NIEWIELE

Byłam w wielkiej jasności i ciszy. Leżałam na czymś zimnym i twardym, na czymś co Najdroższy wczoraj nazwał „ołtarzem Krzyża”.
Lezalam tańcząca. Umiłowany mój był ze mną, był przy mnie czuły i kochający. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Uśmiechałam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie. Nagle Najdroższy spojrzał w górę i jakby otworzyło się niebo… I zobaczylam jeszcze większą Światłość… W tej światłości tańczyły jakieś postaci. Prawie niewidoczne. Tańczyly, ale poruszały się jak we śnie, jak w letargu. Ich taniec był powolny i bardzo smutny, smętny bardzo. Patrzyłam na ten ich taniec i pomyślałam: „Ja… Nie!!! Najdroższy to by im dopiero pokazał jak się tańczy!!!” I uśmiechając się do Niego, spytałam:
„Zatańczymy, Najdroższy?”
Umiłowany z uśmiechem skinął głową. Wziął mnie pod rękę i polecielismy w Światłość. Znaleźliśmy się wśród tych jasnych postaci. Rozsunęły się, jakby przestraszone… Umiłowany uśmiechał się do mnie, objął mnie i zaczęliśmy tańczyć. Tańczylismy szybko i wesoło, zwiewnie, z radością i szczęściem wielkim!
„Na chwałę Ojca, Syna i Ducha Świętego!” – zawołałam radośnie. A Umiłowany podrzucal mnie co chwilę do góry, a ja kręcilam piruety wołając:
„Na chwałę Ojca i Syna i Ducha! Na chwałę! Na chwałę!”
Prawie niewidoczne postaci nagle się ożywily i najpierw pojedynczo a po chwili wszystkie razem zaczęły tańczyć radośnie szybko i z życiem i wołać:
„Na chwałę Ojca i Syna i Ducha!!! Na chwałę! Na chwałę!!!”
Postaci tańczyły radośnie. A ja cała tańcząca leżałam znów na ołtarzu Krzyża. Ukochany promienial cały uśmiechem nade mną.
„Rozweselisz całe niebo, Moja Lilio!”
„Ale chyba tam nie jest smutno?!” – spytalam zdziwiona.
„Nie! Ale z Tobą będzie tam jeszcze radośniej!”
Pomyślałam sobie, że Najdroższy mówi na wyrósł, ale nic nie powiedziałam. Leżałam. Zrobiło mi się niewygodnie na tym ołtarzu Krzyża… Zimno i twardo. Zaczęłam się wiercic, kręcić. Najdroższy mój to zauważył.
„Niewygodnie Ci, Maleńka Moja?” – spytal z troską.
„Szczerze mówiąc nie… Zimno i twardo. Kości bolą. Podrętwialam cała… ‚- szepnęłam zawstydzona.
Umiłowany spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością wielką, położył się przy mnie i wyszeptał:
” Chodź do Mnie, Maleńka, odpocznij we Mnie!”
” Przykro mi…”
„Nauczysz się, Najmilsza!”
„A Tobie, Ukochany, nie zimno, nie twardo?!”
„Nauczylem się. Na Krzyżu.”
„Chcę uczyć się od Ciebie, Najdroższy…”
„Niewiele Ci brakuje. Bardzo niewiele, Maleńka!”
Wziął mnie w ramiona w objęcia i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca. Odpoczywalam w Najdroższym, tańcząca bardzo,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *