ZWYCIĘSTWO!

Wisieliśmy na Krzyżu w Otchłani Męki Umiłowanego mojego. Najdroższy mój i ja Umiłowany patrzył we mnie z Miłością i czułością nie do opisania słowami. I ja w Umiłowanego mojego z miłością i czułością.. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i zaczął dotykać najbardziej czulego miejsca w moim sercu. Czulego punktu. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim… Dotykał i odkrywal to miejsce przede mną. Do wczoraj jeszcze nie wiedziałam że ono we mnie istnieje. Było ono ukryte w głębokości mego serca. Umiłowany odkrywal je przede mną. I już wiedziałam że to rana. Rana poczucia niekochania i poczucia odrzucenia. Sięgająca czasów mojego dzieciństwa. I Najdroższy mój dotykał tę ranę… Dotykal… A ja Mu na to pozwalam. Nie odsunęłam się ani się nie oparłam, choć wiedziałam że mogę to zrobić w każdej chwili. Że Najdroższy to uszanuje. I właśnie dlatego Mu pozwoliłam. A ON posuwal się dalej. Zaczął całować tę ranę. Całowal x tkliwością niesamowitą, wręcz z czcią…
„Najdroższy mój…. Najdroższy mój!” – szeptałam.
Całowal i całowal słodko… W ranę poczucia niekochania i odrzucenia wlewal Miłość i akceptację. Pozwalałam Najdroższemu… Całował i całowal… Całowal… Potem spojrzał we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Jasnym kochającym i czystym.
” Masz ranę w sercu, Maleńka Moja. Ranę w sercu, jak Ja. Boli, wiem… Od Ciebie jednak tylko zależy co z tą rana i bólem zrobisz. Tylko od Ciebie zależy.”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu…
„Chcę, żeby zakwitło z niej dobro. Oddaję ją Tobie, Najdroższy! Zrob z nią co chcesz!”
Umiłowany patrzył mi w oczy przenikliwie i promiennie bardzo.
” Jesteś pewna?”- spytal stanowczo i delikatne zarazem.
” Tak, jestem pewna.”
Umiłowany znów pocałowal ranę w moim sercu i wyszeptal:
” Niech wytrysnie z niej Miłosierdzie MOJE!”
I rana zaczęła mnie piec, palić niezmiernie!!! Chciałam tego! Pragnęlam!!! I nagle przeniknęła mnie swiatłość wielka! Błyskawica światła!!!
A po chwili siedziałam pod Krzyżem. Siedziałam i… trzymałam w ramionach…. siebie!!!! Samą siebie tuliłam do serca… Z miłością tuliłam…. Samą siebie tuliłam…. Przytulałam, obejmowałam z czułością… Patrzyłam sobie samej w oczy. I uśmiechałam się do siebie.
„Jesteś piękna w moich oczach! Kocham Ciebie!” – szeptałam i uśmiechałam się do siebie ciągle… Cieszyłam się sobą!!!
Najdroższy mój klęczał przy mnie i pochylal się nade mną z zachwytem!!! Promienial Miłością!
„To Twoje zwycięstwo, Maleńka Moja!”
Spojrzałam Umiłowanemu w oczy rozpromieniona cała!
„To zwycięstwo Twojej Miłości, Miłosierdzia, zwycięstwo Twojej dobroci i cierpliwości, Najdroższy mój!!!”
Patrzył we mnie… Miłość sama. Patrzył i otulal, przytulal, przenikal Sobą. A ja w Umiłowanym moim tuliłam siebie do serca…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: