IDENTYCZNE

Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ogromnie… Patrzył we mnie, głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości! Stałam przed Nim. Na chwiejących się nogach. Jak pijana. Ale nie byłam pijana. Tylko bez sił. Chwiałam się na nogach bo nie miałam siły ustać. Siłą woli podeszłam do Najdroższego mojego i objęłam Go za szyję.
„Najdroższy mój…- wyszeptalam z trudem – Pragnę być podobną do Ciebie… Bardzo pragnę!!! Ale nie mam siły i trudno mi już wytrzymać…”
Najdroższy mój spojrzal we mnie z ogniem Miłości w oczach.
„Jesteś podobną do Mnie, Śliczna Moja! Mnie także brak sił i też trudno Mi wytrzymać. Jesteś bardzo do Mnie podobna!”
I Maleńki mój wziął moje poranione i obolałe serce i przytulił do SERCA Swego. Patrzyłam na oba tulące się do siebie serca i nie mogłam wyjść ze zdumienia… Moje serce było bardzo podobne do SERCA Najdroższego mojego!!! Było wprost identyczne!!! Wtulilam się w Maleńkiego mojego. Całkowicie! Tańczyliśmy bardzo!!!

Najdroższy mój siedział na ławeczce w morzu kwiatów. Trzymał mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości. Promienial cały uśmiechem! Uśmiechałam się do Niego radośnie, szczęśliwa cała i zakochana na zabój! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Jesteś do Mnie podobną, Maleńka Moja. A Ja jestem z Tobą. Zawsze! A gdy czasem wydaje Ci się, że Mnie przy Tobie nie ma, wtedy jestem najbliżej!”
„Wiem… Przepra….”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Przerwał na chwile.
„Nie przepraszaj, Słodka Moja… Ja rozumiem!” – wyszeptal z ogniem Miłości w oczach. I dalej całował mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje…

DUMNY

Byłam Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z czułością wielką i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości i bliskości spojrzeniem. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Zachwycona i zamyślona…
„Wiesz, mój Najdroższy? – szepnęłam ni to do siebie, ni do Niego – zauważyłam że odkąd odrzuciłam bicze, odkąd stanęłam w prawdzie przed Tobą i przed samą sobą grzeszę mniej. Mniej i rzadziej Ciebie ranie…”
Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal.
„Mniej ranisz i uszczęśliwiasz bardzo, Maleńka Moja!”
„Sama widzę. Grzech, który przedtem popełnialam często, który mnie dręczyl i ranił, od tamtej pory nie popełniam! Jak nożem uciąl! I nawet mnie specjalnie do niego nie kusi. A jeśli nawet to od razu przypominam sobie Ciebie ubiczowanego i decyzja ‚nie będę ranić!’ I pokusa znika natychmiast!”
„Tak Moja Śliczna! Jestem z Ciebie bardzo dumny!”
Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Wszystko bym oddala, żeby nie ranić Cię wcale…”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i przytulił do SERCA Swego. Z czułością wielką mnie tulił…
„Zaufalas Prawdzie, stanęłas w PRAWDZIE. I Prawda Cię wyzwala. Jestem z Ciebie bardzo dumny, Maleńka Moja. I Ty też bądź!”
„Dobrze, Najdroższy mój!!!”
Maleńki mój patrzył we mnie z zachwytem i podziwem. Promieniał cały uśmiechem i bliskością bezgraniczna. Trwalam w Najdroższym moim!

GÓRA SKARBÓW

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Najdroższy mój był przy mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca! Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. W pewnej chwili Najdroższy pochylił się jeszcze bardziej. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy głęboko. I ja patrzyłam Mu w oczy… Nagle zobaczyłam w nich wielką górę skarbów! Klejnoty, złoto, srebro, drogie kamieni, perły… Góra skarbów!!! Lśnila, jasniala, iskrzyla się…
„Ooooo… Ile skarbów…!!!” – wyszeptalam zdziwiona.
„To gora powstała z Twojego tańca, Maleńka Moja! Z Twojej ofiary cierpienia!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia.
„Oooo…”
„Co chcesz z nią zrobić?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie promiennie.
„Ja???!!”
„To Twoje skarby. Możesz z nimi zrobić co chcesz!” – w głosie Maleńkiego mojego słyszałam uśmiech.
Patrzyłam w oczy Najdroższego mojego i wciąż widziałam te górę skarbów….
„Rozdaj, proszę moim Dzieciom!” – szepnęłam do Najdroższego.
„Sama rozdaj, Moja Śliczna! To Twoje skarby! Ja Ci tylko mogę pomóc!”
„Sama?! Jak???!”
Na twarzy Najdroższego mojego pojawil się uśmiech piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. A przede mną pojawiły się moje Duchowe Dzieci. Najdroższy podawał mi skarby, a ja rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam, rozdawałam… A góra skarbów zamiast maleć rosła i rosła…
„To dlatego, że podarowane dobro wraca do Ciebie podwojone!”- szepnął radośnie Najdroższy.
Poprosiłam Go, żeby rozdawał te skarby nie tylko moim Dzieciom, ale kazdemu kto ich potrzebuje.
A teraz tańcze bardzo. A góra skarbów rośnie i rośnie…

ZAZDROSNY O MNIE

Byłam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Promienial cały uśmiechem i zachwytem. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Piękna Moja! Pragnę mieć Cię tylko dla Siebie! Jestem zazdrosnym o Ciebie! Nie chcę się Tobą dzielić z nikim innym!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach i cudnym uśmiechem.
„Ale przecież nie musisz się mną z nikim dzielić! Jestem Twoja! Tylko Twoja! Zawsze Twoja! Cała Two…”- nie dokończyłam. Najdroższy zamknął mi usta pocalunkiem. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Z czułością i słodyczą… Potem wyszeptal mi wprost do serca:
„Wiem. Chciałem tylko, żebyś wiedziała!”
Uśmiechnęłam się do Niego z wdzięcznością i zachwytem! Szczęśliwa ogromnie! Przylgnelam do Najdroższego mojego całą sobą. Sercem i duszą i cialem… A moje serce szeptalo do Niego:
„Potrzebuję Ciebie i Ciebie pragnę! Jak powietrza! Jak tlenu!!! Nie! Bardziej niż tlenu!!! Jesteś moim Życiem! Sercem moim jesteś!!! Niebem moim!!! Najdroższy, Maleńki mój!!! Najsliczniejszy!!! Najslodszy mój!!!!”
Najdroższy patrzył we mnie z uwielbieniem i ogniem Miłości w oczach. Tańczylismy bardzo!

W UFNOŚCI

Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój, Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy. Najdroższy mój obejmował mnie z tkliwoscia niesamowitą. I w tańcu prowadził. Tańczylismy po całej Swiatłości! Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. A ON mnie co chwilę podrzucal do góry! Leciałam Wysoko, wysoko! Kręcilam piruety i lądowałam w ramionach Najdroższego mojego. Raz gdy mnie tak wysoko podrzucił i kręcilam piruety ze wszystkich stron napadły mnie jakieś stwory, lęki, strachy. Próbowały mnie zniszczyć, stłamsić, zatrzymać w tańcu! Próbowałam się bronić, i odpychac je od siebie. Ale nie dawałam rady…. W końcu wrzasnelam ostatkiem sił:
„W Imię Maleńkiego mojego rozkazuje: Idźcie precz ode mnie!!!! I nie wracajcie tu!!! W Imię Najdroższego mojego!!!!”
Nastała cisza jak makiem zasiał… Ja kręcilam piruety a potem wylądowałam bezpiecznie w ramionach Najdroższego mojego. Uśmiechal się do mnie cudnie. Ja jednak nie miałam sil. Całkowicie z sił opadłam. Najdroższy, Śliczny mój położył mnie w morzu kwiatów. I Sam pochylal się nade mną z Miłością bezgraniczna…
„Nie poddawaj się, Moja Słodka! Ja jestem z Tobą! Glowa do góry!”
„Maleńki mój, gdyby nie Ty, dawno bym się poddała, załamała. Ty jesteś moją Opoka i Twierdzą! Ufam Ci Maleńki mój!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie!!! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i podał mi swoją dłoń. Pomógł mi wstać. I znów tańczylismy nad morzem kwiatów tańczylismy bardzo! W Miłości i bliskości bez granic!!! W ufności!!!

NAJSZCZĘŚLIWSZA POD SŁOŃCEM!

Byłam pod Krzyżem Najdroższego mojego. Najdroższy, Maleńki mój wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Wisiał z rozpostartymi szeroko ramionami jakby chciał przyciągnąć wszystkich do Siebie. Wisiał nagich, odarty ze wszystkiego… Objęłam Go z miłością i przytuliłam do siebie, do serca swego. Maleńki mój spojrzal mi w oczy z miłością. Głęboko w oczy, w serce… Przenikal mnie niemal fizycznie.
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.
„Oblubienica nie musi. Oblubienica pragnie być podobną do swego Oblubienca!”
„Pragnie?!” – głos Najdroższego rozlegal się szerokim echem.
„Pragnie!”
W jednej chwili znalazłam się na Krzyżu. Przybita do Krzyża. Przygwozdzone ręce i nogi. Nie mogłam zrobić żadnego ruchu. Wisiałam nieruchoma. Maleńki mój obejmował mnie z Miłością i tkliwoscia niesamowitą. Patrzył we z zachwytem. Dotykal delikatnie i z namaszczeniem wielkim mojego ciała i z czułością całował… I całowal… Nie broniłam Mu, nie broniłam Najdroższemu mojemu. Nie miałam sił. Ale nie chciałam się bronić. Byłam cała
JEGO i cała dla NIEGO. Mógł ze mną zrobić co chciał! A ON wciąż całował… Potem znów spojrzał w moje oczy i wyszeptal:
„Oblubienica musi być podobną do swego Oblubienca!”
„Nie musi. Pragnie! Bardzo! Bardzo! Bar…” – nie skończylam, Najdroższy mój zamknął mi usta pocalunkiem.
„Jesteś do Mnie podobną, Moja Śliczna! Bardzo podobną do swego Oblubienca jesteś!”
I znów całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke. Pocałunek przy pocałunku. Pocałunek przy pocałunku… pocałunek przy pocałunku. W końcu mój Słodki zdjął mnie z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Z czułością i zachwytem we mnie patrzył. Promienny i piękny niezmiernie!
„Moja Śliczna! Słodka Moja! Umiłowana Pięknotka, Moja Mała… Maleńka Moja!” – szeptał z miłością, powagą i namaszczeniem wielkim.
Lezalam w ramionach Najdroższego mojego, w objęciach Maleńkiego mojego. Najszczęśliwsza pod słońcem!!!

SERCE DZIECKA

Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany, Najdroższy mój i ja. Zbliżylismy się do ławeczki. Ja jeszcze zatrzymałam się wąchając jakiegoś kwiatka, a Najdroższy usiadł na ławeczce. I czekał na mnie. Spojrzałam na Niego z miłością i uśmiechem. Zostawiłam kwiaty i śmiejąc się radośnie wskoczylam wprost na kolana Maleńkiego mojego! Najdroższy zaśmial się głośno, uszczęśliwiony bardzo! Objęłam Go za szyję i ucalowalam w policzek.
„Na Twoich kolankach najlepiej!” – wyszeptalam Mu wprost do ucha. Najdroższy mój rozpromieniony uśmiechem, patrzył we mnie z zachwytem.
„A wiesz, Maleńka Moja, kto jeszcze siedział u Mnie na kolanach?”
Nikt nie przychodził mi do głowy.
„Nie, Najdroższy mój!”
„A co mówi Pismo? Co można z niego wyczytać?” – spytal uśmiechając się do mnie cudnie.
„Siostra Marty, Maria siedziała u Twoich stóp… Jan położył głowę na SERCU Twoim. Ale kto siedział Ci na kolanach… Nie wiem!”
Maleńki spojrzał we mnie z wielką Miłością i czułością i objął mnie obiema rękami i tulil do Siebie mocno.
„Dziecię Moje Umiłowane!” – wyszeptal.
„Dziecię?! No jasne! Dzieci! Jest napisane że brałeś je w objęcia i błogosławiles! A skoro brałeś w objęcia, to na kolana też musiałeś brać! Może nawet same Ci wchodziły na kolana! Wdrapywaly się. Albo wskakiwaly!”
Uśmiechnęłam się do Najdroższego i On uśmiechał się do mnie promiennie.
” ‚Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa’, pamiętasz?”
Kiwnęłam głową twierdząco. A Najdroższy mówił dalej:
„Trzeba mieć serce dziecka, żeby wejść do Królestwa. Dziecko jeśli kocha, kocha całym sobą. Jeśli ufa, ufa całym sobą. Jeśli prosi, prosi całym sobą. Jeśli dziękuje, dziękuje całym sobą! Jeśli się cieszy, cieszy się całym sobą. Jeśli płacze, płacze całym sobą! A jeśli uśmiecha się, to też całym sobą! Są ludzie o dorosłych sercach. Ci trzymają się z dala ode Mnie, są nieufni, o sercach oziębłych i oschlych. Wydaje im się, że są samowystarczalni. Nie podchodzą do Mnie, bo uważają że nie wypada, albo że się nie godzi…”
„No! Gdybym ja patrzyła na to czy wypada, czy nie wypada, to bym na pewno Tobie na kolanka nie wskoczyla!” – zaśmiałam się wesoło.
„Bo masz serce dziecka, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Dzieki Tobie, Najdroższy mój! Ty zabrales moje serce z kamienia i dałeś mi serce z ciała!”
Patrzylismy w siebie nawzajem z Miłością i zachwytem. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Siebie. A ja obsypywalam mojego Słodkiego Pięknisia pocałunkami.

GŁĘBIEJ I GŁĘBIEJ…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic!!! Spojrzeniem z Krzyża. Maleńki mój pochylil się nade mną jeszcze bardziej, objął mnie i zaczął dotykać i całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie najbardziej. Całowal i całowal…. A we mnie rosło pragnienie…
„Najdroższy mój…!” – szepnęłam w końcu.
„Tak, Moja Słodka?”- Maleńki już był przy mojej twarzy i patrzył we mnie z ogniem Miłości w dużych i łagodnych oczach.
„Pozwól mi… proszę! Proszę!!! Pozwól mi całować Twoje Rany, tak jak Ty moje całujesz! Proszę!”
„Najmilsza Moja, Ty Mi nie odmówilas i Ja Tobie też nie odmówie!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem i uwielbieniem.
I natychmiast wszystko się zmieniło! Najdroższy mój leżał na ołtarzu Krzyża, a ja klęczałam przed Nim i całowalam Jego Rany. Całowałam z miłością, uwielbieniem i czcią… I wielkim wzruszeniem. Całowalam i całowalam… Każdą Ranę, każdy siniak na Ciele Maleńkiego mojego. Pocałunek przy pocałunku. Całowalam… A im dłużej całowalam tym głębiej wchodzilam w Jego Cierpienie, w Jego MĘKĘ. Głębiej i głębiej… Aż w końcu zmęczona, położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Maleńki mój był cały dla mnie!!! Od razu znalazłam się na SERCU Maleńkiego mojego. Cała w Jego Miłości! Otulona Miłością. Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i szepnął promienny bardzo:
„Uszczęśliwilas Mnie, Moja Mała!”
„To TY mnie uszczęśliwiles Maleńki mój!!!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Trwaliśmy w Miłości i cierpieniu. W tańcu. Wciąż trwamy.

OBUDZIŁAM SIĘ…

Obudziłam się. I od razu poczułam że jestem w ramionach Najdroższego. W objęciach mojego Słodkiego Pięknisia. Otulona Miłością i wtulona w Miłość. Byłam bardzo zmęczona i obolała bardzo. Po przespanym kawałku nocy powinnam być wypoczęta. A ja cała obolała i zmęczona. Leżałam w ramionach Najdroższego z zamkniętymi oczami leżałam. Rozbudzalam się powoli… Wyciągnęłam rękę przed siebie i trafiłam na policzek Maleńkiego mojego. Gładzilam go z czułością i uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie. Z zamkniętymi oczami się do Niego uśmiechałam.
„Witaj, Moja Śliczna!” – w głosie Jego słychać było miłość, radość i zachwyt.
„Witaj, mój Słodki!” – szepnęłam szczęśliwa. Czułam się jak niemowlę, z tego obrazu, który widziałam w oczach Najdroższego, w Łódeczce życia . Bezpieczna i… Jego. Po prostu! Objęłam za szyję Maleńkiego mojego i przytuliłam swoją twarz do Jego twarzy.
„Najdroższy mój, Maleńki mój… Kocham Ciebie!!!” – szepnęłam wtulona w Miłość.
„Kocham Ciebie, Moja Śliczna!”
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Pragnę Cię, Maleńki mój!!!”
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i dalej tulil mnie w objęciach. Uwielbialam Go modlitwą serca i odpoczywalam w Nim.

MOJE RĘCE

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy, Maleńki mój był ze mną. Był przy mnie. Pochylal się nade mną z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Patrzyłam w mojego Ślicznego z miłością i uwielbieniem. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z czułością. Najdroższy ujął moją dłoń i zaczął całować. Całowal moją lewą, pokrzywiona, powykrecana rękę. Ale całowal inaczej niż zwykle. Do tej pory całowal jak Oblubieniec. Teraz całowal… brak mi słów, żeby określić. Jedyne słowa, które przychodzą mi do głowy to, że całowal jak sługa, jak poddany, jak niewolnik swoją panią. Nie mogłam na to pozwolić!!! Wyrwalam gwałtownie rękę z Jego dłoni i położyłam daleko od NIEGO.
„To ja powinnam Ciebie po rękach w taki sposób całować, a nie Ty mnie, Najdroższy mój!!!” – szepnęłam z bólem serca.
Maleńki pochylil się nade mną jeszcze bardziej i patrzył we mnie spojrzeniem pełnym ogromnego niewypowiedzianego bólu, ale i takiego wielkiego pragnienia…
” Pozwól Mi… Proszę…!”- wyszeptal Najdroższy z bólem i pragnieniem tak wielkim, że… nie mogłam Mu odmówić. Bez słowa podnioslam rękę i położyłam obok dłoni Najdroższego mojego… W Jego oczach pojawila się nagle wielka radość i szczęście! Ujął znowu moją dłoń bardzo delikatnie i zaczął całować… Bardzo, bardzo uniżenie, w intymności wielkiej i bliskości wielkiej… Najdroższy mój całował, a mi na sercu robilo się miękko… Miękko??!! Nie!!! W każdym razie nie tylko! Czułam się rozdzierana! Wstrząsana! Miłością bezgraniczna! I poruszona do głębi duszy!!! Najdroższy całowal bardzo delikatnie i słodko… Nie wytrzymalam!
„Dlaczego to robisz…?” – spytalam bezglosnie.
„Bo kocham!”
„Az tak??!!!”
„Jeszcze bardziej!!! – wyszeptal Najdroższy z ogniem i spytał wpatrzony w moją lewą dłoń:
„Drętwieje i boli bardzo, prawda, Maleńka Moja?”
„Tak. Wyczytałam że to może być przez zwyrodnienie kręgosłupa. I chyba to prawda bo kręgosłup też boli. Czytałam też, że można całkowicie stracić czucie przez to drętwienie…”
„Nie stracisz. Obiecuję!”
„Dziękuję!”
„Nie dziękuj Maleńka Moja! Potrzebuję Twej ręki, więc robię to też dla Siebie!” – Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. Wiedziałam że się ze mną droczy. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptalam wskazując na rękę:
„Lewa i pokręcona!”
„Lewa i pokręcona, a zobacz ile dzięki niej robię!”
Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i zaczął całować drugą, prawa rękę.
„A ta całkowicie niewladna” – szepnęłam.
„I dla Mnie drogocenna. Przybita do Krzyża jak Moje!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego rozbrojona Miłością. A ON całowal wciąż moje ręce.

W ŁÓDECZKE ŻYCIA

Byłam na SERCU Maleńkiego mojego. Leżałam szczęśliwa bezpieczna i zakochana po uszy. Leżałam wtulona w Miłość. Otulona Miłością! Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem promienial cały uśmiechem i zachwytem i bliskością bez granic!

„Odpocznij dzisiaj, Maleńka Moja. Wiem że jesteś bardzo zmęczona” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości w oczach.

„Bardzo…”

„Odpocznij, Moja Śliczna!”

Maleńki mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal mnie jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje… Potem patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś. Spojrzenie Miłości!

W oczach Najdroższego mojego zobaczyłam wielkie wzburzone morze. Sztorm na nim szalał ogromny! Straszny! Budzący trwogę! Gdzieś na nim dostrzeglam maleńką, niepozorna łódeczkę. Była rzucana, miotana falami. Kolebala się to w jedną, to w drugą stronę. W łódeczce siedział Najdroższy mój. Wyglądał jak skala, jak opoka w maleńkiej łódeczke. Siedział niewzruszenie, nie zważając na sztorm szalejący w wokół. Siedział pochylony. A w Jego objęciach, w ramionach Jego spało niemowlę. Spało słodko i uśmiechało się przez sen. Najdroższy uśmiechał się z tkliwoscia do niego. Był wpatrzony w dziecko z zachwytem!

Patrzyłam na ten obraz długo poruszona…

„To niemowlę…” – zaczęłam… Najdroższy przerwał mi pocałunkiem.

„To Ty, Maleńka Moja!” – wyszeptal.

Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem i wzruszeniem… Maleńki promienial cały bliskością.

TSUNAMI

Burza w moim życiu, o której pisałam niedawno przeradza się w huragan, tornado i tsunami w jednym! W nocy rozmyślalam o tym huraganie, tsunami. I nagle napadły mnie myśli. Czarne jak noc!!! W sercu zrobiło się ciemno… Już widziałam to tsunami jak niszczy, zalewa morze kwiatów! Jak zalewa je czarną mazią. Już widziałam, jak niszczy zamek na skale… Jak się topie w tej mazi…
„Jezu ufam Tobie!!!” – wyrwalo mi się z głębi serca.
I nagle zrobilo się jasno!!! Znów w sercu świeciło Słońce, zamek na skale stał niewzruszenie. Morze kwiatów cudnie falowalo… A ja byłam w ramionach Najdroższego mojego, w Jego objęciach. Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i ufnością. Z uśmiechem w Niego patrzyłam.
„Jestem z Tobą Kochana Moja! Maleńka Moja jestem z Tobą!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
„Ufam Tobie, Maleńki mój!” – szepnęłam wpatrzona w Niego i szczęśliwa bardzo bardzo bardzo!
Byłam Jego dzieciątkiem, Jego maleństwem, Jego niemowlęciem!!! A ON tulil mnie w objęciach, w ramionach. Całowal i pieścil Swoje maleństwo… W moim sercu znów jest Jego pokój, szczęście i radość!!!

CAŁA W MIŁOŚCI

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem.
Maleńki mój dotykał miejsca w moim ciele, które zwykle bolał mnie najbardziej.
„Bardzo Cię bolą, Śliczna Moja?” – spytal z troską.
„Dziś w miarę, Maleńki mój. Ale… całe ciało mnie boli bardzo.”
I dodałam patrząc Mu w oczy:
„Dziękuję że mogę cierpieć z Tobą Maleńki! Bardzo dziękuję!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptal z ogniem w oczach:
„Kocham Ciebie, Moja Słodka!”
„Wiem, mój Najdroższy!!! Widzę to!!! Doświadczam Twojej Miłości każdego dnia, każdej minuty… Każdej sekundy!!!”
Najdroższy objął mnie delikatnie. Z wielką delikatnością i Miłością… Wchodził we mnie. I ja w Niego wchodzilam… głębiej i głębiej. Znalazłam się na SERCU Najdroższym moim. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w Miłość. Otulona Miłością. Cała w Miłości.
„Dzielisz ze Mną Moją MĘKĘ, Maleńka Moja!”
Tańczylismy bardzo. Najdroższy mój i ja. W MIŁOŚCI!

WYNALAZEK NAJDROŻSZEGO

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Uśmiechałam się do Najdroższego promiennie! On pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem.
„Napiszę o tym, dobrze? Niech inni wiedzą jak się mną opiekujesz, jak troszczysz się o mnie! Jakie wynalazki dla mnie wymyślasz! Napisze o tym, jeśli pozwolisz, Najdroższy mój!”
„Napisz, Maleńka Moja!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Tańczylismy bardzo.

Otóż jak wiecie maluję ustami. Trzymam pędzel w ustach, a mówiąc konkretnie w zębach. Pędzle są z reguły krótkie i żeby je wydłużyć używam przedłużaczy. Do jakiegoś czasu tato robił mi przedłużacze z mazaków. Wyjmował wkład, a wkładal pędzel. Jednak jakiś czas temu mazaki przestały się sprawdzać jako przedłużacze do pędzli. Dlaczego? Dowiecie się z tekstu wiadomości, który ulozylam i powysylalam do różnych hurtowni papierniczych, sklepów, a nawet firm produkujacych mazaki. Oto ta wiadomość: „Jestem niepełnosprawna, na wózku. Jestem malarką. Maluję ustami. Mazaków (wkłady są wyjmowane) używam jako przedłużaczy do pędzli. Kiedyś mazaki wykonane były z takiego plastiku, który się wyginał, dobrze mi się malowało. Teraz przeważnie są z takiego twardego plastiku, który pęka i rani mi szczękę. Czy mają Państwo może takie mazaki, które mają choć trochę giętką obudowę, które się wyginają? Ja wiem, że to kłopot sprawdzać, ale byłabym naprawdę bardzo wdzięczna…” Wysyłalam go wszędzie, odpowiedzi, jeśli przychodziły były w stylu: „Bardzo nam przykro, ale takich mazaków nie posiadamy.” Pomagaly moje Duchowe Dzieci. Syn wysłał wiadomość do szefa hurtowni papierniczej, tato szukal w sklepach, ja w internecie. Jednak odpowiednich mazakow nie było. Tato pozakladal wężyki silikonowe na mazaki, żebym miała miękko. Jednak i one nie zdały egzaminu. Między wężyk a mazaki dostawala się ślina i kapala na obraz. Poza tym wężyki były delikatne i szybko je przegryzalam. Także szukalam dalej. W sklepie internetowym dla artystów znalazłam nasadki na węgiel, żeby gdy się nim maluje, nie pobrudzić sobie rąk. Dowiedziałam się też że są specjalne nasadki na ołówek gdy jest krótki. Znalazłam nawet takie, które wydaly się dobre. I napisałam do sklepu pytanie o wymiary. Napisalam, wysłałam, wyłączyłam komputer. I zawołałam tatę, żeby mnie zawiózl do kuchni. Zawiózl. Na stole już stała moja kolacja. Stało też kilka kubków i leżała łyżka z plastikowym uchwytem. Jak to w kuchni 😁 Zaczęłam jeść. Ale zaraz przerwałam… Spojrzałam na łyżkę… I naszla mnie myśl! „Taaak… to odłączyć, rozdzielić, a tu wywiercic otwór… I byłoby super!”
-Jedz. Dlaczego nie jesz? – z rozmyślań wyrwał mnie głos taty.
-Bo… tak mi przyszło do głowy że ten uchwyt od łyżki mógłby być dobry… jako przedluzacz…
Tato wziął łyżkę do ręki, zaczął ją obracać i badać wzrokiem.
-Myślisz? A nie będzie za twarde?
-Właśnie dobrze, że twarde. I pełne. Nie będą się lamaly jak mazaki i nie będę ich tak szybko przegryzac.
-Tak? To idę wywiercic otwór na pędzel.
-Teraz?! Mógłbyś?
-A dlaczego nie? Jasne! Tylko szkoda, że nie mam imadła, byłoby łatwiej. Bo otwór trzeba wywiercić idealnie równo i idealnie na środku. Żeby wiertło bokiem nie wyszło. Chirurgiczna precyzja potrzebna!- zaśmiał się tato i wyszedł z łyżką na dwór.
A we mnie już wszystko śpiewało Najdroższemu: „Dziękuję!!!”
Tato wrócił po chwili z wywierconym w uchwycie otworem. Włożył do niego pędzel i dał mi do wypróbowania. Uchwyt w zębach trzymał się… idealnie!
-I jak? – spytał zaciekawiony tata.
-Suuuper!!!
-Jutro zobaczysz jeszcze jak będzie ci się malowało, a jak będzie dobry to zrobię więcej takich przedłużaczy!
-A łyżki?!- spytałam śmiejąc się.
-Nie martw się o łyżki! – tata też się śmiał- zawsze można je kupić. A dobrych mazaków, jak widzisz, nie ma.
Wieczorem napisałam o tej przygodzie Duchowemu Dziecku. „Jak pomysł okaże się dobry to go
opatentuję! 😀 ” – dodalam.
Na drugi dzień wypróbowałam nowy przedłużacz „w praniu”, w czasie malowania. Był dobry… to mało powiedziane! Idealny! Super! Ekstra!!!
Tato porobił mi ich więcej.
-Zobacz jakie przedłużacze Monika wymyśliła!- tata pokazał je mamie.
-Wydziwia! – skomentowała krótko.
-Wcale nie! To bardzo dobry pomysł. Moja krew! To ja ją natchnąłem!- śmiał się tata.
Uśmiechnęłam się i pomyslałam, że sukces to zawsze ma wielu ojców!
Doskonale wiedziałam CZYJ to pomysł i KTO mnie natchnął! Taki oryginalny, niekonwencjonalny, dziwny a jednocześnie genialny pomysł mógł mieć TYLKO Najdroższy mój!!!

W ŚWIATŁOŚCI

Siedziałam na ławeczce w morzu kwiatów. W ramionach trzymałam Najdroższego mojego. Tuliłam Go do serca swego. Maleńki patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem… Szczęśliwa! Uśmiechałam się do Niego radośnie. Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i też się do mnie cudnie uśmiechał. W pewnej chwili zawial lekki wietrzyk. Podnioslam głowę. Było cudownie! Na niebie świeciło wielkie jasne Słońce, morze kwiatów falowało wydając piękne zapachy… Podnioslam głowę jeszcze wyżej, zamknęlam oczy i wdychalam… Pomyślałam że jestem najszczesliwsza na świecie! Trwałam chwilę z zamkniętymi oczami. Gdy nagle poczułam, że ktoś rzuca mi się na szyję i obsypuje pocałunkami, na policzkach! Na całej twarzy!!! Otworzyłam oczy i zobaczyłam klęczace na moich kolanach Dzieciątko, które obejmowało mnie za szyję i obsypywalo mnie pocałunkami!
„Moja Słodka Pięknotka!” – szeptalo czule. Zaśmiałam się wesoło! A Dzieciątko zeskoczylo z moich kolan, chwycilo mnie za rękę.
„Chodź!” – zawołało.
„Chcesz iść na spacer? Dobrze!”
Wstałam z ławeczki i trzymając Dzieciątko za rączke szłam nad morzem kwiatów. Nagle znalazłam się w całkowitej ciemności!!! Całkowitej! Ciemno było bardzo. Czarno! Nic nie widziałam. Nawet Dzieciątka! Czułam tylko ciepło Jego rączki w swojej dłoni.
” Nie bój się Moja Słodka. Jestem przy Tobie!”
„Wiem, mój Maleńki!”
Czułam, że dokądś Maleńki mój mnie prowadził. Choć wokół wciąż widziałam tylko ciemności, byłam pewna że idziemy. W pewnej chwili w oddali zobaczyłam jasny punkt. Wyraźnie szliśmy w jego kierunku. Jasny punkt stawal się większy i większy. Aż przybrał kształt. Krzyża! Wielki świetlisty Krzyż jasnial w ciemności… Szliśmy Niego, Maleńki mój i ja. Nie wiem jak długo szliśmy. W każdym razie po jakimś czasie stanęłam przed ogromnym Krzyżem. Najdroższego mojego nie było… Gdzieś zniknął. A Krzyż okazał się być wielką bramą. Do Światłości. Stałam na jej progu, gdy wyszła z niej do mnie jasna Postać. Poznałam ją od razu! Po uśmiechu! To był mój Anioł Stróż, ks Piotr. Położył swą dłoń na moim ramieniu i poprowadzil w Światłość. Znalazłam się w ogromnej jasności. Zobaczylam kilka rzędów jakby ławek. Anioł przyprowadził mnie do jednej z nich i gestem dłoni zapraszal żebym usiadła. Usiadłam. Aniol usiadł obok mnie. Wtedy zobaczylam że w zławkach siedzi wiele osób podobnych do mnie, a obok nich świetlistych Postaci.
Zagrały trąby. I jakiś donośny głos zaczął wyczytywać:
” Moja Piękna Perła!”
I z ławki wyszła na środek piękna postać. Rzeczywiście przypominała cudną perłę!
„Moja Zwinna Iskierka!”
I na środek wybiegła postać przypominająca iskrę!
„Moja Gołąbka!”
Na środek wyleciała postac przypominająca gołębia!
„Moja Słodka Pięknotka!”
I na środek wyszłam… ja.
Donośny głos długo jeszcze wyczytywał, a na z ławek wychodziły co rusz to nowe postaci.
Trąby zagrały uroczyście!
„Prosimy zrobić przejście dla Oblubieńca!”- zabrzmiał ten sam głos, który wcześniej wyczytywał.
Postaci, w tym ja, rozstąpiły się robiąc szerokie przejscie.
I wtedy zjawił się On!!! Najdroższy!!! Przecudny i promienny bardzo! Jaśniał przedziwnym blaskiem!!! Podchodził do każdej postaci i obdarzał kazdą cudnym usmiechem i pocałunkiem. Podszedł i do mnie. Uśmiechnął się cudnie i mnie pocałował. Jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice…
A potem zaczęły się tańce!!! Najdroższy tanczył z kazdą postacią oddzielnie i ze wszystkimi naraz. Jednocześnie! I kazda z nas była pewna, przekonana do głębi, ze jest dla Niego jedyną. Że jest cały jej i dla niej. A ona Jego i dla Niego! I że Najdroższy tańczy tylko z nią. Maleńki tańczył ze mną… Patrzył we mnie głęboko… z ogniem Milości i zachwytem… Tanczył i patrzył… i patrzył… A ja nie wiem kiedy zorientowałam sie, że znów siedzę na ławeczce nad morzem kwiatów i tulę Najdroższego do serca.
Uśmiechał się do mnie cudnie…

Z UWIELBIENIEM…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam w Maleńkiego mojego z uwielbieniem i zachwytem. Dotykalam Jego twarzy, policzka i głaskalam go z czułością.
„Kocham Ciebie, mój Maleńki…” – wyszeptałam. Mój Słodki pochylil się nade mną jeszcze bardziej i patrzył we mnie głęboko… Natychmiast znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Głowa zwisala Mu na piersi. Oczy zamknięte. Cierpiący był bardzo bardzo Maleńki mój… Zaczęłam całować JEGO Rany. Całowałam Jego poranione czoło. Jego opuchnięte policzki. Całowałam Jego zakrwawiona brodę… Całowalam ze czcią. Całowalam barki które dźwigały belkę Krzyża… Całowałam poorane biczami ciało mojego Ślicznego. Ręce i nogi. Całowalam Jego zmiażdżone upadkami na drodze krzyżowej kolana… Stopy. Całowalam z czułością i namaszczeniem wielkim. Całowalam i całowalam… Potem przytuliłam się do SERCA Najdroższego. Mocno. Przylgnelam do Niego całą sobą! Zamknęłam oczy i trwałam… Nagle poczułam że jestem w ramionach Najdroższego mojego. Otulona Miłością. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego. Patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie…
„Bardzo Mi ulżyłas, Śliczna Moja!”
„Chciałabym jeszcze bardziej… Cierpisz za mnie i moje Dzieci! Każda rana mówi o Twojej ogromnej Miłości! Tak bardzo bym chciała Ci usłużyć, ulżyć bardziej…”
„Chcesz jeszcze bardziej cierpieć dla Mnie?” – spytal Maleńki mój. Oczy miał utkwione we mnie. Patrzył we mnie poważnie i przenikliwie.
„Tak mój Maleńki. Chcę.”
„Na pewno?”
„Tak.”
Patrzyłam w oczy Najdroższego i On patrzył mi w oczy głęboko.
„Perlo Moja!” – wyszeptal Najdroższy z zachwytem.
„Nie nazywaj mnie tak, proszę. Jestem Twoją małą, maleńką. Tak mnie nazywaj, proszę” – szepnęłam z uśmiechem.
„Mała Moja!” – w głosie Najdroższego było tyle Miłości!
Maleńki mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego…
Patrzył we mnie z uwielbieniem…

MAŁA W MIŁOŚCI WIELKIEJ!

Byłam w wielkiej jasności. Przypominala ona kościół, który cały był prześwietlony dziwnym światłem. Siedziałam w ławce. Przede mną stał wielki jasny ołtarz, przy którym Najdroższy mój celebrowal Eucharystie. Podniósł ogromną białą Hostie. Wysoko! Wysoko!!! Uklęklam w uwielbieniu. Podniósł Kielich…
Potem stanął przed ołtarzem z Hostia w dłoni. Podeszłam do Najdroższego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Spożylam i chciałam odejść do ławki. Ale Maleńki mój mnie zatrzymał kładąc rękę na moimz ramieniu. Potem przykucnął i we mnie patrzył. Wtedy spostrzegłam jak jestem mała. Miałam wzrost dziecka! Bynajmniej mnie to nie zmartwilo. Przeciwnie, bardzo ucieszylo!!! Chciałam być Maleńką i byłam!!! Najdroższy patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i uśmiechał się do mnie promiennie!!!
Rzuciłam Mu się na szyję! Z miłością!!! Objęłam z czułością Maleńkiego mojego i przytuliłam się do Niego! Najdroższy objął mnie i wziął na ręce. I tulil do SERCA!!! Byłam niezmiernie szczęśliwa!!! Niezmiernie!!! Leciałam w ramionach Najdroższego mojego… I widziałam nad sobą JEGO promienne, uszczęśliwione Oblicze!
„Jak dobrze Mi w Twym sercu, Maleńka Moja! Śliczna Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. Dotknęłam Jego policzka i głaskalam go z czułością…
„Mój Przecudny! Mój Maleńki… mój Słodki!” – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego. Trwalismy w Miłości i bliskości bez granic…

MARZENIE

Siedziałam przy łóżku mojego Duchowego Dziecka. Dziecko leżąc w łóżku co chwilę drzemalo. Raz na jakiś czas otwieralo oczy i patrzyło na mnie smutnym, pustym wzrokiem.
-Drzemie mi się, od drugiej nie spałam.
-Śpij, Kochanie… – uśmiechnęłam się do Dziecka łagodnie i zanucilam – ‚O, o, o! Śpij kochanie, śpij!’ Wiesz kto to śpiewa? – spytałam z uśmiechem.
-Kayah!
Przytaknelam. A Dziecko znów zamknęlo oczy i chwilę drzemalo. Potem otworzyło oczy i znów patrzyło na mnie smutno.
-Tak bym chciała być zdrowa… To moje największe marzenie. Marzenie mojego życia! – szepnęło Dziecko.
-Tylko?!! – wyrwało mi się z głębi serca zdumienie – Tylko o tym marzysz??!!
-Tylko??! Czy aż?!!! – Dziecko było zdumione moim zdumieniem.
-Dla ciebie aż, dla mnie tylko. Zależy jak kto patrzy.
Dziecko patrzyło na mnie z jeszcze większą pustką w oczach i milczało.
-Naprawdę zdrowie jest twoim największym marzeniem?! Nie masz większego?
Dziecko pokiwalo przecząco głową…
-Szkoda… – szepnęłam patrząc Mu w oczy z miłością i smutkiem.
Nie powiedziałam nic więcej. Nie tłumaczyłam, bo raczej nic by to nie dało.
Pomyślałam że dla mojego Dziecka zdrowie stało się bogiem. Ale zaraz potem pomyślałam że to zbyt ostre stwierdzenie i że nie mogę tak osądzac, oceniać bo nie wiem do końca co się dzieje w sercu Duchowego Dziecka. Najdroższy wie co naprawdę się w nim kryje. Może tli się w nim choć iskierka jeszcze większego, największego Marzenia.

Lezalam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca bardzo leżałam. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym pełnym Miłości i bliskości spojrzeniem.
„O czym marzysz najbardziej, Moja Śliczna?”- spytal uśmiechając się do mnie promiennie bardzo.
„Ty wiesz, Maleńki mój!” – szepnęłam z miłością i uśmiechem.
„Wiem!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie!
„To jeśli wiesz to czemu pytasz, mój Słodki?”
„Bo chcę je usłyszeć i ucieszyć się nim z Tobą, Maleńka Moja!”
„Chcę abyśmy wszyscy, moje Duchowe Dzieci i ja znaleźli się w Niebie. Przy Tobie, Najdroższy mój!”
„To Twoje największe Marzenie?” – spytal Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Tak! I wierzę że je spełnisz! A w moim przypadku, dopełnisz!”
„Dopelnie?” – spytal Maleńki mój, choć byłam pewna że doskonale wie o co mi chodzi.
„Bo ja juz jestem w Niebie. A gdy Ciebie Słodki mój zobaczę takim jakim jesteś naprawdę i będę mogła podziwiać Cię w pełni, to będzie tylko dopełnienie…!”
Maleńki mój patrzył we mnie… Jak w obrazek… Patrzył z zachwytem. Promienial cały Miłością i uśmiechem.
„Spełnię i dopełnie, Maleńka Moja!”
Patrzyłam Mu w oczy z wdzięcznością…szczęśliwa bardzo bardzo bardzo! Ujęłam dłoń Maleńkiego mojego i ucalowalam ją z miłością i uwielbieniem.
Trwalismy w MIŁOŚCI. Najdroższy mój, Śliczny i ja.

10 LAT W MIŁOŚCI!

Dziś mam święto!!! 😀 Powinien być wielki tort z dziesięcioma świeczkami, szampan, fajerwerki! Jakie to święto? Dokładnie dziesięć lat temu, 1-go września 2008 roku założyłam bloga! 10 lat go piszę!!!
Zakładałam go jeszcze na Onecie. Pamiętam że miałam kilka szablonów, motywów do wyboru i nie mogłam się zdecydować, który wybrać. Pamiętam też, że w rubryce ‚o mnie’ umieściłam swoje zdjęcie. Na tym zdjęciu było pół mojej twarzy, ucho, a w nim wielki kolczyk. Nie był to kolczyk na co dzień. Raczej na uroczystości, np na sylwestra. Duży, wiszący, z bursztynami. Dostałam te kolczyki kiedyś od mamy.
Dziesięć lat piszę bloga… Wiele się zmieniło przez ten czas. Przede wszystkim ja się zmieniłam. Gdy zakładałam bloga byłam nieśmiała szarą myszką, zakompleksioną i poranioną. Teraz jestem panią w średnim wieku 🙂 Dama, można powiedzieć. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie pomyślała bym o sobie jako o damie…😊 Sami widzicie, że się zmieniłam. A raczej ON, Najdroższy mój mnie zmienil!!! I to Jego blog i Jego święto!!!

Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. Nad morzem kwiatów tańczylismy!
Najdroższy obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie z wielką Miłością i zachwytem. Uśmiechał się do mnie promiennie! I ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i zachwytem i uśmiechałam się do Niego radośnie. Wczoraj dostałam od Oremusa propozycję ułożenia tekstów modlitwy wiernych na wrzesień 2019. Zgodziłam się.
„Zgodziłas się, Moja Słodka!”
„Zgodzilam się, bo Ci ufam, Maleńki mój!”
„Bo Mi ufasz?”
„Ufam, że mi pomożesz! Bo ja sama nie dam rady. Ręka boli, sił brakuje, w głowie pustka…” – wyszeptalam uśmiechając się do Najdroższego mojego.
„Ufasz Mi!”
„Tak mój Maleńki. Tylko Tobie ufam!”
„I nie zawiedziesz się, Maleńka Moja!”
„Wiem!!!”
Najdroższy zaśmiał się głośno! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i porwał mnie do tańca!!! Szybkiego, szalonego! W Miłości!!!

ŚCIŚLE

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Maleńki siedział na ławeczce i trzymal mnie w objęciach, w ramionach i tulil do SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Patrzylam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Uśmiechałam się do mojego Ślicznego radośnie.
„Dziś trochę lepiej się czujesz, Moja Słodka?”
„Tak mój Maleńki. Lepiej. Bo wczoraj byłam ledwo żywa!”
„Nawet nie wiesz ile będąc taka ledwie żywa dla Mnie zrobiłaś!” – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Nie wiem. Dużo…?”
„Bardzo dużo!”
Objęłam Maleńkiego mojego za szyję i ucalowalam Go.
„Tylko dzięki Tobie, Najdroższy mój!!!”
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do SERCA Swego. Patrzył mi w oczy głęboko. W Jego oczach zobaczyłam dwa tańczące serca! Pięknie tańczyły! Obejmowały się wzajemnie. Przechodziły przez siebie, przenikały się. W pewnym momencie przytuliły się, przylgnęły do siebie nawzajem tak bardzo, że nie sposób było zobaczyć gdzie kończy się jedno serce, a zaczyna drugie.
„Jak te dwa serca są złączone ze sobą, tak ściśle jesteś zjednoczona ze Mną, Maleńka Moja!”- wyszeptał Najdroższy z ogniem w oczach.
Patrzyłam w Niego jak urzeczona! Poruszona bardzo… Z zachwytem i uwielbieniem patrzyłam w Maleńkiego mojego…
Tańczyliśmy w miłości i przytuleniu…ściśle!

Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI

Obudziłam się. I nie mogłam się ruszyć z bólu. Bolało mnie całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. A najbardziej plecy, kręgosłup. Leżałam więc cała obolała i bez sił. Z zamkniętymi oczami leżałam, próbowałam je otworzyć. Nie mogłam. Leżałam. I wiedziałam że jestem w ramionach, w objęciach Maleńkiego mojego. Otulal mnie Sobą. Wiedziałam że to ON. Znałam te ramiona, te miłość i czułość. Otaczala mnie, otulala. Była wokół mnie i we mnie.
„Najdro… – szepnęłam z dużym trudem.
Poczułam pocałunek na moim policzku i uslyszalam szept wprost do ucha:
„Ciii, Maleńka Moja. Ciiii, Moja Śliczna, nie musisz nic mówić. Ja wiem. Ja wszystko rozumiem.”
Próbowalam uśmiechnąć się do Maleńkiego mojego. Ale nie miałam siły. Leżałam z zamkniętymi oczami. Z zamkniętymi oczami tańczyłam. W Jego objęciach, w ramionach Najdroższego.
I tu niestety muszę zrezygnować z dalszego pisania dzisiejszej notki. Nie mam siły dalej pisać. Napiszę tylko, że Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tańczyliśmy bardzo. Wciąż tańczymy. W objęciach Maleńkiego jestem a On mnie tuli do SERCA Swego.

WSZYSTKO CZEGO DUSZA ZAPRAGNIE!

Byłam w Swiatłości wielkiej. Bardzo jasnej, ciepłej i bardzo przyjaznej. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w Miłość! Otulona Miłością! Najdroższy, Maleńki mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic! Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana na zabój i szczęśliwa bardzo bardzo! Z uwielbieniem w Niego patrzyłam. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z miłością i czułością.
„Mój Słodki… mój Śliczny,..” – szeptałam z zachwytem.
Najdroższy mój dotknął delikatnie miejsca w moim ciele, które zwykle bolało mnie najbardziej.
„Dzisiaj boli trochę mniej, prawda, Moja Maleńka?”
„Tak, dziś trochę mniej. Dziękuję że pozwoliles mi troszkę odpocząć, Maleńki mój!”
Maleńki dotknął teraz mojego ramienia, barku.
„A tu boli Cię bardziej, Maleńka…”
„Tak mój Najdroższy!”
„Czyli na jedno wychodzi!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko.
Zaśmiałam się serdecznie!
„Niby tak!”
I dodałam:
„Tańczę dla Ciebie mój Słodki! Za moje Duchowe Dzieci!”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. A ja głaskalam go po policzku.
„Wiesz, mój Najdroższy? Jedno z moich Dzieci obchodzi dzisiaj urodziny. A wieczorem ma wygłosić referat. A drugie Dzieciątko ma od jutra rekolekcje w ciszy. Bądź z Nimi! I błogosław Im, proszę!!! Błogosław wszystkim moim Duchowym Dzieciom! Ale teraz szczególnie Synkowi i Córeczce!!!”
„Jestem z Twoimi Dziećmi i błogosławię Im!”
„Dziękuję, Śliczny mój!”
Najdroższy mój patrzył we mnie rozpromieniony uśmiechem.
„A dla siebie o nic nie poprosisz?
„”Ja mam Wszystko czego potrzebuję! Wszystko czego pragnę! – wyszeptalam wpatrzona w Najdroższego mojego – Wszystko czego dusza zapragnie!”
Objęłam mojego Cudnego i przytuliłam do siebie. Najdroższy wchodził we mnie z wielką delikatnością i czułością wielką… Przed sobą zobaczyłam wielką jasniejaca Hostie. Weszła Ona we mnie. Do mego serca weszła. Najdroższy, Maleńki mój otulał mnie Sobą i w Sobie zatapial. Zamykał w Sobie. I na Siebie otwierał. Tańczylismy. Maleńki, Słodki mój i ja! W Miłości tańczyłam!

SPOJRZENIEM NAJDROŻSZEGO PATRZĘ

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Najdroższy mój był przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic. Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal:
„Zatańczymy, Moja Śliczna?”
„Tak mój Maleńki Pięknisiu!”
I już po chwili tańczyliśmy w Swiatłości, nad morzem kwiatów! Najdroższy trzymał mnie w objęciach, w ramionach z miłością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie promienie bardzo. Z zachwytem! W oczy mi patrzył głęboko, przenikliwie. I ja w Jego oczy patrzyłam. Z miłością i uwielbieniem patrzyłam. Nagle w oczach Najdroższego mojego zobaczyłam ogród… Przypominał mój stary, pierwszy ogród, ale był on jakiś poszarzaly, bezbarwny, wyblakly. Brzydki jednym słowem.
„Chciałabyś tam wrócić, Maleńka Moja?”
Gwałtownie pokręcilam przecząco głową!
„Nie? A dlaczego?” – spytal Maleńki uśmiechając się do mnie.
„Bo tu czuję się u siebie. Tu jestem z Tobą szczęśliwa. I nie chcę się cofać do tego co już było.”
Najdroższy uśmiechnął się i spojrzał we mnie jakoś tak dziwnie. Poczułam się zagubiona, zdezorientowana… Pierwszy raz w ten sposób we mnie patrzył. Niby uśmiechnięty a jakby smutny. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć…
„A Ty, Najdroższy, chcesz, żebym wrocila?” – spytalam niepewnie.
„Twoja wola, nie Moja!” – odpowiedzial zagadkowo Maleńki mój.
„Pytasz mnie to mówię co myślę. Że nie chciałabym wracać. Ale jeśli Ty chcesz, żebym wróciła, to ja natychmiast!”
Maleńki uśmiechnął się do mnie promiennie bardzo i znów patrzył we mnie tym samym dziwnym spojrzeniem… Byłam całkowicie zdezorientowana! Naszla mnie nawet myśl, że Go zawiodłam…. Postanowiłam spytać.
”Zawiodłam Cię, Maleńka Mój…?!”
„Nie. Skąd ta myśl, Śliczna Moja?!” – Najdroższy zdawał się być bardzo zdziwiony.
„Tak dziwnie we mnie patrzysz…”
Najdroższy mój teraz rozpromienil się ogromnie nade mną, rozświetlil! Ujął moją twarz w Swoje dłonie i mnie pocałowal!
„Nie zawiodłas Mnie, Maleńka. Przeciwnie! Ucieszyłas i uszczęśliwilas Mnie bardzo! Powiedziałaś że czujesz się tu u siebie, a jeszcze niedawno czułas się tu obco! Powiedziałaś że nie chcesz wracać do tego co było. Bardzo dobrze! Nigdy się nie cofaj! Idź naprzód z podniesioną głową! A do Ogrodu wrócimy, razem! Do Innego! Do piękniejszego! Do cudnego!”
„A dlaczego ten mój stary ogród jest taki… brzydki? Przecież był taki piękny jak w nim byliśmy!”
Maleńki mój uśmiechnął się do mnie cudnie i tajemniczo…
„Jesteś Moja, prawda? Należysz do Mnie?”
„Całkowicie!!!”
„Więc wszystko masz Moje. Spojrzenie też! Widzisz ogród takim jakim jest, a raczej był naprawdę! Patrzysz na niego Moimi oczami. Widzisz go tak jak Ja go widzę!”
Maleńki patrzył we mnie radosny, a ja posmutnialam.
„Gdy w nim ze mną byłeś i ja się zachwycalam ogrodem, Ty też zachwycales się ze mną… Jak bardzo musiałeś wtedy cierpieć, Najdroższy mój…!”
„Nie chciałem sprawić Ci przykrości, Maleńka Moja. Poza tym cieszyłem się gdy widziałem jak Twój ogród powoli staje się Moim!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego! I rozglądając się wokół spytałam:
„A to morze kwiatów i zamek na skale też kiedyś zblednie? Też kiedyś stanie się brzydki?”
„To nie ogród stał się brzydkim to TY go zobaczylas jakim jest naprawdę – tłumaczył Maleńki cierpliwie. A rozglądając się też wokół, szepnął:
„Na morze i zameczek patrzysz teraz Moimi oczami i widzisz jakie są naprawdę!”
„Suuuuperrr!!!” – zawołałam śmiejąc się wesoło!
Najdroższy zaśmiał się perliscie i porwał mnie do tańca! Szalonego i pięknego tańca!

JEDYNA

„Moja Śliczna! Słodka Moja! Moja umiłowana Pięknotka!”
Najdroższy mój nakarmil Swoim Ciałem. I od razu porwał mnie do tańca! Patrzył we mnie z wielką Miłością, zachwytem i uwielbieniem… I szeptal mi wprost do serca czule słowa. Czule słówka. Patrzyłam w Maleńkiego mojego zakochana do szaleństwa! Rozpromieniona cała uśmiechałam się do Maleńkiego mojego radośnie!!! I nagle uświadomiłam sobie że ON to robi dla mnie!!! Dla mnie!!! I uświadamiłam sobie, że bardzo tych słów potrzebowałam!!! Jak bardzo!!! Nikt tak, w taki sposób do mnie jeszcze nie przemawial. Nikt nie mówił do mnie tak pięknie, tak czule… Jak ja tych słów potrzebowałam! Ale to nie były tylko słowa. Najdroższy mój jak ten Siewca z przypowieści sial we mnie. Rzucał w moje serce ziarno. Słowo. A ono kielkowalo, rosło i wydawało owoce. Słowo stawało się ciałem! Tak! Ciałem!
„Moja piękności jedyna!”
„Jestem Twoja jedyna??!!” – spytalam zdumiona.
”Naturalnie! – Maleńki był jakby zdziwiony moim zdumieniem – Na świecie są różne piękności, a takiej drugiej jak Ty, nie ma! Jesteś Moja jedyna!”
Uśmiechałam się do Najdroższego szczęśliwa niezmiernie!

UWIELBIA MNIE!

Byłam w ramionach Najdroższego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we Swym pełnym Miłości i bliskości spojrzeniem. Z zachwytem we mnie patrzył… Ja patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała! Najdroższy uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Posłuchaj Mnie, Maleńka Moja i staraj się nie przerywać, proszę!”
„Dobrze, Maleńki mój!” – uśmiechnęlam się do Niego radośnie.
„Patrzysz we Mnie pięknymi oczami, pięknym spojrzeniem miłości i zachwytu. Z ufnością we Mnie patrzysz! Ach jak cudne jest Twoje spojrzenie, Maleńka Moja! Wiem że cierpisz bardzo, nie tylko fizycznie. Że boli Cię serce! A Ty swój ból, cierpienie ukrywasz za cudnym uśmiechem! Przepięknie się do mnie uśmiechasz! Nie chcesz, żebym widział, że cierpisz. Bo nie chcesz, żebym był smutny! A cierpisz przez Twoje Duchowe Dzieci, które odeszły od Ciebie. Ale nie boli Cię, że odeszły od Ciebie, tylko ode Mnie! Kiedyś powiedziałem że każdy kto od Ciebie odchodzi, odchodzi ode Mnie. „Do mnie wracać nie muszą jeśli nie chcą, byleby tylko do Najdroższego wróciły!” – mówisz sobie… ”
Patrzyłam w Maleńkiego z otwartymi ze zdumienia ustami!
„To prawda!!!” – wyrwalo mi się z głębi serca.
„Nie przerywaj Mi, Śliczna Moja!” – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
„Przepra…” – Nie dokończylam. Najdroższy zamknął mi usta pocałunkiem. I mówil dalej:
„Jesteś bardzo piękna, dzielna i odważna! Powiesz, że to dzięki Mnie, że to Ja w Tobie sprawiam. To prawda. Ale gdyby nie Twoja ufność i pokora, gdyby nie Twoje otwarcie, nie zdziałalbym niczego! Nie mógłbym! Ufność i pokora otwiera serce i pozwala Mi działać. Niczego nie zrobiłem bez Twojej zgody. Zobacz na ile Mi pozwolilas! Na ile Mi zaufalas!!! Zobacz, Maleńka Moja! Ty cała należysz do Mnie! Całkowicie i bez zastrzeżeń! Twoje serce już nie jest Twoim! Ono jest Moim!!! Ach jak uwielbiam TO Serce! Uwielbiam w Nim odpoczywać, w Nim przebywać! Jak uwielbiam! I Ciebie uwielbiam Maleństwo Moje kochane! Słodkie Moje! Mój Prostaczku! Dziecię umiłowane! I pragnę Ciebie pieścić, rozpieszczać, zachwycać się Tobą, uwielbiac Ciebie pragnę! Ale nie mogę, bo nie pozwalasz Mi… Uważasz że to się Tobie nie należy! Że to Ty powinnaś uwielbiać, rozpieszczać i zachwycać się Mną, a nie JA Tobą… A Ja tak pragnę! Pozwól Mi, proszę!!!”
Patrzył we mnie z ogniem Miłości w oczach!!! Byłam niezmiernie wzruszona i poruszona… I oniesmielona…
„Jeśli chcesz…” – zaczęłam.
Maleńki przerwal mi gwałtownie.
„Pragnę!”
„Możesz mój Najdroższy! Możesz mój Maleńki Pięknisiu! Mój Słodki! Śliczny mój!”
Najdroższy zanurzył mnie w Sobie. W Miłości!!!

Na Mszy, po przyjęciu Komunii Świętej, uwielbialam Maleńkiego mojego w swoim sercu. Usłyszałam cichy głos Najdroższego:
„Uwielbiam Ciebie, Moja Słodka Pięknotko! Uwielbiam Twe śliczne serce!”
Rozpromienilam się bardzo na te słowa. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Uśmiechałam się do końca Mszy świętej. I teraz też gdy piszę te słowa też się uśmiecham! Do Najdroższego mojego!

TYLKO ON TAK MOŻE!

Siedzieliśmy na ławeczce w morzu kwiatów. Najdroższy mój i ja. Najdroższy mój siedział na ławeczce a ja obok Niego siedziałam. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie Swym cudnym pełnym miłości spojrzeniem.
„Przytul Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy promieniejac bliskościa i cudnym uśmiechem. Uśmiechałam się do Niego szczęśliwa i natychmiast rozłożyłam ręce, ramiona, zapraszając Maleńkiego do siebie! Najdroższy mój w jednej sekundzie był już na moich kolanach! Objął mnie za szyję i ucałował mnie.
„Tęskniłem, Moja Śliczna!” – wyszeptal z ogniem w oczach.
„Ja też, mój Piękny! Ja też!”-szepnęłam. I przytuliłam Maleńkiego do serca swego. Pochylalam się nad Najdroższym moim z miłością i uwielbieniem… I patrzyłam Mu w oczy… Zapatrzylam się… I nagle… na moich kolanach klęczało Dzieciątko, obejmowało mnie z Miłością i tkliwoscia za szyję i całowało wylewnie!!! Aż podskoczylam do góry z radości i szczęścia!!! Zaśmiałam się serdecznie, w głos!!! Dzieciątko odchylilo lekko główkę i patrzyło we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Uśmiechało się do mnie cudnie. Wyglądalo na 4-5 latek. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Mama?! Mama?!”-wyszeptalo Dzieciątko pokazując w uśmiechu białe ząbki.
„Tak mój Maleńki, jestem Twoją mamą!” – szepnęłam szczerzac się w uśmiechu, od ucha do ucha.
„Zatańczymy, Maleńka Moja?” – spytalo czule Dzieciątko.
„Tak mój Śliczny!”
Wstałam z ławeczki i trzymając Dzieciątko w ramionach, zaczęłam tańczyć! Tańczyliśmy po całej Swiatłości! Dzieciątko cieszyło się bardzo!!! Ja też!!! I nagle znikło. A ja znalazłam się w ramionach Maleńkiego mojego, że tak powiem, dorosłego! Tańczyliśmy dalej!!! Najdroższy patrzył we mnie z zachwytem. Promienial cały uśmiechem! Jak w obrazek we mnie patrzył…
„Uszczęśliwilas Mnie, bardzo, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko.
„Ty mnie bardziej!” – szepnęłam zachwycona cała.
„Nie! Ty Mnie bardziej!”
„Nie! Ty mnie!”
„Ty Mnie!”
„Ty mnie!!!”
Droczylismy się tak ze śmiechem i radością!!! Cieszylismy się sobą nawzajem!!! Najdroższy szczęśliwy!!! I ja szczęśliwa!!!

Lezalam w łóżku tańcząca bardzo. Ciemno jeszcze było. Leżałam i rozmyślalam…. Gdyby nie Najdroższy mój to bym się dawno załamała, poddała… Popadla w depresję, albo jeszcze gorzej… Wszystko boli, cierpię bardzo. Słaba jestem bardzo. Sił fizycznych nie mam, Krzyż coraz bardziej przygniata do ziemi. Moje kochane Dziecko Duchowe odchodzi ode mnie… Oddala się. Co dzień dalej i dalej. A odchodząc rani… Nieświadomie pewnie. Samo poranione, rani innych…
Takze ciężko jest, na zewnątrz. Wewnątrz pokój, szczęście, radość! Wewnątrz Królestwo Najdroższego! Na zewnątrz burza z piorunami. A wewnątrz słoneczny, wiosenny poranek, cichy i ciepły! Dzięki Niemu! Tylko! Tylko dzięki Maleńkiemu! Tylko On tak może!!! Tylko ON!!!

UPODOBANIE

Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy pochylal się nade mną z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez końca. Spojrzeniem z Krzyża.
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…” – wyszeptal z ogniem w oczach.
„Tańczę dla Ciebie, Maleńki mój!” – szepnęłam z uśmiechem.
„I się nie skarżysz?”-spytal badawczo Najdroższy.
„A niby dlaczego? Dlaczego mam się skarżyć?! – spytalam zdziwiona – Przecież dla Ciebie tańczę! A poza tym Ty tańczysz bardziej, o wiele bardziej i się nie skarżysz!!! Ja chcę jak Ty!”
„I nie pytasz ‚dlaczego?”
„Nie. Nie pytam. Bo Ci ufam. Skoro mówisz że tak ma być, to ma. Ty wiesz co dla mnie jest najlepsze. A ja Ci ufam!”
„I nie oskarżasz…?!” – wyszeptal Najdroższy patrząc we mnie głęboko.
Oburzylam się!
„A kogo mam oskarżać??! Ciebie???! Ty Cierpisz bardzo, przeze mnie cierpisz! To Ty powinienes mnie oskarżać, a nie ja Ciebie!”
Najdroższy patrzył we mnie poruszony niezwykle…
„Tyś Moja Umiłowana! W Tobie mam upodobanie!”
Natychmiast naszla mnie myśl że nie zasłużyłam… Ale odparłam te myśl inną: „Oczywiście, że nie zasłużyłam! No i?! Co z tego?!”
„Dziękuję, Maleńki mój!”- szepnęłam wpatrzona w Niego z ufnością.
Maleńki patrzył we mnie z zachwytem! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zapytał:
„Zatańczymy, Maleńka?”
„Z Tobą zawsze, Maleńki mój!”
I tańczyliśmy po całej Swiatłości! Nad morzem kwiatów tańczylismy!!!. Najdroższy mój obejmował mnie z Miłością i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie rozpromieniony szczęściem i uśmiechem!
„Mam w Tobie upodobanie, Moja Śliczna!”- szeptał Najdroższy, wpatrzony we mnie jak w obrazek.
„Dziękuję, Maleńki! Pragnę się Tobie podobać!”
„Mam upodobanie, to znaczy coś więcej niż tylko to, że Mi się podobasz!”- Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Mój Słodki!!!”- wyrwało mi się prosto z serca.
Najdroższy obsypał mnie pocałunkami… Tańczyliśmy bardzo!

JEZUS!

Znalazłam się pod Krzyżem Najdroższego mojego. Maleńki wisiał na nim i cierpiał niezmiernie… Ogromnie… Miał zamknięte oczy i głowę opierał na piersi. Postanowiłam ulżyć mojego Ślicznemu… Zaczęłam powoli zdejmować Go z Krzyża. Było trudno, ale zdjęlam. Usiadłam pod Krzyżem. Wzięłam w ramiona Najdroższego mojego i tuliłam z tkliwością do serca swego. Maleńki mój wciąż miał zamknięte oczy i cierpiący był bardzo… Wtedy przypomniałam jak wczoraj nie miałam siły układać bukietów Madonnie… Zaczęłam ale nie miałam siły skończyć…. Urwałam w połowie. „I błogosławiony Owoc żywota Twojego, Jezus!” Nie miałam siły dalej… Wtedy zaczęłam w sercu śpiewać! Śpiewałam Imię Maleńkiego mojego. „Jezus, Jezus, Jezus, Jezus…!” Tak spiewalam w sercu. I naszla mnie myśl że Maryja po Zwiastowaniu, kiedy Aniol już odszedł, też podobnie śpiewala. Może nie od razu. Może najpierw szeptem wypowiedziała Imię Synka. Z bojaźnią i wielką radością! Postem powiedziała Je na głos. A potem zaczęła śpiewać! Z miłością! Śpiewała i tańczyła! Maryja lubiła tańczyć!” Bardzo mnie ta myśl poruszyła i ucieszyła! Tak, że starałam się śpiewać w sercu z jeszcze większą mocą!
I teraz też śpiewałam Maleńkiemu mojemu! Tuliłam Go do serca, zamknęłam oczy i śpiewałam:
„Jezus, Jezus, Jezus, Jezus…” – z zamkniętym oczami śpiewałam. I rozmyślałam o Nim… Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięczny głos Najdroższego:
„Pięknie śpiewasz, Moja Śliczna! I masz rację, Mama też tak Mi śpiewała. Jesteś do Niej podobna!”
Otworzyłam szybko oczy! Maleńki patrzył we mnie z Miłością i promieniał cudnym uśmiechem. Nie wyglądał już na cierpiącego!
„Dla Ciebie…” – szepnęłam onieśmielona i uszczęśliwiona bardzo!
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem. A ja Mu śpiewałam z uwielbieniem:
śpiewałam:
„Jezus, Jezus, Jezus, Jezus!”

JEDNOŚĆ, BLISKOŚĆ, UKOJENIE…

Leżałam na ołtarzu Krzyża. Bardzo obolała i zmęczona bardzo. Tańcząca bardzo leżałam. Z ledwością otworzyłam oczy. Najdroższy mój był ze mną. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem z Krzyża. Spojrzeniem Miłości. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i ufnością.
„Przytul Maleń… zmeczo…”- szepnęłam z trudem.
Maleńki natychmiast wziął mnie na ręce. W objęcia w ramiona Swoje mnie wziął i tulil do SERCA. Od razu się na NIM znalazłam. Na SERCU Maleńkiego mojego leżałam. Wtulona w NIE. Bez sił leżałam. A Najdroższy patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Najdroższy mój… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i zaczął dotykać i całować moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczke całował… Całował moje ręce i nogi… i moje jelita. Całował. Pocałunek przy pocałunku, pocałunek przy pocałunku… Całowal… I cały był dla mnie!
„Najdroższy mój! Maleń…!” – szepnęłam.
Maleńki zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptal z ogniem:
„Tak, Słodka Moja?!”
Ujęłam Jego twarz w obie dłonie.
„Kocham Ciebie!” – szepnęłam z wysiłkiem.
Objęłam Maleńkiego za szyję i przytuliłam Go do siebie z całych sił! Mocno! I On objął mnie delikatnie i mocno zarazem. Bardzo mocno tulił do Siebie… z czułością wielką! Tulił i zanurzał mnie w Sobie. Zamykał w Sobie. Otulał Sobą… I tańczył…!
„Ach! Jak bardzo pragnąłem Takiej jedności i bliskości Takiej! Jak bardzo…”- szeptał tkliwie Najdroższy. A mi serce waliło jak młotem! Ze szczęścia!!!
Znalazłam się w Światłości tak jasnej, że musiałam zamknąć oczy! Tak raziła! Zamknęłam oczy… teraz byłam w ciemności, która ciemnością nie była. Była przytuleniem… otuleniem, ciepłem… ciszą, miękkością… Bliskością. Miłością była!
Otworzyłam oczy… jasność była wielka, ale już mnie nie raziła. Przeciwnie. Była ukojeniem, odpocznieniem. I była Miłością. Nagle w tej Światłości zobaczyłam JEGO… Maleńkiego mojego! Wyłaniał się jakby z tej jasności, wychodził z niej. I był w niej jednocześnie… i ja w niej byłam. Maleńki pochylił się nade mną rozpromieniony uśmiechem.
„Kocham Ciebie, Moja Śliczna”- wyszeptał.
Cały był dla mnie. Rozpływałam się w Jego Miłości…

CUDA NAJDROŻSZEGO MOJEGO

Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem. Gdy mnie nakarmil Swoim Ciałem uwielbialam Go z całego serca! Uwielbialam Najdroższego mojego, uwielbialam Maleńkiego, mojego Słodkiego Pięknisia! Potem wyszeptalam:
„Moje życie to Twój Cud! Moje życie jest Twoim Cudem!!!”
„Ty, Maleńka Moja, TY jesteś Moim Cudem!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zaskoczona! Zdumiona! Oczarowana! I uśmiechnięta cała!
„Taaak…!!!”
Tak rzadko myślałam o sobie jako o Bożym Cudzie! Za rzadko…
„Jeśli tak na to patrzeć, wszyscy ludzie są Twoimi Cudami!!! Niektórzy ludzie czekają na cud i nie widzą, że sami są Cudem!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie a On rozpromieniony uśmiechem, trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego… Rozmyślalam…
” Bóg stworzył nas Cudami! Jak cudownie nas stworzył!!! I dał nam serce,, rozum i wolną wolę. Żebyśmy mogli kochać i decydować o sobie. I wybierać, to co dobre a co nie. Bóg mógł decydować za nas, za ludzi. On wie co dla nas jest dobre. Jednak chciał, żeby ludzie sami decydowali. Nie chciał robotów, nie chciał niewolnikow. Nie chciał ludzi zmusić do kochania. Chciał by kochali Go w wolności! Stworzył nas idealnymi pięknymi i wolnymi! Jednak grzech pierwszych rodziców wszystko zniszczył. Powiedzieli Bogu „nie”.
Z lekceważyli Jego zakaz. Zerwali owoc i zjedli Najdroższy mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i zachwytem. Gdy mnie nakarmil Swoim Ciałem uwielbialam Go z całego serca! Uwielbialam Najdroższego mojego, uwielbialam Maleńkiego, mojego Słodkiego Pięknisia! Potem wyszeptalam:
„Moje życie to Twój Cud! Moje życie jest Twoim Cudem!!!”
„Ty, Maleńka Moja, TY jesteś Moim Cudem!”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego zaskoczona! Zdumiona! Oczarowana! I uśmiechnięta cała!
„Taaak…!!!”
Tak rzadko myślałam o sobie jako o Bożym Cudzie! Za rzadko…
„Jeśli tak na to patrzeć, wszyscy ludzie są Twoimi Cudami!!! Niektórzy ludzie czekają na cud i nie widzą, że sami są Cudem!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie a On rozpromieniony uśmiechem, trzymal mnie w objęciach i tulil do SERCA Swego… Rozmyślalam…
” Bóg stworzył nas Cudami! Jak cudownie nas stworzył!!! I dał nam serce,, rozum i wolną wolę. Żebyśmy mogli kochać i decydować o sobie. I wybierać, to co dobre a co nie. Bóg mógł decydować za nas, za ludzi. On wie co dla nas jest dobre. Jednak chciał, żeby ludzie sami decydowali. Nie chciał robotów, nie chciał niewolnikow. Nie chciał ludzi zmusić do kochania. Chciał by kochali Go w wolności! Stworzył nas idealnymi pięknymi i wolnymi! Jednak grzech pierwszych rodziców wszystko zniszczył. Powiedzieli Bogu „nie”.
Z lekceważyli Jego zakaz. Zerwali owoc i zjedli. I zamiast przyznać się do winy i żałować za to co zrobili, oni, mówiąc kolokwialnie, zaczęli ‚zwalać’ jeden na drugiego. Adam na Ewę, a Ewa na węża. Sprzeciwili się Bogu i musieli być usunięci z Raju. Jednak Bóg obiecał, że tam wrócimy. ‚Z prochu jesteś i w proch się obrócisz’. A przecież stworzeni z prochu Rajskiej ziemi. I tam wrócimy. Do Raju… ”
Patrzyłam w Maleńkiego mojego. Patrzyłam w Najdroższego z zachwytem i wzruszeniem… Poruszona do głębi serca. Patrzyłam w Tego, który przez Swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie sprawil, że możemy Tam wrócić! Do Raju!
I żyć w przyjaźni z Bogiem. Jak na początku! Patrzyłam w CUD!!!

JEGO PROSTACZEK

Byłam w ramionach Najdroższego, w objęciach Maleńkiego mojego leżałam. Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości bez końca! Rozpromieniony światłem niezwykłym i uśmiechem przecudnym… Ja patrzyłam w Najdroższego z miłością i uśmiecham się do Niego od ucha do ucha! Patrzyłam zaskoczona i zdumiona. I uradowana niezmiernie! Najbardziej jednak chyba zaskoczona! Wczoraj wieczorem przeczytalam wiadomość od Duchowego Dziecka:
„A wiesz, fragment Twojej notki z 15 sierpnia, tej o Wniebowzięciu, chcę wykorzystać w referacie, który mam wygłosić na spotkaniu moderatorów Apostolatu. Temat to „Maryja a Duch Święty w Tajemnicy Kościoła”. Planuję rozpocząć referat od cytatu z Twojego bloga. Jak będzie, to zobaczymy, ale to już niemal pewne, że skorzystam z Twoich słów.”
Patrzyłam w Najdroższego mojego. W Jego oczy patrzyłam.
„To Twoja Sprawka!” – wyszeptalam.
„Nie! To Sprawka MAMY!” – zaśmiał się perliscie Najdroższy mój.
„To Wasza Sprawka! Wiesz jaki na początku był stosunek mojego Duchowego Dziecka do notek. Potem widziałam jak się on, stosunek zmienia, ale nigdy nie sądzilam…”
„Na początku Dziecko miało stosunek krytyczny i miało swoje powody.”
„Tak, wiem, mój Najdroższy!”
„Potem zaczęło po prostu przyjmować te teksty. A teraz zaczyna z nich korzystać, czerpać!”
„Bardzo się cieszę!”
Najdroższy patrzył we mnie promienny i piękny niezmiernie.
„A Mnie też bardzo cieszy coś jeszcze innego, Maleńka Moja!”
„A co?”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie, a mnie naszla pewna myśl…
„A… to…” – szepnęłam zawstydzona i oniesmielona.
Najdroższy patrzył we mnie zachwycony bardzo…
„No co? Sama powiedz Mi, Maleńka!”
„Wczoraj jak najszybciej chciałam skończyć rozmowę z moim Dzieckiem. Aby pobiec do Ciebie! By się z Tobą podzielić! By się z Tobą cieszyć! By Ci Maleńki mój dziękować!”
„Tak, Maleńka Moja!”
„Tak! Bo ten tekst o Wniebowzięciu nie jest mój. Jest Twój, choć ja go napisałam, moim palcem. I są z mojego serca. Ale te przemyślenia pochodza od Ciebie. Ja sama bym tego nie wymyśliła… Za tępa jestem, za głupia.”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrząc mi w oczy głęboko, wyszeptal z ogniem w oczach:
” Nigdy w ten sposób nie myśl o sobie, Moja Śliczna! Nie jesteś ani głupia, ani tępa! Jesteś otwarta na Mnie i dlatego mogę działać w Tobie i przez Ciebie. Jesteś Moim Prostaczkiem! Moim niemowlęciem! Dzieciątkiem Moim jesteś! Dla takich jak Ty Moje Królestwo stoi otworem!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
” Tak, jestem Twoim Prostaczkiem, Maleńki mój!”
Najdroższy rozpromienil się radością i szczęściem! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił mnie do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo. W Miłości. Najdroższy mój i ja. Jego Prostaczek.