W NAJDROŻSZYM MOIM

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ja też, bardzo. Tańcowalismy. On cierpiący i ja cierpiąca. Umiłowany pięknie tańczył! Bardzo pięknie!!! I w tańcu mnie prowadził. Wokół nas było ciemno i szaro i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Tańczylismy! Najdroższy patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża, Rozpromienionym Miłością i zachwytem. I ja w Niego tak patrzyłam. Zakochana i zachwycona ogromnie!
„Wiesz, Najdroższy?! Pierwsze dni czułam się tu w Otchłani Twej Męki dziwne I nieswojo jakoś. Ale teraz czuję się jak u siebie. Jak u siebie! I pragnę, jeśli mi pozwolisz, zostać tu z Tobą do śmierci. Nie tylko w Wielki Post! Mogę?! Proszę… pozwól mi….”
Jak to mówiłam, Najdroższy patrzył we mnie z otwartymi ze zdumienia oczami. Myślałam że się ucieszy, że sprawię Mu tą prośbą radość. A tymczasem… Najdroższy wybuchnąl płaczem!!! Głośnym i żałosnym!!!!
” Najdroższy??!!!! Co Ci…?!!” – wyszeptalam przestraszona, że sprawiłam Mu przykrość.
Umiłowany plakal…. Szlochał… Z Jego oczu płynęły wielkie łzy.
„Niewiele, bardzo niewiele dusz czuje się tu jak u siebie, a jeszcze mniej pragnie tu ze Mną zostać!!!” – płakal Najdroższy mój… Łzy z oczu płynęły Mu rzęsiście… Zalewaly Mu twarz… Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i zaczęłam całować JEGO łzy. Całowalam z czułością, całowalam. I próbowałam Go jakoś uspokoić…
‚Najdroższy mój… nie płacz… Proszę… Proszę… Głowa Cię będzie boleć jeszcze bardziej… Najdroższy mój, Maleńki… Proszę!”
Umiłowany płakal jeszcze głośniej.
„Najdroższy mój, proszę… Bo mi serce pęknie!!!”
Umiłowany płakal jakby mniej, ale wciąż płakal. Sięgnęłam po ostatni argument jaki mi przyszedł do głowy.
„Najdroższy nie płacz! Mama Cię prosi… Nie płacz.”
Umiłowany uspokoił się natychmiast! Uśmiechnął się do mnie słodko. I… znikł.
Uklękłam pod Krzyżem. Tańczyłam bardzo. Wokół mnie było szaro i smutno i zewsząd zionelo przejmujacym bólem i pustką. Nie bałam się, ani nie byłam smutna. Byłam u siebie. I czekałam na Umiłowanego mojego. Zjawił się niedługo. Piękny, świetlisty i rozpromieniony cały, Miłością i uśmiechem. W dłoni trzymał Hostie, nakarmil mnie. Pochylilam się i trwałam w uwielbieniu. Po chwili poczułam że dotyka mojej brody. Dotknął i delikatnie uniósł w górę moją twarz. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Rozpromienione Miłością i tkliwoscia niesamowitą,
„Pocieszylas Mnie ogromnie, Maleńka Moja! Mam do Ciebie prośbę!”
„Prośbę? Jaką, Maleńki mój??!”
„Proszę…. zostań tu ze Mną. Nie tylko w Wielkim Poście. Do śmierci, do czasu aż wrócisz ze Mną do Domu. Zostań tu ze Mną, proszę. Proszę!”
Patrzyłam w Umiłowanego zdumiona do głębi serca.
„Ukochany mój Jezu…. Ty mnie o to prosisz??? Przecież to ja Cię o to….”
Przerwałam. Najdroższy patrzył we mnie taki Przecudny…
„Pragnę Cię, Maleńka Moja!”
„Pragnę Cię Maleńki mój!”
Wchodzilam w Niego. Dziwne się czułam. Przezroczysta i lekka jak piórko. Jakby mnie nie było. Jednocześnie Umiłowany był przy mnie, blisko, bliżej niż kiedykolwiek. I bliski, bliższy niż kiedykolwiek. Cała byłam w Nim. W Najdroższym moim. W Miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *