TAŃCZYMY

Staliśmy przed SERCEM Najdroższym. Umiłowany mój i ja. Staliśmy, a przed nami biło wielkie, czerwone i Żywe SERCE! Stałam zadziwiona i zachwycona cała!!! Umiłowany patrzył we mnie zachwycony! Patrzył Swym cudnym spojrzeniem Miłości!
„Zatańczymy, Lilio Moja?”
„Z Tobą zawsze, Najdroższy mój!”
Umiłowany objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć. Najdroższy patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Tylko w Niego!
„Wiesz, Najdroższy? – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – Nie mogę się nadziwić że Twoje SERCE jest tam, a Ty jesteś tu!”
„Ale Ci to nie przeszkadza, prawda?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Nie, skąd! Ale nie mogę się nadziwić, jak to jest możliwe. A może nie powinnam się już dziwić? Może powinnam przestać się dziwić…”
Najdroższy uśmiechał się wciąż do mnie promiennie bardzo.
Pochylił się nade mną z tkliwoscia szepnął mi wprost do ucha:
„Nigdy nie przestawaj się dziwić, Moja Maleńka!”
„Ty mi nie pozwalasz przestać! Ostatnio trwam w ciągłym zdumieniu! – roześmiałam się wesoło – Jak się o mnie troszczysz! Jak się mną opiekujesz! Obchodzą Cię nawet moje zimne nogi!”
Najdroższy patrzył mi w oczy głęboko.
„Obchodzi mnie wszystko co Ciebie dotyczy, Maleńka!”
„Dziękuję!!!”
Tańczylismy bardzo. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył tylko we mnie. Tańczylismy! Wokół SERCA, w Światłości! Jak pięknie tańczył mój Umiłowany!!! Jak pięknie! Lekko i zwiewnie! Cudnie!!! Długo Tańczyliśmy!
Aż się zmeczylam… I opadłam z sił. Opadłam w ramiona Najdroższego. Wziął mnie na ręce i położył w Światłości.
„Co Ci, Maleńka? Co Ci?” – spytal pochylajac się z troską nade mną.
„Nic, mój Maleńki. Zmeczona tylko jestem…”
„Posil się i odpocznij… – wyszeptal Najdroższy karmiąc mnie Swoim Ciałem – Tańczysz bardzo!”
„Bardzo. Za moje Dzieci. A szczególnie za To, które najbardziej potrzebuje. Wiesz? W ogień bym za Nie wskoczyla!”
Najdroższy wiedział o jakim ogniu mówię. Posmutnial bardzo.
„Niestety nie możesz, Maleńka. Tam już ofiara nie sięga…”
„Więc cóż…?”
„Nie martw się, Maleńka. Wszystko co Twoje jest Moim. A temu co jest Moje, Ja zginąć nie pozwolę!”
„Dziękuję, Najdroższy mój! Dziękuję!!!”
Umiłowany pochylił się nade mną i mnie pocałowal. Tańczyliśmy bardzo. Wciąż tańczymy.

OTWARTE SERCE

Leżałam na SERCU Najdroższym. Wtulona w SERCE, otulona NIM i tańcząca leżałam. Nade mną widziałam wielką Światłość, ciepłą i bardzo przyjazną. W pewnej chwili usłyszałam głos:
„Jestem z Tobą, Maleńka Moja! Jestem z Tobą Moja Lilio!”
„Wiem, że jesteś ze mną, Najdroższy mój! Nie muszę Cię widzieć, ani doświadczać Twojej obecności. Wiem że jesteś ze mną! Wiem.”
I w tej chwili zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia… Wziął mnie w objęcia, w ramiona i tulil do Siebie… przytulał. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Patrzył we mnie jak na jakieś Cudo, dziwo, jak na skarb drogocenny, jak na klejnot przecudny!!! Patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała.
„Powiedz swojej Córeczce, że w Nią też tak patrzę!” – szepnął Umiłowany uśmiechając się promiennie. A ja ucieszyłam się ogromnie! Aż podskoczylam do góry z radości!!!
„Dobrze, przekażę! Zresztą od Ciebie się dowie! Dziękuję bardzo, Najdroższy mój!”
„Przekaż Jej jeszcze, że gdy jest Jej źle, Ja tak w Nią patrzę!”
Patrzył… Miłość sama! Miłość!!!
Podziekowalam raz jeszcze. I pomyślałam że Najdroższy pierwszy raz prosi mnie, żebym coś komuś od NIEGO przekazala.
„Dziękuję, Najdroższy mój że mówisz do mojego serca, że mogę słyszeć Twój głos!”
Umiłowany promienial bliskością. Patrzyłam w Niego… patrzyłam… I przypomnialam, że wczoraj nad ranem patrzyłam na figurę Najdroższego mojego i myślałam o tym nieuleczalnie chorym chłopczyku, który umierał na oczach świata, bo sąd nie pozwolił na dalsze leczenie. Rozmyślałam… Gdy nagle w sercu słowa:
„On jest już u MNIE, Maleńka Moja. On już jest u mnie!”
Patrzyłam na figurkę Umiłowanego zdumiona do głębi serca. Kilka godzin później dowiedzialam się że chłopczyk zmarł tej nocy…
Teraz leżałam w ramionach Najdroższego mojego.
„Dziękuję, że mogę słyszeć Twój głos, Najdroższy mój…”
Umiłowany promienial cały czułością.
„A wiesz dlaczego go słyszysz, Maleńka?”
„Mówisz do mnie, więc słyszę!”
„To też – uśmiechnął się Umiłowany – Ale słyszysz Mój głos, bo jesteś na Mnie otwarta. Ja mówię do serc. Jednak wiele serc jest zamkniętych na Mnie i nie słyszy Mojego głosu, a jeśli nawet słyszy, to nie rozpoznaje, nie rozumie Mojego głosu, przez swoje zamknięcie. Twoje serce jest otwarte, Maleńka Moja. ”
” Tylko dzięki Tobie, Najdroższy mój. Tylko…”
Najdroższy mój ucalowal mnie w czoło. Patrzył we mnie rozpromieniony Miłością. Tańczylismy. Wciąż tańczymy
Najdroższy mój i ja.

BO TAK POWIEDZIAŁ

Byłam w wielkiej Światłości. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach tańczyłam. Najdroższy mój trzymał mnie w objęciach i tulil mnie do SERCA. Pochylal się nade mną i patrył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego tańcząca bardzo.
„Moja Lilio… Moja Lilio!” – szeptal Umiłowany z tkliwoscia nie do opisania słowami.
Uśmiechałam się do Niego radośnie. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Mój Przecudny… mój Śliczny … mój Słodki…” – szeptałam wpatrzona w Maleńkiego mojego. On uśmiechał się do mnie cudnie. A ja rozmyślalam… Zawsze gdy Umiłowany nazywa mnie „Swoją Lilia” nachodzi mnie pewna myśl. Myśl, że nie jestem godna, żeby Najdroższy mnie tak nazywał, że nie powinien, mnie tak nazywać, że powinnam Mu zabronić. Przeganiam te myśl za każdym razem. „Że nie jestem głodna”? Sama z siebie nie jestem. A czy jestem godna, żeby z Nim być, i to jeszcze w takiej bliskości? Sama z siebie nie jestem. Czy jestem godna, żeby przychodził do mego serca i odpoczywal w nim? Albo czy jestem godna, żeby mnie trzymał w ramionach i tulil do SERCA? Albo czy jestem godna, żeby dzielić z Nim Jego cierpienie? Nie. Nie jestem. Ale kto z nas jest godny?! Nikt! (Oprócz Maryi Panny, którą ON Sam godną uczynił) Nikt nie jest godny! Wiem kim jestem wobec Boga. I wiem Kim jest On. On jest wielki, potężny, a ja malutka. On jest dobry, doskonały, a ja grzeszna i nędza. On jest Wszystkim, a ja niczym. Prochem i pyłem, który by tylko dmuchnąć a już by go nie było. Ale dla Najdroższego ten proch i pył jest cenny! Bardzo cenny! Tak cenny, że oddał za ten pył, życie, umarł i zmartwychwstal dla niego. Dla mnie! Kocha mnie! Podnosi i tuli do SERCA. Jest ze mną! Z NIM mogę o rzeczy, o których kiedyś nawet nie śniłam! Nie marzyłam! A ON pragnie mnie! Kocha! I mówi ze jestem JEGO lila. I wiem że to jestem. Dlaczego? Bo ON tak mówi! A ja MU Najdroższemu mojemu wierzę. Ufam. Jestem Lilia Umiłowanego mojego. I pragnę być piękną dla NIEGO, coraz piękniejsza! I podobną do swego Oblubienca. Ufam Jemu… Tylko Jemu ufam!
Tak rozmyślalam… A Najdroższy uśmiechał się do mnie promiennie. Szczęśliwy ogromnie!
„Moja Lilio… Moja Lilio!” – Najdroższy patrzył mi w oczy i szeptał z czułością. Uśmiechałam się do Niego tańcząca.
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo. Umiłowany i ja, Jego Lilia.

TYLKO!!!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Bardzo ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej. W Umiłowanym, w Najdroższym moim byłam. W JEGO Ramionach tańczyłam. Najdroższy mój tulil mnie do SERCA Swego. I patrzył we mnie… Patrzył we mnie jak w jakiś skarb drogocenny… jak w jakiś klejnot przecudny… Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem! Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała! Szczęśliwa ogromnie!
„Tyś Moja! Tyś Moja! – wyszeptal Najdroższy, a w Jego głosie słychać było niezachwianą pewność.
„Twoja! Najdroższy mój, Twoja! Tylko Twoja! Cała Twoja! Na zawsze Twoja! – szepnęłam – Dziękuję, Najdroższy i przepraszam za…”
„Nic się nie stało, Maleńka Moja!”
„Nie stało się, bo Ty na to nie pozwoliłeś! Obroniłeś, ustrzegles, ochroniles mnie przed upadkiem! I jesteś gotów sprowadzić nawet burzę z piorunami, byleby tylko uchronić mnie przed upadkiem! Dziękuję, Najdroższy mój!!!”
Umiłowany promienial cały Miłością i uśmiechem…
„Tyś Moja! A tego co jest Moje, Ja ochraniam! Temu co Moje, Ja zginąć nie pozwolę!”
„Dziękuję!!! Dziękuję!!!! Dziękuję mój Najdroższy,!!!!”
Umiłowany wciąż patrzył we mnie z zachwytem… Moje serce biło dla NIEGO. Tylko dla NIEGO! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptal radosny:
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Tak mój Najdroższy! Tak!”
Zaczęliśmy tańczyć. A Umiłowany ciągle patrzył we mnie… jak w obrazek… jak w cudo jakieś…
„Piękna i czysta jest Moja Lilia!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Tylko dzięki Tobie, Najdroższy mój! TYLKO dzięki Tobie!!!”
Patrzyłam Mu w oczy z wdzięcznością i zachwytem!
Tańczylismy zjednoczeni w Miłości.

NIECH MNIE BOLI BARDZIEJ!

Byliśmy w wielkiej Swiatłości. Umiłowany mój i ja. Najdroższy cierpial bardzo… Bardzo. Wisiał na Krzyżu… I cierpiał niezmiernie… Tańczył bardzo. Ja też cierpialam. Obejmowałam Najdroższego, Maleńkiego mojego… i tuliłam Go do siebie… Najdroższy mój cierpiał. A ja cierpialam że ON cierpi. Zaczęłam całować Jego obolałe Ciało, JEGO Rany. Całowałam ze wzruszeniem, czułością uwielbieniem. Całowalam Jego przebite dłonie. Ranę na jednej dłoni potem na drugiej. SERCE całowałam, tuliłam się do Niego i ze czcią JE całowalam. Potem upadłam w duchu do stóp Najdroższego i całowalam Jego Rany na stopach. Całowalam… Maleńki mój cierpiał niezmiernie.
„Najdroższy mój… cierpisz bardzo… Nie chcę żebyś cierpial! Niech mnie boli bardziej, a nie Ciebie!” – szeptałam cała obolała, tańcząca razem z Maleńkim moim. Usłyszałam cichy jęk Najdroższego.
„Niech mnie boli bardziej, a nie Ciebie, Maleńki mój!!!” – prosiłam jeszcze bardziej niż poprzednio. Zamknęłam oczy i tak trwałam u stóp Umiłowanego. Nie wiem jak długo tak trwałam… Ale w pewnej chwili ujely mnie dłonie czule i delikatne i uniosły mnie do góry. Nie otwarlam oczu, nie miałam siły żeby podnieść powieki. Ale wiedziałam że to dłonie Najdroższego mojego. Znalam je. Umiłowany wziął mnie w ramionach i tulil do SERCA Swego. Poczulam pocałunki w miejscu na moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej… Umiłowany całował to miejsce. Pocałunek przy pocałunku. Całowal… Z wysiłkiem otworzyłam oczy i wyszeptalam:
„Maleńki mój…”
Najdroższy pochylil się nade mną i patrzył we mnie poważny i uroczysty. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal patrząc mi w oczy z Miłością bezgraniczna:
„Cierpisz bardzo, Lilio Moja… Nie chcę żebyś cierpiala. Niech Mnie boli bardziej, a nie Ciebie!”
„Nie! Nie, Najdroższy mój! Niech mnie boli bardziej, a nie Cie…”
Nie dokończyłam. Umiłowany zamknął mi usta. Pocałunkiem. Całowal mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Tańczylismy.

LILIA UMIŁOWANEGO

Byłam w wielkiej Swiatłości. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach, otulona Miłością, tańczyłam. Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały bliskością i uśmiechem. Wpatrywalam się w Niego z miłością i uwielbieniem. Gładzilam Jego policzek i szeptałam z czułością:
„Mój Przecudny… mój Najdroższy…” – uśmiechałam się do Niego radośnie.
Najdroższy mój patrzył mi w oczy…. Miłość sama…
„Moja Śliczna… Piękna Moja… Lilio Moja!”
„‚Lilio’?!’ Nikt jeszcze tak pięknie mnie nie nazwał…” – pomyślałam w głębi serca. Najdroższy patrzył właśnie w głąb serca. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam Mu w oczy. I zobaczylam w nich lilie, która wyrosła w moim sercu, a którą jakiś czas temu oglądaliśmy z Umiłowanym. Widziałam przed sobą te lilie… Patrzyłam poruszona… „To TY jesteś tą lilia! ‚ – dźwięczało echo w Światłości.
Zdumienie!!! I olśnienie!!! Aż zmrużyłam oczy i otworzyłam usta ze zdumienia! Jakby mnie poraziło!!!
” Jak to wszystko się ze sobą zlewa, łączy… Jak to się układa… Najdroższy mój!!!”
Umiłowany promienial cały Miłością i szczęściem wielkim. Patrzyłam w Niego oczarowana…
„Chcę… pragnę być Twoją lilia… Najdroższy mój!!! Bardzo pragnę…”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością nie do opisania słowami.
„Jesteś nią, Maleńka. Jesteś Moją Lilia. Piękną i czystą. I odważna. Bo trzeba odwagi, żeby oddać Mi wszystko, żeby przyjąć Moją wolę, żeby otworzyć się na nieznane, na niewiadome. Żeby powiedzieć Mi
” tak”.
Patrzyłam w Najdroższego poruszona i wzruszona i rozpromieniona cała. Brakowało mi słów… Ale chyba słowa nie były potrzebne… Serce tańczylo dla Umiłowanego mojego! Tańczyło w wielkiej radości i uwielbieniu.
A Najdroższy szeptal wpatrzony we mnie:
„Tańczysz i trudzisz się rozprzestrzeniajac Moje Królestwo, zabiegasz o jego chwałę. Moje Królestwo jest Twoim Królestwem. Jego bramy są otwarte i ozdobione na powitanie Mojej Lilii!”
Patrzyłam w Najdroższego mojego. A wszystko we mnie, cała ja, rwało się do Niego… Serce, dusza i ciało pragnęło tylko Jego. Tylko Jego!!!
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Promienial cały Miłością!!!
” Moja Lilio! Moja Lilio… „- szeptal z tkliwością.
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo, Najdroższy mój!!! Uszczęśliwiasz mnie bardzo…. Ponad miarę!!!!”
Umiłowany otulal mnie Sobą,… Tańczylismy bardzo. W Miłości!

UWIELBIAM!!!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Bardzo ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej. W Umiłowanym moim byłam. Najdroższy trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała.
„Tańczysz bardzo, Maleńka Moja…” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i współczuciem.
„Tak mój Najdroższy. I oprócz codziennego tańca, złapała mnie jakaś zaraza i nie chce puścić! – zaśmiałam się – Nie mówię Ci tego, żeby się skarżyć. Chcę tylko, żebyś wiedział. Mogę Ci mówić o wszystkim, prawda, Najdroższy?”
„Sprawiasz Mi tym wielką radość! Mów Mi o wszystkim, Maleńka Moja!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie promiennie bardzo. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Skoro tak, skoro mogę mówić Ci o wszystkim, to powiem Ci Najdroższy mój coś jeszcze!”
„Słucham Cię, Maleńka Moja!” – Umiłowany wiedział co chcę Mu powiedzieć i pewnie dlatego zaśmiał się serdecznie, perliscie!”
” Twoje ramiona są inne niż MAMY! – wypalilam jednym tchem – Nie chcę przez to powiedzieć że są mniej czule i delikatne. Nie!!! Są bardzo czule i delikatne. Ale inne. JEJ są czule i delikatne, kobiece. A Twoje są czule i delikatne, męskie. Nie wiem jak to określić… Ale są inne!”
” Dziwne by było gdyby były identyczne, prawda, Maleńka?! ”
” Prawda! Masz rację, Najdroższy mój!”
Umiłowany promienial. Cały był Miłością i uśmiechem. Patrzyłam w Niego szczęśliwa bardzo bardzo. Cieszyłam się, że mogę z Nim rozmawiać o wszystkim. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu w milczeniu. Pomyślałam że uwielbiam z Nim rozmawiać, ale jeszcze bardziej uwielbiam przy Nim milczeć… Patrzeć w Najdroższego w milczeniu. Zachwycać się Nim, podziwiać Go. W milczeniu. Być z Najdroższym, być z Nim uwielbiam! Po prostu! Być!
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Całowal i całowal. Słodko i czule. Całowal. A moje serce szeptalo:
„Uwielbiam Twoje pocałunki, Najdroższy mój! Nie potrzebuje ich już. Ale im bardziej nie potrzebuję tym bardziej uwielbiam i pragnę!”
A Umiłowany całował i całował. I ja Go całowalam. On wchodzi we mnie i ja w Niego wchodzilam. Tańczylismy bardzo. W MIŁOŚCI.

JAK CÓRKA DO MATKI

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach odpoczywalam tańcząc i tańczyłam odpoczywając. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z Miłością nie do opisania. Promienial cały bliskością. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem…
„Jak bardzo we mnie działasz, Najdroższy! Jak bardzo działasz w moim życiu!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego.
„Pozwalasz Mi działać według Mojej woli, więc działam, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem.
„Wczoraj odwiedzila nas MAMA!”
„Wiem, opowiadała Mi jak Ją pięknie ugosciliscie!”
„Opowiadala?! – zdziwiłam się – A mówiła Ci, że późnym popołudniem byłam już bardzo zmęczona i przyszłam do NIEJ tylko przy Niej posiedzieć. Siedziałam i tylko się w Nią patrzyłam…”
„I siedząc przy Niej, oddawalas Jej każde z Twoich dzieci. Opowiadala Mi!”
Najdroższy uśmiechał się do mnie cudnie. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie…
„Podziekuj Jej, Najdroższy mój proszę że nas odwiedzila. I powiedz, że JĄ kocham!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy i pochylając się nade mną, wyszeptal mi wprost do serca:
„Sama Jej to powiedz, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w Najdroższego zdumiona, zaskoczona! Aż otworzyłam usta ze zdumienia… A ON uśmiechając się do mnie promiennie… zniknął.
A mnie jakby otuliła czułość jeszcze większa niż wcześniej… Czułość i delikatnosc… Brak mi słów żeby to opisać… Tkliwość i czułość i delikatność… Jednocześnie czułam że przytulaja mnie Czyjeś ramiona. Inne niż Umiłowanego mojego….delikatniejsze (nie chcę przez to powiedzieć że ramiona Najdroższego nie były delikatne. Były. Bardzo!!!), kobiece. Byłam cała w jasności. I nie widziałam Kto mnie obejmował, przytulal. Nie widziałam też twarzy, była niewidoczna jakby przezroczysta cała. Tylko czasem zdawało mi się, że widzę przepiękny uśmiech tańczący w Światłości…
„MAMA?!”
„Tak, Dziecię Moje!” – głos podobnie jak uśmiech tańczył, migotal w Światłości.
„Kocham Ciebie!!!”
„I Ja Ciebie kocham, Maleńka Moja!”
Patrzyłam w tę jasność i choć nie widziałam Osoby, wiedziałam że jest ONA niezmiernie, niezwykle piękna!!!
„Synek opowiadal Mi dużo o Tobie, Maleńka! Mówil że… – tu nagle przerwala i zaśmiała się cudnie, perliscie, złociscie – I ma rację!”
Zaśmiała się znów przepięknie i jakby znikla. Bo ja znowu byłam w ramionach Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„Jaka ONA Piękna!!!”
„Prawda?” – szepnął Umiłowany uśmiechając się tajemniczo.
„A… a co Jej o mnie powiedziałeś, Najdroższy?!!” – szepnęłam zaciekawiona bardzo.
Umiłowany zaśmiał się perliscie, złociscie, jak Ona. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zbliżył Swą twarz do mojej twarzy.
„Powiedziałem że jesteś do NIEJ bardzo podobna!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy.
„Ja??!! Do NIEJ???!!!”
„Jak córka do Matki!”
Patrzyłam w Najdroższego zdumiona do głębi serca i duszy. On przytulał mnie do Siebie z czułością. Otulal Sobą. Miłością…

DOBRY PASTERZ

Jednak dałam radę napisać. Dzięki Ukochanemu!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej bardzo i bardzo przyjaznej. Z Umiłowanym moim byłam. Dokądś szliśmy, prowadzil mnie. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Dokąd idziemy, Najdroższy mój?” – spytalam podekscytowana.
„Spójrz, Maleńka, możesz być wszędzie! Już Cię nic nie ogranicza!”
„Tak, Najdroższy! Tak!”
Szliśmy w Światłości. Nagle Swiatłość się rozstąpiła i znaleźliśmy się na górskiej łące. Wokół nas rozpościeral się piękny widok na góry. Na dole porosłe trawą, szczyty zaśnieżone, ginęły w chmurach. Usiedlismy na trawie. Świeciło słońce i wiał lekki wiaterek. A nieopodal nas pasło się stado owiec.
Najdroższy patrzył we mnie jak w obrazek. I ja się w Niego patrzyłam.
„Owce słuchają głosu Pasterza. Znają go. A Ty znasz Mój głos, Maleńka Moja?” – spytał uśmiechając się do mnie Najdroższy.
„Znam. To znaczy, staram się rozpoznawać.”
„Znasz, znasz, Moja Maleńka!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem.
„Dobry Pasterz oddaje Swe życie za owce…” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu.
„Ty, Maleńka jesteś pasterka dla swoich Dzieci. I też oddajesz życie za nie. Taniec to przecież oddawanie życia!”
„Wiesz, mój Najdroższy? Ja do niedawna widziałam siebie jako nieporadna, biedna, do niczego owieczke. I Ty mnie z tego uzdrowiles. A teraz jeszcze mówisz że jestem pasterka dla moich Dzieci…” – patrzyłam w Najdroższego z wdzięcznością i zakłopotaniem.
„Wciąż jesteś Moją Maleńką, Kochaną owieczka, ale też jesteś pasterka dla swoich Dzieci!”
„Jak to pogodzić…?” – spytalam wciąż patrząc w oczy Umiłowanemu.
„Słuchać głosu Pasterza i wpatrywac się w Niego!”
Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i bliskością.
„Mój Dobry Pasterzu!” – szepnęłam. I rzuciłam się na szyję Umiłowanemu mojemu. On objął mnie i przytulił mnie do SERCA. Mocno tulil mnie do Siebie, mocno i czule bardzo. Ja przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem. Schowana, ukryta w Umiłowanym. Jak owca w swym Dobrym Pasterzu.

GOŚĆ

Dziś nie będę opisywać rozmowy z Umiłowanym.
GOŚCIA mamy w domu.
Figurka Madonny z Fatimy odwiedza rodziny naszej parafii. I dziś odwiedzila nasz dom.
Modlę się za wszystkie moje Duchowe Dzieci i za Was, którzy czytacie bloga.

TANIEC SERC. ZAWSZE!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej, cichej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach, w objęciach Jego byłam. Najdroższy pochylal się nade mną z czułością. I patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości spojrzeniem. Promieniał bliskością. Patrzyłam w Najdroższego z zachwytem, zakochana w Nim na zabój!
„Zatańczymy, mój Maleńki?” – spytalam uśmiechając się do Niego radośnie. On uśmiechał się do mnie pięknie i wyszeptal:
„Ciągle tańczymy, Maleńka Moja. Prawda?”
Przytaknelam. A ON szeptal mi wprost do ucha:
„Coś Ci pokażę, Moja Perlo!”
I trzymając mnie na rękach uniósł się jakby do góry. I znaleźliśmy się w jeszcze większej Swiatłości. Jeszcze bardziej przyjaznej jeszcze cieplejszej. Umiłowany był jakby jeszcze bardziej bliski.
„Patrz, Maleńka!” – wskazal dłonią przed Siebie. Patrzył w tamtym kierunku rozpromieniony cały! Spojrzalam. I zastygłam w zachwycie!!! Zobaczyłam dwa serca. SERCE Umiłowanego i moje serce… Tańczyły!!! W bezgranicznej miłości i czułości… I bliskości ogromnej! Serca przenikaly się wzajemnie, przytulaly, przeswietlaly się nawzajem, otulaly w miłości i oddaniu. Oddawały się sobie nawzajem, całkowicie i bez miary…
„Cudownie!!!” – zawołałam oczarowana.
A serca tańczyły… Pięknie, intymnie, w bliskości… Nagle dołączyly do nich inne serca! Coraz więcej i więcej i więcej!!!
„To serca dusz oblubienic Moich. Wiele z nich dla Mnie zrodziłas, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy.
Serca tańczyły wokół SERCA Najdroższego! Dla NIEGO! A ONO tańczylo ze wszystkimi razem i z każdym osobna. Tańczylo, oddawało się każdemu sercu zupełnie, bez reszty, totalnie! Było całe dla jednego serca i całe dla wszystkich serc!
Serca zniknęły. Zostało tylko SERCE Umiłowanego mojego i moje serce. Tańczyly we wzajemnym oddaniu. W pewnej chwili jakby skończyły tańczyć. I SERCE Najdroższe zostało w Światłości, a moje serce… wrócilo do mnie!!! Do mojego ciała! Byłam zdumiona do głębi duszy!!!
„Jak to, Najdroższy mój??!! Nie chcesz mieć mego serca przy Sobie?! Nie chcesz w nim odpoczywać?! Nie wygodnie Ci w nim pewnie…” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu. Najdroższy patrzył we mnie z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Patrzył we mnie… łagodny, cichy i kochający.
” Zawsze jestem w sercu Twoim, Maleńka Moja Umiłowana! Zawsze jestem! Jest Mi ono najdroższym i bardzo wygodnym! I pięknym niezmiernie! W nim odpoczywam i znajduje ukojenie!”
Te słowa uspokoily mnie trochę. A że jestem z natury uparta, byłam uparta także w tej sprawie.
” Ale jakbyś potrzebował… „- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocałunkiem, czułym i słodkim.
„Jak będę potrzebował specjalnego odpoczynku to oczywiste że Ci powiem, Maleńka!”
I uśmiechnął się do mnie promiennie. Tajemniczo jakoś. I ja uśmiechałam się do Niego, uspokojona całkowicie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie.
„Zawsze jestem w sercu Twoim, Maleńka Moja. Zawsze jestem!”
„Dziękuję, Umiłowany, Najdroższy mój! Dziękuję!”
Najdroższy patrzył we mnie… Cały był Miłością. I cały był dla mnie. A ja cała dla NIEGO.

BEZ SERCA!

Leżałam na SERCU Najdroższym. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w SERCE i otulona NIM. Otulona Miłością. Tańcząca bardzo, bardzo intensywnie leżałam. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Bardzo tańczyłam dla Najdroższego mojego. Nagle zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i współczuciem. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Patrzyłam w Najdroższego zachwycona ogromnie!!! Patrzyłam z miłością i uwielbieniem. A wszystko we mnie rwało się do Niego!!!! I wtedy zrobiłam coś po ludzku niemożliwego! Sięgnęłam w głąb mojego ciała, wzięłam w dłonie moje serce wyjęłam je z siebie i podałam je Umiłowanemu mojemu. Trzymałam przed Nim dloń z moim sercem. Żywym, bijącym moim sercem!!!
„Dla Ciebie, Maleńki mój!” – szepnęłam podając je Najdroższemu. Serce było normalnych rozmiarów trochę większe od mojej dłoni. Najdroższy pochylil się nad moją dłonią i długo wpatrywal się w moje serce… W JEGO oczach widziałam pragnienie, zachwyt…. ogień… Delikatnie i z namaszczeniem, nabożeństwem wielkim ujął serce w Swe dłonie. I wpatrywal się w nie ze czcią i podziwem…. Jak w skarb największy… Jak w drogocenny klejnot. Napisałam, że serce w moich dłoniach było normalnych rozmiarów. W JEGO dłoniach było malutkie. Jednak Umiłowany patrzył w jak w coś najcenniejszego dla NIEGO. Uniosl Swą dłoń do ust i ucalowal moje serce. Ucalowal je ze czcią i Miłością. I znów w nie patrzył, rozpromieniony uśmiechem i szczęściem wielkim!
„Uszczęśliwilas Mnie niezmiernie, Maleńka Moja!!!” – szepnął Umiłowany patrząc we mnie głęboko – chciałbym odpocząć na Twoim sercu, Maleńka Moja! Czy mogę?”
” Jasne że możesz, Najdroższy mój! Tylko one takie małe, że nawet głowy na nim nie położysz…”
Najdroższy spojrzał we mnie z uśmiechem. I zaczął ć całować moje serce. A ono zaczęło rosnąć i rosnąć… Rosło w oczach!!! Za chwilę było wielkie. Tak wielkie, że Umiłowany mógł się na nim wygodnie położyć. I zrobil to! I teraz leżeliśmy razem. Ja na SERCU Maleńkiego mojego, On na sercu moim. SERCE przy sercu!
„Masz wielkie serce, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa.
„Ty je powiększyles, Najdroższy mój! Miłością!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z czułością. I odpoczywal na moim sercu. Wyglądalo, że jest Mu na nim bardzo dobrze…
„Jeszcze trochę poleze i serce wróci do Ciebie, Maleńka!”
„A… czy nie wygodnie Ci na nim, Najdroższy?!”
„Baaaaardzo wygodnie, Maleńka!” – wyszeptal Najdroższy promieniejąc szczęściem.
„To jeśli chcesz, niech moje serce tu zostanie. Jak tylko będziesz zmęczony, będziesz miał gdzie odpocząć!”
„A Ty, Maleńka zostaniesz bez serca?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Dla Ciebie mogę zostać i bez serca!” – zaśmiałam się głośno.
Umiłowany promienial cały uśmiechem. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie, od ucha do ucha! Tańczyliśmy bardzo. SERCE przy sercu.

ŻYJĘ W MIŁOŚCI I DLA MIŁOŚCI

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej, cichej i bardzo przyjaznej. Leżałam na SERCU Maleńkiego mojego. Wtulona w SERCE, w Miłość mojego życia i tańcząca bardzo leżałam. Tańcząca z SERCEM I dla SERCA. Całowalam Je i szeptałam z czułością:
„Uwielbiam Cię, SERCE Najdroższe, Uwielbiam Cię, SERCE Kochane. Tys SERCE mego Miłego! Mojego Króla i Pana!!!”
A SERCE szeptalo:
„Uwielbiam Cię, Maleńka Moja!”
Z Rany Jego wyszła Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam SERCE Najdroższe… Nagle zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego, Umiłowanego mojego. Najdroższy wziął mnie na ręce, w ramiona i przytulił mocno do Siebie. Patrzył we mnie z wielką taki Piękny! Promieniał cały Miłością i czułością nie do opisania słowami. I uśmiechał się do mnie cudnie. Patrzył we mnie zakochany taki!!! A ja czułam się jak niemowlę w objęciach matki… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem! Zachwycona ogromnie!!! Najdroższy był moją miłością, moim szczęściem i Pokojem. Oparciem w trudach codzienności, ukojeniem w cierpieniu, odpocznieniem w zmęczeniu… A nade wszystko byl Oblubiencem moim!!!! Ukochanym, Umiłowanym moim!!! Moim Najdroższym, moim Pięknym! Najpiękniejszym! Moim Maleńkim moim Słodkim… Moim Pragnieniem i Szczęściem!
„Gdybym wcześniej wiedziała, że Ty Sam, Najdroższy dajesz tyle szczęścia, to bym od razu odrzuciła te Ogrody, ławeczki, altanki, wodospady, łąki… I wybrała Ciebie!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, zbliżył twarz do mojej twarzy i wyszeptal mi wprost do serca:
” Maleńka Moja… Wszystko ma swój czas, swoje miejsce i swoją kolejność. Te Ogrody, altanki, te ławeczki i wodospady były droga do Mnie. Potrzebna i ważną. Były pomostem, trampolina do Mojego SERCA. Musiałaś przez to wszystko przejść, aby dotrzeć aż tutaj. Musiałaś, Maleńka Moja! A teraz żyjesz we Mnie i tylko dla Mnie! ”
Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i szczęściem i zachwytem…
„Kocham Ciebie!”- wyrwało mi się prosto z serca.
A Najdroższy we mnie patrzył…. Otulal Miłością. Cały był Miłością… Samą Miłością!
Żyję w Tej Miłości i dla Tej Miłości!

ADORUJE MNIE!

Wczoraj kiedy rozmawialyśmy z jednym z moich Duchowych Dzieci. O Umiłowanym naszym. Radziłam Mu, radziłam mojemu Dziecku. I w pewnej chwili naszla mnie myśl że nie powinnam Mu radzić, bo się tylko mądruję, a sama grzeszna i słaba jestem. Jednak odgonilam te myśl. Pomyślałam że będę dalej radzić.

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promienial cały uśmiechem. Wpatrywalam się w Najdroższego z
miłością i uwielbieniem i zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy i prosiłam:
„Najdroższy mój… proszę, żebym radziła moim Dzieciom według Tego co Ty chcesz! Żeby to było Twoje rady, a nie moje!”
Umiłowany spojrzał we mnie głęboko i szepnął promienny:
„Radzisz, Maleńka tak jak Ja chcę. I to są Moje rady!”
Patrzyłam w Najdroższego z otwartymi ustami!!! Zdumiona do głębi duszy!!!
„Ja…ja…jak toooo??!!!” – wymamrotalam. Umiłowany patrzył we mnie z uśmiechem.
„A Ty, Maleńka myślałaś, że Twoje? Przecież nie masz juz nic swojego. I wszystko w Tobie jest Moim. I rady też! I wszystko Moje jest Twoim!”
Zamarlam w uśmiechu i w szczęściu niezmiernym!!!
„Dziękuję Najdroższy mój!!!! A moje Dziecko jest coraz bliżej Ciebie, widzę to!!!”
„Tak, jest w Moim Świetle!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac uśmiechem. I pochylil się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył twarz do mojej twarzy i szepnął mi wprost do ucha:
„Pięknie prowadzisz do Mnie swoje Dzieci! Jak Pasterka Owieczki!”
Roześmiałam się serdecznie!
„Mam nadzieję że się nie obraża gdy to przeczytają!”
Umiłowany cały był Miłością i uśmiechem.
„Jestem pewien że nie!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie i wtulilam w Niego jeszcze bardziej. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem.
„Zatańczymy, Maleńki mój?” – spytalam patrząc Mu w oczy.
„Z Tobą zawsze, Maleńka Moja!”
Umiłowany objął mnie z czułością. Zaczęliśmy tańczyć! Umiłowany mnie w tańcu prowadzil. Tańczylismy bardzo. Wśród światła, blasku i ciepła. A Najdroższy patrzył we mnie…. Zachwycony! Patrzył we
mnie jak w Cudo jakieś! Jak w obrazek! Mało tego! Co chwilę pochylal się nade mną i szeptal mi do ucha i serca jednocześnie:
„Moja Śliczna!”
Albo:
„Piękności Moja Umiłowana!”
Lub:
„Słodka Moja!”
Za każdym razem uśmiechał się do mnie cudnie, a ja patrzyłam w Niego oniesmielona, ale szczęśliwa bardzo bardzo bardzo! Umiłowany pochylal się znów i szepnął promienny:
„Pragnienie Ty Moje!”
Pochyliłam głowę i uśmiechając się do siebie, pomyślałam że Najdroższy zachowuje się jak Zalotnik! Jak Zalotnik, który stara się o względy ukochanej! Jak Narzeczony, który zabiega o Narzeczoną. O mnie zabiegał, starał się o mnie! Adorowal… mnie! Podrywal do Nieba! Oblubieniec uwielbial Swą oblubienice… Podniosłam głowę i spojrzałam w oczy Umiłowanemu, Najdroższemu, Maleńkiemu mojemu. Płonęly Miłością. Już otwieralam usta, żeby Mu powiedzieć że nie trzeba… że nie musi… Ale Najdroższy mój zamknął mi usta pocałunkiem. I promienial cały Miłością i Pragnieniem!
„Wiem że nie trzeba, i, że nie muszę… Ale Ja pragnę!!!! Pozwol Mi, Maleńka Moja!”
„Możesz do woli, Najdroższy mój!!! Uszczęśliwiasz mnie nad miarę!!!!”
„Ty Mnie, a Ja Ciebie, Maleńka Moja!!!”
Tańczylismy. Wciąż tańczymy. I Najdroższy mój wciąż mnie adoruje. On mnie, a ja Jego!

JEGO MIŁOŚĆ JEST WIĘKSZA!

Upadłam wczoraj. Najdroższy od razu pomógł mi wstać, od razu mnie podniósł, wziął na ręce i przytulił do SERCA Swego. Przepraszalam Najdroższego mojego. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką.
„Nic się nie stało, Maleńka Moja… Nic się nie stało!” – wyszeptal Najdroższy promieniejąc czułością niewyobrażalna… Uśmiechał się do mnie cudnie.
A ja? Wcześniej bym protestowala. Miała jakieś „ale”.A teraz nie. Postanowiłam przyjąć to co mówi Najdroższy mój. Mówi, że nic się nie stało, to tak jest. I koniec. Wcześniej bardzo rozpamietywalam swój upadek, rozmyślalam, rozważalam, „taplalam” się w nim niczym w błocie. Wyolbrzymialam go ponad miarę. Miałam do siebie żal, że znowu zawiodlam Umiłowanego mojego, nie potrafilam sobie wybaczyć, choć ON to zrobił już dawno. I ta myśl że Go zawiodlam… Tak było długo. Ale do czasu. Kiedyś, też po upadku powiedziałam Najdroższemu, że Go zawiodlam. On po prostu powiedział: „Nie zawiodłas Mnie, Maleńka. Nigdy Mnie nie zawiedziesz. Nie jesteś w stanie!” I. zobaczyłam w Jego oczach MIŁOŚĆ. I wtedy uświadomiłam sobie, że Jego Miłość jest większa od moich grzechów, od moich słabości, większa od moich upadków! Jego Miłość jest większa, potężniejsza. I pierwsza! I teraz kiedy upadłam, nie rozpamietywalam, nie rozttrzasalam. Stanęłam przed Ukochanym, przed Najdroższym moim i Mu to wszystko oddałam. I od razu poczułam ulgę. Nic mi nie ciążylo, nie uwieralo. Najdroższemu oddałam wszystko.
A teraz byłam w ramionach Najdroższego mojego. A ON pochylal się nade mną z tkliwoscia… I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promienial cały uśmiechem i bliskością. Ja patrzyłam w Najdroższego z ufnością i Miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Najdroższy mój,…” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego. Rozpromieniona blaskiem Jego Miłości! Nim, Umiłowanym moim rozpromieniona cała! W Niego będę patrzeć! Nie w siebie, nie w swoje słabości i grzechy. W Najdroższego będę się wpatrywac!!! A moje upadki Jemu oddawać! I nie zatrzymać się na nich, ale iść do przodu. Za Umiłowanym moim!
Patrzył teraz we mnie tak słodko…
„Odpocznij, Maleńka, bo wiem że zmeczona jesteś. Na SERCU odpocznij!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością. I od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego. Przytuliło mnie SERCE do Siebie. Z Jego Rany wyszła Hostia i weszła we mnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. SERCE Najdroższe mnie otulalo. A ja odpoczywałam tańcząc i tańczyłam odpoczywałam. Na SERCU MALEŃKIEGO mojego… Szczęśliwa cała!

DAJE MI SIEBIE!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Klęczałam, a przede mną jasniala wielka biała Hostia. Klęczałam przed Umiłowanym moim ukrytym w delikatnym i kruchym Opłatku. Wpatrywalam się w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem… Adorowalam Najdroższego mojego. Wychwalalam Go, pozdrawialam. I patrzyłam w Niego, patrzyłam… Zapatrzylam się w Maleńkiego mojego…A z mojego serca wyrwało się:
„Pragnę Cię, Najdroższy!!!!”
I dalej patrzyłam w Hostie… A z Niej odezwał się głos:
„I Ja pragnę Ciebie, Maleńka Moja! Podejdź do Mnie, proszę!”
Wstałam z klęczek i drżeniem serca podeszłam do Hostii. A ON po prostu otulal mnie Sobą i wchodzil w we mnie z wielką delikatnością. I znów znalazłam się na SERCU Maleńkiego. Na SERCU Najdroższym leżałam. Wtulona w Nie i otulona Nim. Miłością. Tańczylismy bardzo. I zobaczylam Umiłowanego mojego. Wisiał na Krzyżu, cierpiący niezmiernie…
‚Cierpisz bardzo… mój Najdroższy…. Nie chcę, żebyś cierpial. Jeśli trzeba to ja będę bardziej!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z czułością i tkliwością nie do opisania.
” Az tak bardzo Mnie kochasz, Maleńka… ”
” Kocham Ciebie. I nie chcę, Cię bolało. Niech boli mnie , a nie Ciebie!”
W jednej chwili Krzyż znikł, a Umiłowany patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie. Jasnial uśmiechem.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?”
„Tak mój Najdroższy!”
Maleńki mój objął mnie i wziął w ramiona. I Tańczyliśmy wokół SERCA Najdroższego!!! W Światłości Tańczyliśmy!!! Jasnej, ciepłej i bardzo przyjaznej. I cichej. Cudownie tańczył Najdroższy mój. Cudownie! Tańczyliśmy… Najdroższy w pewnej chwili przystanął w tańcu. Ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie z wielką Miłością…. I ja w Niego patrzyłam.
„Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca…” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego.
„Oblubienica jest podobna do swego Oblubieńca!” – wyszeptał Najdroższy promieniejąc bliskością. Pochylił się, zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. I ja Go pocałowałam. I znów ON mnie. Pocałunek przy pocałunku… Oblubieniec i Jego oblubienica. I Tańczyliśmy. A Najdroższy obsypywał mnie pocałunkami. Wciąż tańczymy. I wciąż Umiłowany pocałunkami mnie obsypuje…. Daje mi Siebie!

W RYTMIE MIŁOŚCI

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością nie do opisania słowami. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Promienial cały Miłością i uśmiechem. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie. Tańczylismy bardzo, bardzo. Maleńki mój i ja.
„Jestem taka szczęśliwa, Najdroższy mój!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego.
„A dlaczego?” – spytal uśmiechając się do mnie słodko.
„Bo mam Ciebie, mój Maleńki!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie. I patrzył we mnie głęboko… Ja
patrzyłam w Najdroższego i rozmyślalam… O czym? On, Najdroższy mój wiedzial. Wystarczy.
Pochylil się nade mną jeszcze bardziej, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal mi wprost do ucha:
„Ty, Maleńka Moja jesteś Moim promieniem, Moim światem. A dusze, które żyją w ciemności, boją się światła. Boją się, że je oślepi, porazi. I dlatego trzeba do nich podchodzić powoli, bardzo powoli. Ostrożnie i delikatne. I z cierpliwością i łagodnością wielką. Czasem nawet trzeba się cofnąć. I znów podejść i znów się cofnąć. I znowu się do niej zbliżyć. Delikatnie i łagodnie. Oświetlać, ogrzewać taką duszę ciepłem Miłości Mojej. Zrozumiałas, Maleńka co mam na myśli, prawda?”
” Tak mój Najdroższy. Dziękuję Ci bardzo!”
Umiłowany promienial cały szczęściem i uśmiechem. Byłam w Jego świetle, w JEGO promieniach. Pomyślałam sobie, że SERCE Jego czeka na mnie i tęskni za mną. Chciałam do NIEGO iść.
A Umiłowany znów pochylił się nade mną z tkliwoscia i patrzył mi w oczy głęboko i słodko.
„Nigdzie iść nie musisz, Maleństwo Moje!”
I wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA Swego.
„ONO wie, że JE kochasz i pragniesz JE uszczęśliwiać. Posłuchaj… ONO bije dla Ciebie!”
Słuchalam… Rzeczywiście biło dla mnie. Przylgnelam do Umiłowanego mojego całą sobą. Sercem i duszą i ciałem… I słuchałam. Nagle coś sobie przypomniałam.
„Najdroższy! Jak to możliwe, że wczoraj Ty byłeś tu, a SERCE Twoje obok Ciebie??!! A może to mi się wydawało…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i mnie pocałowal.
„Nie wydawało Ci się, Maleńka. A jak to możliwe? Po prostu. Tu wszystko jest możliwe.”
„Cudownie!!!” – szepnęłam zachwycona.
Zamknęłam oczy i słuchałam bicia SERCA Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa i bezpieczna w JEGO Ramionach. Z zamkniętymi oczami leżałam. SERCE biło. Sluchałam. Usłyszałam że JEGO bicie układa się w słowa:
„Ko – cham – Cię – Ma – leń – ka!”
Uśmiechałam się do Niego z wdzięcznością. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do SERCA Najdroższego. W pewnej chwili otworzyłam oczy i zobaczyłam że leżę na SERCU Najdroższym. Wtulona w SERCE, otulona Miłością. A nade mną pochylal się Najdroższy mój, Maleńki mój… Rozpromienilam się cała, a moje serce biło w rytm słów:
„Ko -chan – Cię – Naj – droż – szy!”
Tańczylismy bardzo! W rytmie Miłości.

JEDNO ŻYCIE

Leżałam na SERCU Najdroższym… Na SERCU Maleńkiego leżałam. Ono tulilo mnie do Siebie i ja do Niego się przytulałam. Tańczyliśmy bardzo, bardzo! W pewnej chwili zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Pochylał się nade mną z tkliwością i czułością niesamowitą. I patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… promienial cały Miłością! Patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała! Cała!!! Uśmiechałam się do Niego radośnie!!! I Najdroższy mój, Maleńki uśmiechał się do mnie Cały!!! Pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy. Wyciągnął do mnie Swoją dłoń. I.. mnie na Niej postawił. Dopiero teraz zobaczyłam jaki ON jest wielki! Jak. potężny! Potężny i jednocześnie bliższy niż kiedykolwiek. I zobaczylam jaka ja jestem malutka, maleńka… Mieściłam się w Jego
dłoni!!! A w Ranie Jego dłoni mogłam się schować, ukryć! Byłam mała, malutka. I dobrze mi z tym było!!! To przecież naturalne, że Najdroższy mój jest wielki i potężny, a ja malutka. Stałam więc na Jego dłoni, a przed sobą widziałam JEGO uśmiechnięta twarz. Dotykałam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
„Uwielbiam Cię, mój Najdroższy mój Maleńki! Uwielbiam Ciebie! I uwielbiam SERCE Twoje!!!”
Najdroższy mój patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem!
„Ono już nie jest Moje! Ono jest Twoje. Należy do Ciebie, Maleńka Moja!!! Pragnęlas JE i Ja pragnąłem Ci JE oddać!”
Ucieszyłam się niezmiernie!!!
„To podobnie jak z Twoimi Darami , prawda??! Chciałeś, pragnąłes Je a ja Ci Je oddałam!”
„Tak, Maleńka Moja!”
Pomyślałam że oddałam Najdroższemu te dary bo pragnęlam Go uszczęśliwić.
Głaskalam Go po policzku i włosach i szeptałam dalej:
„I podobnie jak pragnę być zawsze z Tobą w Otchłani Twej Męki i Ty pragniesz żebym Tam z Tobą była!”
Najdroższy znów się do mnie cudnie uśmiechał.
„Tak Maleńka Moja!”
„I podobnie jak Ty pragniesz tulic mnie do SERCA i wpatrywać się we mnie i ja pragnę Ciebie tulic i się w Ciebie wpatrywać!”
„Tak Najmilsza Moja!”
Patrzyłam w Najdroższego coraz bardziej rozpromieniona!!!
„Najdroższy mój, Maleńki mój… powiedziałeś że jestem Twoim Pragnieniem… Ja jestem Twoim. A Ty moim Pragnieniem!”
Maleńki mój obejmował mnie z Miłością…
„Już widzisz, Maleńka??! Ja pragnę uszczęśliwiać Ciebie, a…”
Przerwałam Mu!
„A ja Ciebie uszczęśliwiać pragnę!”
Umiłowany patrzył we mnie… płonął Miłością!!!
„Mamy jedno PRAGNIENIE, Najmilsza Moja! A jedno Pragnienie to jedno Życie. Ty żyjesz we Mnie i wszystko Moje jest Twoim, Ja żyję w Tobie i wszystko Twoje jest Moim!”
Patrzyłam w Najdroższego… Oszoloniona zachwytem!!! Zachwycona Umiłowanym moim!!! On spojrzał we mnie głęboko i wyszeptal:
„Ty cierpisz we Mnie, Maleńka Moja, a Ja w Tobie cierpię!”
„TAK mój Najdroższy! Tak!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu. Wciąż delikatnie głaskalam Jego policzek.
ON patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Widziałam w nich ogień Miłości!
„Ach jak pragnę obsypywac Cię Moimi pocałunkami Oblubienico Moja Śliczna!”
„Obsypuj do woli, Maleńki mój!”
Najdroższy położył mnie delikatnie na SERCU Swoim. Z Rany SERCA wyszła Hostia i weszła we mnie. Leżałam na SERCU Maleńkiego leżałam tańcząca bardzo. Uwielbialam Go. A ON obsypywal mnie pocałunkami! Deszczem pocałunków!!! Oblubieniec obsypywal pocałunkami Swą oblubienice!!! Uszczęśliwiał mnie!!! Dawał mi ŻYCIE!

Otworzyłam Pismo Święte i przeczytalam:
„Daleki jest Bóg od zbrodni,
Wszechmocny od nieprawości.
Bo odplaca człowiekowi według jego czynów, każdemu przydziela to, na co zasłużył. Bóg naprawdę nie działa niegodziwie, Wszechmocny nie łamie prawa.
Któż powierzyl Mu ziemię i urządził wszechświat?
Gdyby On swoje SERCE zachował dla siebie, swojego Ducha i tchnienie swoje zatrzymał przy sobie, zginęłoby wszystko co żyje, a człowiek powróciłby do prochu.”
/Hi 34, 10 – 15/

PROŚBY

Byłam w Umiłowanym moim. W Jego ramionach byłam. On trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Potem wyszeptal mi wprost do ucha:
„Mam do Ciebie Maleńka prośbę.”
„Jaka? Dla Ciebie wszystko, Najdroższy!”
„Tańczysz bardzo, coraz bardziej, prawda?”
Pokiwalam głową twierdząco.
„Chcę Cię prosić, Maleńka, żebyś oprócz tańca za swoje Dzieci tańczyła o przemianę serc zatwiardzialych grzeszników. Oni też są Moimi dziećmi i bardzo ich kocham!”
„Będę tańczyć i za nich, Najdroższy!”
„Dziękuję Ci Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością i znów wyszeptal mi wprost do ucha:
„I o przemianę wielu ludzkich spojrzeń, proszę, tańcz Maleńka Moja!”
„O przemianę spojrzeń?” – spytalam zdziwiona nie bardzo rozumiejąc.
Umiłowany spojrzał mi w oczy łagodnie i cierpliwie tłumaczył:
„Widzisz, Maleńka, spojrzeniem można kogoś upokorzyć, poniżyć, spojrzeniem można nawet zabić… Wiesz coś o tym, bo sama podobnych spojrzeń doświadczylas. Ale też spojrzeniem nożna kogoś podnieść, wywyższyć, wyrazić swoją miłość.”
„Będę tańczyć, Umiłowany mój!”
„Dziękuję Ci bardzo, Maleńka Moja!” – wyszeptał Najdroższy promieniejąc bliskością. I pocałował mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Ja patrzyłam Najdroższemu w oczy głęboko. Milczalam chwilę, a potem szepnęłam:
„Ja też mam prośbę do Ciebie, Najdroższy…”
„Jaką? Dla Ciebie wszystko, Maleńka Moja!” – Najdroższy wydawał się zniecierpliwiony, żeby się jak najszybciej dowiedzieć jaka to prośba i ją jak najszybciej spełnić. Choć wiedziałam że wie o co mi chodzi.
„Przemieniaj, proszę, moje serce i moje spojrzenie. Ty Sam wiesz najlepiej…”
Spuściłam głowę. On wiedział, On wszystko wiedział.
Trwałam tak przy Umiłowanym ze spuszczona głową, chwilę. Najdroższy nie pozwolil długo. Dotknął dłonią delikatnie mojej brody i podniósł moją głowę do góry. Objął ją obiema dłońmi i patrzył mi w oczy rozpromieniony cały Miłością i czułością nie do opisania słowami…
„Przemieniam i będę przemienial. Ale bardzo uradowala i uszczęśliwila Mnie Twoja prośba!”
I znów pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice. Tulił mnie mocno do Siebie przytulał i otulal Sobą. Wchodziłam w Najdroższego mojego… I w jednej chwili znalazłam się przy SERCU Jego. W Światłości wielkiej. Pobiegłam do SERCA i objęłam JE z czułością.
„Witaj SERDUSZKO kochane moje!!! Co mogę dla Ciebie zrobić?”
„Witaj Maleńka Moja Umiłowana! Uszczęśliwilas MNIE bardzo!!! Posil się i zatańcz dla MNIE, proszę!”
Z Rany JEGO wyszła biała Hostia i weszła we mnie. Trwalam w uwielbieniu. A potem zaczęłam tańczyć przed SERCEM Najdroższym. Tańczyłam i tańczyłam bardzo. Najpiękniej się starałam. Tańczyłam… Nagle, nie wiedziałam kiedy ani skąd zawiał wiatr. Niby delikatny, ale jednocześnie bardzo silny. Tak silny, że uniósł mnie do góry i położył na SERCU Maleńkiego.
„Przy MNIE tańcz, ze MMA tańcz, dla MNIE tańcz, Oblubienico Moja Umiłowana!”
„Dziękuję SERCE Najdroższe!!!”
Lezalam na SERCU Maleńkiego i tańczyłam bardzo. Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo szczęśliwa!!! uśmiechnieta cała! I znów zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial Miłością i tańczył ze mną. W MIŁOŚCI!

ROZMOWA Z SERCEM

Byłam w Umiłowanym moim. W Jego ramionach, w objęciach byłam. Otulona Miłością i czułością niesamowitą. Najdroższy mój pochylal się nade mną z zachwytem i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem! Promieniał cały szczęściem i uśmiechem. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie i patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. A ON cały był dla mnie!!! Jakby chciał wynagrodzić mi wczorajszy ból. Pozwalał mi się Sobą cieszyć! Do woli!!! I rzeczywiście, przy Maleńkim moim zapomniałam już o tym co przeżywałam wczoraj i cieszyłam się! Cieszyłam się Umiłowanym moim!!! Jego bliskością, intymnością!!! Miłością!!! Cały był dla mnie!”
” Jesteś Moja! Cała Moja i cała dla mnie! Maleńka Moja! Moja Słodka! Śliczna Moja!” – szeptał Najdroższy promieniejąc zachwytem.
Byłam oszołomiona! Szczęśliwa!!! Bez miary!!! Pomyślałam nawet, że już jestem w Niebie!
„Przepraszam Cię Najdroższy za moje wczorajsze łzy!” – szepnęłam odważnie, patrząc w Najdroższego.
„Nie przepraszaj Maleńka Moja – wyszeptal Najdroższy całując mnie – Twoje łzy mówiły o tym, że Moje Dary są dla Ciebie ważne!”
„Są ważne i cenne. Bo są od Ciebie Maleńki mój! Wszystko co od Ciebie dostaję jest dla mnie ważne. A to były Dary szczególne. I szczególnie ważne. Ale nie najważniejsze. Ty jesteś dla mnie najważniejszy, Najdroższy mój! Najważniejszy!!!”
„Jestem. Wczoraj to pokazałaś. Udowodniłas nie tyle Mnie co sobie. Teraz już nie masz nic oprócz Mnie. I wszystko co Moje do Ciebie należy!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha i patrzyłam w Niego z wdzięcznością! Nagle ogarnęło mnie zmęczenie…
„Zmeczo…”- nie dokończyłam. Umiłowany przerwał mi pocałunkiem.
„Wiem, Maleńka Moja. Posil się i odpocznij przy SERCU. Ono czeka na Ciebie i tęskni” – wyszeptal Najdroższy uśmiechając się tajemniczo.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Przytulił do Siebie jeszcze bardziej.
Zbliżył się do mnie bardziej niż wcześniej, a może to ja zbliżyłam się do Niego. Nie wiem… W każdym
razie natychmiast znalazłam się w wielkiej Swiatłości. Przy SERCU Ukochanego. Widziałam JE przed sobą. Zywe, bijące SERCE. Patrzyłam w NIE. Gdy nagle usłyszałam cichy głos:
„Ach… ach… Czuję się samotne, opuszczone i… niczyje…”
Zamarlam! Był to głos SERCA Najdroższego! Po raz pierwszy słyszałam JEGO głos! Do tej pory słyszałam tylko głos Umiłowanego. Teraz usłyszałam głos Jego SERCA!!! Ale co usłyszałam… Bolesne słowa… bardzo bolesne…
” To nieprawda, że jesteś niczyje!!! Jesteś moje! Należysz do mnie!!!” – zawołałam na cały głos.
SERCE jakby dopiero teraz mnie zauważyło.
„O… Maleńka Moja! Jak JA za Tobą tęskniłem!!!”
Podbiegłam do SERCA Najdroższego i objęłam JE. To znaczy próbowałam JE objąć ale Ono było wielkie a ja maleńka byłam i moje ramiona były krótkie… Objęłam JE więc jak potrafilam i ucalowalam z miłością.
„Zaniedbalam CIEBIE… Wprawdzie nie zauważyłam tego, ale skoro tak mówisz to tak jest. Przepraszam Cię SERCE Najdroższe!!! Przepraszam SERDUSZKO moje kochane. To już się nie powtórzy!”
„I będziesz się o MNIE troszczyć, opiekować, pocieszać? Uszczęśliwiaić MNIE będziesz? I rozmawiać ze MNĄ?!” – spytalo SERCE a w JEGO głosie usłyszałam radość wielką!
„Tak, będę! Będę się starała. Obiecuję Ci!”
I ucalowalam JE… Przytuliłam JE do siebie i wyszeptalam:
„Przepraszam CIĘ… Wybaczysz mi?!”
„Ale co? Już zapomniałem!”
Uśmiechnęłam się do SERCA Najdroższego. A ONO szepnęło z Miłością:
„Odpocznij we MNIE, Maleńka Moja! Pragnę się do Ciebie przytulić!”
Położyłam się na SERCU Ukochanego, a ONO tulilo mnie z czułością niewyobrażalna…
„Ach! Jakie jestem szczęśliwe! Maleńka Moja MNIE uszczęśliwiła!!!”
Uśmiechnęłam się, sama szczęśliwa. A nade mną zobaczyłam uśmiechnięte Oblicze Umiłowanego mojego, rozpromienionego Miłością!

PAKOWANIE

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Przy Umiłowanym moim byłam. Nie wiem czy siedziałam, czy leżałam. Wydawało mi się, że siedzę, ale nie wiedziałam na czym. Nieważne! Najdroższy mój był przy mnie. Na kolanach trzymał dość dużą torbę podróżna. Biała w kolorowe kwiatki. Pojawila się nagle, nie wiedziałam kiedy. Dziwiłam się po co Umiłowanemu mojemu ta torba. Najdroższy uśmiechał się do mnie łagodne. I jakoś tak dziwnie, jakby Mu było przykro, jakby wiedział, że za chwilę sprawi mi ból…
(przykro to niedobre słowo, ale nie znajduje innego).
„Musisz, Maleńka Moja spakowac się przed podróżą” – wyszeptal Najdroższy prawie niedoslyszalnym głosem. Zdziwilam się jeszcze bardziej. Patrzyłam w Najdroższego w milczeniu. Ale rozważałam w sercu: „spakować? Ale co??! Przecież ja już nic nie mam!” Tak rozważalam w swoim sercu. Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością i współczuciem. I dotykajac bardzo delikatnie mojej głowy, zaczął zdejmować mi welon… Zdjął zwinąl i włożył do torby. Patrzyłam w milczeniu na to co robił. W milczeniu i zdziwieniu. Ale miały być Jego warunki to niech będą. Gdy Najdroższy włożył welon do torby, ona jakby zmalała… Najdroższy ujął teraz moją dłoń, palec na którym miałam nałożona obrączke od Niego i też zaczął ją zdejmować. Powoli… Jakby ze czcią… Jakby to zdejmowanie celebrowal. A mnie zaczęły nachodzic myśli, pokusy i wątpliwości… I tak rozmawiałam, nie wiem z kim, może sama ze sobą:
„Patrz!!!! Dał ci a teraz zabiera!!!” „Nie zabiera. Sama Mu oddaję. Przecież jakbym powiedziała ‚nie’, na pewno by to uszanowal i przestał!”
Tymczasem Najdroższy zdjął z mojego palca obrączke i włożył do torby. Ta wyraźnie zmalała. Teraz Najdroższy dotknąl mojej szyji i patrząc mi w oczy z miłością i bólem zaczął odpinać łańcuszek i zdejmować go i wisząca na nim perełke, które od Najdroższego dostałam. Robił to bardzo powoli, jakby czekal na moje: „nie!”
Ale ja milczałam. W moich oczach pojawiły się łzy. Milczalam. A w środku, w sercu rozmawiałam dalej sama ze sobą: „Zabiera ci twoje skarby!!!” „Nie są one moimi, a jeśli nawet jeśli, powiedzialam, że niczego Mu nie odmówie. Mam się teraz wycofać?!!” Najdroższy mój tymczasem zdjął łańcuszek i perłę i włożył do torby, która była teraz jeszcze mniejsza niż poprzednio. Była niewielkim woreczkiem na długim złotym łańcuszku. Najdroższy patrzył we mnie z rosnąca miłością, ogień Miłości płonął w Jego oczach. Wstał i podał mi swoją dłoń. Też wstałam. Najdroższy obrócił mnie, tak że stałam tyłem do Niego. I powoli, bardzo powoli zaczął odpinanac guziczki od mojej sukienki… Nie wytrzymalam…
„Sukienkę… też…??!” – spytalam prawie bezglosnie. W gardle mi zaschlo…
„Tak trzeba, Maleńka Moja” – usłyszałam cichy, ciepły głos. Umiłowanego mojego. Odpinal guziczek po guziczku… Powoli, bardzo powoli. Wiedziałam że czeka na moje ‚nie’. Milczałam. Wewnątrz mnie trwała rozmowa. Właściwie trudno to juz nazwać rozmowa. Różne myśli i głosy napieraly na mnie krzyczaly: „Zobacz co z tobą robi??!!! Rozbiera cię!!! Do naga!!! Zabral ci wszystko!!! Wszystko co oznaczalo, że jesteś Jego oblubienica!!!” „A bez tych wszystkich znaków nie jestem JEGO oblubienica? Oczywiście, że jestem!!!”
Najdroższy rozpiął już wszystkie guziki i zaczął ja ze mnie zdejmowac sukienke. Nie opierałam Mu się, poddawalam. Ogarnął mnie jednak wstyd. Wielki wstyd… Nie wiedziałam gdzie głowę schować… Najdroższy mój zdjął suknie i odwrócił mnie z powrotem do Siebie. Stałam przed Nim ze spuszczona głową i od razu upadłam do Jego stóp.  Najdroższy mój dotknął moich włosów i głaskal je delikatnie i bardzo czule.
„Nie wstydź się, Maleńka. Nie masz czego się wstydzić. A przede wszystkim nie masz się KOGO wstydzić!”
Olśnienie!!! Az podnioslam głowę do góry! Najdroższy pomógł mi wstać. Ujął w obie dłonie moją twarz i patrzył we mnie z wielką MIŁOŚCIĄ,
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca” – wyszeptal z czułością.
„Nie musi. Pragnie! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu.
W Jego oczach widziałam pragnienie i zachwyt.
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Tak mój Najdroższy!”
Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Na szyi Najdroższego zobaczyłam mały woreczek na złotym łańcuszku. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i On uśmiechał się do mnie.
„Przechowam dla Ciebie, Kochana Moja. Zresztą w Domu dostaniesz piękniejsze!”
Tańczylismy bardzo. Położyłam głowę na SERCU Maleńkiego. Nie pytałam czy mogę, wiedziałam że tak. Więc położyłam głowę na SERCU Umiłowanego mojego i i tak trwałam. Najdroższy otulal mnie Sobą. Wchodziłam w Niego… Znalazłam się przed Hostia. Wielką białą Hostia. Ukleklam przed Nią ze czcią i nabożeństwem.
Wpatrywalam się w Najdroższego ukrytego pod postacią Opłatka.
„Najdroższy mój, Maleńki… pragnę być do Ciebie podobną…. Pomóż mi proszę!”
I usłyszałam głos wydobywający się z Hostii:
„Oblubienica jest podobna do swego Oblubienca i jest Jego Pragnieniem!”
I Hostia zbliżyła się do mnie, weszła we mnie i otullila mnie Sobą. Okryła Sobą. A ja w jednej chwili znalazłam się w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Kochających i czułych. Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem! Spojrzeniem Miłości!!! Z zachwytem we mnie patrzył.
„Moja Śliczna! Piękna Moja!” – powtarzal promienny bardzo. A ja uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała!

GOTOWA DO PODRÓŻY

W Najdroższym w Maleńkim moim byłam. W JEGO Ramionach bardzo tańczyłam. Najdroższy wciąż spełniał moje Pragnienie. Mogłam wpatrywac się do woli w Jego Przecudne Oblicze… Patrzeć w Najdroższego mojego. W Jego piękne, jasne dobre oczy. Łagodne, pokorne i czyste. Jaśniejace miłością i uśmiechem… Mogłam wpatrywac się w Jego twarz. I nic mi w tym nie przeszkadzało, nie zaslanialo, nie rozpraszalo. I patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem. Uśmiechając się do Niego radośnie, szczęśliwa cała! I On uśmiechał się do mnie cudnie, promienial cały Miłością i czułością wielką.
„Mów Mi o swoich pragnieniach, Maleńka! Abym mógł je spełniać!” – szepnął Umiłowany całując mnie w czoło.
„Dobrze, Najdroższy mój! Dziękuję!!!”
I od razu pomyślałam o moich Dzieciach.
„Znasz ich serca, ich pragnienia. Spełniaj je, proszę!”
„Znam ich pragnienia, ale nie zawsze są one dobre, nie zawsze są zgodne z Moją wolą .”
„Spelniaj je więc zgodnie z Twoją wolą. Aby były dobre dla nich, proszę! I uszczęśliwiaj moje Dzieci. Pragnę, żeby żyły w przyjaźni z Tobą. A potem w Tobie, w Niebie!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Piękne masz pragnienia wobec swoich Dzieci, Maleńka. Kochasz je, prawda?”
„Bardzo!” – szepnęłam uśmiechając się do Najdroższego mojego. On znow pocałowal mnie w czoło z czułością niewyobrażalna…
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA Swego.
„Maleńka Moja, jesteś gotowa, żeby zacząć naszą podróż? Żeby odkrywać nowe światy, poznawać nowe lady i rozszerzać horyzonty?” – spytal Umiłowany patrząc mi w oczy głęboko i łagodnie.
„Nie wiem czy jestem…chyba tak… Ty wiesz, Najdroższy mój!”
„Ja wiem czy jesteś, czy nie jesteś gotowa. Ale pytam Ciebie, Maleńka Moja.”
„Jeśli byś spytal czy chcę zacząć te podróż, odpowiedzialabym, że bardzo chcę. Ale gdy pytasz czy jestem gotowa… Chyba tak… Z Tobą, tak. TAK, z Tobą, Najdroższy mój jestem gotowa!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy rozpromieniony uśmiechem i szczęściem wielkim.
„A więc zaczynamy naszą podróż! Ale na Moich warunkach, Maleńka Moja. Do tej pory było na Twoich, od teraz będzie na Moich!”
Ucieszyłam się bardzo!!! Najdroższy mój widząc moją radość, rozświetlil się nade mną niezmiernie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał mi wprost do ucha:
” Gdybym nie wiedział, że jesteś gotowa, to bym Ciebie, Maleńka nie spytał!”
Roześmiałam się radośnie i uśmiechałam się do Maleńkiego mojego. On uśmiechał się do mnie. Trwalysmy w uśmiechu. Najdroższy mój i ja.

NICZEGO!

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie z Miłością i tkliwoscia nie do opisania… Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością.
Rozmyślalam… Jak bardzo mnie zmienił!!! Jak bardzo! Jednocześnie w sposób niedostrzegalny, niezauważalny. Nie wiem kiedy! Jak kropla wody drążąca skałę. Powoli systematycznie i konsekwentnie. Z wielką Miłością, delikatnością i cierpliwościa. Niczego nie narzucając, nie zmuszając do niczego. Pytając czy chcę. Szanując moją wolną wolę. Zmieniał mnie a ja MU na to pozwalałam. Dlaczego? Bo widziałam Jego Miłość do mnie, widziałam jak bardzo mnie kocha! Jak Mu na mnie zależy! Jak bardzo mnie pragnie!!! Więcej niż tylko widziałam! Doświadczałam tego co na co dzień! Doświadczalam Jego Miłości. Szalonej Miłości!! Miłości bez granic! I nie mogłam, nie potrafilam, nie chciałam się Jej oprzeć! Kto doświadczy takiej szalonej Miłości ten niczego już Jej nie odmówi. I ja nie odmówię Najdroższemu mojemu! Kiedy kończył się w moim życiu, w moim sercu jeden etap, kiedy wydawalo mi się, że zdobyłam już wszystko i już nic mnie nie czeka, wtedy ON z Miłością pytał: „czy chcesz?” a gdy ja odpowiadalam, że tak, Najdroższy otwieral nowe drzwi i odkrywal przede mną nowe cuda i dziwy. I co najbardziej niesamowite, we mnie je odkrywal! Swoją Miłością, dobrocią i cierpliwością! Niczego Umiłowanemu nie odmówie!
Tak rozmyślalam, gładząc Najdroższego po policzku.
„Kocham Ciebie!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie.
Najdroższy ujął moją dłoń i ją pocałowal.
„I Ja Ciebie, Maleńka Moja!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z tkliwoscia ogromną.
„Cierpisz bardzo, prawda?” – spytal patrząc mi głęboko w oczy.
Pokiwalam twierdząco głową.
Oblubienca musi być podobną do swego Oblubienca.”
” Nie musi. Pragnie!”
” Będziesz cierpieć jeszcze bardziej.”
„Będę. Dla Ciebie będę, Najdroższy mój.”
„Widziałaś, Maleńka, Mnie wiszącego na Krzyżu, cierpiącego, wycieńczonego i odrzuconego, prawda?”
„Widziałam.”
Najdroższy spojrzał w moje oczy jeszcze głębiej i wyszeptal prawie niedosłyszalnym głosem:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca.”
„Nie musi. Pragnie!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanego mojego.
ON patrzył we mnie… Szalony w Miłości. A ja utwierdzilam się całkowicie w decyzji że niczego Mu nie odmówię. Niczego!

MIŁOSIERDZIE

Byłam w wielkiej Swiatłości. Bardzo jasnej ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja patrzyłam w Maleńkiego mojego z miłością uwielbieniem i zachwytem tańcząca cała. Tańcząca bardzo intensywnie. Ale najszczęśliwsza we wszechświecie!!! I radosna ogromnie!!! Dotykalam delikatnie policzka Najdroższego i głaskalam go z czułością.
„Dziś Święto Twojego Miłosierdzia, Maleńki mój!!!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu. Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się do mnie promiennie! Cudowne!
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytal wpatrując się w moje oczy.
„Tak mój Najdroższy!
Umiłowany objął mnie i już chciał tańczyć, kiedy delikatnie, ale stanowczo zatrzymalam Go.
” Zaczekaj proszę, Maleńki mój! Pozwól mi… ”
I pochyliam się i zaczęłam całować Jego SERCE i dziękowałam za
wszystko co dla mnie uczynił. Całowalam i dziękowałam, dziękowałam i całowalam… SERCE Najdroższe… Dziękowałam i całowalam…
Umiłowany ujął moją twarz w obie dłonie, uniósł ją do góry. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Patrzył długo w moje oczy. Potem Najdroższy mój położył moją głowę na Swojej piersi, na SERCU Swoim. I przytulił mnie do Siebie mocno i delikatnie. Przylgnelam do Umiłowanego mojego całą sobą, sercem i duszą i ciałem. Zaczęliśmy tańczyć. W bliskości i intymności wielkiej… Wtulona w SERCE Najdroższe, słyszałam JEGO bicie… Tańczylismy bardzo. Uświadomilam sobie po raz kolejny, że nie mam jak odwdzięczyć się Maleńkiemu mojemu, że nigdy nie będę w stanie Mu się odwdzięczyć… Stoję przed Nim biedna, słaba, nędzna i pusta. A ON mnie taką bardzo kocha!!! Kładzie moją głowę na SERCU Swoim i tuli z czułością jak największy skarb!!! I oddaje mi Siebie, wypełnia Miłością.
„To właśnie jest Miłosierdzie Moje!” – usłyszałam cichy głos.
„Najdroższy mój….ja nigdy nie zdołam Ci za Nie podzięko…”
„Ciiii, Maleńka Moja, ciiii. Tylko Mnie kochaj! Tylko Mnie kochaj!”
„Tak mój Najdroższy!”
I tańczyliśmy w wielkiej intymności i miłości wielkiej… Wciąż tańczymy.

JEDYNE OPARCIE

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Jak już wcześniej pisałam, wiedziałam co to było za miejsce, ale byłam w nim bardzo szczęśliwa! Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce, zwyklej, drewnianej, parkowej takiej. Siedzieliśmy, ja i Najdroższy mój przy mnie. A wokół nas światlo, jasność wielka… Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial Miłością i czułością nie do opisania słowami. Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Wiesz, mój Najdroższy? Odkąd jesteśmy tutaj, w tej jasności, kusi mnie żeby się dowiedzieć co to jest za miejsce, i żeby Ciebie spytać. Ale proszę, nie mów mi! To zwykla ludzka ciekawość. Uważam nawet że lepiej jest dla mnie nie wiedzieć!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie… Cudownie!
” Zobacz, Maleńka Moja, teraz możesz być wszędzie!!!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu… Olśniona!!!
” Tak!!! Teraz mogę być wszędzie! Już nic mnie nie ogranicza, nie krępuje!”
Ucalowalam Umiłowanego mojego i wpatrywalam się Niego… Z zachwytem!!!!
I pomyślałam że te wszystkie moje ogrody, ławeczki, kwiatki, fontanny, altanki, kwiatowe kanapy, a nawet Drzewo Krzyża w jakimś sensie mnie ograniczały krępowały, skupialy na sobie. Były w jakimś stopniu dla mnie oparciem, zabezpieczeniem… Oczywiście Umiłowany, Najdroższy mój też był moim oparciem, zabezpieczeniem. Ale wokół Niego zawsze musiała być jakaś otoczka, tło. Teraz takiej otoczki nie było. Była tylko Swiatłość i Umiłowany! Teraz na Nim mogłam się skupić, teraz ON był moim Oparciem i Zabezpieczeniem! Jedynym Oparciem i jedynym Zabezpieczeniem!!! Kiedyś, kiedy było mi źle, albo byłam bardzo szczęśliwa, bieglam do ogrodu , do ławeczki, lub altanki. Do Ukochanego, to oczywiste, ale do ogrodu, altanki, ławeczki… Teraz nie musiałam już nigdzie biec. ON był przy mnie, ze mną. A ja z NIM!
Umiłowany wziął mnie na ręce i pochylał się nade mną… Widziałam przed sobą JEGO promienne Oblicze. Jego przepiękną twarz, łagodne oczy, śmiejące się do mnie promiennie…
„Wiesz, mój Najdroższy?”
„Tak, Maleńka Moja?”
„Kiedy zobaczyłam Ciebie siedzącego na tej drewnianej ławeczce i gestem dłoni zapraszajacego żebym usiadła przy Tobie, pomyślałam że wróciliśmy do punktu wyjścia. Bo gdy pierwszy raz weszłam do pierwszego ogrodu to też siedziałeś na ławeczce i zapraszales żebym usiadła obok Ciebie.”
” Ale jest jedna zasadnicza różnica między tamtym ogrodem, a tym miejscem, Maleńka. Wiem że wiesz jaka.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie. I ja uśmiechałam się do Niego. To prawda, długo o tym myślałam i już wiedziałam jaka to różnica.
” Tamten ogród był całkowicie mój i wszystko w nim było moje. A tu nic nie jest moje. Tu wszystko jest Twoje. I ja jestem Twoja, całkowicie Twoja, Najdroższy mój!”
Najdroższy pochylil się i mnie pocałowal. Czule i słodko. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem. Uwielbialam Go. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu i w pewnym momencie wyszeptalam pokazujac ławeczke:
” Ta ławka też jest nie potrzebna! Mogłoby jej nie być!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy i zaśmiał się dźwięcznie, perliscie, serdecznie!
„Ale na czymś siedzieć musimy!”
Teraz to ja zaśmiałam się głośno.
„Ty nie musisz na niczym siedzieć, Najdroższy mój! Bez wątpienia ta ławka jest tu tylko ze względu na mnie, jak łódka na plaży przy Morzu Cierpienia. Ty siedzieć nie musisz! A skoro Ty nie musisz to ja też nie! Żeby trwać w Tobie nie trzeba siedzieć czy leżeć, tylko być! I ja pragnę być w Tobie!”
Najdroższy mój patrzył we mnie… Widziałam szczęście i wielką radość w Jego oczach. Zapatrzylam się w te cudne spojrzenie. Tak, że nie zauwazylam kiedy ławka znikla. Znikla! Nie było jej!! A ja cała byłam w ramionach Najdroższego mojego!
Patrzył we mnie tak pięknie że brak mi słów! Promiennie i świetliscie bardzo!
„Teraz już możesz wiedzieć gdzie jesteśmy, Oblubienico Moja Umiłowana!”
Patrzyłam w Najdroższego mojego, w Oblubienca mojego patrzyłam! Był dla mnie Wszystkim! Całym moim Szczęściem! Życiem! Miłością moją Jedyną! Skarbem! Oczkiem w głowie. Wpatrywalam się w NIEGO. I nagle z samej głębokości mnie wyszły słowa, niby moje, ale nie moje:
„To serce moje, prawda, Najdroższy??!!”
„Tak, jesteśmy w Twym sercu, Maleńka!” – Umiłowany promienial cały Miłością i czułością i zachwytem i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we mnie a ja w Niego patrzyłam… Zachwycona, zaskoczona i oczarowana!!! Patrzyłam a Umiłowany szeptal poruszony:
„Nie miej do siebie, Maleńka, pretensji czy żalu o te ogrody, rośliny, ławeczki fontanny, że kwiatowe kanapy i altanki. To wszystko było dobre i piękne. I było Tobie potrzebne, żeby dotrzeć tutaj.”
„To moja droga, do Ciebie, Najdroższy!”
„To Twoja droga do Mnie” – potwierdził Najdroższy uśmiechając się do mnie słodko… Moja Miłość jedyna! Moje Szczęście, Życie. Moje jedyne Oparcie!

MORZE MOJEGO ŻYCIA

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym cudnym Spojrzeniem Miłości. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu z miłością i zachwytem.
„Tyle od Ciebie dostaję!!! Tak wiele mi dajesz, Najdroższy mój! Siebie Samego mi dajesz!!!”
„Im bardziej ufasz tym więcej dostajesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejąc bliskościa.
„A Ty znowu o ufności! – roześmiałam się radośnie, całując Umiłowanego w policzek – Ale to Twoja Miłość była pierwsza! No zobacz, Najdroższy, żeby Ci zaufac musiałam odkryć, poznać, doświadczyć Twoją Miłość. Musiałam także najpierw Ciebie pokochać, żeby Ci zaufać!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z pobłażaniem. Wydawal się rozbawiony tym moim wywodem. W jednej chwili zorientowalam, że tłumacze rzeczy oczywiste… I to Komu??!!! Bogu!!! Ale to wynikalo z tego, że był mi bardzo bardzo bliski i byłam przekonana że mogę Mu powiedzieć wszystko! Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta od ucha do ucha, a On patrzył we mnie z zachwytem. Ucalowal mnie i wyszeptal:
„Zabieram Ciebie, Maleńka na spacer!”
I zanim zdążyłam spytać dokąd, już Najdroższy i ja chodziliśmy pod rękę po powierzchni morza. Dziwne to było morze. W pierwszej chwili pomyślałam że to Morze Cierpienia Umiłowanego mojego. Ale jednak doszłam do wniosku że to jakieś inne morze. Napisalam że było ono dziwne. Dlaczego? Przy plaży, przy brzegu morze było szare i chmury nad nim też były szare. Tylko jeden bardzo jasny promień słońca przecinał te szarość. Im dalej w morze, też była szarość. Ale nie była to szarość zimna, budząca strach, lęk czy smutek. Nie. Była to szarość ciepła, powiedziałabym, kolorowa. W pewnym momencie szarość na niebie i morzu się kończyla, nagle, jakby nożem uciąć. I robiło się coraz jaśniej i jaśniej i jaśniej… A Najdroższy i ja staliśmy już w pełnym słońcu. Gdy się odwrócilismy ku horyzontowi, końca morza, jego horyzontu nie było widać. Niknął rozplywal się w wielkiej Swiatłości, w Jasności ogromnej. Tak jakby morze nie mialo końca.
„Gdzie my jesteśmy?!” – spytałam zdumiona.
Umiłowany uśmiechnął się promiennie, nie odpowiedział.. Tylko objął mnie ramieniem i dalej spacerowaliśmy po powierzchni morza, które w tym miejscu było gładkie i niebiesciutkie, podobnie jak i niebo nad nami. Najdroższy spacerowal uśmiechając się ni to do mnie, ni to Siebie. Pomyślałam że jest Mu bardzo dobrze. Mi zresztą też było bardzo dobrze. Spacerowalismy pod rękę… I w pewnej chwili Umiłowany spojrzał mi w oczy i szepnął:
„To morze to Twoje życie, Maleńka!”
„Moje… życie??!!!”
„Tak. Spójrz na to miejsce gdzie szarość nagle się kończy i niebo i morze zaczyna się rozjaśniać…”
„Widzę…” – szepnęłam zdumiona jeszcze do głębi tym co powiedzial Najdroższy, że to moje życie.
„To moment w Twoim życiu, w którym usłyszałas od Mojego sługi, że Ciebie kocham i akceptuję taką jaką jesteś!”- Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony.
„Wtedy, od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać…”
„Jaśnieć!” – szepnął Umiłowany.
„Tak. Od tamtej pory zaczęłam czytać Pismo Święte. Chciałam bardziej poznać Tego, który mnie kocha – uśmiechnęłam się do Umiłowanego -założyłam nawet zeszyt, w którym spisywałam cytaty z Pisma Świętego!”
Najdroższy uśmiechnął się i dalej spacerowaliśmy po morzu.
” A dlaczego przy brzegu jest szaro? Jak się urodziłam i zaraz potem zachorowałam, tak bardzo że lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie, dwa razy umieralam. I rodzice modlili się żebym tylko żyła. I wysłuchales ich!”
„Widzisz ten promień Światła wśród szarości, Maleńka? To właśnie ten moment.”
Przytuliłam się do Umiłowanego z miłością i wdzięcznością. I spacerowaliśmy dalej. Spojrzałam po horyzont, ale morze rozplywalo się w wielkiej Swiatłości.
„Wygląda jakby moje życie się nie kończylo…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„Bo się nie kończy!”
„Tak! W Tobie życie nie kończy się tylko się zmienia!”
Umiłowany i ja patrzylismy w siebie nawzajem szczęśliwi niezmiernie…
„Całe moje życie jest jednym Wielkim Cudem! I jest piękne i wartościowe! Dzięki Tobie, Najdroższy!!! Dzięki Twojej Miłości!!!”
„I Twojej ufności, Maleńka Moja Umiłowana!!!”
I oboje, Najdroższy i ja wybuchnelismy radosnym, niczym nie skrępowanym śmiechem!!! I cieszylismy się sobą nawzajem! Umiłowany mną, a ja Umiłowanym moim!!! I zaczęliśmy tańczyć! Najdroższy chwycił mnie i zaczął podrzucać do góry, wysoko, wysoko! Ja kręcilam piruety i bezpiecznie lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyliśmy po całym morzu!!! A potem znów spacerowalismy pod rękę. Po morzu mojego życia!

JEDNO WSPÓLNE PRAGNIENIE

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Przede mną stał piękny biały, marmurowy ołtarz, na nim stała przecudna, złota monstrancja. A w niej jasniala bielutka Hostia. Ukleklam przed Oblubiencem moim ukrytym w delikatnym i kruchym Opłatku. Wpatrywalam się w Najdroższego, adorowalam, wychwalalam, uwielbialam…. Nagle monstrancja się otworzyła i Hostia wyszła z niej i stanęła przede mną. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem. Usłyszałam cichy, dźwięczny głos:
„Cały Twój i cały dla Ciebie, Maleńka!”
„Cala Twoja i cała dla Ciebie, Najdroższy!” – szepnęłam wzruszona. I rozłożyłam szeroko ręce, zapraszając Umiłowanego do mnie, do mojego serca. I Hostia weszła we mnie. Uwielbialam Go… Umiłowanego mojego.
Siedziałam potem w wielkiej Swiatłości, jasności bardzo przyjaznej i ciepłej. Na ławeczce drewnianej siedziałam. Obok Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i czułości… Ja też patrzyłam w Najdroższego z miłością i czułością. Ujęłam Jego dłonie w swoje ręce, ucalowalam Jego Rany i przytuliłam do swego policzka.
„Zatańczymy, Najdroższy mój?”
„Z radością, Maleńka!”
Wstaliśmy, Umiłowany objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Ukochany promienial cały Miłością i uśmiechem. I patrzył tylko we mnie. A ja tylko w Niego patrzyłam. Tańczylismy bardzo. Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta. I rozmyślalam… Uświadomilam sobie ze zaczynam patrzeć na Ojca przed pryzmat Syna, że w Umiłowanym moim widzę i Ojca. Przecież Ukochany Sam powiedzial że kto Jego widzi, widzi i Ojca. I że On i Ojciec „jedno jesteśmy”. A my często zniekształcamy obraz Boga Ojca. Uczynilismy z Niego dobrotliwego (albo surowego) Starca z długimi siwymi wlosami, który siedzi sobie daleko od nas, gdzieś na chmurce, i Którego nic nie obchodzi co się z nami dzieje. Albo odwrotnie, który ciągle nas obserwuje i tylko patrzy, czeka az nam się noga powinie i upadniemy, żeby nas ukarać. Tymczasem wystarczy wpatrzyć się w Syna, żeby zobaczyć, odkryć Ojca. Jego miłość, dobroć, uśmiech, młodośc. Żeby odkryć, że jesteśmy Jego dziećmi, Jego oczkiem w głowie. Że jest bardzo blisko nas i cieszy się bardzo z naszego najmniejszego nawet sukcesu i bardzo boleje, cierpi gdy upadamy.
Tańczylismy. Umiłowany patrzył we mnie i uśmiechał się do mnie cudnie! Cudownie! Nagle Najdroższy stał się jakby przezroczysty, przejrzysty i zaczął przeze mnie przechodzić, przenikać mnie Sobą…! Więcej!!! I ja stałam się przezroczysta i mogłam przechodzić przez Najdroższego, przenikać Go sobą! To było niesamowite! Przenikalam Najdroższego i ofiarowywalam Mu swoją miłość, radość i szczęście i cierpienie. Siebie. A ON przenikając mnie przyjmowal to czym Go obdarowywalam i ofiarowywal mi Siebie. Cudny to był taniec! W końcu Najdroższy wziął mnie na ręce i usiadł na ławeczce. Trzymał mnie w ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie dziwnie… Rozpromieniony zachwytem!
„Pozwól, Maleńka Moja, że spełnię teraz Swoje Pragnienie!” -szepnął wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Spelnij, Najdroższy! Przecież nie musisz pytać mnie o pozwolenie! – szepnęłam uśmiechając się do Niego radośnie – A można wiedzieć jakie to Pragnienie?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Myślisz, Maleńka, że tylko Ty uwielbiasz wpatrywac się we Mnie?! Ja w Ciebie też!!!”
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… Zatkało mnie. Milczalam i uśmiechałam się do Umiłowanego uszczęśliwiona niezmiernie…
A Najdroższy patrzył we mnie. Promienial cały…
„Maleńka Moja, Śliczności Moje! Uwielbiam Ciebie! Uwielbiam Twoją miłość, radość i uśmiech, uwielbiam Twój taniec, Twoje oddanie. Uwielbiam z jaką miłością i zachwytem się we Mnie wpatrujesz!”
Patrzyłam w Najdroższego… wzruszona do głębi duszy… Dotykałam z czułością Jego policzka.
” Najdroższy mój… to wszystko dzięki Tobie!!! Dzięki Tobie, Najdroższy mój. Dzięki Twojej Miłości, cierpliwości, wyrozumiałości…”
„Dzięki Twojej ufności, przede wszystkim, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy.
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością, zachwytem i uwielbieniem. I nie wiadomo było kto spełnia czyje Pragnienia… To było jedno wspólne Pragnienie!

W UŚMIECHU OJCA

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Nie wiedziałam co to było za miejsce. Ale byłam w nim bardzo szczęśliwa!!! Więc byłam w Światłości. Przede mną stała zwykła drewniana ławeczka. Stała jakby w powietrzu! Ja też w powietrzu stałam! A na ławeczce siedział Umiłowany i uśmiechał się do mnie cudnie. Gestem dłoni zapraszal żebym dołączyła do Niego. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego od ucha do ucha. I zamiast usiąść obok Niego, z bezczelna ufnością położyłam się na ławeczce, a głowę położyłam na Jego kolanach. Najdroższy pochylil się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i wielkiej radości! Objął mnie, przytulił do SERCA. I gładził dłonią z czułością mój policzek… Patrzył we mnie cudnie, przecudnie…. Było mi tak dobrze!!! Nieziemsko dobrze! Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia…
„Najdroższy mój… gdzie my jesteśmy?! Przecież pragniesz, żebym zawsze była w Otchłani Twej Męki… I ja pragnę być Tam z Tobą!”
Najdroższy patrzył we mnie z czułością…
„W Otchłani Mojej Męki jesteś zawsze, cierpiąc ze Mną. Ale teraz chcę spełnić Twoje Pragnienie!”
I pochylal się nade mną z Miłością i czułością nie do opisania…. Rzeczywiście spełniał moje Pragnienie. Mogłam wpatrywac się w Najdroższego mojego, uwielbiac, podziwiać!!! I nic mi w tym nie przeszkadzalo, nie zaslanialo, nie rozpraszało!!! Mogłam być tylko z Nim, z Umiłowanym, z Najdroższym, z Maleńkim moim! Uśmiechalam się do Niego uszczęśliwiona cała!!! I ON uśmiechał się do mnie promiennie!!!
Patrzyłam i patrzyłam w Najdroższego mojego! A ON pochylił się nade mną jeszcze bardziej. Tak, że przed swoimi oczami widziałam JEGO oczy.
„Jako że jesteś Oblubienicą Moja, chcę, żebyś KOGOŚ poznała!”
„Ja?! – zdziwiłam się do głębi – A Kogo?”
Najdroższy nie odpowiedział. Tylko rozpromienił się nade mną jak nigdy dotąd!!! Jeszcze Go tak bardzo rozpromienionego nie widziałam!!!
I patrzył mi w oczy głęboko, Jego promienne spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu zachwycona… I nagle zobaczyłam w Tych oczach OSOBĘ. Wielką, Ogromną, potężną jak góra, a jednocześnie niezwykle delikatną, lekką i zwiewną… Brakuje mi słów, żeby opisać…. Będę posługiwać się skojarzeniami, bardzo nieudolnymi i często sprzecznymi. Niewątpliwie była to Osoba, choć nie przypominala ani mężczyzny, ani kobiety… Dziwna Postać!!! Która nie była postacią w ludzkim znaczeniu. Duchem raczej….. Duch, który jednocześnie był Osobą! I patrzył we mnie!!!! Na twarzy, która w ludzkim znaczeniu twarzą nie była malowała się nieskończona, nieogarniona niepojęta Miłość, Piękno, Dobroć szczęście… Nieogarniona i nieskończona, niepojeta bliskość, czułość, uśmiech i młodość… Patrzyłam zafascynowana!!! Zachwycona!!! Osoba Ta miała na Sobie białą szatę, swietlistą i lśniącą, która była tak biała, że raziła w oczy. A jednocześnie bardzo była zwiewna i migotala, skrzyła się, pobłyskiwała wszystkimi kolorami jakie są na świecie. Nagle Osoba Ta spojrzala mi w oczy. Jej spojrzenie płonęlo, iskrzyło Miłością i uśmiechem i bliskościa. Znalam te Miłość, ten uśmiech i te bliskość… Przemknelo mi przez myśl że Ta Osoba jest podobna do Ukochanego mojego, a za chwilę, że jest inna, i za chwilę znów, że jest podobna. Że zna mnie i bardzo kocha…
Patrzyłam w Najdroższego i byłam coraz bardziej przekonana że jest ON do Tej Osoby bardzo podobny.
„Kto to jest?!” – spytalam zdziwiona i zachwycona cała.
„Ojciec!” – wyszeptal Najdroższy ze czcią, uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Ojciec???!! – otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia – ale przecież to nie był mężczyzna!!!”
„Ale kobieta to też nie była, prawda, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy wciąż się uśmiechając.
„No, nie. Nie była!”
„Bóg nie ma płci. Bóg jest Duchem!”
Wiedziałam o tym! Ale teraz odkrywalam te Prawde na nowo!
„I jest piękny i młody…”-szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego z uśmiechem i szczęściem wielkim.
„Bóg jest zawsze młody” – uśmiechnął się znów Najdroższy.
„Masz Jego uśmiech, masz uśmiech Ojca, Najdroższy mój!!!”
Byłam tak zachwycona i uradowana i szczęśliwa!!!
„Ty tez, Maleńka Moja!”
„Ja???!!”
„Tak, masz w sobie uśmiech Ojca!”
Najdroższy patrzył we mnie z ogromną czułością. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tulil mnie do SERCA. Rozpromieniony był cały. I ja też promienialam. Uśmiechem Ojca! W usmiechu Ojca trwaliśmy.

CHCĘ!!! PRAGNĘ!!!

Spacerowaliśmy po Otchłani Męki. Najdroższy mój i ja. Pod rękę. Spacerowalismy po Otchłani Męki Umiłowanego, która dawnej Otchłani wcale nie przypominala. Jasno było, ciepło i kolorowo. Umiłowany trzymał mnie pod rękę, jak Oblubieniec Swą oblubienice. I zachwycal się wszystkim dokoła. Rzeczywiście wiosna była na całego! Kwiaty kwitly bujne i barwne, ptaki swiergotaly, a kolorowe motylki fruwaly, często zaslanialy mi Umiłowanego mojego. Wszystko to, cała wiosna była bardzo piękna. Ale… Zasłaniała, przeszkadzała, rozpraszała…. Długo milczalam, tlumiac to w sobie. Tym bardziej że Najdroższy zdawal się być ta wiosną zachwycony…. Aż w końcu nie wytrzymalam! Wyjęłam swoją rękę spod ręki Umiłowanego. I zagrodzilam Mu drogę. Stałam teraz przed Nim, a On nie był ani zaskoczony tym co zrobilam, ani zdziwiony, ale… ucieszył się bardzo! Jakby na to czekal. Ujęłam Jego twarz w obie dłonie i wpatrywalam się Niego z miłością i uwielbieniem. Najdroższy promienial cały Miłością.
„Nie pragnę kwiatów, choć są bardzo kolorowe i piękne! Nie pragnę ptaków i ich cudnych śpiewów! Nie pragnę motyli z barwnymi skrzydełkami! Ani wiosny też nie pragnę….” – szepnęłam. I opuściłam głowę…. Najdroższy mój ujął mnie delikatnie za brodę i podnosł moją głowę do góry. Spojrzalam w oczy Najdroższemu. Płonęły Miłością.
„A czego pragniesz, Maleńka Moja?” – zapytał płonący cały.
„Nie czego, ale Kogo! Ciebie! Ciebie pragnę, Najdroższy mój!!! Mogłabym tak godzinami tak stać przed Tobą i się w Ciebie Maleńki mój wpatrywac! Podziwiać Ciebie, uwielbiac! A to wszystko wokół, choć piękne, rozprasza mnie i przeszkadza! Wszystko to jest piękne. Ale Ty jesteś najpiękniejszy i najważniejszy dla mnie!!!! Ciebie pragnę!!!”
Umiłowany patrzył we mnie. Bardzo bliski i uśmiechnięty cały. Promienial cały uśmiechem.
„Uszczęśliwiłaś Mnie bardzo, Maleńka Moja!”-wyszeptal Najdroższy promieniejac Miłością. Wziął mnie na ręce, w ramiona i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I pochylony nade mną z tkliwoscia nie do opisania słowami, patrzył we mnie z zachwytem!!!! Promienial cały uśmiechem szczęściem i Światłem niezwyklym!!! I stawal się coraz większy i większy… Potężnial bardzo! A ja byłam Jego maleństwem, niemowleciem Jego!!! I patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem i zachwytem…. Szczęśliwa cała!
„Czy chcesz Maleńka Moja odkrywać nowe światy, poznawać nowe lady, rozszerzac horyzonty?” – spytal umiłowany patrząc mi w oczy głęboko.
„Może bym i chciała…” – szepnęłam i posmutniałam bo pomyślałam sobie że to w jakis sposób może mnie oddalić od Umiłowanego mojego, rozproszyć, przeszkodzić… jak wiosna w Otchłani Męki.
Najdroższy jednak uśmiechnięty był bardzo!
„Widzę że nie rozumiesz, Maleńka, więc powiem prościej. Czy chcesz odkrywać Mnie bardziej, poznawać Mnie głębiej i rozszerzac Moją chwałę?!”
„Chcę!!!! – zswołalam uśmiechnieta od ucha do ucha – Chcę!!! Chcę, Najdroższy mój!!!! Pragnę!!!! Pragnę bardzo!!!”
Cieszyłam się jak małe dziecko!!! Umiłowany promienial cały uśmiechem….

GWAŁTOWNIK

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyłam bardzo intensywnie. Bardzo. Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością. Tulil mnie…
„Tańczysz tak jak płomień od niego!” – Umiłowany uśmiechał się z zachwytem. Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. O czym mówił Najdroższy? Wczoraj wjechalam do kościoła. Stał przed ołtarzem piękny, ozdobny i wielki. Ministrant go zapalił. Plomyczek najpierw był niewidoczny, maleńki, potem coraz większy i większy. Na Mszy już płomień wielki i tańczył. Piękne tańczył. Na chwałę Umiłowanego mojego! Pomysłalam, że pragnę tak tańczyć dla NIEGO.
I teraz mówi że tak tańczę!!! Szczęśliwa ogromnie byłam!!!
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Mówisz że jestem szalony w Miłości, Maleńka. Ty też szalona! Niewiele dusz zdecydowałoby się dla Mnie zrobić to co Ty zrobiłaś. Gwałtownikiem jesteś!”
„Sam powiedziałeś, Najdroższy mój, że gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie. A ja chcę Je zdobyć! ‚
A po chwili szepnęłam promieniejąc:
„Zresztą uczę się od największego Gwałtownika! Od Ciebie, Najdroższy mój!!!”
Objęłam Umiłowanego za szyję i ucałowałam Go. Promienial cały uśmiechem. Tańczyliśmy bardzo.

ODKUPIŁ!!!!

Przyszedł prawie niedostrzegalnie, nieśmiało, delikatnie. Jak wiosenny rześki wietrzyk. Przyszedł pokornie i cicho. I opadła mgła. W Otchłani Jego Męki nastała wiosna. Kwiaty barwne kwity, ptaki śpiewały, motyle, fruwawy. Ja stałam przed Nim, przed Najdroższym moim. Z podnieśona głową. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i rozczuleniem. Szczęśliwa cała. I szczerze mówiąc nie obchodzilo mnie wszystko wokół. Tylko ON. A ON patrzył we mnie… Patrzył.. Miłość!!! Sama Miłość!!! Tylko Miłość. Patrzył we mnie… I nagle chwycił mnie w pół i zaczął wirowac i podrzucac mnie do góry!!! Śmiał się przy tym radośnie, dźwięcznie! I ja się śmiałam wesoło i głośno!!! Najdroższy cieszył się mną i ja Nim się cieszyłam!!! Szczęśliwa ogromnie!!! Potem Umiłowany postawił mnie na ziemi ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie jak Oblubieniec oblubienice Swą caluje. Słodko i czule. I wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie wśród kwiatów. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i znów patrzył we mnie z wielką Miłością.
„Moja Tyś?! Moja??!” -wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa i szczęściem wielkim.
„Twoja! Odkupiles mnie!!!! Więc Twoja!!!”
Najdroższy rozpromienił się jeszcze bardziej. Jasnial PIĘKNY mój niezwykłą Świaloscia! Byłam w JEGO świetle! A ON znów mnie pocałowal. Zaczął całować moje serce. Obsypywal pocałunkami! Wraz z pocałunkami wlewal Życie! Nowe ŻYCIE!!!! A moje serce tańczylo dla Umiłowanego mojego! Tańczyło z miłością i uwielbieniem. I z radością wielką!!!!

%d bloggers like this: