POZWÓL MI, MALEŃKA!

Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Ujął mnie pod rękę i wylecielismy jakby przez okno komnaty. Na zewnątrz. Lecielismy nad morzem kwiatów. Umiłowany zniżyl lot i zaczął zrywac kwiaty. Wybieral największe i najpiękniejsze.
„Ty, Maleńka też zerwij kilka. Ile zdołasz!”
Pochyliłam się i zaczęłam zrywać.
„To kilka, czy ile zdołam?!” – zaśmiałam się wesoło.
„Ile zdołasz!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego i On uśmiechał się do mnie tajemniczo. Zrywalam. Wybierałam największe i najpiękniejsze. Pomyślałam że to dla Umiłowanego, więc muszą być najpiękniejsze. Wszystkie były wielkie i piękne. Ale wybierałam najpiękniejsze. Umiłowany patrzył we mnie i co chwilę uśmiechał się tajemniczo. Zerwałam już wielki bukiet. I ze zdumieniem zauważyłam że w miejscu, gdzie zrywalam kwiaty w ogóle ich nie ubyło, przybyło nawet. Najdroższy zauważyl moje serce zdziwienie.
„To kwiaty, które gdy się je zrywa, mnożą się! Wystarczy, Maleńka. Wracajmy do zamku!”
I znów ujął mnie pod rękę. Kwiaty, które Najdroższy mój i ja zerwalismy, znikły. Spojrzałam w Najdroższego zaskoczona ogromnie! On zaśmiał się tylko dźwięcznie i głośno. Patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Wlecieliśmy do naszej komnaty. Cała była w Światłości wielkiej. Spojrzałam na ołtarz Krzyża… Był cały w kwiatach!!!! Mięciutki, kolorowy i ciepły… Patrzyłam w Najdroższego poruszona do głębi duszy. On patrzył we mnie z zachwytem… Ujął moją twarz w Swe obie dłonie i wyszeptal z tkliwoscia wielką:
„Moja Śliczna Lilijka będzie miała mięciutko, wygodnie i ciepło…”
„Nie musiałes… Najdroższy mój! Ty miałeś zimno, twardo i niewygodnie….”
„Pozwól Mi, Maleńka Moja!”
„Rozpieszczasz mnie, Najdroższy…”
„Pozwól Mi, Maleńka Moja!”
Patrzył we mnie… prosząco… Nawet więcej niż prosząco. Patrzył… A ja nie mogłam Mu odmówić. Nie moglam…
„Dobrze…” – szepnęłam prawie bezglosnie…
Najdroższy natychmiast wziął mnie na ręce i delikatnie położył na ołtarzu Krzyża. Leżałam tańcząca bardzo intensywnie. Było mi bardzo wygodnie i ciepło… Umiłowany pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna. Dotykałam policzka Umiłowanego mojego z uwielbieniem i głaskalam go z czułością…
„Ale przecież mówiłeś że będę się uczyć, że się nauczę i, że niewiele mi brakuje…?”
Maleńki mój patrzył we mnie… Miłość sama. W pewnej chwili delikatnie, najczulej jakby ze czcią dotknął miejsca w moim ciele, które bolało mnie bardzo, najbardziej, coraz bardziej. Dotykal z nabożeństwem.
” Zimno jest bardzo, twardo i niewygodnie bardzo Tobie Maleńka tutaj jest…. prawda…?”
„Tak, coraz bardziej… Ale dla Ciebie wszystko, Najdroższy mój!”
Umiłowany spojrzał mi w oczy i położył się przy mnie. Położyłam głowę na SERCU Maleńkiego mojego. Biło dla mnie! Tańczyliśmy bardzo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *