DOKĄDKOLWIEK ZECHCE

Leżałam na ołtarzu Krzyża. W Światłości wielkiej. Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A potem spytałam uśmiechając się do Najdroższego mojego:
„Chciałabym pójść z Tobą na spacer, pod rękę, a Ty Najdroższy mój, chcesz?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie… I po chwili już spacerowaliśmy pod rękę nad morzem kwiatów. Było cudownie, jak w letni rześki poranek. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył we mnie z zachwytem. I ja patrzyłam w Najdroższego mojego. Spacerowalismy pod rękę… W oddali zameczek migotal w promieniach słońca, a morze kwiatów falowało pod wpływem lekkiego wiaterku. Nagle Umiłowany zatrzymal się i stanął przede mną. Ujął moją twarz w Swe dłonie i spojrzał mi w oczy głęboko.
„Jesteś gotowa zostawić to wszystko (tu wskazał na zameczek na skale i kwiatowe morze) dla Mnie?”
„W każdej chwili, Najdroższy!”
I w jednej chwili zerwał się silny wiatr, wicher i zaczęła się wielka burza! Wtulilam się w Najdroższego. Przytulił mnie mocno do Siebie. Wiało i grzmoty waliły. Umiłowany trwał niezachwianie, a ja w Nim. Wchodziłam w Najdroższego coraz bardziej i głębiej… I znalazlam się w jakiejś szarości, która nie była szarościa. W niej zobaczylam Umiłowanego mojego, umeczonego, skatowanego i cierpiącego niezmiernie…. Podeszłam do Niego i objęłam Go delikatnie…
„Chodźmy, Oblubienico Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy z miłością.
„Chodźmy, Najdroższy mój!”
Wzięłam Umiłowanego pod rękę i szliśmy razem. Dokąd? Nie wiem. Ale pójdę dokądkolwiek Umiłowany zechce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *