DUSZA – OFIARA

Byłam w wielkiej Światłości. Bardzo ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy trzymał mnie w ramionach i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością… Patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała! Umiłowany z czułością pogładził Swą dłonią mój policzek. Patrzył we mnie uroczysty jakiś.
„Bez miłości nie ma cierpienia, Lilio Moja. Jeśli kochasz naprawdę, jeśli kochasz prawdziwie, do końca, musisz cierpieć.”
„Jak Ty, Najdroższy mój. Z miłości do mnie poszedłeś na Krzyż.”
„Tak, jak Ja – wyszeptal Najdroższy – Uczennica ma być podobną do swego Nauczyciela, oblubienica ma być podobną do swego Oblubienca.”
„Maleńka pragnie być podobną do swego Maleńkiego – szepnęłam wpatrzona w oczy Umiłowanemu mojemu.
ON spojrzał we mnie z wielką Miłością. Ujął mnie w Swoje dłonie i postawił mnie w Światłości. A Sam jakby się zaczął oddalać… Odwrócił się tyłem do mnie i jakby odchodził w Światłość.. Po chwili jeszcze obrócił do mnie głowę, spojrzał mi w oczy i wyszeptal:
„Pójdź za Mną, Maleńka!”
Znów się odwrócił ode mnie, zaczął się oddać, odchodzic…dalej i dalej. Aż znikł w Światłości. Stałam chwilę zdezorientowana… W głowie kłębily się różne myśli: „Zostawił mnie a potem powiedział żebym za Nim szła… Nie mógł od razu zabrać mnie ze Sobą? Dlaczego mnie zostawił? A może dał mi wybór, wolny wybór? Mogę zostać sama w Światłości, albo pójść za… Zaraz, zaraz… Sama w Światłości??! Nie chcę Swiatłości! Chcę Najdroższego!!!”
Pobiegłam w Światłość, za Umiłowanym moim!
Znalazłam się jakby w tunelu, bardzo jasnym i świetlistym bardzo. Nagle poczułam jak coś niewidzialnego, jakby dłonie chwyta mnie za ręce i nogi i zatrzymuje mnie, hamuje, nie pozwala mi iść dalej. Jednocześnie usłyszałam ciche głosy:
„Nie idź tam! To za trudne! Nie dasz rady! To nie dla Ciebie! Nie dasz rady, nie dasz rady! To za trudne!”
Ja jednak nie reagowalam. Odsuwalam niewidzialne dłonie. Szłam za Najdroższym moim. Wyszłam z tunelu… Byłam jakby w sali, komnacie zamkowej, jakby w kościele… Na środku, w centrum znajdował się wielki ołtarz. Przy ołtarzu stał Najdroższy mój!!! W pięknym, złotym ornacie. Odprawiał Mszę Świętą. Celebrował Eucharystię. Sprawował Najświętszą Ofiarę. Ukleklam przed ołtarzem i wpatrywalam się… z nabożeństwem… I zachwytem…. Pierwszy raz widziałam Najdroższego mojego jako Kapłana. Wiedziałam że jest Najwyższym Kapłanem. Teraz widziałam… Najdroższy wziął w Swe dłonie Hostie i podniósł Ją do góry, wysoko, wysoko… Trwalam zapatrzona… Potem uniósł w górę Kielich, wysoko, wysoko… Trwalam zapatrzona… Po chwili Najdroższy wziął w dłonie Hostie i Kielich, obszedł ołtarz i podszedł do mnie. Pokazał mi Hostie i patrząc mi w oczy wyszeptał:
„Ciało Moje!”
„Amen!” – szepnęłam.
Najdroższy włożył mi Hostie do ust. Spożylam
Pokazal mi Kielich i znów wyszeptal:
„Krew Moja!”
„Amen!” – szepnęłam.
Podał mi do ust i piłam. Potem Najdroższy poszedł do ołtarza, a ja pochylilam się i trwałam w dziękczynieniu, w adoracji. „Jakie to niesamowite, niepojęte – myślałam – Jego Ciało łączy się z moim ciałem, a Jego Krew z moją krwią się łączy!”
Dziękowałam, adorowalam, wychwalalam Najdroższego mojego!
Podniosłam głowę i zobaczyłam że Najdroższy mój stoi przede mną i patrzy we mnie promienny i piękny niezmiernie! Ubrany w złoty ornat, na którym wyrafinowana była cudna lilia. Wcześniej jej nie zauważyłam, dopiero teraz. Klęczałam przed Umiłowanym moim. I On ukląkł przy mnie. Ujął moją twarz w obie dłonie i patrzył mi w oczy. I ja patrzyłam w Najdroższego, w Jego oczy patrzyłam… Widziałam w nich ogień.
„Jesteś, Lilio Moja!” – wyszeptal Najdroższy uroczysty bardzo.
„Jestem, Najdroższy mój! Jestem!”
Umiłowany wciąż trzymał moją twarz w Swoich dłoniach.
„Wybrałem Sobie Ciebie, Moja Lilio. Odtąd jesteś duszą – ofiarą. Będziesz łączyć swoją ofiarę z Moją Ofiarą. Jeszcze bardziej, jeszcze ściślej ze Mną zjednoczona. Ja będę cierpial w Tobie, a Ty we Mnie cierpieć będziesz!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu, a serce mi biło jak młotem…
” Mam łączyć swoją ofiarę z Twoją Najświętsza Ofiarą?!! Jeszcze bardziej? Ściślej?! Ale jak…?? Nie umiem…”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Promieniał cały Miłością i bliskością.
„Nie bój się, Maleńka Moja, nie bój się Moja Lilio! Ja Cię wszystkiego nauczę!”
„Dobrze, Najdroższy mój! Pragnę!” Najdroższy mój trzymał moją twarz w Swych dłoniach i patrzył we mnie… Miłość sama! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałował jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. I położył moją głowę na Swoim SERCU. Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ja z głową na SERCU Maleńkiego mojego. On tulil mnie do Siebie mocno. Przytulał mnie. Gładzil moje włosy i policzek i tulil mnie…duszę – ofiarę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *