MORZE MOJEGO ŻYCIA

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. W Umiłowanym moim byłam. W JEGO Ramionach radośnie tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym cudnym Spojrzeniem Miłości. Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu z miłością i zachwytem.
„Tyle od Ciebie dostaję!!! Tak wiele mi dajesz, Najdroższy mój! Siebie Samego mi dajesz!!!”
„Im bardziej ufasz tym więcej dostajesz, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejąc bliskościa.
„A Ty znowu o ufności! – roześmiałam się radośnie, całując Umiłowanego w policzek – Ale to Twoja Miłość była pierwsza! No zobacz, Najdroższy, żeby Ci zaufac musiałam odkryć, poznać, doświadczyć Twoją Miłość. Musiałam także najpierw Ciebie pokochać, żeby Ci zaufać!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie z pobłażaniem. Wydawal się rozbawiony tym moim wywodem. W jednej chwili zorientowalam, że tłumacze rzeczy oczywiste… I to Komu??!!! Bogu!!! Ale to wynikalo z tego, że był mi bardzo bardzo bliski i byłam przekonana że mogę Mu powiedzieć wszystko! Patrzyłam w Najdroższego uśmiechnięta od ucha do ucha, a On patrzył we mnie z zachwytem. Ucalowal mnie i wyszeptal:
„Zabieram Ciebie, Maleńka na spacer!”
I zanim zdążyłam spytać dokąd, już Najdroższy i ja chodziliśmy pod rękę po powierzchni morza. Dziwne to było morze. W pierwszej chwili pomyślałam że to Morze Cierpienia Umiłowanego mojego. Ale jednak doszłam do wniosku że to jakieś inne morze. Napisalam że było ono dziwne. Dlaczego? Przy plaży, przy brzegu morze było szare i chmury nad nim też były szare. Tylko jeden bardzo jasny promień słońca przecinał te szarość. Im dalej w morze, też była szarość. Ale nie była to szarość zimna, budząca strach, lęk czy smutek. Nie. Była to szarość ciepła, powiedziałabym, kolorowa. W pewnym momencie szarość na niebie i morzu się kończyla, nagle, jakby nożem uciąć. I robiło się coraz jaśniej i jaśniej i jaśniej… A Najdroższy i ja staliśmy już w pełnym słońcu. Gdy się odwrócilismy ku horyzontowi, końca morza, jego horyzontu nie było widać. Niknął rozplywal się w wielkiej Swiatłości, w Jasności ogromnej. Tak jakby morze nie mialo końca.
„Gdzie my jesteśmy?!” – spytałam zdumiona.
Umiłowany uśmiechnął się promiennie, nie odpowiedział.. Tylko objął mnie ramieniem i dalej spacerowaliśmy po powierzchni morza, które w tym miejscu było gładkie i niebiesciutkie, podobnie jak i niebo nad nami. Najdroższy spacerowal uśmiechając się ni to do mnie, ni to Siebie. Pomyślałam że jest Mu bardzo dobrze. Mi zresztą też było bardzo dobrze. Spacerowalismy pod rękę… I w pewnej chwili Umiłowany spojrzał mi w oczy i szepnął:
„To morze to Twoje życie, Maleńka!”
„Moje… życie??!!!”
„Tak. Spójrz na to miejsce gdzie szarość nagle się kończy i niebo i morze zaczyna się rozjaśniać…”
„Widzę…” – szepnęłam zdumiona jeszcze do głębi tym co powiedzial Najdroższy, że to moje życie.
„To moment w Twoim życiu, w którym usłyszałas od Mojego sługi, że Ciebie kocham i akceptuję taką jaką jesteś!”- Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony.
„Wtedy, od tego momentu wszystko zaczęło się zmieniać…”
„Jaśnieć!” – szepnął Umiłowany.
„Tak. Od tamtej pory zaczęłam czytać Pismo Święte. Chciałam bardziej poznać Tego, który mnie kocha – uśmiechnęłam się do Umiłowanego -założyłam nawet zeszyt, w którym spisywałam cytaty z Pisma Świętego!”
Najdroższy uśmiechnął się i dalej spacerowaliśmy po morzu.
” A dlaczego przy brzegu jest szaro? Jak się urodziłam i zaraz potem zachorowałam, tak bardzo że lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie, dwa razy umieralam. I rodzice modlili się żebym tylko żyła. I wysłuchales ich!”
„Widzisz ten promień Światła wśród szarości, Maleńka? To właśnie ten moment.”
Przytuliłam się do Umiłowanego z miłością i wdzięcznością. I spacerowaliśmy dalej. Spojrzałam po horyzont, ale morze rozplywalo się w wielkiej Swiatłości.
„Wygląda jakby moje życie się nie kończylo…” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
„Bo się nie kończy!”
„Tak! W Tobie życie nie kończy się tylko się zmienia!”
Umiłowany i ja patrzylismy w siebie nawzajem szczęśliwi niezmiernie…
„Całe moje życie jest jednym Wielkim Cudem! I jest piękne i wartościowe! Dzięki Tobie, Najdroższy!!! Dzięki Twojej Miłości!!!”
„I Twojej ufności, Maleńka Moja Umiłowana!!!”
I oboje, Najdroższy i ja wybuchnelismy radosnym, niczym nie skrępowanym śmiechem!!! I cieszylismy się sobą nawzajem! Umiłowany mną, a ja Umiłowanym moim!!! I zaczęliśmy tańczyć! Najdroższy chwycił mnie i zaczął podrzucać do góry, wysoko, wysoko! Ja kręcilam piruety i bezpiecznie lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Tańczyliśmy po całym morzu!!! A potem znów spacerowalismy pod rękę. Po morzu mojego życia!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *