O SAMOTNOŚCI BOGA – CZŁOWIEKA

W Najdroższym moim byłam… W Jego objęciach Maleńkiego, w ramionach Jego bardzo tańczyłam! Najdroższy pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Cierpiący był bardzo, niezmiernie, ogromnie… Wiedziałam, że cierpi, choć o tym nie mówił. Nie musiał. Wiedziałam. I On wiedział, że ja cierpiałam bardzo, choć Mu o tym nie mówiłam. Nie musiałam. Wiedział.
Dotykalam Jego policzka i głaskalam go z czułością i miłością.
„Mój Słodki… mój Słodki… Ty tak bardzo cierpisz, a ja nawet nie mogę Ci pomóc…”- szeptałam ze smutkiem.
Najdroższy ujął moją dłoń i przytulił ją i przytulił do Swego policzka.
„Jesteś ze Mną, cierpisz ze Mną… To wielka pomoc, bardzo wielka!”
„Tobie to pomaga?”
„Tak, Maleńka Moja. Bo nie jestem Sam . I nie czuję się samotny.”
„Ty chyba nigdy nie jesteś Sam, ani samotny?”
„Kiedy mówię że jestem Sam i samotny mówię nie tylko o Boskości, nawet Bóg bez kochającej Go duszy, jest samotny, co o człowieczeństwie Swoim, rozumiesz, Maleńka Moja?”
„Tak mój Maleńki!”
Maleńki tulil mnie do SERCA Swego. Z JEGO Rany wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Najdroższego mojego. Obecnością, modlitwą serca i tańcem.