila w ramionach nowo narodzone dzieciątko. Widziałam szczescie w jej oczach. Obok niej stał mężczyzna, także bardzo szczęśliwy. Moje spojrzenie padło na dziecko. Spało słodko…
„To Twoja Klara, Perełko! Twoja Klarcia!”
Patrzyłam oniemiala! Rozpromieniona! Uśmiechnięta od ucha do ucha!
„Moja Klarcia…!!!”
Klara to moje Duchowe Dzieciątko które adoptowalam i 9 miesięcy się za nie modliłam. Patrzylam w nią z zachwytem! Była taka piękna i słodka!
„Ale przecież miała się urodzić dopiero za półtora tygodnia!”
„Owszem, miała. Ale tak jej się spieszylo na ten świat, że musiałem przyspieszyć poród!”
Znów byłam w ramionach Najdroższego mojego. Patrzył we mnie promiennie bardzo!
„Błogosław, proszę jej i jej rodzicom!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego z miłością i uwielbieniem. Skinął głową w milczeniu. I uśmiechał się do mnie jakoś dziwnie, tajemniczo, uroczyscie jakoś… Tak, jakby chciał mi coś jeszcze powiedzieć. Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona, pytająco, badawczo. On uśmiechał się do mnie rozpromieniony cały… I nagle moje serce przeszyla myśl jak błyskawica… Jak grom z jasnego nieba!!!
„Zrobiłeś to dla mnie… Najdroższy mój!!! Zrobiłeś to dla mnie!!! Żebym nie musiała…!!!”
„Już nic nie musisz, Perełko Moja!!! Już nic nie musisz! Ale wszystko możesz!!!” – wyszeptal wzruszony Umiłowany mój, Maleńki mój!
I ja byłam wzruszona… Wzruszona do głębi serca…
„Przyjdę po Ciebie, Maleńka Moja, jak złodziej w nocy!”
„Czekam na Ciebie, mój Złodzieju! Mój Najdroższy Złodzieju!!!” – szepnęłam wzruszona. Gładzilam Jego policzek z miłością i uwielbieniem…

POTWIERDZENIE

Byliśmy w komnacie SERCA Najdroższego. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy bardzo.
Ukochany leżał na łożu Miłości. Ja przy Najdroższym moim leżałam, a głowę położyłam na Jego SERCU. Umiłowany tulil mnie do NIEGO. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką
Gładzil moje włosy i twarz delikatnie i słodko. Tuliłam się do SERCA Najdroższego i całowalam JE ze wzruszeniem. Trwalismy w Miłości… Umiłowany mój i ja. Aż usłyszałam cichy głos Najdroższego mojego:
„Perlo Moja ukochana…!”
Natychmiast zbliżyłam twarz do Jego twarzy i patrzyłam Mu w oczy.
„Tak, Maleńki mój?”
Umiłowany również patrzył mi w oczy głęboko. Miłość sama…
„Pamiętasz Perełko nasze zaślubiny? Pragnę je powtórzyć i potwierdzić.”
„Pragnę Cię, Najdroższy mój – szepnęłam wpatrzona w Niego z zachwytem i oddaniem. I wyszeptalam wprost do Jego ucha:
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Maleńki mój, Umiłowany… Najdroższy mój…”
I ucalowalam Go tak jak oblubienica całuje swego Oblubienca. Najdroższy patrzył we mnie słodko. Rozpromieniony Miłością.
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka Moja Umiłowana!”
I pocałował mnie tak jak Oblubieniec całuje Swoją oblubienice. Czule, pięknie i słodko. Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała i On uśmiechał się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z zachwytem. Potem spytałam z uśmiechem:
„Zatańczymy, Najdroższy?”
On spojrzał we mnie z zachwytem. I w jednej chwili już tańczyliśmy na Łące. W świetle i kwiatach. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach, obejmował i w tańcu prowadzil. Pięknie tańczyliśmy! Bardzo pięknie! Lekko i zwiewnie i w niezwyklej bliskości. Intymnie bardzo… Oblubieniec i Jego oblubienica. Nagle zatrzymałam się i oparłam się o Najdroższego mojego…
„Ukochany, sił mi brakuje… Przepraszam Cię…”
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na Łące, w kwiatach. Leżałam, a Umiłowany mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z tkliwoscia bezdenna.
„Moja Maleńka! Śliczna Moja! Moja Wybranka, Umiłowana!”
Uśmiechałam się do Niego poruszona. Dotknęłam dłonią Jego policzka z czułością i wpatrywalam się w Umiłowanego mojego z zachwytem.
„Cala Twoja, Umiłowany mój..”
Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach… Płonąl Miłością. Rozpalal Nią moje serce. Tak, że ja sama płonęlam Jego Miłością. Miłością Najdroższego mojego! Płonęlam! Cała dla NIEGO!!!

W MIŁOSNYM PRZYTULENIU

W komnacie SERCA Umiłowanego byłam. Z Najdroższym moim tańczyłam bardzo. Umiłowany leżał na łożu, które stało się Krzyżem. Leżał cały pokryty ranami i siniakami… Cierpiący niezmiernie… Patrzył we mnie spojrzeniem z Krzyża. A ja cała obolała klęczałam przed Nim. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością, boleścią i współczuciem… Serce mnie bolalo, pękalo kiedy widziałam Najdroższego mojego tak cierpiącego…
„Az tak bardzo mnie kochasz, Najdroższy mój… Tak bardzo…”
„Tak, Maleńka Moja!”
Pochyliłam się i zaczęłam całować JEGO Rany. Całowalam z uwielbieniem i nabożeństwem. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku. Całowalam jak oblubienica całuje swego Oblubienca… Najczulej jak potrafilam. Kiedy całowalam JEGO stopy, usłyszałam cichy głos Najdroższego:
„Perlo Moja Maleńka…”
Natychmiast pochyliłam się nad Jego twarzą. Cierpial…
„Tak, mój Maleńki? Czego sobie życzysz Najdroższy mój?” – spytalam patrząc z tkliwością.
„Przytul… Tęsknię…”
„Najdroższy mój…”
Objęłam Go delikatnie i przytuliłam się do Niego tańcząca. Ukochany obejmował mnie i tulil mocno, mocno… Do SERCA Swego przytulał. I zobaczylam jak ze zranionego boku Najdroższego wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Jego Miłość do mnie… Zapragnęłam…
„Oblubienca ma być podobną do swego Oblubienca. I ja pragnę być podobną do Ciebie, Najdroższy mój. Pragnę być z Tobą ukrzyżowana z Tobą, Najdroższy mój. Pragnę…”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Jesteś ukrzyżowana ze Mną, Perełko Moja! Masz ukrzyżowane, przygwozdzone ręce i nogi. I serce przebite troską o Twoje Dzieci. Jesteś do Niego podobną, Maleńka. Bo kochasz!”
„Pragnę… Najdroższy mój…”
Umiłowany patrzył mi w oczy, promiennie.
„Krzyż, łoże boleści stało się lozem Miłości, Perełko Moja Umiłowana!”
„Nie sądziłam że kiedykolwiek tego doświadcze, Umiłowany!”
„Dzięki Miłości wszystko jest możliwe, Maleńka!”
Trwalysmy w przytuleniu i tańcu. Najdroższy mój i ja. Tańczylismy w miłosnym przytuleniu.

KRZYŻ ŁOŻEM MIŁOŚCI

W komnacie SERCA Umiłowanego mojego byłam. Na łożu tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Klęczał przy mnie i pochylal się nade mną kochający i współczujacy niezmiernie. Dotykał miejsc w moim ciele, które mnie bolały. Z czułością bez miary. Dotykał też miejsca, które boli mnie najbardziej. Całowal to miejsce…
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”-wyszeptal tkliwie.
„Bardzo, Najdroższy mój. Ale wiesz co właśnie pomyślałam? Że jeśli istnieje powołanie do cierpienia to TY mnie do niego powołales.”
Ukochany uśmiechnął się do mnie z wielką Miłością.
„Istnieje powołanie do cierpienia, Najmilsza Moja. I to prawda że Ciebie do niego powołalem. Ale nie tylko powołalem. Wybrałem Cię Perlo Moja! Jesteś wybrana przeze Mnie. Wybrałem Cię, żebyś dzieliła ze Mną Moje Cierpienie. Wybranka Moja jesteś!”
„Najdroższy mój…” – szepnęłam z miłością i uwielbieniem.
Tańczyłam bardzo intensywnie. Umiłowany wciąż całowal tam gdzie mnie bolalo. Całowal moje cierpienie…
„Najdroższy mój… Tęsknię… Przytul…” – szepnęłam prawie bezglosnie. Umiłowany spojrzał we mnie poruszony bardzo.
„Najdroższa Moja… pragnę!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i przytulił się do mnie. Całkowicie wtulil się we mnie. I otulił Sobą…
„Oblubienico Moja Umiłowana! Wybranko Moja! Moja słodka Tancerko!”
Przytulałam Najdroższego mojego z miłością. W milczeniu. Nie miałam siły żeby coś powiedzieć. Z resztą nie trzeba było słów.
„Cierpię z Tobą, a Ty dla Mnie Cierpisz, Maleńka!”
To nasze łoże zmienilo się w Krzyż. A Krzyż stał się łożem Miłości.

NAJDROŻSZY MÓJ…

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu tańcząca leżałam. Umiłowany, Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna… Patrzyłam w JEGO oczy…
„Najdroższy mój… jak mogę Ci usłużyć?” – spytalam patrząc w Umiłowanego.
Uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Chciałbym położyć głowę na sercu Twoim, Maleńka Moja. I odpocząć przy Tobie…”
Spojrzałam w Najdroższego rozczulona i uradowana ogromnie! Rozłożylam ręce i szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego:
„Chodź do mnie Maleńki!”
Umiłowany objął mnie z czułością i położył głowę na moim sercu.
„Jesteś Moim odpocznieniem i ukojeniem, Perełko Moja!”
Odpoczywal wtulony we mnie, w serce moje. Ja jedna ręką obejmowałam Go z tkliwoscia, przytulalam Umiłowanego. A drugą dłonią dotykałam Jego twarzy, gładzilam Jego policzek, brodę i włosy.
„Najdroższy mój… Najdroższy mój…” – szeptałam radośnie.
Długo tak dotykałam, głaskalam z miłością i uwielbieniem… W końcu pomyślałam że może to Mu przeszkadza w odpoczynku. I przestałam. Położyłam rękę na łożu. Umiłowany natychmiast ujął delikatnie moją rękę w Swoje dłonie i położył na Swym policzku.
„Ukochany mój… chcesz? Chcesz?” – spytalam, a serce mi biło radośnie.
„Pragnę, Maleńka Moja!”
Serce aż mi podskoczylo ze szczęścia!
Dotykałam więc twarzy Najdroższego mojego… Gładzilam…
„Pięknie korzystasz z władzy Miłości nade Mną, Maleńka Moja!”
„Najdroższy mój…”-szepnęłam z uwielbieniem.

W JEGO MIŁOŚCI…

Upadłam. Najdroższy podniósł mnie, obmyl, przytulił do SERCA.

I teraz trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością… Ja jednak nie patrzyłam Mu w oczy. Oczy miałam spuszczone, wpół zamknięte. Leżałam smutna, rozczarowana, zniechęcona sobą. Myślałam że Najdroższy będzie się na mnie gniewal, złościl, oskarzal. Zasługiwalam na to, i chciałam tego. Tymczasem… Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością, łagodny i cichy. Nie widziałam JEGO spojrzenia, ale czułam je na sobie i w sobie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam To Jego miłujące Spojrzenie…
„Piękna Moja…” – wyszeptal z tkliwoscia Najdroższy mój.
„Piękna?!! – oburzyłam się – zawiodłam siebie, zawiodłam Ciebie… A Ty jeszcze mówisz że….”-szepnęłam spuszczajac znów oczy.
Najdroższy przetrwał mi gwałtownie.
„Siebie może i zawiodłas. Ale Mnie nie, nigdy Mnie nie zawiedziesz!”
Otworzylam szeroko oczy ze zdumienia i patrzyłam w Umiłowanego mojego. On mówił dalej:
„Nigdy Mnie nie zawiedziesz, Maleńka Moja. Nie jesteś w stanie Mnie zawieźć!”
Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie! Zdumiona do głębi!!! Spojrzałam i zobaczyłam Miłość! Miłość, która jest większa niż wszystkie moje upadki i wszystkie moje zawody. Miłość większą niż wszystkie zawody i wszystkie upadki świata!!! MIŁOŚĆ!
„Najdroższy mój…” – szepnęłam rozbrojona Miłością.
„Piękna Moja… Wczoraj powiedziałaś że chcesz Mnie kochać bardziej i bardziej. Pomogę Ci jeśli zechcesz. Będziesz Mnie kochać Moją własną Miłością.”
„Twoją własną Miłością??!!”
„Tak. Jeśli zechcesz, Perełko.”
„Jeśli zechce??! Chcę! Pragnę!!! Bardzo!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością niewyobrażalna.
„Niewiele Ci do tego brakuje!”
Patrzyłam w Umiłowanego oszolomiona, zdumiona do głębi duszy!!! On patrzył we mnie rozczulony i rozpromieniony ogromnie…
„Oj, Maleńka Moja, Ty nawet nie wiesz, nawet sobie nie uświadamiasz jak bardzo Mnie kochasz!”
Patrzyłam w oczy Najdroższemu mojemu. Olśniona. To była prawda. Tak bardzo chciałam kochać Najdroższego mojego bardziej i bardziej, że nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo Go kocham. Nie cieszyłam się ta miłością…
Patrzyłam w Najdroższego mojego z miłością. Cała szczęśliwa… A ON nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego. Uwielbialam Go. Potem wstałam z Jego kolan, ujęłam Go delikatnie i położyłam na łożu. Poddawal mi się z uśmiechem. Przemknelo mi przez myśl że Bóg poddaje się grzesznicy. Ale od razu odrzuciłam te myśl od siebie. „Grzesznica byłam kiedyś, teraz jestem ukochaną, oblubienica Najdroższego mojego. I będę się zachowywać jak oblubienica” – pomyślałam. Dotknęłam dłonią policzka Najdroższego i gładzilam z czułością. Potem zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i pocałowałam Umiłowanego mojego. Pocałowalam jak oblubienica całuje swego Oblubienca. I patrzyłam Mu w oczy głęboko. I Umiłowany mój patrzył mi w oczy promiennie bardzo…
„Właśnie tak, Maleńka Moja. Właśnie tak. Masz władzę Miłości nade Mną. Korzystaj z niej, Perlo Moja!”
„Będę, Najdroższy mój… Będę!”
Obsypywalam pocałunkami Umiłowanego mojego. I tonęlam w JEGO Miłości.

ŚWIT

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. Na łożu tańcząca leżałam. Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie… Pochylał się nade mną z Miłością i tkliwością niesamowitą… Gładzil moje włosy, czoło i policzek… Swoją Maleńką. Patrzyłam w JEGO oczy z ufnością i oddaniem, głęboko… Zapatrzylam się…
Znalazłam się znów przed lepianka. Uboga, ale zadbanej. Stały przed nią cztery osoby i osiol, objuczony tobołkami. Poznałam Miriam i Józefa. Obok nich stałi jeszcze staruszek i staruszka. Miriam i Józef ubrani w podróżne peleryny, żegnali się ze staruszkami. Józef pocałowal z szacunkiem ich dłonie, Miriam przytuliła się do staruszki, ze czcią pocałowala pomarszczona dłoń staruszka. Potem Józef pomógł jej wsiąść na osła. I ruszyli w podróż. Józef szedł prowadząc osla za uzde. Szedł szybko. Staruszkowie długo patrzyli za oddalającą się parą, w końcu weszli do chaty. Na horyzoncie na tle wschodzacego słońca widziałam trzy ciemne postaci. Józefa prowadzącego osla i siedzącej na nim Miriam. Świtało.
Lezalam i patrzylam w Umiłowanego mojego. W Jego oczy patrzyłam.
„Wiesz, Najdroższy mój… Wczoraj jednemu z moich Duchowych Synów powiedzialam, że jestem samotna, ale nie sama. Nie sama, bo mam Ciebie, Najdroższy…”
Umiłowany rozczulil się nade mną i rozpromienil bardzo. Wziął mnie w Ramiona, nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swojego. Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach.
” Tak, Perlo Moja. Masz Mnie! Jestem z Tobą! Jestem w Twojej samotności, w Twym cierpieniu i poczuciu opuszczenia. Jestem z Tobą, Maleńka Moja!”
„I jesteś moim Świtem, Najdroższy!”
Tańcze w dłoniach Umiłowanego mojego.

BĘDĘ!

W komnacie SERCA Najdroższego byłam. W Umiłowanym moim, w Jego ramionach. W JEGO dłoniach radośnie tańczyłam. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem. Uśmiechałam się do Niego z miłością.. Rozmyślalam…
„Długa drogę z Tobą przebylam, Najdroższy mój.,. Zaczęło się od wpatrywania się w Twój wizerunek. Potem była ławeczka w Ogrodzie mojego serca. Później druga obok studni. Potem był drugi Ogród, wodospad Miłości i Drzewo Krzyża. I Jego Owoce… Wybrałam Twoje SERCE, Najdroższy. Później Łąka i altanka w chmurach. A teraz TO…”
Rozglądalam się po komnacie SERCA Najdroższego z zachwytem.
Najdroższy mój patrzył we mnie z zachwytem…
” Ty też się jesteś Owocem Drzewa Krzyża. Musiałaś dojrzeć jak owoc. I dojrzalas, Perełko Moja! „
” A Ty mnie zerwałes i wziąłeś do Siebie… „- szepnęłam wpatrzona w Niego z wdzięcznością i radością.
Ukochany uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Jesteś szczęśliwa, Perełko Moja Maleńka?”
„Bardzo, bardzo, bardzo, Najdroższy mój!!!”
„A dlaczego?” – spytal uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„Bo jesteś ze mną, pragniesz mnie i kochasz!!!”
A po chwili spytałam:
„A Ty, Najdroższy mój, jesteś szczęśliwy?”
„Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, szczęśliwy, Maleńka Moja!”
„A dlaczego?”
Umiłowany rozpromienil się ogromnie!
„Bo jesteś ze Mną, pragniesz Mnie i kochasz Mnie,  Maleńka Moja!”
Rzuciłam się na szyję Umiłowanemu mojemu! Objęłam Go z czułością…
„Kocham Cię, mój Najdroższy! Ale pragnę Cię kochać bardziej i bardziej i bardziej… I bardziej…”
Umiłowany promienial cały uśmiechem i szczęściem wielkim. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I mocno przytulił do SERCA Swego.
Patrzyłam w Umiłowanego w milczeniu… W zachwycie i uwielbieniu.
” Jestem szczęśliwa, a najszczęśliwszą​ będę z Tobą Najdroższy, w Domu… Mam nadzieję że Tam z Tobą będę!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie najczulej…
„Będziesz, Perlo Moja!”
Patrzył we mnie z zachwytem ogromnym. Trwam w JEGO Miłości!

W DALEKĄ PODRÓŻ

Wydawnictwo przyjęło wezwania modlitwy wiernych, które ulozylam do „OREMUSa”.

Lezalam w łożu, tańcząca bardzo. Ale szczęśliwa i radosna bardziej. Umiłowany mój pochylal się nade mną z Miłością i tkliwoscia wielką. Uśmiechałam się do Niego z miłością i radością. I On uśmiechał się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie. Widziałam, że jest szczęśliwy… Cieszyłam się że ON się cieszy!!!
„Najdroższy mój… wiedziałeś, że przyjmą, prawda?” – spytalam uśmiechnięta, ale raczej nie było to pytanie, stwierdziłam fakt po prostu. Najdroższy pochylil się nade mną jeszcze bardziej i pocałowal mnie w czoło.
„Oczywiście, Maleńka Moja! – zaśmiał się perliscie – inaczej nie poprosiłbym Cię, żebyś ulozyla wezwania!”
Roześmiałam się serdecznie. Leżałam na tym wielkim łożu i czułam się dziwnie… Nie potrafię opisać jak. Zagubiona? Nieswojo? Nie wiem…
„Co będziemy robić, Najdroższy? Zatańczymy? Chyba nie myślisz że będę cały czas w łóżku leżeć?! – smialam się wesoło – nie lubię leżeć w łóżku!”
Smialam się wesoło, radośnie. Umiłowany mój również się śmiał. Znów pocałowal mnie w czoło i wziął na ręce. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA. Objęłam Go delikatnie i przytuliłam do siebie.
„Tu mi najlepiej, Najdroższy mój… Tu, przy Tobie mogę być cały czas…” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego mojego. On uśmiechnął się do mnie cudnie i wyszeptal tajemniczo:
„Zabieram Cię w daleką podróż, Perełko Moja!”
„W podróż?! – zdziwiłam się – Dokąd?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie tylko i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam w JEGO oczy…
Nagle zobaczyłam przed sobą małą chatkę, chatynke, lepiankę. Chata wyglądala bardzo ubogo, biednie, ale jednocześnie była zadbana. Zbliżal się wieczór, robiło się na dworze szaro. Ale widać było że chata niedawno była malowana na biało. O ścianę frontowa oparte były sprzęty stolarskie. Mlotki, piła, hebel i jeszcze inne, których nazw nie znam.
Otworzyły się drzwi i z chaty wyszła młoda kobieta, a raczej dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Stanęła przed chata i zaczęła się rozglądać jakby na kogoś czekała. Skromnie, ubrania, ubogo, dziewczyna była bardzo piękna, a z Jej twarzy bił dziwny blask. Mimo biednego ubioru wyglądała dostojnie. Nagle dziewczyna uśmiechnęla się promiennie i zaczęła do kogoś machać. I za chwilę obok niej pojawił się mężczyzna. Był młody i przystojny. W ręku niósł przybory stolarskie. Odstawil je i przytulił z czułością kobietę.
„Miriam, Kochana moja – pocałowal kobietę w policzek – Jakże się czujesz, żono? Jak Dziecko?”
Kobieta uśmiechnęla się do mężczyzny. Piękne.
„Dzięki Najwyższemu ja i nasz Syn czujemy się dobrze! Dziękuję Józefie, mój mężu! A ty na pewno zmęczony jesteś? Jak było w pracy?
” W pracy dobrze, ale przynosze nie dobre wieści… Cezar zarządził spis ludności. Muszę się udać do Betlejem i tam się zapisać. Ty żono moja niestety musisz jechać razem ze mną… W twoim stanie… To niebezpieczne. I podróż długa.”
Miriam ucalowala Józefa w policzek.
” Oczywiście, że jadę z tobą, mój mężu! Nie martw się o mnie, Najwyższy jest z nami. I mam ciebie!
Józef objął swoją żonę z troską i czułością.
„Chodźmy do domu, zrobiłam kolacje. Zjesz i odpoczniesz. A ja spakuje najpotrzebniejsze rzeczy!”
„Tak. I ty moja Miriam wypocznij. Wyruszamy jutro przed świtem.”
„Nasz Syn zobaczy rodzinne miasto swego ojca” – kobieta uśmiechnęła się do męża.
„Błogosławiony niech będzie Najwyższy, że dał mi Taką żonę!”
„A mi Takiego męża!”
Odwrocili się i obejmując się nawzajem, weszli do chaty. Zamknęly się drzwi.
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tulił mnie mocno do SERCA Swego. Uśmiechał się do mnie cudnie i ja uśmiechałam się do Niego.
„Dziękuję Ukochany mój!” – szepnęłam całując Go w policzek – Troszczyles się o Nich, prawda?”
” Prawda, Maleńka Moja. Troszczę się o każdego kto Mi się powierza, kto Mi oddaje siebie i swój los.”
„I o mnie się troszczysz, Najdroższy!”
„Tak, Perełko Moja Maleńka!”
„Kocham Ciebie, Najdroższy mój…” – szepnęłam przytulajac się do Niego jeszcze bardziej. Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem…

OBLUBIENICA W SERCU OBLUBIEŃCA

„Umiłowany! Najdroższy mój!”
„Perlo Moja Ukochana!”
„Jak pięknie mnie nazywasz, jak pięknie się do mnie odnosisz Umiłowany mój!”
„A Ty do Mnie jak pięknie, Maleńka Moja! Mało kto tak Mnie nazywa. Dla niewielu jestem ‚Najdroższym’.”
„Eee… pewnie dla wielu ludzi jesteś bardzo, bardzo drogim! Chciałabym, żeby tak było! Bardzo!!!”
Umiłowany pochylil się nade mną i mnie pocałowal. Uśmiechał się do mnie cudnie i uśmiechałam się do Niego radośnie. Byłam szczęśliwa, że Najdroższy nie jest smutny, że się uśmiecha,
„Jak głowa, Perełko?”
„Boli. Ale przejdzie, nie martw się Najdroższy! Przejdzie. Ja mam twardą lepetynke!” – zaśmiałam się wesoło. Umiłowany też śmiał się perliscie. Znów mnie ucalowal.
Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Promiennie bardzo. Przytulił mnie do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie tak pięknie i słodko… Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem i uwielbieniem.
„Tęsknię, Najdroższy mój! Bardzo tęsknię… Wiesz za Czym, prawda?”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko.
„Wiem, Maleńka Moja. Czekaj, proszę.”
Ucalowalam Umiłowanego mojego.
„Czekam!”
A po chwili szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie:
„Tymczasem idziemy na Łąkę! Potańczyć!”
Umiłowany zaśmiał się radośnie. I w jednej chwili byliśmy na Łące, wśród światła i kwiatów. Staliśmy naprzeciw siebie. Umiłowany mój i ja. Ukochany jedną dłonią obejmował mnie, przytulal do Siebie, a drugą dłonią gładzil moje włosy, czoło i policzek. Gładzil z czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie dziwnie. Jakby nie widział nigdy wcześniej… Patrzył z takim zachwytem i podziwem… Stanął i patrzył we mnie… Promienial cały uśmiechem. I szepnął do serca mojego:
„Zabiegasz, żebym nie był smutny, Perełko Moja Umiłowana! Pragniesz Mnie ucieszyc! Cieszysz i uszczęśliwiasz Mnie bardzo!”
I zanim zaczęłam cokolwiek mówić, pocałowal mnie. Raz, drugi… trzeci… Całowal i całowal. Z czułością wielką. Pocałunek przy pocałunku…
” Najdroższy mój… „- szepnęłam zachwycona i oniesmielona jednocześnie.
” Pozwól mi, Perlo Moja, proszę. Pozwól Mi…”
„Cala Twoja, Najdroższy…” – szepnęło moje serce.
I Umiłowany mój całowal mnie ciągle… Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Całowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Piękne, czysto i słodko..
„Chodź do Mnie, Maleńka!”
Wziął mnie na ręce i wzniósł się do góry. Wysoko, wysoko… Ponad chmury. I jeszcze wyżej! Leciał i leciał… Ale patrzył tylko we mnie, a ja w Niego tylko patrzyłam. Najdroższy leciał. Trzymał mnie na rękach i leciał… W końcu stanął. Postawił mnie obok Siebie.
„Jesteśmy na miejscu, Perełko!”
Rozejrzałam się wokół.. I z początku nic nie widziałam tylko ciepłe jasne światło. Podobne jak na Łące, tylko cieplejsze i jaśniejsze. Po dłuższej chwili zobaczyłam że jesteśmy w jakiejś komnacie. Bardzo pięknej i zdobnej bardzo bogato…. Przed nami stało wielkie łoże. Popatrzyłam w Umiłowanego mojego pytająco, zdumiona i zaskoczona tym wszystkim do głębi!
„Najdroższy… Mój Najdroższy… Co to…?!”
Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
To Twoja komnata, Perełko Moja. Nie będziesz już mieszkać w altance. Tylko tu. Przy Mnie. Oblubienica przy Oblubiencu swoim!”
Zdumiona patrzyłam w Najdroższego mojego!!! A ON zaśmiał się radośnie, wziął mnie znowu na ręce i delikatnie położył mnie na łożu. Było bardzo mięciutkie i wygodne. Idealne dla moich obolałych stawów, mięśni i kości. Umiłowany poprawił mi poduszki pod głową. I Sam położył się obok mnie. Patrzyłam w Niego wciąż zdumiona ogromne, ale przede wszystkim szczęśliwa niezmiernie!!!
„Dziękuję Ukochany mój! Dziękuję, Najdroższy…”
Umiłowany mój uśmiechał się do mnie cudnie. Promienial cały uśmiechem, radością i szczęściem wielkim. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. W oczy mi patrzył… I ja patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
Nagle usłyszałam jakiś dziwny dźwięk, odgłos. Rytmiczny, miarowy… Znów spojrzenie w Umiłowanego.
„A to co, Najdroższy?”
„Ty wiesz CO to, Perełko Moja – Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie – posłuchaj tylko.”
Słuchałam,.. Odgłos był miarowy, w jednakowych odstępach czasu… Zamknelam oczy i słuchalam… Gdy zamknelam oczy, poznałam od razu!!! Otworzyłam oczy i spojrzałam w Umiłowanego mojego. Ucalowalam Go szczęśliwa cała…. uśmiechałam się do Niego radośnie. Promieniał….
„Tak… nigdy nie myślałam, że będę mieszkać w  takiej komnacie, przy Tobie – szepnęłam rozpromieniona – I jeszcze słyszeć bicie Twego SERCA!!!”
„Jesteś w samym JEGO Centrum. Ono bije dla Ciebie, Maleńka!”
Trwam w zachwycie i uwielbieniu…

CZEKAM!

Leżałam na kwiatowej kanapie. Tańcząca bardzo leżałam. Wczoraj miałam wypadek i teraz leżałam obolała. Najdroższy mój, Umiłowany mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. I współczujacy niezwykle i smutny…
„Boli Cię… Maleńka Moja…”
„Boli, Najdroższy. Ale przejdzie. Nie martw się Najdroższy mój. Przejdzie. A teraz tańcze dla Ciebie!”
„Pięknie tańczysz Perełko Moja!” – Umiłowany patrzył we mnie słodko, ale wciąż smutno.
„Uśmiechnij się do mnie Najdroższy! Proszę! Uśmiechnij się! Pragnę Twojego uśmiechu!!! Nie martw się o mnie Najdroższy mój! Uśmiechnij się do Swego maleństwa…” – szepnęłam uśmiechając się do Ukochanego mojego.
„Tańczysz bardzo i jeszcze Mnie pocieszasz…” – szepnal Najdroższy mój z tkliwoscia bezdenna… I rozpromienil się bardzo nade mną. Rozjaśnił. I patrzył we mnie uśmiechnięty bardzo.
„Jesteś Moim usmiechem dla innych, Perełko”- uśmiechnął sie do mnie cudnie.
„Pragnę być… i będę!”
„Jesteś! Kiedy Ty się usmiechasz i JA się uśmiecham.”
Umiłowany wziął mnie na ręce i usiadł na kanapie. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swojego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA.
„Odpocznij teraz Maleńka. Przy SERCU odpocznij!”
Kiwnelam głową z uśmiechem. Zamknęłam oczy i odpoczywalam słuchając bicia SERCA Najdroższego. Ukochany przytulał mnie,, otulał mnie Sobą. Przenikal mnie, wchodzil we mnie. I ja w Niego wchodziłam… Znalazłam się jakby na śniegu. Była noc. Przed sobą zobaczyłam małą, pełną świeżego siana stajenke, żłobek. Stajenka była pusta. Wokół też było pusto i ciemno. Tylko jedna gwiazda oświetlala żłobek. Ukleklam przed nim i rozmyślalam.
„Umiłowany ponad dwa tysiące lat temu przyszedł na świat. Przyszedł, choć to nie było dla NIEGO miejsca… Wielu ludzi oczekiwalo Mesjasza. Ale i wielu inaczej sobie Go wyobrażalo. Wielu wyobrażało sobie Mesjasza, który przyjdzie i wyzwoli Swój naród spod rzymskiej okupacji, a Sam będzie panował jako król, w chwale i majestacie. Tymczasem On wybrał Krzyż. Pragnął wszystkich wyzwolić z niewoli grzechu, przytulić do zranionego SERCA…”
Trwałam tak w rozmyślaniu…
Nagle zobaczyłam Jego twarz! Leżałam znów na kwiatowej kanapie, a Najdroższy pochylał się nade mną świetlisty cały…
„Przyjdź, Najdroższy mój! Tęsknię… bardzo tęsknię. Bardzo!!! Pragnę patrzeć Ci twarzą w Twarz… Przyjdź!”
Umiłowany pochylił się jeszcze bardziej i mnie pocałował.
„Przyjdę niebawem, Maleńka. Czekaj na Mnie!”
„Czekam! Czekam, Najdroższy!”
Ukochany obsypywał mnie pocałunkami jak deszczem…

OBIETNICA

Wchodził we mnie Najdroższy mój. I ja w Niego wchodzilam. Najdroższy otulal mnie Sobą. Zamykal mnie w Sobie i otwieral na Siebie… Znalazłam się jakby na śniegu. Była noc. Przed sobą zobaczyłam małą, pełną świeżego siana. Stajenka była pusta. Wokół też było pusto i cicho i ciemno. Tylko jedna gwiazda oświetlala stajenke. I usłyszałam znajomy glos Umiłowanego mojego:
„Niedługo spełnie Swą Obietnicę, Maleńka Moja!”
„Już spelniles Najdroższy! Przyszedłes przecież..”
„Najmilsza Moja, niedługo spełnie Obietnicę, którą dałem Tobie.”
„Jaka Obietnicę…?!”
I… w jednej chwili znalazłam się na drodze. Szliśmy razem z Umiłowanym moim. Trzymał mnie za rękę i prowadził mnie. Oboje wiedzieliśmy dokąd idziemy. Umiłowany był bardzo świetlisty i jasny i promienial szczęściem wielkim, ogromnym!!!! I ja byłam rozpromieniona cała i cała szczęśliwa i zachwycona!!!
Szliśmy. A przed nami świecilo wielkie jasne Słońce. Lekki wietrzyk rozwiewal mi włosy. Szliśmy i uśmiechalismy się do siebie nawzajem. Ukochany uśmiechal się do mnie, a ja uśmiechałam się do Niego radośnie. Wiedzieliśmy dokąd idziemy.
Wtem leżąc na kwiatowej kanapie, zobaczyłam Jego twarz. Twarz Ukochanego, Najdroższego mojego. Jasniala niezwykłym blaskiem, zachwytem, który nie można opisać słowami. Uśmiechał się do mnie cudnie.
„Przjdz, Najdroższy mój… Tęsknię bardzo, bardzo!!!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Przyjdę niebawem, Maleńka Moja!”
Trwalismy w Miłości…

ON MOJĄ SIŁĄ

Dziś nie będę opisywać rozmowy z UKOCHANYM. Słabo się czuję fizycznie. I tańcze bardzo. Dla Najdroższego mojego. W nocy byłam z Umiłowanym. On był ze mną. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tuli do Serca Swojego. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Obsypywal pocałunkami Swoją malenka Perełke. Dodawał mi sił do tańca.
Noce z Umiłowanym moim… Choć często nie mogę spać, boli bardzo. To z tych nocy z Umiłowanym czerpie siłę do przeżycia dnia. Nie tyle fizyczną ile duchową. Duch jest ważniejszy od ciała. Duch rządzi cialem.
W nocy, choć tańcze bardzo to jednocześnie odpoczywam. Odpoczywam w Najdroższym, w Umiłowanym moim, w Maleńkim… On moją SIŁĄ! Maleńki mój,.. Cierpiący ze mną.

INTYMNIE

Wisieliśmy na Krzyżu. Umiłowany mój i ja. On cierpiący niezmiernie, niewymownie… I ja cierpiąca bardzo. Najdroższy obejmował mnie i ja Jego obejmowałam. Trwalysmy w Miłości. Wtulilam się w Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Przepraszałam Ukochanego za moje grzechy i słabości, żałowałam za nie. Najdroższy patrzył we mnie z łagodnym uśmiechem i litością. Długo patrzyłam w Niego w milczeniu. W końcu spytałam:
„Najdroższy mój… jak mam przeżyć nadchodzący Adwent? W jaki sposób?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie przecudnie.
„Intymnie, Maleńka Moja. Jak oblubienica przy Oblubiencu. Przy SERCU Moim!”
Ucieszyłam się ogromnie!
„Dziękuję Ukochany! Dziękuję Ci bardzo Najdroższy mój!!!”
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Obsypywal mnie pocałunkami jak deszczem! Tonęłam w Miłości!!!