KOCHAJĄC I CIERPIĄC

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego. Najdroższy mój i ja. Umiłowany cierpial niezmiernie. Ogromnie bardzo… Niewymownie. Zamknięte miał oczy i co chwilę jęczał cicho… Ja też cierpialam bardzo. Miejsce w moim ciele, które zwykle bolało mnie bardzo, teraz bolało mnie jeszcze bardziej. Bolały też mięśnie i stawy. Ale najbardziej bolało mnie serce, że Najdroższy mój cierpi tak ogromnie, a ja nie mogę Mu pomóc…
„Najdroższy mój…. jestem z Tobą …” – wyszeptalam z trudem.
Najdroższy na chwile otworzył oczy i spojrzał we mnie z Miłością i tkliwością niesamowitą… I znów zamknął oczy i jęknął cichutko…
„Czekaj, Maleńki… spróbuję.”
I z ogromnym wysiłkiem, siłą woli, zaczęłam zdejmować Umiłowanego z Krzyża. Z trudem zdjęłam jedną Jego rękę i założyłam ją sobie na szyję. Potem pochyliłam się i stękając z wysiłku zdejmowalam stopy Umiłowanego. I w końcu drugą rękę. Myślałam że już nie dam rady, ale jakoś zdjęłam. I po chwili siedziałam pod Krzyżem zmęczona i bez sił trzymałam Najdroższego mojego w ramionach i tulilam Go do siebie. Umiłowany już nie jęczał. Leżał z zamkniętymi oczami. Na chwilę je otworzył, spojrzał we mnie z wielką Miłością i wdzięcznością. Potem zamknął oczy i…. zniknął!!!
„Najdro…!!!” – próbowałam wołać.
Cierpienie jednak rosło i rosło…. Bardziej i bardziej. Tak, że nie mogłam już siedzieć. Położyłam się pod Krzyżem. Leżałam z zamkniętymi oczami leżałam i tańczyłam dla Umiłowanego mojego… Natychmiast znalazłam się w małym i ciemnym kościele. Na ołtarzu stała monstrancja, a w niej błyszczala wielka biała Hostia. Klęczałam przed ołtarzem i uśmiechałam się do Najdroższego, uwielbialam Go. Patrzyłam w Niego i patrzyłam…. Nagle Hostia wyszła z monstrancji i zbliżała się do mnie. I we mnie weszła.
Znowu leżałam tańcząca bardzo, z zamkniętymi oczami leżałam. W pewnym momencie poczułam na moim policzku pocałunek…. Jeden, drugi… trzeci. Dotykaly mnie Czyjej dłonie i wzięły w objęcia, w ramiona… Znałam te pocałunki, te dłonie i te ramiona. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Najdroższego mojego pochylonego nade mną z Miłością i tkliwoscia nie do opisania słowami… Umiłowany uśmiechał się do mnie cudnie i ja próbowałam się do Niego uśmiechnąć. Ale nie mogłam…
„Najdro…”
„Ciiii, Maleństwo Moje… Ciiii…. Piękności Moja kochana. Pomoglas Mi dzisiaj ogromnie mimo że sama niezmiernie cierpisz!!! Odpocznij teraz, Maleńka, przy SERCU odpocznij!”
Zamknęłam oczy, a Umiłowany otulal mnie Sobą. Zamykal w Sobie. Słyszałam bicie JEGO SERCA. Biło dla mnie… Odpoczywalam tańcząc z Najdroższym moim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: