W ŚWIATŁOŚCI

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. W ramionach trzymałam Najdroższego mojego. Tuliłam Go do serca swego. Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Szczęśliwa! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i też się do mnie cudnie uśmiechał. W pewnej chwili zawial lekki wietrzyk. Podnioslam głowę. Było cudownie! Na niebie świeciło wielkie jasne Słońce, morze kwiatów falowało wydając piękne zapachy… Podnioslam głowę jeszcze wyżej, zamknęlam oczy i wdychalam… Pomyślałam że jestem najszczesliwsza na świecie! Trwałam chwilę z zamkniętymi oczami. Gdy nagle poczułam, że ktoś rzuca mi się na szyję i obsypuje pocałunkami, na policzkach! Na całej twarzy!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam klęczace na moich kolanach Dzieciątko, które obejmowało mnie za szyję i obsypywalo mnie pocałunkami!
„Moja Słodka Pięknotka!” – szeptalo czule. Zaśmiałam się wesoło! A Dzieciątko zeskoczylo z moich kolan, chwycilo mnie za rękę.
„Chodź!” – zawołało.
„Chcesz iść na spacer? Dobrze!”
Wstałam z ławeczki i trzymając Dzieciątko za rączke szłam nad morzem kwiatów. Nagle znalazłam się w całkowitej ciemności!!! Całkowitej! Ciemno było bardzo. Czarno! Nic nie widziałam. Nawet Dzieciątka! Czułam tylko ciepło Jego rączki w swojej dłoni.
” Nie bój się Moja Słodka. Jestem przy Tobie!”
„Wiem, mój Maleńki!”
Czułam, że dokądś Maleńki mój mnie prowadził. Choć wokół wciąż widziałam tylko ciemności, byłam pewna że idziemy. W pewnej chwili w oddali zobaczyłam jasny punkt. Wyraźnie szliśmy w jego kierunku. Jasny punkt stawal się większy i większy. Aż przybrał kształt. Krzyża! Wielki świetlisty Krzyż jasnial w ciemności… Szliśmy Niego, Maleńki mój i ja. Nie wiem jak długo szliśmy. W każdym razie po jakimś czasie stanęłam przed ogromnym Krzyżem. Najdroższego mojego nie było… Gdzieś zniknął. A Krzyż okazał się być wielką bramą. Do Światłości. Stałam na jej progu, gdy wyszła z niej do mnie jasna Postać. Poznałam ją od razu! Po uśmiechu! To był mój Anioł Stróż, ks Piotr. Położył swą dłoń na moim ramieniu i poprowadzil w Światłość. Znalazłam się w ogromnej jasności. Zobaczylam kilka rzędów jakby ławek. Anioł przyprowadził mnie do jednej z nich i gestem dłoni zapraszal żebym usiadła. Usiadłam. Aniol usiadł obok mnie. Wtedy zobaczylam że w zławkach siedzi wiele osób podobnych do mnie, a obok nich świetlistych Postaci.
Zagrały trąby. I jakiś donośny głos zaczął wyczytywać:
” Moja Piękna Perła!”
I z ławki wyszła na środek piękna postać. Rzeczywiście przypominała cudną perłę!
„Moja Zwinna Iskierka!”
I na środek wybiegła postać przypominająca iskrę!
„Moja Gołąbka!”
Na środek wyleciała postac przypominająca gołębia!
„Moja Słodka Pięknotka!”
I na środek wyszłam… ja.
Donośny głos długo jeszcze wyczytywał, a na z ławek wychodziły co rusz to nowe postaci.
Trąby zagrały uroczyście!
„Prosimy zrobić przejście dla Oblubieńca!”- zabrzmiał ten sam głos, który wcześniej wyczytywał.
Postaci, w tym ja, rozstąpiły się robiąc szerokie przejscie.
I wtedy zjawił się On!!! Najdroższy!!! Przecudny i promienny bardzo! Jaśniał przedziwnym blaskiem!!! Podchodził do każdej postaci i obdarzał kazdą cudnym usmiechem i pocałunkiem. Podszedł i do mnie. Uśmiechnął się cudnie i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
A potem zaczęły się tańce!!! Najdroższy tanczył z kazdą postacią oddzielnie i ze wszystkimi naraz. Jednocześnie! I kazda z nas była pewna, przekonana do głębi, ze jest dla Niego jedyną. Że jest cały jej i dla niej. A ona Jego i dla Niego! I że Najdroższy tańczy tylko z nią. Maleńki tańczył ze mną… Patrzył we mnie głęboko… z ogniem Milości i zachwytem… Tanczył i patrzył… i patrzył… A ja nie wiem kiedy zorientowałam sie, że znów siedzę na ławeczce nad morzem kwiatów i tulę Najdroższego do serca.
Uśmiechał się do mnie cudnie…

%d bloggers like this: