UŚMIECHY W OTCHŁANI MĘKI…

Wisieliśmy na Krzyżu. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie… Ja też, bardzo. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja obejmowałam Najdroższego mojego. Cierpiący był bardzo…

Wisieliśmy na Krzyżu, a wokół nas było ciemno, szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką, samotnością wielką. Pierwszy raz byłam w tym miejscu. Ale postanowiłam Umiłowanego nie pytać o nie. Jeśli zechce to Sam mi powie co to za miejsce, jeśli nie, nie muszę wiedzieć. Najdroższy mój cierpiał bardzo… Pochylił głowę i wyszeptal:
„Maleńka Moja, zatańcz dla Mnie.”
„Dobrze, Najdroższy mój!”
I zaczęłam tańczyć przed Umiłowanym. Tańczylam bardzo! Ofiarowywalam Mu swoje cierpienie. Tańczyłam i tańczyłam. Zamknęłam oczy i tańczyłam dla Umiłowanego mojego. Z zamkniętymi oczami tańczyłam. Nagle na policzku poczułam pocałunek. Słodki i delikatny. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że Najdroższy mój tańczy ze mną.
„Myślałaś, że pozwolę Ci tańczyć samej? W żadnym razie, Maleńka!”
Patrzyłam w Umiłowanego z uwielbieniem i wdzięcznością. Zobaczylam, że trzymał w dłoni Hostie. Ukleklam przed Nim
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem, pomógł mi wstać. I dalej tańczyliśmy.
„A wiesz gdzie jesteśmy, Maleńka?” – spytal Umiłowany.
„Nie, Najdroższy. Ale nie muszę wie…”
„Chcę żebyś wiedziała. Jesteśmy w Otchłani Męki Mojej.”
„W Otchłani Twojej Męki??!!”  – szepnęłam poruszona do głębi serca…
Najdroższy jakby nagle osłabi. Oparł się o mnie i wyszeptal z trudem:
„Ach jak Mi smutno! Pociesz Mnie, Maleńka Moja…!”
Objęłam Umiłowanego mojego i przytuliłam Go mocno do siebie. Do serca mojego tuliłam. Całowalam z czułością…
„Najdroższy mój… Maleńki.. Nie bądź smutny…. Najdroższy… nie bądź smutny…. Proszę! Nie bądź smutny.. bo… Bo…”
A w myślach szybko szukałam argumentu, który Najdroższy nie mógłby zakwestionowac, który by przyjął od razu. „Bo Cię kocham! Bo pragnę! Bo serca mi pęka z bólu gdy jesteś smutny”??! To była prawda. Ale to w tej chwili nie było ważne.
„Zrób to dla mnie, bo mnie kochasz! Najdroższy mój! Tak! Nie bądź smutny bo mnie kochasz! –  ujęłam w obie dłonie twarz Najdroższego – Bo mnie kochasz!”
Oblicze Umiłowanego zaczęło się rozjaśniać… coraz bardziej i bardziej.
„Masz rację, Maleńka Moja! Nie mogę Ci tego odmówić, bo Cię kocham!”
„Tak! – wciąż trzymałam Jego twarz w swoich dłoniach – Uśmiechnij się do mnie, Najdroższy…”
I rozpromienił się mój Umiłowany! Promieniał cały uśmiechem! Uśmiechał się do mnie tak cudnie… I ja uśmiechałam się do Niego najpiękniej jak potrafiłam.
Uśmiechy w Otchłani Męki Najdroższego…
%d bloggers like this: