PAKOWANIE

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Przy Umiłowanym moim byłam. Nie wiem czy siedziałam, czy leżałam. Wydawało mi się, że siedzę, ale nie wiedziałam na czym. Nieważne! Najdroższy mój był przy mnie. Na kolanach trzymał dość dużą torbę podróżna. Biała w kolorowe kwiatki. Pojawila się nagle, nie wiedziałam kiedy. Dziwiłam się po co Umiłowanemu mojemu ta torba. Najdroższy uśmiechał się do mnie łagodne. I jakoś tak dziwnie, jakby Mu było przykro, jakby wiedział, że za chwilę sprawi mi ból…
(przykro to niedobre słowo, ale nie znajduje innego).
„Musisz, Maleńka Moja spakowac się przed podróżą” – wyszeptal Najdroższy prawie niedoslyszalnym głosem. Zdziwilam się jeszcze bardziej. Patrzyłam w Najdroższego w milczeniu. Ale rozważałam w sercu: „spakować? Ale co??! Przecież ja już nic nie mam!” Tak rozważalam w swoim sercu. Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością i współczuciem. I dotykajac bardzo delikatnie mojej głowy, zaczął zdejmować mi welon… Zdjął zwinąl i włożył do torby. Patrzyłam w milczeniu na to co robił. W milczeniu i zdziwieniu. Ale miały być Jego warunki to niech będą. Gdy Najdroższy włożył welon do torby, ona jakby zmalała… Najdroższy ujął teraz moją dłoń, palec na którym miałam nałożona obrączke od Niego i też zaczął ją zdejmować. Powoli… Jakby ze czcią… Jakby to zdejmowanie celebrowal. A mnie zaczęły nachodzic myśli, pokusy i wątpliwości… I tak rozmawiałam, nie wiem z kim, może sama ze sobą:
„Patrz!!!! Dał ci a teraz zabiera!!!” „Nie zabiera. Sama Mu oddaję. Przecież jakbym powiedziała ‚nie’, na pewno by to uszanowal i przestał!”
Tymczasem Najdroższy zdjął z mojego palca obrączke i włożył do torby. Ta wyraźnie zmalała. Teraz Najdroższy dotknąl mojej szyji i patrząc mi w oczy z miłością i bólem zaczął odpinać łańcuszek i zdejmować go i wisząca na nim perełke, które od Najdroższego dostałam. Robił to bardzo powoli, jakby czekal na moje: „nie!”
Ale ja milczałam. W moich oczach pojawiły się łzy. Milczalam. A w środku, w sercu rozmawiałam dalej sama ze sobą: „Zabiera ci twoje skarby!!!” „Nie są one moimi, a jeśli nawet jeśli, powiedzialam, że niczego Mu nie odmówie. Mam się teraz wycofać?!!” Najdroższy mój tymczasem zdjął łańcuszek i perłę i włożył do torby, która była teraz jeszcze mniejsza niż poprzednio. Była niewielkim woreczkiem na długim złotym łańcuszku. Najdroższy patrzył we mnie z rosnąca miłością, ogień Miłości płonął w Jego oczach. Wstał i podał mi swoją dłoń. Też wstałam. Najdroższy obrócił mnie, tak że stałam tyłem do Niego. I powoli, bardzo powoli zaczął odpinanac guziczki od mojej sukienki… Nie wytrzymalam…
„Sukienkę… też…??!” – spytalam prawie bezglosnie. W gardle mi zaschlo…
„Tak trzeba, Maleńka Moja” – usłyszałam cichy, ciepły głos. Umiłowanego mojego. Odpinal guziczek po guziczku… Powoli, bardzo powoli. Wiedziałam że czeka na moje ‚nie’. Milczałam. Wewnątrz mnie trwała rozmowa. Właściwie trudno to juz nazwać rozmowa. Różne myśli i głosy napieraly na mnie krzyczaly: „Zobacz co z tobą robi??!!! Rozbiera cię!!! Do naga!!! Zabral ci wszystko!!! Wszystko co oznaczalo, że jesteś Jego oblubienica!!!” „A bez tych wszystkich znaków nie jestem JEGO oblubienica? Oczywiście, że jestem!!!”
Najdroższy rozpiął już wszystkie guziki i zaczął ja ze mnie zdejmowac sukienke. Nie opierałam Mu się, poddawalam. Ogarnął mnie jednak wstyd. Wielki wstyd… Nie wiedziałam gdzie głowę schować… Najdroższy mój zdjął suknie i odwrócił mnie z powrotem do Siebie. Stałam przed Nim ze spuszczona głową i od razu upadłam do Jego stóp.  Najdroższy mój dotknął moich włosów i głaskal je delikatnie i bardzo czule.
„Nie wstydź się, Maleńka. Nie masz czego się wstydzić. A przede wszystkim nie masz się KOGO wstydzić!”
Olśnienie!!! Az podnioslam głowę do góry! Najdroższy pomógł mi wstać. Ujął w obie dłonie moją twarz i patrzył we mnie z wielką MIŁOŚCIĄ,
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca” – wyszeptal z czułością.
„Nie musi. Pragnie! Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!” – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu.
W Jego oczach widziałam pragnienie i zachwyt.
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Tak mój Najdroższy!”
Objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Na szyi Najdroższego zobaczyłam mały woreczek na złotym łańcuszku. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i On uśmiechał się do mnie.
„Przechowam dla Ciebie, Kochana Moja. Zresztą w Domu dostaniesz piękniejsze!”
Tańczylismy bardzo. Położyłam głowę na SERCU Maleńkiego. Nie pytałam czy mogę, wiedziałam że tak. Więc położyłam głowę na SERCU Umiłowanego mojego i i tak trwałam. Najdroższy otulal mnie Sobą. Wchodziłam w Niego… Znalazłam się przed Hostia. Wielką białą Hostia. Ukleklam przed Nią ze czcią i nabożeństwem.
Wpatrywalam się w Najdroższego ukrytego pod postacią Opłatka.
„Najdroższy mój, Maleńki… pragnę być do Ciebie podobną…. Pomóż mi proszę!”
I usłyszałam głos wydobywający się z Hostii:
„Oblubienica jest podobna do swego Oblubienca i jest Jego Pragnieniem!”
I Hostia zbliżyła się do mnie, weszła we mnie i otullila mnie Sobą. Okryła Sobą. A ja w jednej chwili znalazłam się w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Kochających i czułych. Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem! Spojrzeniem Miłości!!! Z zachwytem we mnie patrzył.
„Moja Śliczna! Piękna Moja!” – powtarzal promienny bardzo. A ja uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *