ODLOT

Byłam w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej i cichej. Maleńkiego mojego nie było… Zniknął gdzieś. A ja trwałam, czekałam… Tęsknilam, pragnęlam… Światłość była bardzo przyjazna. Otulala mnie. Ale ja nie Swiatłości pragnęlam i nie za nią tęskniłam… Nagle w sercu usłyszałam cichy, prawie niesłyszalny głos:
„Chodź do Mnie, Maleńka Moja! Pójdź do Mnie!”
Aż się wzdrygnelam z radości!!! Był to głos Najdroższego mojego!
„Maleńki mój! Gdzie jesteś?! Dokąd mam iść…?!”
„Głos Cię poprowadzi! Słuchaj Mego głosu!”
I zaczął mnie prowadzić. Głos w sercu. Mówił: „Idź prosto. Teraz skręć w prawo. Teraz w lewo. Dobrze! Teraz prosto. Przed siebie!”
Słuchałam głosu. I szłam jak kazał. Przed sobą miałam tylko Światłość. Nie wiedziałam dokąd idę, zdawało mi się, że krążę w kółko, albo że stoję w miejscu. Ale słuchałam głosu i szłam jak mówił.
„Teraz skręć w prawo, a teraz w lewo. A teraz idź prosto, przed siebie!”
Szłam. A im dłużej szłam, głos był coraz głośniejszy i dźwięczniejszy. I weszłam w jeszcze większą Światłość. I… zobaczylam wielki świetlisty biały krzyż, a na nim wisiał Maleńki mój! I uśmiechał się do mnie promiennie! Zdumialam się, że Najdroższy mój nie cierpi, że nie jest smutny. Przecież wisiał na Krzyżu!!!! Krzyż też nie był smutny, przygnębiający. Przeciwnie! Wzniosły, uroczysty i zwycięski. Najdroższy mój patrzył we mnie rozpromieniony Miłością! Podbieglam do Niego i rzuciłam Mu się na szyję!!!
„Najdroższy mój! Maleńki mój…!” – szeptałam uszczęśliwiona. Najdroższy objął mnie z czułością, wziął na ręce i przytulił do SERCA Swego.
„Nie bój się. Wierz tylko” – wyszeptal mi wprost do ucha. Spojrzalam w Niego zdziwiona.
„Ale ja się nie boję!” – szepnęłam lekko i z lekkim wyrzutem. Najdroższy mój uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„A dlaczego?” – spytal.
„Bo Ty jesteś ze mną! Więc czego mam się bać??!”
Uśmiechnęłam się Maleńkiego mojego. A ON patrzył we mnie z wielką Miłością. Pochylil głowę i patrzył zachwycony cały. Spojrzałam tam gdzie On patrzył i zamarlam w zachwycie! Dwa serca, SERCE Najdroższego i moje serce wyszły z naszych ciał. I przytuliły się do siebie nawzajem. Z SERCA Najdroższego wyszła bielutka Hostia i weszła w moje serce…
Najdroższy podniósł głowę i ja też podnioslam swoją. I patrzyłam w oczy Najdroższego. On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice. Tańczylismy bardzo. W wielkiej miłości.

Nad ranem leżałam w łóżku i rozmyślalam. Akurat pomyślałam o moim blogu i notkach. „To co tam piszę to już jest niezły odlot! Całkowity, totalny odlot!” – pomyślałam uśmiechając się do Najdroższego mojego. „Odlot, Maleńka Moja! Ty już nie idziesz ze Mną pod rękę. Ty lecisz! Lecisz ze Mną pod rękę!!!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. I dalej rozmyślalam. W życiu też mam totalny odlot. Ale może kiedy indziej o tym napiszę. Zmeczona teraz jestem i ręka boli. Wystarczy na razie.
Albo teraz! Jak odlot to odlot. Piszę ” moje Duchowe Dzieci”, ale piszę o moich najbliższych. Jedno moje Duchowe Dziecko jest bardzo ciężko chore. Niedługo będzie miało badanie, które potwierdzi lub zaprzeczy czy choroba się pogłębia, postępuje, czy nie. Dziecko żyje w ciągłym lęku, strachu. Często irracjonalnym. Wytwarza, a raczej próbuje wytworzyć wokół siebie aurę, atmosferę lęku, strachu a nawet paniki. Próbuje w taki stan wciągnąć innych. A widząc, że nie poddajemy się temu, dziwi się bardzo. Gdy na Nie patrzę, widzę w Jego oczach lęk. A Ono w moich oczach widzi pokój, spokój i uśmiech. I czasem mówi że mi zazdrości, czasem, że mnie nie rozumie, a czasem tez próbuje się do mnie uśmiechnąć. Wszyscy walczymy o moje Duchowe Dziecko. Walczymy o całą rodzinę. Staram się być podporą, oparciem. Też dla mojego drugiego kochanego Duchowego Dziecka. Staram się być oparciem. Nie wiem jak mi wychodzi. Chyba nie za bardzo. Ale się staram.
Totalny odlot, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *