BYĆ MONSTRANCJA

Byłam w ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego. Leżałam wtulona w Niego. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Uśmiechał się do mnie cudnie i cały był dla mnie…
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
„Bardzo, Maleńki mój!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Potem spojrzał we mnie głęboko i wyszeptal:
„Jesteś żywą monstrancja, Moją monstrancja jesteś, Maleńka!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
I prosiłam Go, żebym nigdy nie była pustą monstrancja. Bo pusta to może i piękna i błyszcząca, ale swoim blaskiem i świecidełkami. Z mojego blasku nie zostanie nic. Zardzewieje… Tylko gdy Najdroższy jest we mnie, ja, Jego monstrancja jestem naprawdę piękna. Bo jest we mnie SKARB cenniejszy od złota i drogich kamieni. Mój Najdroższy! Mój SKARB! I pragnę GO zawsze nosić w sercu. I być piękna Jego pięknem!
Umiłowany gładzil delikatnie mój policzek i patrzył mi w oczy z miłością.
„Jesteś żywą monstrancja, Maleńka Moja! Nosisz Mnie w sobie jak Moja MAMA!”
Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem. Tańczylismy bardzo. W Miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *