ODKRYCIE W OTCHŁANI MĘKI

Wisieliśmy na K w Otchłani Męki Umiłowanego z. Najdroższy mój i ja. Cierpielismy razem. Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzylam w Niego z miłością.
„Zatańcz dla Mnie, Maleńka!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Z radością, Najdroższy mój!” – patrzyłam w Najdroższego z zachwytem i dotykając Jego SERCA, wyszeptalam:
„A mogę TU?”
Najdroższy rozpromienil się nade mną!
„Podobało Ci się… Maleńka?!”
„Podobało! Bar…. Podobało!!!”
„Mi bardziej, Maleńka!!!”
Zaśmialismy się, Umiłowany i ja. Spojrzałam Mu w oczy. Jasnialy Miłością… Ucalowalam Go. Zaczęłam wchodzić w Najdroższego mojego. A ON otulal mnie Sobą, zamykał w Miłości… I znów znalazłam się pod SERCEM Najdroższym, w świetle, w jasności! I znów tańczyłam bardzo! Dla Najdroższego, dla Maleńkiego mojego tańczyłam!!!
A tańcząc… układałam plan. Plan wychowawczy wobec siebie samej. Przypomniałam sobie grzech, który popelnialam często i spytałam sama siebie: „Czy chcesz nim ranić Najdroższego?! Oczywiście że nie chcę!!! A więc walka. Sama ze sobą! Będę walczyła. I będę wychowywać siebie z cierpliwością i miłością!” Tak mówiłam. Ale… jakoś nie było to dla mnie wiarygodne… Mówiłam o miłości i cierpliwości, ale miłości i cierpliwości we mnie do mnie samej było wciąż za mało… Tańczyłam dla Najdroższego mojego.
Nagle usłyszałam cichy ciepły głos:
” Bądź wobec siebie bardziej miłosierna niż sprawiedliwa!”
Stanęłam. Przestałam tańczyć. Stałam i patrzyłam w SERCE Najdroższego. Biło wielkie, Żywe i piękne. Stałam jak wryta!
„Miłosierna??! Wobec siebie?!!”
„Tak. Ja jestem Miłosierny wobec Ciebie, Maleńka. A Ty przecież pragniesz być do Mnie podobna.”
„Prawda! Być miłosiernym to kochać, po prostu!!!”
Olśnienie! Wielkie olśnienie!!!
„Być miłosiernym to kochać po prostu!” – powtarzałam sobie. Odkrycie!!!!
Stałam. Patrzyłam w SERCE. A wszystko we mnie wywracało ‚do góry nogami’. Nie wiedziałem już nic. Mój ‚plan wychowawczy’ runął. Legl w gruzach. A ja stałam oszołomiona, zaskoczona i przestraszona. I powoli… powoli budził się we mnie zachwyt….
Znów wisieliśmy na Krzyżu z Najdroższym moim. Spojrzałam Mu w oczy. Płonęły Miłością. Patrzyłam i wiedziałam On Ukrzyżowany i cierpiący otwiera przede mną nowe horyzonty, nowe światy. Byłam zachwycona, oszołomiona i wystraszona jednocześnie.
„Wysoko postawiona poprzeczka… Nie doskocze chyba…” – patrzyłam Mu w oczy nieśmiało.
Najdroższy mój uśmiechał się do mnie cudnie.
„Doskoczysz, Maleńka Moja, doskoczysz. Przeskoczysz ją nawet! Razem przeskoczymy!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie z wielką Miłością. I ja w Niego patrzyłam.
„Ufam Tobie, mój Najdroższy! Być miłosiernym to kochać, po prostu! Jak Ty!!! Ufam że mi pomożesz!”
Patrzył we mnie promienny ogromnie.
‚Tak. Ufam Jemu. Nie wiem dokąd mnie poprowadzi. Ale idę za Nim. Za Umiłowanym moim idę. Dźwigajac swój Krzyż. Idę, a przed sobą widzę Jego poorane ranami plecy’. Kiedy tak rozmyślalam, naszla mnie myśl jasna jak błyskawica. Pomyślałam że te poorane ranami plecy Najdroższego to właśnie Jego miłosierdzie wobec mnie! Idę za NIM patrząc w Jego miłosierdzie!
„Być miłosiernym to kochać, po prostu!”
Ile można odkryć w niby pustej, szarej, smutnej i przepełnionej bólem Otchłani Męki Umiłowanego!!! Ile można odkryć!!!

Jakiś czas później zaczęła dręczyc mnie pokusa. Zaczęła necic, kusić, nie dawała mi spokoju. Wtedy pomyślałam o pooranych plecach Najdroższego mojego. Zobaczylam je przed sobą. Zaczęłam wpatrywac się w nie. Iść za Ukochanym, za Miłosiernym. I pokusa gdzieś się rozplynela, ulotniła, uciekła. W sercu usłyszałam cichy, ciepły głos:
„Właśnie przeskoczylas poprzeczkę, Moja Maleńka!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego całą sobą! I byłam szczęśliwa! Bardzo szczęśliwa!!!
‚Być miłosiernym to kochać, po prostu! ”
Odkrycie! Wielkie odkrycie!