WYNALAZEK NAJDROŻSZEGO

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Uśmiechałam się do Najdroższego promiennie! On pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem.
„Napiszę o tym, dobrze? Niech inni wiedzą jak się mną opiekujesz, jak troszczysz się o mnie! Jakie wynalazki dla mnie wymyślasz! Napisze o tym, jeśli pozwolisz, Najdroższy mój!”
„Napisz, Maleńka Moja!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Tańczylismy bardzo.

Otóż jak wiecie maluję ustami. Trzymam pędzel w ustach, a mówiąc konkretnie w zębach. Pędzle są z reguły krótkie i żeby je wydłużyć używam przedłużaczy. Do jakiegoś czasu tato robił mi przedłużacze z mazaków. Wyjmował wkład, a wkładal pędzel. Jednak jakiś czas temu mazaki przestały się sprawdzać jako przedłużacze do pędzli. Dlaczego? Dowiecie się z tekstu wiadomości, który ulozylam i powysylalam do różnych hurtowni papierniczych, sklepów, a nawet firm produkujacych mazaki. Oto ta wiadomość: „Jestem niepełnosprawna, na wózku. Jestem malarką. Maluję ustami. Mazaków (wkłady są wyjmowane) używam jako przedłużaczy do pędzli. Kiedyś mazaki wykonane były z takiego plastiku, który się wyginał, dobrze mi się malowało. Teraz przeważnie są z takiego twardego plastiku, który pęka i rani mi szczękę. Czy mają Państwo może takie mazaki, które mają choć trochę giętką obudowę, które się wyginają? Ja wiem, że to kłopot sprawdzać, ale byłabym naprawdę bardzo wdzięczna…” Wysyłalam go wszędzie, odpowiedzi, jeśli przychodziły były w stylu: „Bardzo nam przykro, ale takich mazaków nie posiadamy.” Pomagaly moje Duchowe Dzieci. Syn wysłał wiadomość do szefa hurtowni papierniczej, tato szukal w sklepach, ja w internecie. Jednak odpowiednich mazakow nie było. Tato pozakladal wężyki silikonowe na mazaki, żebym miała miękko. Jednak i one nie zdały egzaminu. Między wężyk a mazaki dostawala się ślina i kapala na obraz. Poza tym wężyki były delikatne i szybko je przegryzalam. Także szukalam dalej. W sklepie internetowym dla artystów znalazłam nasadki na węgiel, żeby gdy się nim maluje, nie pobrudzić sobie rąk. Dowiedziałam się też że są specjalne nasadki na ołówek gdy jest krótki. Znalazłam nawet takie, które wydaly się dobre. I napisałam do sklepu pytanie o wymiary. Napisalam, wysłałam, wyłączyłam komputer. I zawołałam tatę, żeby mnie zawiózl do kuchni. Zawiózl. Na stole już stała moja kolacja. Stało też kilka kubków i leżała łyżka z plastikowym uchwytem. Jak to w kuchni 😁 Zaczęłam jeść. Ale zaraz przerwałam… Spojrzałam na łyżkę… I naszla mnie myśl! „Taaak… to odłączyć, rozdzielić, a tu wywiercic otwór… I byłoby super!”
-Jedz. Dlaczego nie jesz? – z rozmyślań wyrwał mnie głos taty.
-Bo… tak mi przyszło do głowy że ten uchwyt od łyżki mógłby być dobry… jako przedluzacz…
Tato wziął łyżkę do ręki, zaczął ją obracać i badać wzrokiem.
-Myślisz? A nie będzie za twarde?
-Właśnie dobrze, że twarde. I pełne. Nie będą się lamaly jak mazaki i nie będę ich tak szybko przegryzac.
-Tak? To idę wywiercic otwór na pędzel.
-Teraz?! Mógłbyś?
-A dlaczego nie? Jasne! Tylko szkoda, że nie mam imadła, byłoby łatwiej. Bo otwór trzeba wywiercić idealnie równo i idealnie na środku. Żeby wiertło bokiem nie wyszło. Chirurgiczna precyzja potrzebna!- zaśmiał się tato i wyszedł z łyżką na dwór.
A we mnie już wszystko śpiewało Najdroższemu: „Dziękuję!!!”
Tato wrócił po chwili z wywierconym w uchwycie otworem. Włożył do niego pędzel i dał mi do wypróbowania. Uchwyt w zębach trzymał się… idealnie!
-I jak? – spytał zaciekawiony tata.
-Suuuper!!!
-Jutro zobaczysz jeszcze jak będzie ci się malowało, a jak będzie dobry to zrobię więcej takich przedłużaczy!
-A łyżki?!- spytałam śmiejąc się.
-Nie martw się o łyżki! – tata też się śmiał- zawsze można je kupić. A dobrych mazaków, jak widzisz, nie ma.
Wieczorem napisałam o tej przygodzie Duchowemu Dziecku. „Jak pomysł okaże się dobry to go
opatentuję! 😀 ” – dodalam.
Na drugi dzień wypróbowałam nowy przedłużacz „w praniu”, w czasie malowania. Był dobry… to mało powiedziane! Idealny! Super! Ekstra!!!
Tato porobił mi ich więcej.
-Zobacz jakie przedłużacze Monika wymyśliła!- tata pokazał je mamie.
-Wydziwia! – skomentowała krótko.
-Wcale nie! To bardzo dobry pomysł. Moja krew! To ja ją natchnąłem!- śmiał się tata.
Uśmiechnęłam się i pomyslałam, że sukces to zawsze ma wielu ojców!
Doskonale wiedziałam CZYJ to pomysł i KTO mnie natchnął! Taki oryginalny, niekonwencjonalny, dziwny a jednocześnie genialny pomysł mógł mieć TYLKO Najdroższy mój!!!

%d bloggers like this: