NAJCENNIEJSZA!

Na naszym podwórku rosła brzoza. Stara i dość duża. Rosła bardzo blisko naszego domu. Była bardzo wygięta, pochylona w kierunku domu i linii wysokiego napięcia. I choć rodzice dbali, żeby jej gałęzie nie sięgały linii prądowej, pochylona brzoza podczas burz i silnych wiatrów stanowiła coraz większe zagrożenie dla budynku domu i kabli od prądu. W końcu rodzice postanowili brzozę wyciąć. Postarali się o zezwolenie na wycinkę i wynajęli ekipę, która miała drzewo wyciąć. Ekipa składała się z wysportowanych alpinistów, którzy na co dzień profesjonalnie zajmowali się wycinka drzew, a w wolnym czasie uprawiali wspinaczkę górska. I w zeszłym tygodniu zajęli się wycięciem naszej brzozy. Ja siedziałam w domu kiedy piły poszły w ruch. Po jakimś czasie tato przyszedł do mnie i spytał czy chcę zobaczyć jak ścinają. Powiedziałam że chcę. Więc tato wywiózł mnie na podwórko i postawił w bezpiecznej odległości (jak się wydawalo) od drzewa, a sam podszedł pomagać. Siedziałam na wózku z zadarta do góry głową i zaciekawieniem obserwowałam jak poprzypinany specjalną uprzęża i linami do drzewa, wyposażony w kombinezon, kask, słuchawki na uszy, raki i pile spalinowa mężczyzna obcina gałęzie. Robił to bardzo profesjonalnie i fachowo, zawodowo. Najpierw badał każdą gałąź, przywiązywał do niej linę obcinał gałąź i na linie spuszcza ją na ziemię. Bardzo ostrożnie i delikatnie. Podziwiałam jego dokładność i umiejętności! Widać było że zna się na tym co robi. W pewnej chwili od tyłu dobiegł mnie głos bratowej:
-Moniś!!! Jeszcze ciebie tutaj brakowało! Za blisko stoisz! Odwioze cię trochę dalej, dobrze?!
-Dobrze!
I bratowa chwyciła wózek i odwiozla mnie dalej. Ledwo to zrobila na miejsce w którym poprzednio stałam… spadła dość duża gałąź… Konar!
-Patrz!!! Widzisz… – bratowa była zdumiona. Ja też…
-Gdyby nie ty, mogło być po mnie… – szepnęłam do niej.
Bratowa potem opowiadała mi, że byla w domu i gotowala obiad i nagle poczuła wewnętrzny nakaz, polecenie, wręcz przymus, że ma szybko wyjść na dwór. Nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że musi. Wyszła i zobaczyła mnie siedząca na wózku inwalidzkim niedaleko ścinanej brzozy. I już wiedziała dlaczego musiala wyjść…

Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy. Najdroższy mój obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. I uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Opiekujesz się mną, Maleńki mój!”
„Tak. Opiekuje się Tobą!”
„Strzeżesz mnie i chronisz!”
„Strzege i chronię!”
„Dziękuję!!! Bardzo dziękuję, Maleńki mój!!! Dziękuję!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie i spojrzał mi w oczy głęboko…
„Jesteś dla Mnie drogocenna, Moja Maleńka! Najcenniejsza!”
Jego oczy płonęly Miłością bezgraniczna… Objęłam Go za szyję i ucałowałam.
Najdroższy wziął mnie na ręce i chwilę później siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy trzymał mnie na kolanach i tulil w ramionach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego.
„Jesteś dla Mnie najcenniejsza, Moja Maleńka Pięknotko!”- wyszeptalo SERCE Maleńkiego mojego.
„Mój Maleńki Pięknisiu…” – szeptalo moje serce. Gdy wypowiadalam to ‚imię’, moje serce biło mocniej a ja cała promienialam zachwytem i uwielbieniem.
Maleńki mój potężniał… Obejmował mnie cały, coraz bardziej i bardziej. Zanurzal mnie w Sobie. Otulał w MIŁOŚCI. Miłością. Stawał się coraz bliższy i coraz bardziej tajemniczy… Tańczyliśmy zjednoczeni w miłości. Piękniś i Jego maleńka Pięknotka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: