ZAMEK NA SKALE

Byliśmy w jakiejś sali, komnacie przeswietlonej dziwnym światłem, przyjaznym i ciepłym bardzo. Umiłowany mój i ja. Tańczylismy bardzo! Umiłowany trzymał mnie w objęciach, w ramionach i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała! Zakochana i szczęśliwa!!! Zaczęliśmy tańczyć po całej komnacie! Intrygowala mnie z jednej strony ta komnata, wydawala mi się bardzo bliska i znajoma. Z drugiej strony obojętne mi było gdzie jestem. Byle z Nim! Byle z Umiłowanym moim! Najdroższy patrzył we mnie rozpromieniony! Uśmiechał się do mnie cudnie,. tajemniczo jakoś. W pewnej chwili zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal mi wprost do ucha:
„Chodźmy, Lilio Moja!”
I trzymając mnie na rękach wyleciał w Światłość, jakby przez okno komnaty. Lecielismy nie wiem jak długo, patrzyłam w Najdroższego i wydawalo mi się, że nie minęła nawet chwila. Umiłowany zatrzymał się, odwrócił się i szepnął promienny bardzo:
” Spójrz Maleńka! Wszystko w Tobie jest Moim!”
Patrzył przed Siebie zachwycony! Spojrzałam tam gdzie ON patrzył. I dech w piersiach mi zaparlo!!! Przed nami zobaczyłam wielką skałę, bardzo mocną i silną. Z niej jakby wyrastal zamek. Nie za duży, nie za mały. Urokliwy bardzo. Był osadzony na skale.
” Nikt go nie zdobędzie! Nikt nie jest w stanie go zdobyć. Jest Mój!” – Umiłowany uśmiechnął się do mnie promiennie – A spójrz na dół, moja Lilio!!!”.
Wychylilam się z objęci Najdroższego… W dole było morze kwiatów! Nie ogród, nie łąka… Morze!!! Morze barwnych, kolorowych kwiatów!!! A w tym morzu dostrzeglam coś jeszcze. Samotną małą ławeczkę! Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie!
” Zostawiłem Sobie na pamiątkę. Pierwszy raz na niej przy Mnie usiadłas, Maleńka Moja!”
Roześmiałam się radośnie!!!
„A wygodnie Ci w tym zamku, Najdroższy mój?”
„Bardzo!!!”
„Chodźmy więc do niego. Wracajmy, proszę!”
„Tak, wracajmy, Maleńka!”
Umiłowany objął mnie i natychmiast znaleźliśmy się znów w tej komnacie co poprzednio. Pełnej dziwnego światła.

Umiłowany wisiał na Krzyżu… Ja obejmowałam Go z miłością i uwielbieniem. Tańczylismy bardzo.
„Cierpisz bardzo, Maleńki mój!!”
Patrzył we mnie… Z miłością… Miłość sama. Nie odpowiedział. Nie musiał. Wiedziałam że cierpi bardzo, ogromnie. Cierpiał we mnie.
Patrzył tkliwie… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal:
„Cierpisz bardzo, Moja Lilio…”
Spojrzałam Mu w oczy z miłością. Nie odpowiedziałam. Nie musiałam. W Umiłowanym moim cierpialam. Wiedział jak cierpię. Najdroższy przytulal mnie do Siebie, mocno przytulał mnie z Miłością i tkliwoscia. Bliski był niezwykle, niezmiernie. Ogromnie! Całowalam Jego Rany.
„Moja Skalo!” – szeptalam.
„Mój Piękny,wygodny zameczku!” – usłyszałam w głębi serca. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *